Dlaczego nam zawsze wylewa się zupa?

Jerzy Engel
PressFocus Na zdjęciu: Jerzy Engel

Młodsi kibice nie mogą tego pamiętać, ale część pewnie słyszała od wujków lub znajomych: w 2002 roku selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Engel zadeklarował, że na Mistrzostwa Świata do Korei i Japonii po to, by je wygrać.  – Jedziemy po Puchar Świata – te słowa pojawiły się na okładce Przeglądu Sportowego.

  • W 2002 roku selekcjoner reprezentacji Polski Jerzy Engel zapowiadał walkę o najwyższe cele na mundialu w Korei Południowej i Japonii
  • Ostatecznie Biało-czerwoni nie wyszli z grupy
  • Engel nie żałuje jednak swoich przedturniejowych deklaracji

Jerzy Engel wspomina mundial

W środę miałem okazję zobaczyć się z byłym selekcjonerem i w dniu półfinału mundialu zapytać po 20 latach, czy tamtej deklaracji nie żałuje i czy często mu się ją przypomina. Jerzy Engel tylko uśmiechnął się szeroko, jak człowiek, który nic już nie musi nikomu udowadniać i gryźć się w język: – Absolutnie nie, wiedziałem co mówię. Im wyżej mierzysz, tym wyżej doskoczysz.

Od tego pytania blisko było do oceny występu Polaków na mundialu w Katarze. Na imprezie, na którą pojechaliśmy przecież „by wyjść z grupy”, jak deklarowano w polskim obozie: – I to był moim zdaniem błąd – skomentował Jerzy Engel – To był minimalizm. Oczywiście wyjście z grupy należy uznać za pewnego rodzaju sukces, krok do przodu w porównaniu z tym, co osiągaliśmy, albo czego nie osiągaliśmy we wcześniejszych turniejach, ale nie można tego nazywać jakimś wielkim wynik. Wielki wynik to strefa medalowa, a my od początku postawiliśmy się w sytuacji zespołu, którego marzenia sięgają najlepszej szesnastki. Ja bym tak nie powiedział – z tym samym uśmiechem wyjaśniał mi były trener Polonii Warszawa, uważany w swoich czasach za świetnego motywatora. I choć w Polsce mamy często tendencję, by starszych, doświadczonych ludzi zbyt uważnie nie słuchać, te słowa idealnie moim zdaniem zdiagnozowały jedną z przyczyn gorszego niż oczekiwaliśmy występu w Katarze. Próbowałem sobie na szybko przypomnieć, czy któryś piłkarz lub trener innej reprezentacji powiedział po wyjściu z grupy, że „teraz już nic nie musi”, że wszystko co osiągnie teraz będzie nadprogramowe. I nie pamiętam, by z obozu chorwackiego lub marokańskiego poszedł taki przekaz. Być może dlatego, że tam wszyscy uważali, że wychodząc z grupy wykonali po prostu krok we właściwą stronę, ale do celu, do gwiazd, których chcą dosięgnąć, jest jeszcze bardzo daleko.

Powrót do drewnianych chatek i inne cytaty
Czesław Michniewicz

Byłem wściekły na Leo Beenhakkera i rozczarowany słowami Holendra, oraz całą postawą ówczesnego selekcjonera reprezentacji, gdy przeczytałem jego apel, by Polacy wyszli ze swoich drewnianych chatek. To był jednak rok 2008, a ja byłem wtedy 14 lat młodszy i mniej doświadczony. Teraz coraz bardziej obawiam się, że powinniśmy jak najszybciej wrócić do słów byłego szkoleniowca

Czytaj dalej…

Jako Polacy jesteśmy narodem dumnym, ale brakuje nam trochę mentalności zwycięzców. Nie jestem też fanem amerykańskiego podejścia, że liczy się tylko zwycięzca i złoty medal, gdzie srebrny medalista jest pierwszym przegranym a sensu gry o brąz i trzeci miejsce nie widzi już nikt. Zawsze jest coś pomiędzy, tak jak w rozmowie o występie Polaków dużo jest miejsca między wyborami: efektowny styl i porażka, czy wymęczona wygrana. My jednak uwielbiamy wręcz katować samych siebie honorowymi porażki, które przechodzą do naszej historii i wspominane są równie często, jak zwycięstwa, będące powodem do prawdziwej dumy.

