Grad goli w Łodzi, beniaminek postawił się faworytowi

Lechia Gdańsk
fot. PressFocus Na zdjęciu: Lechia Gdańsk

Na zakończenie niedzielnych zmagań 3. kolejki Ekstraklasy znaleźliśmy się w Łodzi, gdzie lokalny Widzew podejmował Lechię Gdańsk. Obie ekipy zaprezentowały atrakcyjną, ofensywną piłkę, lecz ostatecznie zwycięstwo odnieśli goście. Bramki dla Widzewa zdobył Pawłowski oraz Sanchez, natomiast dla Lechii strzelali Gajos, Zwoliński i Paixao.

  • Widzew Łódź dobrze pokazał się przed własną publicznością, lecz przegrał z Lechią Gdańsk 2-3
  • Beniaminek z Łodzi imponuje odwagą po powrocie do Ekstraklasy. Niekoniecznie przekłada się to na wyniki, bowiem po trzech ligowych spotkaniach ma na swoim koncie trzy punkty
  • Gdańszczanie doczekali się pierwszej wygranej w Ekstraklasie. Tym samym wydostali się ze strefy spadkowej i wskoczyli do środka stawki

Szalone tempo i piękne bramki

Lechia Gdańsk przystępowała do rywalizacji w Łodzi w roli faworyta, choć szansą dla Widzewa był jej czwartkowy mecz w eliminacjach do Ligi Konferencji Europy. Piłkarze gości mieli zdecydowanie mniej czasu na odpoczynek, co mogło odbić się na ich przygotowanie kondycyjne.

Gdańszczanie dobrze weszli w spotkanie, a po pięciu minutach mogli świętować prowadzenie. Zupełnie nieatakowany przed polem karnym Maciej Gajos zdecydował się piekielnie mocne i precyzyjne uderzenie, nie dając szans bramkarzowi rywali na skuteczną interwencję. To zdarzenie rozpoczęło w Łodzi prawdziwy rollercoaster, który oglądało się z ogromną przyjemnością.

W 12. minucie bezsensowne zachowanie we własnym polu karnym zaprezentował David Stec, który najpierw zagrał piłkę ręką, a później podciął Bartłomieja Pawłowskiego. Sędzia Szymon Marciniak nie miał wątpliwości i pokazał na wapno, a skutecznym egzekutorem “jedenastki” był sam poszkodowany. Wynik remisowy utrzymywał się do 40. minuty, kiedy to Łukasz Zwoliński wykorzystał niepewną interwencję Henricha Ravasa i strzałem z bliskiej odległości wyprowadził Lechię na ponowne prowadzenie.

Widzew postawił się Lechii, ale zabrakło jakości

W drugiej połowie zdecydowanie lepsze wrażenie sprawiał Widzew Łódź, natomiast Lechia zdawała się być drużyną do bólu skuteczną. Gospodarze tworzyli sobie liczne sytuacje, ale na samym końcu zawsze czegoś brakowało. Nieskuteczność udało im się przełamać w 71. minucie, bowiem dośrodkowanie z bocznej strefy boiska wykończył Jordi Sanchez.

Ostatnie słowo należało jednak do Lechii, dysponującej w składzie zdecydowanie większą jakością. Na kilka minut przed końcem swoje ogromne umiejętności zaprezentował Flavio Paixao, który najpierw zwodem oszukał rywala, a później lewą nogą umieścił piłkę w okienku bramki Widzewa.

Łodzianie starali się doprowadzić do remisu, lecz dobrze w bramce gości spisywał się Michał Buchalik. Były golkiper Wisły Kraków nie dał się już więcej pokonać, a Lechia Gdańsk zanotowała pierwszy komplet punktów w sezonie ligowym.

Zobacz również: Emocje w Poznaniu, mistrz wciąż bez punktów

Komentarze