Spadki i awanse po sezonie. Dziwne przypadki zamojskiej okręgówki

Na zdjęciu:

Czy można spaść z ligi w połowie lipca, właściwie miesiąc po zakończeniu rozgrywek, w wyniku… rozstrzygnięcia meczu z 26 marca? Czy można już wywiesić baner z okazji awansu, ten awans uczcić, a potem dowiedzieć się, że awansu jednak nie ma? Jak pokazuje przykład zamojskiej okręgówki – nie ma takich fikołków, których nie dałoby się wykonać w tajemniczym czarodziejskim uniwersum tzw. “polskich niższych lig”.

Lubelszczyzna nie jest najbardziej popularnym regionem na mapie polskiego piłkarstwa, a już okolice Zamościa to ogólna wieloletnia posucha sportowa. Tym bardziej przykro, że w miejscu, gdzie o zwykłe trwanie na jakimkolwiek poziomie toczy się bezustanna walka garstki pasjonatów, dochodzi do takich wielopoziomowych cyrków. Jedna okręgówka na szesnaście drużyn, jedna A-klasa na 13 zespołów (startowało czternaście, ale jeden się wycofał). Do tego dwie B-klasy, łącznie 19 drużyn. Ot, cała ligowa rzeczywistość wokół Zamościa. A i tak musimy tam zajrzeć i sprawdzić, jakim cudem zespół Andorii Mircze DWUKROTNIE świętował własne utrzymanie, a ostatecznie… i tak spadł do A-klasy. Do tego trzeba wyjaśnić, jak to się ma do Omegi Stary Zamość, która po swoim awansie dowiedziała się, że awansu jednak nie ma.

– W przeszłości były tak dziwne sytuacje, jak na przykład zespół, który zajął ostatnie miejsce w tabeli, ale awansował po sezonie wyżej, bo związek wymyślił jakieś baraże. Trudno w to uwierzyć, ale byłem, widziałem. W tym kontekście nie jestem zaskoczony – przekonuje Marek Sztochel, lokalny dziennikarz, który od 40 lat zajmuje się piłką w regionie, a od 20 lat – zawodowo.

Zacząć trzeba tę historię od początku – od meczu 17. kolejki zamojskiej ligi okręgowej, w któej Andoria Mircze przegrała z Błękiinymi Obsza 1:3.

Skąd cały bałagan i dlaczego spadła Andoria?

Pechowe dzieje Omegi Stary Zamość

Pomiędzy decyzjami. LZPN tłumaczy

WALKOWER, KTÓRY RAZ JEST, RAZ GO NIE MA

O co toczy się spór, który od pewnego czasu Andoria Mircze toczy z całym związkowym aparatem, od lokalnego Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, aż po organy odwoławcze Polskiego Związku Piłki Nożnej? Najkrócej rzecz ujmując: o utrzymanie w lidze okręgowej, które Andoria w teorii wywalczyła, nawet dwukrotnie, a w praktyce – straciła już po zakończeniu sezonu, w wyniku przedziwnej prawnej batalii.

26 marca 2022 roku. Druga kolejka po przerwie zimowej, w Mirczu jeden z faworytów do awansu, zespół Błękitnych Obsza, obtłukuje 3:1 lokalną Andorię. Dwa gole strzela nowy-stary zawodnik Błękitnych, Mateusz Wróbel. Wróbel sezon wcześniej zdobył 31 bramek, po czym odszedł do Unii Hrubieszów. Tam zagrał mecz, a następnie powędrował na wypożyczenie do BKS-u Bodaczów. Stamtąd powrócił do Błęktinych, gdzie przywitał się ze starym klubem właśnie poprzez dwa sztychy.

Kto zna się na różnych przepisach związkowych, pewnie już wychwycił problem. Wróbel na przestrzeni jednego sezonu zagrał w trzech różnych klubach. Dla większości osób związanych z piłką to proste jak dodawanie, jak pauza za czerwoną kartkę – takim piłkarzem grać nie można, granie takim piłkarzem kończy się walkowerem. Co ciekawe, już na tym etapie sprawa zaczyna się niepokojąco rozwlekać. Jak to widzi zespół Andorii?

– Ten zawodnik w mediach społecznościowych się odzywał, żeby nie szukać problemów, że wszystko było zgodne z regulaminem związkowym. Piłkarz stwierdził, że związek potwierdził go do gry, więc wszystko jest w porządku. I wtedy też zadzwoniłem do zamojskiego związku, gdzie także usłyszałem, żebyśmy się nie czepiali. Poprosiłem o prawną podstawę tego uprawnienia. Mieli się odezwać, nie odezwali. Zadzwoniłem do centrali do Lublina, gdzie zweryfikowali, że ten pracownik prawdopodobnie popełnił błąd. Potwierdzenie do gry odnosiło się do ustawy z sezonu COVID-owego, który dopuszczał występ zawodnika w trzeciej drużynie. To nie obowiązuje jednak w bieżącym sezonie – mówi nam Przemysław Jeczeń, prezes Andorii Mircze.

