Polska – Słowacja: Biało-czerwoni upokorzeni, eksperyment nie wypalił

Wojciech Szczęsny
Wojciech Szczęsny fot. Grzegorz Wajda

Reprezentacja Polski przegrała pierwszy mecz na Euro 2020 ze Słowacją 1:2. Biało-czerwoni podobnie jak w boju z Islandią byli mało przekonujący i następstwem tego jest to, że szanse na wyjście z grupy znacznie zmalały. Piłkarze zagrali słabe zawody, ale duża w tym zasługa trenera Paulo Sousy, który prawdopodobnie sam pogubił się w swoich wyborach. Oceny w skali szkolnej od 1-6, gdzie 1 to poniżej krytyki, a 6 to występ genialny.

  • Reprezentacja Polski przegrała 1:2 w poniedziałkowym spotkaniu ze Słowacją
  • W starciu przeciwko ekipie Sokoli opiekun Biało-czerwonych zdecydował się na kilka niezrozumiałych decyzji
  • Goal.pl wystawił oceny polskim piłkarzom za starcie przeciwko 34. drużynie w rankingu FIFA

Polska – Słowacja, noty za mecz

Wojciech SZCZĘSNY (2) – Wierzyliśmy, że bramkarz Juventusu w końcu zagra na ważnym turnieju najlepiej, jak się da. Tymczasem w przypadku Szczęsnego zawsze jest coś, co nie gra. Albo czerwona kartka, albo kontuzja, albo jak dzisiaj samobój. Sami byliśmy zwolennikami tego, aby w kontekście bramkarza sytuacja była jasna. Jeśli jednak chodzi o polską bramkę, to życie to zweryfikowało. Szczęsny to chyba typ zawodnika, który musi na co dzień czuć rywalizację. Jeśli czuje się zbyt pewnie, to wpływa to na jego dyspozycję. Przy pierwszym golu mógł zachować się zdecydowanie lepiej.

Bartosz BERESZYŃSKI (1,5) – Nie poznawaliśmy dzisiaj zawodnika Sampdorii. Pewnie dlatego, że nie grał na swojej nominalnej pozycji. Był anonimowy na murawie. Zwykle mocny punkt Biało-czerwonych, pewny w poczynaniach defensywnych. Tymczasem na tle Słowaków, nie grających wybitnych zawodów, był jak dziecko we mgle. To, co miało miejsce przy pierwszym golu dla Sokoli, to kabaret.

Kamil GLIK (3,5) – Jeden z pewnych punktów polskiej defensywy. Sprawdza się w reprezentacji od wielu lat i poniżej pewnego poziomu nie spada. Charakterny. Nawet gdyby miał gorszy dzień, to jest w stanie braki uzupełnić siłą woli. Walczy za dwóch, nie odpuszcza. Gdybyśmy mieli kwartet obrońców stworzony z samych Glików, reprezentacja Polski byłaby w defensywie szczelniejsza niż Grecja na Euro 2004.

Jan BEDNAREK (3,5) – Przy straconych golach nie zawinił i chwała mu za to. Dyspozycja Bednarka nie była zła. Podobnie jak Glik trzymał poziom. Chociaż robił, co w jego mocy, aby nie wdawać się w pojedynki biegowe z Ondrejem Dudą, starając się antycypować ruchy byłego piłkarza Legii Warszawa. Nie dość, że był solidny w defensywie, to jeszcze mógł zdobyć bramkę w końcówce spotkania.

W tym szaleństwie miała być metoda i co? I nic

Kamil JÓŹWIAK (3) – Miał być czarnym koniem w reprezentacji Polski. Wyróżniał się w meczach, gdy wchodził na boisko w roli dżokera. Tymczasem poniedziałkowy mecz w jego wykonaniu wyglądał tak, jakby spalił się mentalnie. Co prawda trochę w grze do przodu robił, ale to zaledwie marny procent tego, na co naprawdę go stać.

Mateusz KLICH (3) – Był pewny siebie na zgrupowaniu w Opalenicy, co miało przełożenie na występ przeciwko Rosji. Aczkolwiek na rosyjskiej ziemi pomocnik Leeds United nie był tym samym zawodnikiem. Oczywiście wyróżniał się przeglądem pola, błysnął przy akcji bramkowej, ale to zdecydowanie za mało, jak na czołowego piłkarza Leeds United, występującego w Premier League.

Grzegorz KRYCHOWIAK (1) – Pierwszy mecz reprezentacja Polski na Euro 2020 rozgrywał w Rosji. Można było mieć zatem nadzieję, że zawodnik, który był wyróżniającą się postacią w lidze rosyjskiej w ostatniej kampanii, będzie rządził w drugie linii. Rzeczywistość jednak brutalnie zweryfikowała to założenie. Co druzgocące, to czerwona kartka były przykrym podsumowaniem słabego występu Krychowiaka, który wyróżniał się faulami zupełnie niepotrzebnymi.

Karol LINETTY (4) – W końcu zagrał na dużym turnieju. Pierwszą połowę jednak przespał. Zdobył bramkę i to była w zasadzie jedyna pozytywna rzecz, którą może przypisać piłkarzowi. Mógł zaliczyć dublet, ale swoją okazję wybornie zmarnował.

Maciej RYBUS (3) – W marcu nie grał w pierwszych meczach reprezentacji Polski pod wodzą Paulo Sousy. W każdym razie wskoczył do wyjściowego składu na premierowy mecz przeciwko Słowacji. Próbował robić szum na skrzydle, wyróżniał się dośrodkowaniami, ale mamy wrażenie, że były one niechlujne. Błędów nie popełniał, ale za mało pokazywał się w grze do przodu. Gra ofensywna w jego wykonaniu nie funkcjonowała najlepiej.

Liderzy zawiedli

Piotr ZIELIŃSKI (3,5) – Tak to ostatnio bywa z reprezentacją Polski, że w momencie, gdy jej gra się nie układa, to pomocnik Napoli jest najjaśniejszą postacią. Na tle przeciętnych Słowaków, wyróżniał się swobodną grą na dużym spokoju. Jego umiejętności techniczne o kilka poziomów przewyższały rywali. Niestety nie miało to przełożenia na wynik. Nie pomagała mu też reszta zespołu.

Robert LEWANDOWSKI (1,5) – Na turniejach mistrzowskich z reprezentacją napastnik Bayernu Monachium zdobył tylko dwie bramki. Punktem zwrotnym miało być Euro. Nic jednak z tego nie wyszło. Lider zawiódł. Miał pięć strzałów, zero celnych. 39 kontaktów z piłką, 21 celnych podań. 50 procent wygranych pojedynków i 10 strat.

Polska - Słowacja
Polska – Słowacja (fot. Grzegorz Wajda)

Kozłowskiego się nie doczekaliśmy

 Przemysław FRANKOWSKI – Grał zbyt krótko, aby ocenić.

Tymoteusz PUCHACZ – Grał zbyt krótko, aby ocenić.

Jakub MODER – Grał zbyt krótko, aby ocenić.

Karol ŚWIDERSKI – Grał zbyt krótko, aby ocenić.

Komentarze