Niko Kovac
Niko Kovac fot. PressFocus

Wielkie emocje i zwroty akcji w hicie Ligue 1! Zimny prysznic dla PSG

W piątkowy wieczór na francuskich boiskach Stade Rennais rywalizował z Girondins Bordeaux. Pierwsze spotkanie 11. kolejki Ligue 1 zakończyło się skromnym zwycięstwem gości 1:0 (1:0). Tymczasem po zakończeniu spotkania na Roazhon Park nadszedł czas na hitowe starcie AS Monaco z PSG. W pierwszej odsłonie byliśmy bliscy deklasacji w wykonaniu Paryżan, jednak po przerwie to gospodarze przejęli inicjatywę, a mecz zakończył się nieoczekiwanym triumfem AS Monaco 3:2 (0:2).

Czytaj dalej…

AS Monaco – Paris Saint-Germain

W pierwszym kwadransie gospodarze zdecydowanie lepiej czuli się na własnej połowie. Swoich szans szukali w kontratakach, które nie robiły większego wrażenia na obrońcach PSG. W 10. minucie Kevin Volland (AS Monaco) huknął z rzutu wolnego w sam środek bramki, przez co problemów z interwencją nie miał Keylor Navas.

Dobry początek Czerwono – białych odszedł w niepamięć już w 24. minucie, kiedy na listę strzelców wpisał się Kylian Mbappe. Francuz otrzymał prostopadłe podanie od Di Marii. W swoim stylu, bez większych kłopotów wyprzedził obrońcę i w sytuacji sam na sam, strzelił nie do obrony w kierunku dalszego słupka. Od tego momentu hitowe starcie 11. kolejki Ligue 1 nabrało rumieńców. Niewiele brakowało, by mecz ponownie zaczął się od początku. Na nieszczęście AS Monaco, błędu Kurzawy nie wykorzystał Kevin Volland, uderzając głową ponad poprzeczką, dosłownie z trzech metrów.

Paryżanie coraz pewniej czuli się przy piłce, kontrolując przebieg gry. W 36. minucie z dubletu cieszył się Mbappe. 22 – latek pewnie wykorzystał rzut karny podyktowany przez faul na Rafinhi. Napastnik PSG tym razem uderzył w prawdy dolny róg bramki.

Jeszcze przed zejściem do szatni, od stryczka AS Monaco dwukrotnie uratował VAR. Najpierw arbiter anulował trafienie Moise Keana, a tuż przed przerwą z trzeciej bramki krótko cieszył się Mbappe. Obaj panowie oddali strzały z minimalnych pozycji spalonych.

Po jednostronnej pierwszej odsłonie nic nie wskazywało, aby losy tego widowiska mogły obrócić się, aż o 180 stopni. Po przerwie zobaczyliśmy zupełnie inną grę w wykonaniu gospodarzy. Podopieczni Kovaca ruszyli do odrabiania strat oraz przyćmili powrót Neymara. Była 52. minuta, gdy Volland wreszcie wpisał się na listę strzelców. Niemiecki napastnik wbił piłkę do bramki z bliskiej odległości na granicy spalonego. Thomas Tuchel w reakcji na wydarzenia na boisku wprowadził na plac gry Neymara. Wejście Brazylijczyka niewiele pomogło PSG, które po 6. minutach obecności swojej gwiazdy straciło kolejnego gola. Tym razem, niesamowitym sprytem popisał się Fabregas, który w ostatniej chwili podał futbolówkę do lepiej ustawionego Vollanda, a ten bez zastanowienia czubkiem buta doprowadził do remisu. Gdyby na Stade Louis II byli kibice, prawdopodobnie bylibyśmy świadkami niesamowitej atmosfery. Pomimo braku dopingu ze strony fanów, AS Monaco dążyło do strzelenia kolejnej bramki. Szczęście do gospodarzy uśmiechnęło się w 84. minucie, gdy Diallo (PSG) dopuścił się bezsensownego faulu we własnym polu karnym, za co został ukarany czerwoną kartką. Jedenastkę na bramkę bez problemu zamienił Fabregas i mecz zakończył się nieoczekiwanym zwycięstwem graczy Kovaca 3:2.

Stade Rennais – Girondins Bordeaux

Wydawało się, że przerwa reprezentacyjna pomoże Czerwono-czarnym w powrocie na właściwe tory. Tymczasem 4. ekipa Ligue 1 znów zagrała poniżej oczekiwań, odnosząc drugą porażkę z rzędu.

Pierwsze minuty spotkania były bardzo intensywne. Już w 2. minucie Flavien Tait (Rennes) miał znakomitą okazję do strzelenia gola, jednak groźne uderzenie ze skraju szesnastki obronił Benoit Costil. Chwilę później Hatem Ben Arfa (Bordeaux) przejął sprytne podanie z bocznej strefy boiska i z bliskiej odległości miał szansę zmienić rezultat meczu. Przypadkowo w tor lotu piłki wbiegł jeden z obrońców gospodarzy, który szczęśliwie zażegnał niebezpieczeństwa. W dalszej części meczu tempo meczu zwolniło, a piłkarze ograniczyli się do walki w środku pola. Tuż przed przerwą ze snu wybudziło nas trafienie Hatem Ben Arfy. Francuz świetnym dryblingiem zgubił kilku obrońców i oddał strzał z linii szesnastego metra. Bramkarz był zasłonięty, przez co spóźnił się z interwencją, jednak nie miał większych szans, ponieważ futbolówka wpadała tuż przy prawym słupku.

Z kolei druga odsłona była zupełnie inna. Piłkarze z Rennes ruszyli do odrabiania strat. Żyrondyści oddali inicjatywę rywalom, głęboko broniąc dostępu do własnego pola karnego. Gospodarze momentami deklasowali graczy Bordeaux, jednak w większości akcji ofensywnych brakowało ostatniego podania, mogącego otworzyć drogę do bramki. Słaba skuteczność uniemożliwiła zmianę rezultatu. Rywalizacja na Roazhon Park zakończyła się cennym zwycięstwem Bordeaux na wyjeździe 1:0.

Komentarze