Klub zgłosił nieprawidłowość, ale po braku reakcji ze strony związku grał “z przeświadczeniem, że 3 punkty są po stronie Błękitnych”. To trwało 19 dni, Andoria zdążyła zagrać dwa spotkania. 14 kwietnia, prawie 3 tygodnie po meczu, nadchodzi decyzja Komisji Gier oddziału LZPN w Zamościu – walkower na korzyść Andorii, strzelec dwóch bramek nie mógł wystąpić w trzecim klubie, regulamin dopuszcza tylko dwa. W teorii – koniec sprawy, Błękitni plują sobie w brodę, że nie sprawdzili przepisów, Andoria dopisuje sobie komplet punktów. Ale jak to widzą Błękitni?

– Działaliśmy w zaufaniu do związku, bo przecież nie mamy takiej mocy, żeby samodzielnie móc zarejestrować, samodzielnie uprawnić zawodnika. Każdy popełnia błędy, grunt to się do tego przyznać. Mnie zabolało, że mimo konsultacji, związek uprawnił, potwierdził, w ExtraNET piłkarz widniał jako legalny… No to jak tam widnieje, jak można powiedzieć “to wasza wina, bo wy go wystawiliście?” – dopytuje trener Błękitnych, Piotr Paluch. I faktycznie – okręgowy Związek Piłki Nożnej przyznaje, że Mateusz Wróbel został przez nich zatwierdzony. Błękitni widząc, że związek nie ma przeciwwskazań do gry Wróbla, po prostu piłkarza wystawili na Andorię.

Wrócimy jeszcze do prawnej oceny samej sytuacji, natomiast uwagę przykuwa dalszy ciąg. Decyzja o walkowerze od związku w Zamościu wpływa do klubów 14 kwietnia. Dziś mamy drugą połowę lipca…

– Od czasu, kiedy decyzja zapadła w zamojskim związku, byliśmy przekonani, że sytuacja jest dosyć jasna. Graliśmy z przekonaniem, że wszystko jest w porządku, a sytuacja wyjaśniona – mówi nam prezes Andorii. Tymczasem 13 maja, właściwie miesiąc później, Andoria dostała informację, że Błękitni odwołali się od decyzji zamojskiego oddziału. Zamieśćmy fragment kalendarium, które stworzyła Andoria.

* 13 maja 2022 r. otrzymujemy informację, że Błękitni odwołali się od decyzji zamojskiego oddziału i 3 dni później ma odbyć się posiedzenie Związkowej Komisji Odwoławczej LZPN w Lublinie. 16 maja przesłaliśmy do LZPN swoje stanowisko w tej sprawie. Odwołanie przedstawiciele klubu z Obszy wystosowali 15 kwietnia, a my dowiedzieliśmy się o tym niemal miesiąc później (4 mecze)!

* 16 maja 2022 r. Związkowa Komisja Odwoławcza LZPN w Lublinie oddala odwołanie klubu Błękitni Obsza w całości jako bezzasadne – 3 punkty za mecz z Obszą cały czas są na naszym koncie w tabeli.

Zwróćmy uwagę – minęły dwa miesiące od meczu, minęło kilka kolejek, głos zabrał okręgowy Zamość i wojewódzki Lublin. Punkty nadal były na koncie Andorii. A zbliżał się finisz ligi, co było o tyle ważne, że ciasno było na obu frontach tabeli – Andoria walczyła o utrzymanie, ale na górze Błękitni ścigali się o awans z Omegą Stary Zamość.

– Nieuniknione, że w wyniku błędu związkowego ktoś zostanie pokrzywdzony. Tylko, że wcześniej to byliśmy my. Mimo ewidentnego błędu związku podczas uprawniania zawodnika, nie było żadnej podstawy prawnej, aby wlepić nam walkower, bo regulamin jasno określa w jakich przypadkach należy karać walkowerem. Tu wszystko było sprzeczne. Po trzech tygodniach zostaliśmy ukarani walkowerem. Ja szybko odwołałem sę do Lublina, potem do PZPN. Gdyby nie decyzja PZPN, to my bylibyśmy w tej sprawie pokrzywdzeni. Tak się to fatalnie ułożyło, że te punkty decydowały o awansie, o braku awansu Omegi, a także spadku Andorii. Mi też jest przykro, że ucierpiała Andoria, ucierpiała Omega. To nie był przecież ich błąd – mówi Piotr Paluch z Błękitnych.

WKRACZA SZERYF

I właśnie odwołanie do Polskiego Związku Piłki Nożnej stanowi niejako “kość niezgody”. Bo dopiero PZPN zresztą wziął stronę Błękitnych i przywróćił im trzy punkty w ligowej tabeli.

