Dzienniki z mundialu #10. Strach, tajniacy i zaskakujące obrazki. Kulisy Iran – USA

Iran - USA
Na zdjęciu: Iran - USA

– Nie, nie mogę rozmawiać przed kamerą. – Dlaczego? – To niebezpieczne, przepraszam – taką wymianę zdań zaliczam kilka razy przed meczem Iran – USA. Wcale nie chcę pytać o protesty na ulicach Teheranu, szukam raczej odpowiedzi na pytanie, czy dla zwykłych ludzi to spotkanie ma polityczny kontekst, czy jest po prostu wydarzeniem sportowym. Ale dla wielu Irańczyków rozmowa przed kamerą oznacza zagrożenie. W tłumie można spotkać smutnych panów w garniturach, którzy swoimi telefonami dokumentują wszelkie oznaki wskazujące na niesubordynację.

  • Tym razem wybrałem się na mecz Iran – USA, by zobaczyć, jakie nastroje panują wśród zwykłych obywateli tych krajów
  • Polityczny kontekst tego meczu rozsadzał głowę, ale na miejscu nie zastałem polityki. Zastałem – nie boję się użyć tego słowa – przyjaźń
  • Mecz zakończył się zwycięstwem USA 1:0, ale w tym miejscu nie przeczytacie o tym, co działo się na boisku

Iran – USA, czyli jak mocno się pomyliłem

Ze względu na to, że w Katarze bez problemu można oglądać dwa mecze dziennie – pewnie dałoby się nawet więcej, ale FIFA taki limit wprowadziła dla dziennikarzy – najczęściej na stadion dociera się jakieś dwa kwadranse przed rozpoczęciem grania. Na ten Iranu z USA przyjechałem trzy godziny wcześniej. Nie chciałem robić materiału pod tezę, ale po poniedziałkowej konferencji prasowej z automatu w głowie pojawiła się myśl: o ile dla Amerykanów ten mecz to “tylko” mecz o awans z grupy, o tyle dla Irańczyków sprawa życia i śmierci. Albo chociaż honoru. Nie zakładałem, że zwykli mieszkańcy tego kraju w graniu z USA też mogą widzieć jedynie sport. I bardzo się pomyliłem.

Strach przed rozmową

Obchodząc stadion dookoła mijam dziewczynę. Długie rozpuszczone włosy, makijaż, koszulka reprezentacji Iranu, ale zamiast numeru na plecach, są dwie litery: MA. Jeśli ktoś miałby wątpliwości, o co chodzi, jej przypinka na piersi – nieprzypadkowo w miejscu, które jest zarezerwowane dla logo federacji – wszystko wyjaśnia. Mahsa Amini to 22-letnia dziewczyna, która we wrześniu straciła życie w imię walki o wolność kobiet w Iranie. Aresztowana przez religijną policję moralności za rezygnację z noszenia hidżabu, później najprawdopodobniej pobita na śmierć (władze Iranu zaprzeczają, przekonują, że młoda kobieta zmarła na zawał serca, choć są świadkowie, którzy twierdzą inaczej). Amini stała się symbolem protestów, które masowo opanowały ulice największych irańskich miast i z którymi władza rozprawia się brutalnie.

Dziewczyna, którą spotykam nie chce rozmawiać. To od niej jako pierwszej słyszę, że to zbyt niebezpieczne. Pozwala jedynie sfotografować swoją przypinkę, nie zdradza imienia. Trudno powiedzieć, czy to wystarczające środki ostrożności. Światowe media informowały ostatnio o specjalnych wysłannikach z Islamskiej Republiki, którzy mają dokumentować przejawy zbaczania z narzuconej przez rząd linii. Będąc dwie godziny pod stadionem nie spotkałem nikogo takiego, ale delegacja z serwisu Sport.pl już tak. To smutni panowie w garniturach, którzy w dość ostrożny sposób robią zdjęcia “podejrzanym” Irańczykom.

Wreszcie udaje się namówić kilku z nich na rozmowę, choć pod jednym warunkiem – nie ruszamy tematu protestów. Ci, którzy zakładają symbole przypominające o śmierci Mahsy, uważają, że to wystarczająco jasny sygnał do świata. I wołanie o pomoc. Choć paradoksalnie zdjęć też się boją. Ale grupa chłopaków ze mną porozmawia, nawet pozwolą się nagrać do vloga pod jednym warunkiem – nie podniosę obiektywu powyżej ich klatki piersiowej. Dwóch mówi, dwóch kolejnych stoi za moimi plecami i zerka na ustawienie kamery.