Trenera Jerzego Engela zapytałem też o jeszcze jedno wspomnienie sprzed 20 lat. I znów młodsi kibice mogą nie pamiętać, ale „Gazeta Wyborcza” dała po klęsce w Korei pamiętną okładkę z wizerunkami zawodników na reklamowanych przez nich zupkach w proszku z pamiętnym tytułem: „Piłkarze do zupy”. Z dziennikarzy i kibiców wylewała się wtedy frustracja, bo oczekiwania były inne, a kadra w Azji zwyczajnie nie udźwignęła presji. Jak zwykle winni byli też dziennikarze, których kadrowicze obrażali w pobliżu treningowego boiska i zarzucali nieprzychylność, ale próba, nazwijmy to brzydko, ale trafnie, „zmonetyzowania” awansu i rosnącej popularności nie spodobała się fanom.

– Stawialiśmy wtedy pierwsze kroki na nieznanym dla nas gruncie. Byliśmy sami zaskoczeni tym, co działo się wokół nas. Pamiętam, że sam byłem w szoku, jak wracając z zagranicy zobaczyłem swoje zdjęcie na jakimś bilbordzie. Wiele spraw zostało źle załatwionych, brakowało konkretów, czuliśmy się wykorzystani. Trzeba było to wszystko załatwiać na szybko i po fakcie, bo wcześniej nie zadbano o to w związku. Budowaniu atmosfery to wszystko na pewno nie sprzyjało – opowiadał były szkoleniowiec Polonii Warszawa, w której to wszystko było wcześniej zorganizowane właściwie – tak dobrze, że „Czarne Koszule” sięgnęły w 2000 roku po pamiętny tytuł mistrza Polski. Ale w kadrze skala była już zupełnie inna.

Dziś, ponad 20 lat później sprawy wizerunku graczy i możliwości korzystania z niego przez PZPN są uregulowane perfekcyjnie, ale sprawa premii, której nie było, pokazała, że mentalnie aż tak wiele się w polskiej kadrze nie zmieniło. Zarządzać sukcesem, a za taki niezmiennie uważam sam awans na mistrzostwa też trzeba umieć i bywa to często naprawdę trudne, zwłaszcza gdy brakuje doświadczenia. Dlatego tak ważne, by czerpać z wiedzy tych, którzy już porażki i wiele błędów przerobili – a takich ludzi w polskim futbolu w ostatnich latach nie brakowało. Bo w innym przypadku co dwa lata, przy okazji każdej większej imprezy, będziemy po odpadnięciu Polaków płakać nad zupą, która znów się wylała, co znów wszystkich zaskoczyło. A nasi piłkarze – i trenerzy – nie są wcale tacy do…zupy. Zaczęliśmy od cytatów z Jerzego Engela, warto więc też posłuchać, co dziwi jednego z najbardziej doświadczonych polskich szkoleniowców dzisiaj, gdy na wiele spraw patrzy z dystansu: – Nie rozumiem, dlaczego PZPN nie podjął od razu decyzji dotyczącej przyszłości Czesława Michniewicza. Wykonał plan, moim zdaniem zasługuje na szansę, by dłużej popracować z reprezentacją. A my w Polsce za często zmieniany trenerów, brakuje nam wizji i szerszej perspektywy. Jeśli jednak ma się pojawić nowy selekcjoner, to taka decyzja też powinna być podjęta już teraz i ogłoszona Czesławowi Michniewiczowi – ocenia były selekcjoner, wciąż będący doskonałym rozmówcą.

Żelisław Żyżyński, Canal+Sport  

Komentarze