– To była decyzja komisji gier PZPN-u, która była odmienna od organów lubelskiego związku. Stanowisko było odmienne i to dość zdecydowanie. Nie chciałbym mówić tak czy inaczej, nie mam wiele do dodania – trudno, trzeba to przyjąć i tyle – mówi Stanisław Pryciuk, szef okręgowego związku w Zamościu i jednocześnie wiceprezes Lubelskiego Związku Piłki Nożnej.

Klub odwołał się od decyzji Komisji Gier Oddziału LZPN w Zamościu (organ odpowiedzialny za przeprowadzenie rozgrywek klasy Okręgowej, klasy A, klasy B na terenie 5 powiatów zamojskich) do Związkowej Komisji Odwoławczej LZPN, który uważał, że to nie jest jego wina, że grał w ich drużynie zawodnik niezgodnie z przepisami – Uchwałą PZPN dot. liczby klubów do których może być zgłoszony, a w ilu może grać w danym sezonie czy rundzie. ZKO LZPN podtrzymał decyzję Komisji Gier Oddziału Zamość zwracając uwagę, że winę ponosi w części osoba z Oddziału, ale także klub – mówi nam Zbigniew Bartnik, prezes LZPN-u – Klub szukał dalszych możliwości zmiany niekorzystnego rozstrzygnięcia dla siebie. Sprawa dotarła na forum Nadzwyczajnej Komisji Odwoławczej PZPN, gdzie wydano decyzję satysfakcjonującą klub. Jednak nie mogę komentować tej decyzji – jest decyzja ostateczna i musimy ją respektować – tak Oddział w Zamościu jak i klub/kluby. Jeszcze raz podkreślę: lubelska związkowa komisja uznała, że grał nieuprawniony zawodnik, sprawa została potraktowana inaczej w nadzwyczajnej komisji PZPN, jeszcze raz powiem: nie mnie to komentować.

Dotarliśmy do jednego z członków komisji PZPN, która podjęła taką decyzję, natomiast odmówił komentarza.

Brzmi dość klarownie. Lubelszczyzna chciała to rozwiązać między sobą, na bazie przepisów, które jasno mówią o dwóch klubach. Oczywiście, dostrzegany był błąd pracownika OZPN-u, który nie uprzedził Błękitnych o tym, że zawodnik może zostać zarejestrowany, ale nie może grać. Natomiast to nie zwalniało klubu ze szczególnej ostrożności przy wystawianiu Wróbla – dość powiedzieć, że super-snajper już później nie zagrał.

– Pierwotny błąd został popełniony zarówno przez sam klub i jego nieznajomość przepisów, że ten piłkarz nie może wystąpić, ale też trzeba uderzyć się w pierś, pracownik też tak nie do końca poinformował ten klub, że nie może wystąpić w trzecim klubie. To jest zawiłe, wszyscy dziś będziemy odpychać od siebie odpowiedzialność, no ale też na przykład trudno wymagać, że klub z Obszy, nie mający administracji, śledził aż tak uważnie wszystkie zmiany przepisów. No i wszyscy popełniamy błędy, nawet Legia to zrobiła w Lidze Mistrzów – przyznaje Stanisław Pryciuk.

– Regulamin jest tak skontruowany, że zawodnik może być uprawniony/zgłoszony do trzech klubów, ale może wystąpić tylko w dwóch. To jest cytowane w naszych pismach. Jeśli chodzi o walkowery, to tam jest zamknięty katalog spraw, za które można przyznać walkower. I tam jest taki punkt, który mówi, ze walkower jest za nieuprawnionego zawodnika bądź uprawnionego niezgodnie. Tak mniej więcej ten przepis brzmi. Ale tu wchodzimy w semantykę. Według PZPN-u za to, że zawodnik został błędnie uprawniony przez pracownika nie może zostać przyznany walkower, chociaż LZPN uważał, że powinien być, bo ten piłkarz zagrał w trzech klubach. No to jak? – dopytuje Przemysław Jeczeń, prezes Andorii.

Pewnie całość byłaby nieco łatwiejsza do zaakceptowania, gdyby nie czas. Ostateczna decyzja zapadła bowiem 29 czerwca, trzy dni po ostatnich meczach w zamojskiej okręgówce, gdy już wyparowały procenty zarówno u tych fetujących awans, jak i tych świętujących utrzymanie.

Ta końcówka ligi jest wyjątkowo pasjonująca, bo pojawiają się w niej kolejni aktorzy. Między innymi z Omegi Stary Zamość, a więc klubu, który już dwa lata temu został dość mocno skrzywdzony przez instytucje piłkarskie.

OMEGA, CZYLI DO TRZECH RAZY SZTUKA?

Omega Stary Zamość po raz pierwszy na ogólnopolskich portalach zagościła w “sezonie covidowym”. Wówczas nagłe zakończenie niżśzych lig spowodowało masę wątpliwości, szczególnie w kwestii spadków oraz promocji do wyższych klas rozgrywkowych.

