Grad goli w Londynie, efektowne przełamanie Tottenhamu

Gareth Bale
Gareth Bale Pressfocus

Tottenham nie miał litości dla Burnley i wygrał aż 4:0. Tym samym podopieczni Jose Mourinho awansowali na czwarte miejsce w tabeli przerwali serię dwóch porażek z rzędu w Premier League.

Hit 26 kolejki Premier League to oczywiście starcie Chelsea z Manchesterem United. Uwaga fanów angielskiej futbolu wcześniej zwrócona była na Tottenham Hotspur Stadium. Podopieczni Jose Mourinho w minionych tygodniach prezentowali się znacznie poniżej oczekiwań, ale mieli nadzieję, że spotkanie z Burnley będzie przełomowym.

Błyskawiczne otwarcie

Planem Burnley na to spotkanie prawdopodobnie było zamurowanie dostępu do własnej bramki i liczenie na kontry. Już w drugiej minucie stracił on jednak sens, ponieważ Tottenham objął prowadzenie. Heung-Min Son miał trochę wolnego miejsca wokół siebie i dośrodkował w szesnastkę, gdzie czekał już Gareth Bale. Walijczyk opanował futbolówkę i przymierzył świetnie w lewy róg bramki.

Tottenham nie zamierzał się zadowolić jednobramową przewagą i dążył do strzelenia kolejnych goli. Sztuka ta udała się po kwadransie gry, gdy Bale podał do Harry’ego Kane’a, a ten uderzył z dystansu. Nick Pope nie zdołał zatrzymać tej próby. W 31. minucie na tablicy wyników widniał rezultat 3:0. We właściwy miejscu o odpowiedniej porze znalazł się Lucas, który uderzył w kierunku lewego słupka. Burnley starało się zmienić losy tego meczu, ale bezskutecznie i do przerwy przegrywało różnicą trzech trafień.

Mecz do jednej bramki

Burnley na drugą połowę wychodziło przegrywając 0:3, więc teoretycznie powinno zagrać odważniej i ofensywniej. Tak się jednak nie stało, ponieważ goście nie mieli odpowiedniej jakości piłkarskiej. Ponadto mieli świadomość, że mogą narazić się na kontratak i przegraną jeszcze większą różnicą goli.

Tymczasem Tottenham jeszcze bardziej zepchnął przeciwnika do defensywy i dziesięć minut po wznowieniu gry podwyższył prowadzenie na 4:0. Ponownie drugą asystę zaliczył Son, który podał do Bale’a, a ten wiedział, jak ma się zachować. Walijczyk przymierzył świetnie w lewy róg bramki. Wynik już się nie zmienił i Koguty triumfowały 4:0.

Komentarze