Sadio Mane
Sadio Mane fot. Grzegorz Wajda

Goodison Park odczarowane. Emocje w derbach Liverpoolu!

W trzech ostatnich derbowych spotkaniach na Goodison Park kibice nie obejrzeli ani jednego gola. W sobotnie popołudnie stadion Evertonu został odczarowany! Po emocjonującym pojedynku The Toffees zremisowali 2:2 (1:1) z Liverpoolem.

Czytaj dalej…

Obie drużyny do spotkania rozgrywanego w ramach 5. kolejki Premier League przystępowały z dużymi nadziejami. Podopieczni Carlo Ancelottiego liczyli na wykorzystanie atutu własnego boiska i odniesienie czwartego z rzędu ligowego zwycięstwa. The Reds chcieli natomiast zmazać plamę po ostatniej klęsce z Aston Villą, która rozgromiła mistrzów Anglii aż 7:2.

Cios Liverpoolu i odpowiedź Evertonu

Mecz na Goodison Park nie mógł się lepiej rozpocząć dla drużyny Juergena Kloppa, która już w 3. minucie zaskoczyła defensywę rywali. Andy Robertson poradził sobie na lewej stronie z jednym z przeciwników, a następnie zagrał do pozbawionego opieki Sadio Mane. Senegalczyk mocnym uderzeniem z siedmiu metrów pod poprzeczkę nie dał żadnych szans bramkarzowi Evertonu.

Niedługo potem The Reds doznali poważnego osłabienia. Kontuzji, po brzydkim wejściu Jordana Pickforda, nabawił się Virgil van Dijk. Holender, który bez wątpienia jest ostoją defensywy The Reds, nie mógł kontynuować gry i jego miejsce na murawie zajął Joe Gomez. Niewykluczone, że brak Van Dijka na boisku pozwolił Evertonowi na doprowadzenie do wyrównania w 19. minucie. Po dośrodkowaniu Jamesa Rodrigueza z rzutu rożnego uderzeniem głową piłkę do siatki wpakował Michael Keane. Liverpool mógłby uniknąć straty bramki, gdyby lepiej w tej sytuacji interweniował zastępujący Alissona Adrian.

W kolejnych minutach nadal oglądaliśmy ciekawe spotkanie, w którym groźniejsze sytuacje stwarzali goście. W 25. minucie Pickforda do wykazania się umiejętnościami zmusił Trent Alexander-Arnold, który ładnie uderzył z rzutu wolnego, ale bramkarz reprezentacji Anglii nie dał się zaskoczyć. Osiem minut później na strzał z dystansu zdecydował się Thiago Alcantara, ale piłka minęła bramkę Evertonu.

W 34. minucie niewiele brakowało, a Liverpool ponownie wyszedłby na prowadzenie po akcji dwójki Robertson – Mane. Tym razem napastnikowi The Reds zabrakło precyzji i futbolówka po jego strzale przeszła obok słupka. Ostatecznie w pierwszej połowie wynik nie uległ już zmianie.

Historia lubi się powtarzać

Druga połowa rozpoczęła się uderzenia Jordana Hendersona, po którym piłka poszybowała nad bramką gospodarzy. W 60. minucie bliski zdobycia drugiego gola był Everton, ale szczęścia zabrakło Richarlisonowi, który główkował z bliskiej odległości, ale trafił tylko w słupek.

Kolejnej derbowej bramki doczekaliśmy się w 72. minucie. Po dośrodkowaniu z prawego skrzydła, Mina zagrał piłkę prosto pod nogi Mohameda Salaha. Egipcjanin bez namysłu potężnie uderzył z prostego podbicia, nie dając żadnych szans Pickfordowi na skuteczną interwencję.

Pięć minut później The Reds byli blisko zdobycia trzeciego gola, gdy celnie po rzucie rożnym główkował Joel Matip, ale na posterunku był bramkarz Evertonu. W 81. minucie piłka znalazła się w siatce po przeciwnej stronie boiska. The Reds dał o sobie znać Dominic Calvert-Lewin, który po centrze z lewego skrzydła wygrał pojedynek główkowy i uderzeniem z bliska doprowadził do wyrównania.

Gospodarze derbowy pojedynek musieli kończyć w dziesiątkę, po tym jak czerwoną kartką za brutalny faul na Thiago ukarany został Richarlison. W doliczonym czasie gry Liverpool był o krok od zdobycia trzeciego gola w tym spotkaniu. Piłka wylądowała nawet w siatce Evertonu po strzale Jordana Robertsona, ale gol nie został uznany, po tym jak VAR stwierdził, że Mane kilka chwil wcześniej był na minimalnym spalonym.

Komentarze