Wówczas LZPN był zmuszony powiększyć czwartą ligę do 24 zespołów, by uniknąć absolutnie niespotykanej sytuacji, gdy w rozgrywkach uczestniczyłyby 23 drużyny. Całość zresztą była niejako pokłosiem sytuacji z Motorem Lublin i Hutnikiem Nowa Huta, w której “salomonowo” uznano, że z jednego miejsca, które gwarantowało awans do II ligi, “covidowo” zrobi się miejsca dwa. Jak wszyscy pamiętamy – na szczeblu centralnym doszło do kuriozalnych sytuacji, gdy tak zasłużone kluby jak GKS Katowice normalnie miały kolejkę, w których po prostu pauzowały, jako nieparzysta ligowa drużyna.

No dobrze, ale jak można było wybrnąć z sytuacji, gdy potrzebny jest 24. zespół, wyłoniony spośród zespołów, które zajęły 3. miejsca w czterech różnych grupach IV ligi? Czy będzie to zespół z największą liczbą punktów, czyli Omega Stary Zamość? Czy będzie to zespół z najlepszą różnicą goli, czyli Omega Stary Zamość? A może będzie to jednak drużyna z grupy, która zrzesza najwięcej powiatów, czyli Iskra Piotrowice z lubelskiej okręgówki?

Sprawa Omegi sprzed dwóch lat – kuriozalna. Przerwane rozgrywki, liga składała się z 16 zespołów, ale powiększono ją do 24. Nikt nie spadł, awansowało osiem drużyn, mistrz i wicemistrz okręgówki. Ale jeden z zespołów się wycofał, więc zrobiło się miejsce dla zespołu z czwartego miejsca. I na jakiej podstawie przyznano ten awans akurat zespołowi z okręgówki lubelskiej? Ligi są równe, cztery okręgówki. Można było na boisku zorganizować baraże. Tabela jasno wskazywała, że najlepszy bilans miała Omega – w czternastu meczach 31 punktów, podczas gdy awansowane Piotrowice w szesnastu meczach 30 punktów. Omega zgłaszała chęć gry wyżej – mówi nam Marek Sztochel,

Archiwalny tekst Weszło zawiera wypowiedź człowieka z LZPN-u, Konrada Krzyszkowskiego z Wydziału Gier.

To zarząd podjął tę decyzję, my nie mieliśmy na to wpływu. Natomiast mamy cztery okręgówki, z czego w lubelskiej biorą udział drużyny z 10 powiatów, a w pozostałych z trzech lub czterech. Stwierdzono więc, że skoro nie można rozegrać barażów w czerwcu, bo rozporządzenie na to nie pozwala, jeśli nie ma się specjalnej zgody, a poza tym trzeba byłoby grać baraże podwójne, awansuje drużyna z ligi, w której liczebnie jest ponad 700 tysięcy mieszkańców, w której jest terytorialnie najwięcej powiatów. Nie jestem członkiem zarządu, więc w tym nie uczestniczyłem, natomiast zrobiono to w ten sposób – tłumaczył decyzję o wypromowaniu Iskry kosztem Omegi.

– Związek nie brał nas pod uwagę, zrobił sobie uchwałę, przegłosował, temat zamknięty, choć dzwoniłem, pisałem. Wszystko załatwione za zamkniętymi drzwiami. Nikt do nas nawet nie zadzwonił czy my, jako najwyżej sklasyfikowana drużyna z tych czterech okręgów, chcielibyśmy grać wyżej. Żadnej transparentności – mówi nam Grzegorz Maluga, prezes Omegi Stary Zamość.

– Dwa lata temu dzwoniłem w sprawie tego trzeciego miejsca do rzecznika PZPN-u, ale powiedziano mi wtedy, że PZPN nie jest organizatorem tych rozgrywek, nie nadzoruje ich. A teraz na odwrót. Nie mam niestety tego na piśmie, bo to było tylko na telefon, ale tak było – dodaje prezes, który dwa lata temu musiał zmierzyć się z pierwszym awansem, który był na wyciągnięcie ręki, jednak okazało się żę Zamość jest mniejszy niż Lublin (sic, to zadecydowało!).

Na szczęście – co się odwlecze, to nie uciecze. Tym razem Omega pewnie wygrała ligę, zapewniając sobie awans już na kolejkę przed końcem, remisem z Tanwią Majdan Stary. Zbiegło się to zresztą w czasie z utrzymaniem Andorii, która w przedostatniej kolejce wygrała 4:1 i straciła matematyczne szanse na spadek. W ostatniej kolejce jedni i drudzy grali już “o pietruszkę”.

