Rui Patricio
Rui Patricio PressFocus

Szok w Wolverhampton. Aston Villa wygrała grając w dziesiątkę

Gdy w 85. minucie sobotniego meczu w Wolverhampton Aston Villa dostała czerwoną kartkę, wydawało się, że skupi się na bronieniu remisu. Tymczasem w doliczonym czasie gry to zespół z Birmingham zdobył niespodziewanie zwycięskiego gola. Jego autorem był Anwar El Ghazi.

Oba zespoły przystępowały do tego meczu mając sobie coś do udowodnienia. Wolverhampton przegrało ostatnio różnicą czterech goli z Liverpoolem, podczas gdy Astom Villa doznała dwóch porażek z rzędu – przeciwko Brighton and Howe Albion oraz West Hamowi United.

Lepsze wrażenie od początku tego meczu sprawiali gospodarze. To oni mieli w pierwszej połowie klarowniejsze sytuacje strzeleckie. Szczególnie aktywny w ofensywie był Pedro Neto, który konstruował groźne akcje do spółki z Fabio Silvą. Żaden z ich strzałów nie zaskoczył jednak czujnego między słupkami bramki gości Emiliano Martineza.

Piłkarze Wolverhampton mieli swoją najlepszą okazję, by objąć prowadzenie po 70 minutach gry. Fabio Silva był wówczas o krok od swojego pierwszego gola w Premier League. Po tym jak piłkę dogrywał mu Podence, zawodnik Wilków trafił w słupek.

Aston Villa broniła się w tym meczu naprawdę rozsądnie. Ekipa z Birmingham sama skomplikowała sobie jednak zadanie w końcówce meczu. W 85. minucie drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę obejrzał bowiem Douglas Luiz. Zawodnik ten został wyrzucony z boiska po tym, jak walcząc o górną piłkę zaatakował rywala łokciem.

Aston Villa wygrywa grając w dziesiątkę

Piłkarze Wilków nie wykorzystali faktu gry w przewadze. Mało tego, w doliczonym czasie gry popełnili katastrofalny błąd, który przyniósł gola rywalom. Nelson Semedo powalił na murawę McGinna, a rezerwowy Anwar El Ghazi zachował zimną krew i zamienił rzut karny na bramkę dla swojego zespołu.

Chwilę później sędzia Mike Dean wyrzucił z boiska drugiego piłkarza w czasie tego meczu. Nerwy puściły graczowi gospodarzy, Joao Moutinho, który sfaulował zupełnie niepotrzebnie Jacoba Ramseya. Trzy punkty pojechały do Birmingham.

Komentarze

Comments 3 comments