Celticu bał się kiedyś nawet Milan. Do dziś śmieją się z Didy

Dida
Obserwuj nas w
fot. Razvan Pasarica/Sport Pictures Na zdjęciu: Dida

Dawny bramkarz Milanu, Nelson Dida do dziś bywa obiektem śmiechu w biało-zielonej części Glasgow. Kibice wspominają mecze Ligi Mistrzów z Milanem z wielkim sentymentem. Zwłaszcza, że na Parkhead z włoskim gigantem ich ulubieńcy wygrali.

Czytaj dalej…

3 października 2007 roku. Jest 91. minuta meczu i Celtic po bramkach Stephena McNamanusa i Scotta McDonalda prowadzi z Milanem 2:1. Trybuny szaleją, bo ten drugi przed chwilą pokonał Nelsona Didę, strzelając zwycięskiego gola. To jedne z najważniejszych chwil w życiu wielu kibiców The Bhoys. Ich ulubieńcy wygrali w wielkim stylu z włoskim gigantem, który był uważany za najlepszy zespół świata. Radość jednego z fanów była tak niepohamowana, że przedostał się na murawę. Przebiegł obok bramkarza Milanu, trącając go ręką w okolicach szyi. Całe zdarzenie było naganne i godne potępienia. Na szczęście nic nie wskazywało na to, by Szkot miał złe intencje lub chciał skrzywdzić bramkarza Milanu. To, co po chwili zrobił Dida, było jednak kuriozalne i w Szkocji pamiętają o tym zdarzeniu, choć minęło już trzynaście lat.

Mecz, gdy Didzie prawie urwało głowę

Dida odwrócił się z pretensjami i zaczął bieg w kierunku kibica. Szybko zorientował się, że go nie dogoni, więc zwolnił, po czym położył się na murawie. Ostatecznie musiał opuszczać boisko przy pomocy lekarzy. W biało-zielonej części Glasgow całe zdarzenie jest barwną anegdotą dla młodych kibiców i często wspomina się je przy piwie. Dida – w oczach fanów Celticu – był zwykłym symulantem. „Czy on kiedykolwiek wrócił do pełni zdrowia po tym brutalnym zajściu na Celtic Park?” – zapytał ostatnio na Twitterze jeden z fanów The Bhoys. Inny kibic ironizował: „To było brutalne zajście, to cud, że Didzie nie urwało wtedy głowy”.

Był czas, kiedy Celticu bało się pół Europy. Przegrywały tam takie marki jak Manchester United, FC Barcelona, Benfica, Spartak i wspomniany Milan. Włosi męczyli się też ze Szkotami w 1/8 finału Ligi Mistrzów. Wiosną 2007 roku w Glasgow padł bezbramkowy remis. Taki sam wynik mieliśmy też w rewanżu w Mediolanie i o wszystkim decydowała dogrywka. W niej jedynego gola zdobył Kaka. Nie można przy tej okazji nie wspomnieć o Arturze Borucu. To Polak w dużej mierze utrzymywał Celtów w grze, rozgrywając na San Siro jeden z najlepszych meczów w swojej karierze. Boruc popisał się genialnymi paradami przy uderzeniach Paolo Maldiniego i Clarence’a Seedorfa. Szkoci byli tym samym o krok od zatrzymania drużyny, która kilka miesięcy później, w Atenach, sięgnęła po triumf w całych rozgrywkach.

Cień drużyny sprzed lat

Od tamtych zdarzeń minęła ponad dekada, a oba kluby są teraz w zupełnie innym miejscu, jeśli chodzi o względy sportowe. Celtic owszem, nadal dominuje w rozgrywkach szkockiej Premiership, ale od 2017 roku nie zdołał awansować nawet do fazy grupowej Ligi Mistrzów. Wygląda na to, że przy obecnym potencjale Szkotów pozostaje im cieszyć się z gry w Europa League. W tym sezonie sen o Champions League wybił im z głowy Ferencvaros, który wygrał sensacyjnie w Glasgow. Jeszcze dekadę temu, gdy na Parkhead przegrywali najlepsi w Europie, nikt by nie uwierzył w to, że Celtic za parę dobrych lat będzie miał problem z kwalifikacjach ze Słoweńcami czy Węgrami.

W normalnych okolicznościach do Glasgow przybyłoby w tym tygodniu kilka tysięcy kibiców z Mediolanu. Miasto i puby tętniłyby życiem, a stadion rozdzierałby ryk 60 tysięcy gardeł. Pandemia korawirusa sprawiła jednak, że mecz będzie rozgrywany przy pustych trybunach. Puby tymczasem, z powodu wzrostu zachorowań na COVID-19, zostały co do jednego zamknięte. Fani Celticu proszeni są o to, by zostali w domach i nie umawiali się na wspólne oglądanie meczu ze znajomymi. Nie ma więc nawet sensu porównywać czwartkowego pojedynku tych klubów w Europa League do rywalizacji sprzed lat.

Polski wątek w meczu z Milanem

Nie znaczy to rzecz jasna, że Celtic będzie dla Milanu chłopcem do bicia. W poprzednim sezonie w Europa League Szkoci wygrali oba mecze z innym włoskim rywalem – Lazio. Szczególnie zaskoczył wszystkich triumf Celtów w Rzymie (2:1). Milanowi też daleko do mistrzowskiego zespołu z 2007 roku, chociaż warto zauważyć znaczący progres. Rossoneri świetnie zaczęli nowe rozgrywki i są liderami Serie A. Wygrali w ostatnią sobotę derby z Interem i chyba nikogo nie zdziwiłby ich powrót do Ligi Mistrzów w kolejnym sezonie. Wygranej w Glasgow nie mają jak w banku, ale są faworytami. Zwłaszcza, że Celtic znajduje się w kryzysie. W ostatni weekend The Bhoys przegrali na własnym boisku derbowy pojedynek z Rangers (0:2), nie oddając w nim nawet strzału w światło bramki. Taka sytuacja zdarzyła się im po raz pierwszy od przeszło dekady.

Jedynym usprawiedliwieniem dla gospodarzy są problemy zdrowotne. Koronawirusa złapali dwaj kluczowi piłkarze. Najlepszy napastnik Odsonne Edouard i kluczowy pomocnik, Ryan Christie. Poza kadrą z powodu COVID-19 są też Nir Bitton i Hatem Elhamed. Do kadry na Milan wraca jedynie Christie. Celtic będzie więc poważnie osłabiony, tym bardziej, że urazu nabawiła się ostoja defensywy, czyli Christopher Jullien. Problemy w ataku otwierają jednak szansę przed Patrykiem Klimalą. Polak, którego pozyskano zimą z Jagiellonii Białystok, wchodzi na razie głównie z ławki rezerwowych. Niestety szansy, jaką dostał od pierwszej minuty przeciwko Rangers, nie zdołał wykorzystać. Klimala był w tym meczu bezbarwny i nie stworzył zagrożenia pod bramką rywala. Dziennikarze The Sun i Daily Mail prognozują, że przeciwko Milanowi Polak wejdzie co najwyżej z ławki rezerwowych. Od pierwszej minuty zagrać mają Albian Ajeti i Leigh Griffiths.

Ze Szkocji dla goal.pl: Michał Wachowski

Komentarze