– Przebudziliśmy się o 9, w niedzielę po fecie. Dostaliśmy nieoficjalnie SMS-a, że jest jakieś odwołanie odnośnie walkoweru. Ale my nie bralismy pod uwagę niczego, jak podtrzymanie zapadłej wcześniej decyzji, bo przepis wydaje mi się jasno skonsturowany. Sytuacja z 17 kolejki, sprzed trzech miesięcy, miałaby teraz zaważyć na awansie? No nie. Z tym przeświadczeniem pojechalismy na ostatnią kolejkę do Biłgoraja, najlepiej grającej wiosną u siebie drużyny. Nie ukrywam, pojechaliśmy w luźnym nastroju i przegraliśmy – opowiada Grzegorz Maluga, prezes Omegi.

– W niedzielę wracam z meczu, zaczynam zbierać materiały, dzwonię do trenera Błękitnych i dowiaduję się od niego, że Omega już wywiesiła baner, świętowała awans, ale jeszcze będą jakieś sprawy związane z meczem Błękitni – Andoria. Napisałem o tym we wtorkowej Kronice i de facto zainteresowane kluby dowiedziały się o tym z mojej Kroniki Tygodnia – tłumaczy Marek Sztochel – Powinny wiedzieć dużo wcześniej, że jakiekolwiek postępowanie się toczy. Bo jeśli zespół nastawia się na remis, bo mu wystarcza, to jest inne granie, niż gdy potrzebuje trzech punktów. To jest oczywiste. Nie podejmujesz albo podejmujesz ryzyko otwartej gry, kontry i tym podobnych. To jest skandaliczne, że niektóre kluby dowiedziały się o wszystkim z gazety.

W Andorii jednak czekali ze świętowaniem, świadomi, że Błękitni mogą jeszcze próbować kolejnych odwołań w sprawie marcowego meczu. Ale ostatnia kolejka znów ułożyła się po ich myśli. O tym, jaki miało klimat zamknięcie ligi okręgowej, najlepiej świadczą właśnie terminy w tej ostatniej kolejce. W teorii wszyscy mieli grać równocześnie, by uniknąć jakichś magicznych ustawek, gdy dany wynik premiuje oba zainteresowane kluby. W praktyce? Wszystko było właściwie rozstrzygnięte, część spotkań przerzucono z niedzieli, 26 czerwca na sobotę, dzień wcześniej. Tak było m.in. z meczem Olimipiakos Tarnogród – Victoria Łukowa. Victoria przegrała i straciła szansę na utrzymanie – nawet, gdyby Andorii urwano punkty za walkower z marca.

– Mecz w Mirczu z Roztoczem Szczebrzeszyn – w teorii “o pietruszkę”, ale głównie o uhonorowanie naszego zawodnika Artura Maca i miłe pożegnanie się z kibicami. Mecz nie ułożył się po naszej myśli, straciliśmy bramkę po rzucie rożnym i musieliśmy gonić wynik. Wyrównującą bramkę zdobył Kamil Sitarz, a słupki i poprzeczka ratowały kilkukrotnie bramkarza gości przed utratą kolejnej bramki. Wynik ostateczny – 1:1. Co warto podkreślić, w niedzielę 26 czerwca po raz drugi cieszyliśmy się z utrzymania, ponieważ nawet gdyby ktoś wycofał się z przyznanego nam walkowera z Obszą, mieliśmy bezpieczną przewagę nad strefą spadkową – zajmujemy ostatecznie 9. miejsce w tabeli – relacjonuje u siebie Andoria finisz ligi.

ZAWSZE CZEKAJ NA NAPISY KOŃCOWE

Andoria pierwszy cios otrzymuje już 27 czerwca, gdy mecz Olimpiakos – Victoria zostaje zweryfikowany jako walkower dla Victorii. Teraz Andoria do utrzymania potrzebuje utrzymania walkowera za spotkania z Błękitnymi sprzed trzech miesięcy. 29 czerwca… Najwyższa Komisja Odwoławcza PZPN-u zaprasza ich na posiedzenie w sprawie skargi kasacyjnej Rzecznika Ochrony Prawa Związkowego PZPN od orzeczenia Komisji Odwoławczej Lubelskiego ZPN wraz z treścią skargi. Sześć ostatnich kolejek klub grał bez świadomości, że istnieje jakiekolwiek odwołanie do PZPN-u, bez świadomości, że faktycznie realnie istnieje szansa na odebranie punktów za starcie z Błękitnymi.

Dla nas to jest parodia. Żyjemy w XXI wieku, a cały proces odbywa się gdzieś poza nami, nie wiemy na czym stoimy, choć jesteśmy najbardziej zainteresowani. Przecież my powinniśmy być poinformowani jako pierwsi. O odwołaniu do PZPN dowiedziałem sie oficjalnie trzy dni po rozgrywkach, wcześniej tylko przecieki z gazet. Kuriozalnegrzmi Przemysław Jeczeń z Andorii.