– To oczywiście trudna sytuacja, ze względu na to, że dużo ludzi (Irańczyków) chce wolności, chcieliby mieć lepsze życie, w przeciwieństwie do represyjnej władzy. Jesteśmy tutaj, żeby wspierać naszą drużynę. A przydomek naszej drużyny to Drużyna Ludzi. Nie jest to stowarzyszone z irańskim rządem – nasze wsparcie nie jest wspierane przez rząd. Wspierane jest przez zwykłych ludzi – mówi pierwszy.

Drugi dodaje: – Dzisiejszy mecz to zdecydowanie coś więcej niż tylko gra. Minęło 43 lata, od kiedy Irańczycy próbują wywalczyć swoją wolność. I to, co reprezentuje ten mecz, to wystawienie Irańczyków na główną scenę. A scena mistrzostw świata to w tym momencie jest największa na świecie. A nasi piłkarze walczą żeby pokazać całemu światu, przez co Irańczycy przechodzą. Ten mecz to coś więcej, niż tylko mecz. Nasi piłkarze są pod naciskami rządu, żeby nie protestować. Nasi piłkarze są pod naciskami rządu i nie mogą okazywać wsparcia żadnej ze stron. Wychodzą każdego dnia i walczą, żeby mieć pewność, że świat wie, co dzieje się w kraju, jakim jest Iran.

Mój rozmówca

Oni wiedzą, jak ważny jest mecz z USA. Mecz, który przez swój polityczny kontekst – choć związany z historią relacji obu krajów, nie z samymi protestami – będzie interesował cały świat. Z tym, co się dzieje na trybunach włącznie. Komentatorzy wytłumaczą widzom, o co chodzi. Jeśli piłkarze – zastraszani przez rząd torturami, pod jakie mogą być poddane ich rodziny – znów nie zaśpiewają hymnu, każdy dowie się, dlaczego. A jeśli zaśpiewają, dziennikarze i tak zwrócą na to uwagę mówiąc, co wydarzyło się przed meczem z Anglią.

Kończymy rozmawiać, dostaję nawet podziękowania. Ci, którzy kontrolowali, co nagrywam, mówią, że widzą, iż jestem przyjacielem. – Wszystkie reżimy są złe, wierzę, że pokonacie wasz – odpowiadam. Jeden z nich mnie obejmuje i rozchodzimy się w swoją stronę.

Najbardziej pokojowy mecz świata?

Przyjaźń to ostatnie słowo, które może kojarzyć się z relacjami USA i Iranu, ale pierwsze, które przychodzi na myśl będąc pod stadionem. Jak w tym memie z zestawieniem oczekiwań i rzeczywistości. Naprawdę spodziewałem się wrogości, a otrzymałem coś skrajnie przeciwnego. Gdybym chciał robić zdjęcia wszystkim kibicom irańskim i amerykańskim pozującym do nich razem, ten tekst mógłby się składać wyłącznie z nich. Irańczycy niosący w ręce obie flagi? Na porządku dziennym. Tańczący z nimi? Proszę bardzo.

– Czy ja tutaj widzę przyjaźń pomiędzy… – nie zdołałem do końca zadać pytania młodej dziewczynie krzyczącej “Iran America forever!”, gdy ona odpowiada zdecydowanym “TAAAAK!” (zobaczycie ją we vlogu poniżej). Hitem jest także inna Iranka, która już po meczu zabijającym marzenia o awansie do 1/8 finału, dołącza do kibiców amerykańskich, by skandować z nimi “USA! USA! USA!”. Atmosfera na trybunach? Fantastyczna. Ktoś nie zadbał, by w meczu o podwyższonym ryzyku rozdzielić fanów z obu krajów, ale o bezpieczeństwo postarali się oni sami. Właściwie na wszystkich sektorach ręka w rękę siedzieli Irańczycy i Amerykanie, a wciąż – gdy piszę ten tekst minęło już ponad 12 godzin od ostatniego gwizdka – nie słychać o żadnych incydentach.

To może chociaż wygwizdanie hymnu bezwzględnego imperialisty? Nie, nie tutaj. Braw ze strony Irańczyków nie było, ale szacunek – jak najbardziej. Jeśli ktoś wybrał się na to spotkanie, by oglądać nienawiść, musiał się srogo rozczarować. Otrzymał w zamian dowód, że konflikty i wojny to wymysł zidiociałych polityków. Zwykli ludzie chcą normalności.

Komentarze