Wielka kasa w Newcastle United. Dlaczego to za mało, by stać się drugim Manchesterem City?

Newcastle United
Na zdjęciu: Newcastle United

Od października 2021 roku Newcastle United jest w rękach Saudyjskiego Funduszu Inwestycyjnego, czyli de facto księcia i wicepremiera Arabii Saudyjskiej Mohammada bin Salmana. To daje przeogromne możliwości finansowe, a to z kolei budzi skojarzenie z zainwestowaniem pieniędzy w 2008 roku przez innych szejków w Manchester City. Wszyscy wiemy, że od tamtego momentu Obywatele zaczęli osiągać największe sukcesy w historii klubu, więc pojawia się pytanie: czy Newcastle United będzie w stanie nawiązać do tych wydarzeń. I właśnie to jest tematem najnowszego odcinka programu Futbolog.

  • Newcastle United z dnia na dzień stało się obrzydliwie bogate, ale wciąż drży przed spadkiem
  • W najnowszym odcinku Futbologa zastanawiamy się, czy zimowe okno przyniesie klubowi zbawienie i… dlaczego nie
  • Sama historia Manchesteru City może nie być dobrym wyznacznikiem, bo czasy mocno się zmieniły

Newcastle United – bogactwo to za mało

Newcastle ma dziś problem, choć zawsze lepiej mieć problem z dwustoma milionami euro w tylnej kieszeni – a o wydaniu takiej kwoty w zimowym okienku transferowym mówią szejkowie z Arabii Saudyjskiej. Tylko, że ta kwota jedynie na pozór wygląda efektownie, bo jak wiemy, angielski rynek rządzi się swoimi prawami i dysponowanie taką sumą niekoniecznie musi się to przełożyć na wyniki. Przed obecnym sezonem Arsenal wydał na nowych piłkarzy niewiele mniej, bo sto sześćdziesiąt pięć milionów euro, ale żadnego z nich nie da się nazwać gwiazdą pierwszego sortu. Inna sprawa, że wątpliwe, iż Newcastle w ogóle byłoby dziś w stanie przyciągnąć najlepszych, bo wizja bicia się o miejsca w dolnych rejonach tabeli nie jest niczym kuszącym.

Trudno jednoznacznie powiedzieć, na co w głównej mierze oprócz pieniędzy zwracają uwagę piłkarze podpisując kontrakty z klubem, ale poza finansami na tę chwilę śmierdzi tam taką amatorką, że trudno mi wyobrazić sobie tabun chętnych gwiazd chcących umierać za Newcastle. Spójrzmy na fakty.

Szejkowie przejmowali klub w trudnym dla niego momencie. Było jasne, że trzeba poprawić wyniki. Dwa tygodnie po podpisaniu ostatnich dokumentów zwolniono Steve’a Bruce’a. W normalnych klubach następca jest już w takich momentach znany, a jeśli nie, władze mają chociaż kandydatów, z którymi rozmawiają, by szybko włączyć ich do drużyny. W Newcastle czekano jednak dokładnie 20 dni na wypuszczenie z kominów białego dymu i ogłoszenie nowym menedżerem Eddiego Howe’a. Działo się to w przerwie na mecze reprezentacji, w której Howe zachorował na koronawirusa, przez co zadebiutował na ławce dokładnie 18 dni po nominacji. Między siedemnastym października a dwudziestym siódmym listopada Newcastle zagrało sześć meczów, a których prowadziło je czterech trenerów – dwóch stałych i dwóch tymczasowych. COVID u Howe’a był oczywiście nieszczęśliwym zbiegiem okoliczności, ale czekanie z jego nominacją przez trzy tygodnie już nie.

Komentarze