Dwa lata temu, gdy Omega zgłosiła swoją sprawę do PZPN, usłyszano, że to nie ich sprawa. A teraz nagle to ich sprawa i podważają wszystkie wyroki z Zamościa i Lublina. Ale pretensje do PZPN mam takie, że nawet przez chwilę nie uwzglęniono naszej sytuacji. Tam był rozważany tylko wycinek – czy LZPN popełnił błąd przyznając walkower. Tylko to. Nikt nie patrzył na ogół sytuacji – dodaje prezes spadkowicza. Świeżo upieczonego spadkowicza? Spadkowicza upieczonego już po zakończeniu ligi.

Tu rozgrywał się jeden dramat, dramat klubu, który spada z ligi. Ale na górze Błękitni przeskoczyli Omegę. Tak, właśnie tę Omegę, która już raz awans straciła na rzecz “ligi, która rozgrywana jest dla większej liczby mieszkańców w powiatach”, czy jak dokładnie ująć to, co zadecydowało o pandemicznych rozstrzygnięciach.

– Kabaret. Piłkarski poker. Piłkarskie jaja. Lepszego określenia nie mam. Po trzech tygodniach przyszła decyzja, że walkower pozbawia nas awansu. My już w tym czasie podjęliśmy rozmowy z władzami gminy odnośnie budżetu na IV ligę. Rozmawialiśmy ze sponsorami i piłkarzami, którzy mieli nas tam reprezentować. Dokonaliśmy renowacji płyty boiska specjalnie pod czwartą ligę. Ponieśliśmy szereg kosztów. Zatrudniliśmy spikera i kierownika ds. bezpieczeństwa. A potem zostaliśmy de facto zdegradowani. I obudziliśmy się w bardzo kiepskiej sytuacji. Z kadry, którą miałem w lidze okręgowej, odeszło mi kilku graczy ze względu na to, że został mi odebrany awans. Kilku, których chcieliśmy, rozeszło się po innych klubach. Nikt nie chce do nas przyjść. Jesteśmy nie powiem gdzie – mówi Grzegorz Maluga z Omegi Stary Zamość.

Zbigniew Bartnik, prezes LZPN: – Dlaczego Omega nie walczyła do końca we wszystkich meczach? Proszę popatrzeć na ich ostatnie wyniki. Każdy w swojej wypowiedzi ma swoje racje, my uznaliśmy, że nie tędy droga, żeby przez nie nasze ostateczne decyzje, a płynące z PZPN-u, teraz powstawał argument za powiększeniem IV ligi, klasy Okręgowej, a zaraz klasy A, bo to się wiąże z kolejnymi ruchami.

– Od początku rundy wiedzieliśmy, że dwa najtrudniejsze mecze mamy na koniec. Dlatego zależało nam, by zapewnić sobie awans wcześniej, a tam móc jechać na totalnym luzie, mając jasną sytuację w tabeli. Pogubilśmy w trakcie sezonu punkty, żeby było zabawniej między innymi w Mirczu, ale kto ich nie gubi. Ale udało się awansować. Kibice i wszyscy “eksperci” mówią, że trzeba było wygrać w Biłgoraju na koniec i nie byłoby tematu. Powiem więcej: trzeba było wygrać 30 meczów w lidze i też nie byłoby tematu. Chłopaki byli rozluźnieni i nie wiem co trzeba zrobić, by w takim układzie tabeli, po świętowaniu, przy takich założeniach, mocno ich zmotywować. Kto zna realia niższych lig ten wie jak to jest w takiej sytuacji – dodaje Maluga.

Pytamy tam, gdzie popełniony został ten pierwotny, pierwszy błąd. W okręgowym związku, w Zamościu.

– Najgorsze w tym wszystkim jest to, że tak późno zapadła decyzja. Bo teraz to jest odbierane tak, jakby awansował ktoś inny, jakby ta decyzja zapadła przy zielonym stoliku. Gdyby zapadła w momencie, gdzie do końca było kilka spotkań, to nie byłoby sprawy. Ale jak ktoś zmienia tabelę tydzień, dwa po sezonie, to ludzie odbierają to tak, jak każdy z nas by odbierałże ktoś im zabrał awans, że ktoś ich wepchnął w spadek. Natomiast pamiętajmy, że sezon trwał cały czas, to wiele kolejek, te kluby wiedziały, że to jest poddawane jurysdykcji – mówi Stanisław Pryciuk, wiceprezes LZPN-u i prezes zamojskiego oddziału tej organizacji.

– Andoria została pokrzywdzona, Omega Stary Zamość została pokrzywdzona. Nieuniknione, że w wyniku błędu związkowego ktoś zostanie pokrzywdzony. Tylko, że wcześniej to byliśmy my. Mimo ewidentnego błędu związku podczas uprawniania zawodinka, nie było żadnej podstawy prawnej, aby wlepić nam walkower, bo regulamin jasno określa w jakich przypadkach należy karać walkowerem. Tu wszystko było sprzeczne – dodaje Piotr Paluch z Błękitnych. – Decyzja przy zielonym stoliku, w lipcu? Sprawa została przez nas maksymalnie szybko zgłoszona, na pewno nie obudziliśmy się w lipcu jak sugerują niektórzy. To nie nasza wina, że to się ciągnęło tyle czasu w związkach – de facto od końca marca.

