Jan Bednarek
Jan Bednarek PressFocus

Bednarek uczcił jubileusz, Helik nie zdołał powstrzymać Chelsea

Czwartkowe spotkania FA Cup w zmiennych nastrojach skończyli Polacy. Southampton z Bednarkiem w składzie wyeliminowało Wolverhampton (2:0), ale Barnsley Helika musiało uznać wyższość Chelsea (0:1).

Bednarek dobrym występem uczcił jubileusz

Spotkanie pomiędzy Wolverhampton a Southampton nie miało wyraźnego faworyta. Obie ekipy w ostatnich tygodniach nie brylowały formą, co wspominając 0:9 w wykonaniu Świętych na Old Trafford trzeba określić pewnym niedopowiedzeniem. Mimo tego Święci ostatecznie wykorzystali bezradność gospodarzy i od pierwszego gwizdka zdominowali Wilki. Przez całe spotkanie Wolverhampton oddało zaledwie jeden celny strzał i nie miało pomysłu na skruszenie dobrze dysponowanej defensywy gości. Do przerwy udawało im się jednak utrzymać bezbramkowy rezultat. Jednakże po zmianie stron szybką bramkę zdobył Danny Ings, a w końcówce wyrok na Wilkach wykonał Stuart Armstrong, wykorzystawszy dobre podanie Nathana Telli.

Pucharowe starcie było setnym dla Jana Bednarka w koszulce Southampton. Polak w dobrym stylu uczcił jubileusz: zanotował cztery wybicia i trzy przechwyty, a ponad 90% jego podań było celnych. Tego dnia był zdecydowanie jednym z najlepszych zawodników w ekipie gości, którzy bez większych problemów awansowali do ćwierćfinału najstarszego turnieju na świecie.

Chelsea skruszyła obronę drugoligowca, ale nie zachwyciła

Thomas Tuchel w swoim pierwszym starciu pucharowym w roli trenera Chelsea mierzył się z zespołem z Championship. W takich meczach potentaci pokroju The Blues mają wiele do stracenia i fani gości mogli tego dnia kilkukrotnie dostać ataku strachu. Bo choć londyńczycy znacznie częściej przebywali przy piłce, to Barnsley częściej tworzyło sobie groźne sytuacje. Kilkukrotnie swoich kolegów ratował też Michał Helik, ale w sytuacji bramkowej nie miał nic do powiedzenia. Goście raz za razem starali się atakować skrzydłami, ale zwykle ich dośrodkowania przecinali defensorzy Barnsley. Wreszcie, w 64. minucie, wprowadzony z ławki Reece James ruszył prawą stroną i dograł po ziemi do Tammy’ego Abrahama, a napastnik z bliska skierował piłkę do siatki. Polski defensor nie mógł przy tej okazji zrobić nic więcej, bo gracza Chelsea krył jego kolega z linii, Mads Juel Andersen.

Chelsea nie bez kłopotów, ale awansowała do ćwierćfinału Pucharu Anglii, który dla Tuchela może wydawać się najatrakcyjniejszy, biorąc pod uwagę brak większych szans na triumf w Premier League czy Lidze Mistrzów.

Komentarze

Comments 3 comments

Stan murawy klubu z championship to był jakiś żart, domyślam że budżet z powodu pandemii pewnie nie jest okazały i nie stać klubu na dbanie o nawierzchni, ale nie dało się oglądać przez to gry Chelsea, no nic im się nie kleiło.