Gabriel Jesus
Gabriel Jesus fot. PressFocus

Nie ma mocnych na The Citizens, fatalna sytuacja Marsylii

Nie było niespodzianki we wtorkowych meczach Ligi Mistrzów w grupie C. Piłkarze Manchesteru City pokonali pewnie na własnym stadionie 3:0 Olympiakos. Pireus. Takim samym wynikiem zakończyło się starcie w Portugali, gdzie FC Porto zwyciężyło z Olympique Marsylia. Francuski zespół po trzech kolejkach ma na koncie zeru punktów.

Czytaj dalej…

Manchester City – Olympiakos SFP

We wtorkowy wieczór piłkarze Manchesteru City wrócili do grania w Lidze Mistrzów, gdzie czuli się do tej pory fenomenalnie. Obywatele w tych rozgrywkach wygrywali mecz za meczem, a ich kolejnym przeciwnikiem był Olympiakos.

Jeżeli ktoś liczył, że piłkarze Olympiakosu będą w stanie postawić się Obywatelom, po pierwszej połowie musiał czuć się rozczarowany. Piłkarze Pepa Guardioli od pierwszych minut tego spotkania wyszli z nastawieniem przejęcia inicjatywy, co im się udało. Zmasowane ataki w polu karnym przeciwników w 12. minucie dały efekt w postaci gola na 1:0. Kapitalne podania między sobą wymienili Kevin De Bruyne i Ferran Torres. Hiszpański skrzydłowy wykorzystał zagranie Belga, wbiegł w pole karne i uderzył między nogami bramkarza w kierunku lewego słupka.

W dalszych fragmentach meczu Manchester City nie zamierzał zwalniać i utrzymywał wysokie tempo gry. Do przerwy oddali na bramkę rywali jedenaście strzałów, ale nie udało im się jednak podwyższyć prowadzenia, ponieważ zaledwie dwie próby były celne. Z kolei goście mieli spore problemy, aby w ogóle wyjść poza własną połowę boiska, nie wspominając już o kreowaniu akcji ofensywnych. Rezultat 1:0 dla Manchesteru City już się nie zmienił.

Na drugie 45 minut tego spotkania Olympiakos wyszedł odmieniony. Piłkarze tego klubu wykazywali się dużą ochotą do gry i mieli kilka niezłych sytuacji. W 55. minucie gospodarze popełnili błąd, który prawie kosztował ich utratę gola. Phil Foden zagrał ryzykownie w kierunku Johna Stonesa, ale zrobił to źle i strzał zdołał oddać Mathieu Valbuena. Francuz strzelił jednak niecelnie obok lewego słupka, jednocześnie upadając na murawę bez kontaktu z rywalem. 36-latek kontynuował grę, ale zdarzenie to miało wpływ na jego postawę, ponieważ nie był już tak aktywny.

W ostatnich dziesięciu minutach Obywatele strzelili dwa kolejne gole. W 81. minucie udany powrót do gry po kontuzji zaliczył Gabriel Jesus, który wykorzystał podanie De Bruyne i pewnie pokonał bezradnego bramkarza. Ostatni gol w tym spotkaniu miał miejsce już w 90. minucie, a jego autorem był Joao Cancelo. Portugalczyk miał mnóstwo wolnego miejsca w środku boiska i niespodziewanie zdecydował się na uderzenie, co okazało się świetną decyzją, ponieważ piłka wpadła w lewy dolny róg bramki. Olympiakos próbował, ale był dziś bezradny wobec świetnie dysponowanego przeciwnika.

FC Porto – Olympique Marsylia

Drugie wtorkowe spotkanie w ramach grupy C na Estadio do Dragao miało istotne znaczenie w kontekście tego, która drużyna awansuje do fazy pucharowej. Piłkarze z Marsylii w przypadku porażki z Porto mieliby po trzech meczach 0 punktów, co praktycznie przekreśliłoby ich marzenia o zajęciu drugiej pozycji.

Pierwsza połowa tego spotkania rozpoczęła się znakomicie dla gospodarzy, ponieważ już w czwartej minucie objęli prowadzenie. Jesus Corona zagrał do niepilnowanego Moussy Maregi, który z łatwością umieścił piłkę w siatce. Piłkarze z Marsylii mogli odpowiedzieć już sześć minut później, gdy sędzia Mateu Lahoz wskazał na wapno. Z jedenastego metra uderzał Dimitri Payet, ale Francuz uderzył bardzo źle i przeniósł piłkę nad poprzeczką. W 28. minucie Hiszpański arbiter ponownie podyktował rzut karny, tym razem dla FC Porto. Odpowiedzialność na siebie wziął Sergio Oliveira, strzelając pewnie w lewy dolny róg bramki. To było ostatnie trafienie w pierwszych 45. minutach.

Po przerwie obraz gry nie zmienił się. Olympique Marsylia był częściej przy piłce, ale nie wynikało z tego nic konkretnego. Skuteczni byli natomiast gospodarze, którzy w 69. Minucie ustalili wynik meczu na 3:0. Ponownie podawał Corona, a do siatki trafił Luis Dias, nie dając bramkarzowi szans na obronę.

Więcej informacji na temat obu meczów wkrótce

Komentarze