NIC NIE DA SIĘ ZROBIĆ?

Wbrew pozorom nikt nie ma specjalnych pretensji do klubu Błękitnych.

– W miarę rozumiem sytuację i postępowanie klubu z Obszy. Nie miałbym do nich pretensji. Gdyby mnie potwierdzono, że gracz może wystąpić, też bym walczył jak oniprzyznaje Jeczeń.

Pretensje są o zachowanie Lublina i Zamościa już po decyzji PZPN-u, która podważyła ich wcześniejsze ustalenia, w dodatku po ostatnim gwizdku sezonu, krzywdząc dwa kompletnie niewinne kluby. Działacze obu wykazują – po pierwsze, nikt z regionu nie śmiał oprotestować decyzji centrali. Po drugie – nie wykorzystano furtki, która już dawno została szeroko otwarta, również na Lubelszczyźnie. A mianowicie – dokooptowania Omegi jako drugiego wypromowanego wyżej zespołu, co pozwoliłoby utrzymać Andorię, utrzymać awans Omegi i uznać decyzję PZPN-u w sprawie Błękitnych. Wszyscy byliby wówczas zadowoleni, nikt nie poniósłby strat.

– Do Lublina wysłaliśmy przypadek z III ligi z naszym uzasadnieniem z tamtego roku. GKS Wikielec, sezon 2020/21. Podobna sytuacja, dostali walkower – tam była kwestia przerw meczowych i tego kiedy wszedł ten piłkarz. Potem związek cofnął tę karę za niską szkodliwość czynu, ale przez te zabrane punkty Wikielec został najwyżej sklasyfikowanym spadkowiczem. PZPN zgodził się rozszerzyć ligę, dokooptować tę drużynę. Miałem nadzieję, że mając na uwadze dobro klubu, tu także pójdą tą drogą – mówi Jeczeń.

Nie uważam, by LZPN był winny samej sytuacji. W przepisie jest jasno napisane, że zawodnik mógł być zarejestrowany w trzech klubach, ale zagrać móże w dwóch. Nie wiem jak to trzeba interpretować, by rozumieć inaczej. Dwa kluby na sezon i koniec. Co do sezonu COVID-owego była jasna adnotacja, że dotyczy to tylko tamtego konkretnego sezonu. Nie mi oceniać kto popełnił w tym wszystkim błąd, tak jak wspomniałem przepis jest jasny i przejrzysty tak dla klubu z Obszy jak i dla związku. A skoro ktoś ten regulamin zaakceptował to powinien go przestrzegać. Poza tym dlaczego Omega i Andoria, ma być w całej sytuacji najbardziej pokrzywdzona kiedy oba kluby nic nie zawiniły? A klub który wystawił zawodnika, który nie mogł brać udziału w pamiętnym meczu i Związek który zawodnika uprawnił nie poniósł żadnych konsekwencji. Wygrała nieznajomość przepisów. Przecież tu brakuje słów. To, za co jednak mam pretensje do LZPN, to zachowanie po decyzji PZPN. Związek nie raz przyznawał awanse poza regulaminem. Mamy sytuację z Motorem i Hutnikiem, mamy w zamojskiej lidze w klasie A 19/20, gdzie zamiast sześćiu drużyn awansowało osiem. Informację jaką uzyskałem z LZPN było to, że czy widziałem kiedykolwiek, żeby po decyzji UEFA, FIFA ktoś poszerzał jakąkolwiek ligę, grupę. To ja mogę zadać podobne pytanie, czy LZPN widział żeby w którejś z lig, lub rozgrywkach pucharowych, mistrz i spadkowicz był wyłaniany dwa tygodnie po zakończeniu rozgrywek, decyzją związku?- dodaje Maluga z Omegi.

Dlaczego nie poszerzono więc ligi, skoro wydaje się to rozwiązaniem, które mogło uratować wszystkich?

Tłumaczy Zbigniew Bartnik, prezes Lubelskiego Związku Piłki Nożnej, nawiązując do reorganizacji rozgrywek, która byłaby utrudniona: – Poszerzanie tej ligi teraz o kolejną drużynę pociągnęłoby za sobą dalsze konsekwencje, próby powiększenia pozostałych lig/klas… Takie się pojawiły w propozycji zainteresowanych klubów także z tych i niższych lig. Wszystko na zasadzie – napiszmy, a może się uda, może wymusimy decyzję na naszą korzyść, mimo iż nie wynika to z REGULAMINU rozgrywek na dany sezon. Mieliśmy już takie próby i działania i sparzyliśmy się na nich. Nie po to są regulaminy, żeby nagle z powodu, którego nie chcę określać, powiększać ligi/klasy.

Jesteśmy w trakcie reorganizacji rozgrywek IV ligi i jest to zapisane w REGULAMINIE rozgrywek. Aktualnie mamy dwie grupy po 12 drużyn, schodzimy po sezonie 2022/2023 na dwie grupy po 10 drużyn, w kolejnym sezonie 2023/2024 na jedną grupę w liczbie 18 drużyn, następnie w kolejnym sezonie na 16 drużyn. Proszę sprawdzić, ile drużyn spadło po tym sezonie przy zmianie od kolejnego sezonu na dwie grupy po 10 drużyn, a ile musiałoby spaść przy utrzymaniu dwóch grup po 12 drużyn także w tym sezonie i prowadzenia rozgrywek IV ligi od sezonu 2023/2024 na 18 drużyn.

Oceniliśmy po dwóch latach rozgrywek, że podział ligi na dwie grupy po dwanaście drużyn, następnie na grupę walczącą o mistrzostwo i grupę spadkową, jest trudny do realizacji merytorycznie i w części organizacyjnej także. Jedni, którzy są pewni utrzymania w tzw. grupie mistrzowskiej (stworzonej na wiosnę z jednej i drugiej grupy – po 6 najlepszych drużyn po rundzie granej mecz-rewanż) – były takie przypadki – a to nie chcieli jechać na mecz, a to grali jakby bez motywacji o miejsce przy pewnym utrzymaniu w rozgrywkach wiosną danego sezonu. Oczywiście drużyny z czołówki tabeli musiały i chciały wywalczyć awans, więc gra była bardzo zacięta. Natomiast w grupie spadkowej walczono niezwykle ambitnie, drużyny często miały uwagi, – prosząc że u nich muszą sędziować najlepsi sędziowie, aby nie było pretensji na poziom prowadzenia zawodów. Inny problem, to sytuacje, że zbyt wcześnie z tabeli wynikało, która drużyna spadnie. Generalnie otrzymywaliśmy dużo uwag co do rozgrywek, do których stworzenia zmusił nas COVID, gdy podejmowane były decyzje, gdzie nie było spadków drużyn i należało zagospodarować dużą liczbę zespołów w rozgrywkach IV ligi.

Cóż, tu też są racje. Bo czy IV liga wymaga reorganizacji? Wymaga. Czy jest potrzeba reorganizacji wynikająca wyłącznie z decyzji LZPN? No nie, bo do poszerzenia ligi – z którego teraz schodzą – zmusiła pandemia. To może wina zamojskiego związku jest przynajmniej pewna? I tutaj znajdzie się słowo na obronę.

Marek Sztochel: – Zamojski związek kiedyś funkcjonował fatalnie, co tydzień dostarczał mi hitów. I chciałem obiektynwie powiedzieć, że obecnie działa dużo lepiej. Obniżył znacznie ceny rejestracji zawodników. Wprowadził liczne nagrody finansowe dla klubów za wysokie miejsca w tabeli. Było wsparcie w finansowaniu sędziów. Te pieniądze, wypracowane na przykład za transfery, wracały do klubów. Interesująca była też idea finałów powiatowych Pucharu Polski, co podnosiło rangę, dla lokalnej społeczności dawało bardzo fajny mecz i stawkę. Wielokrotnie krytykowałem związek i mam tam niskie notowania, natomiast chciałbym podkreślic, że to nie jest już taki postkomunistyczny beton jak w latach dwutysięcznych. Inna sprawa, że istnieje tylko na papierze, niczego nie prowadzi, jest tylko przy LZPN.

Innymi słowy, mieszanie z błotem zamojskiego związku też nie jest uprawnione, bo jakkolwiek popełniono błąd, tak i tak wykonano tam sporą pracę, by podnieść jakość działania. Chcą tam pomagać klubom.

Niemniej ten sam Marek Sztochel stwierdza, że byłby za rozszerzeniem: – Nie uderzałbym w zamojski wydział związku, który jest najmniej winny. W moim odczuciu zamojski związek słusznie przyznał walkower i dla mnie nie ma dyskusji. Powinien bronić swojej racji, a tego nie robi. Ewentualnym wyjściem z twarzą było dokooptowanie do IV ligi Omegi, co dawałoby utrzymanie Andorii. Awans buduje, spadek rujnuje kluby.

I, niestety, to jest ostateczna konsekwencja. Problemy dwóch klubów, pasjonatów działających w tych klubach.

– Dalej możemy się odwoływać, chyba do PKOl i Lozanny. Ale to już nie jest ścieżka dla takiego klubu jak nasz – smutno przyznaje Przemysław Jeczeń z Andorii.

Omega?

W klubie mamy żałobę. Wszyscy są zdemotywowani. Mam takiego piłkarza, Bartka Nizioła, przerasta ligę. Seryjny król strzelców, teraz strzelił 35 bramek. Jest mocno zdemotywowany tą sytuacją. Jak ja mam go zatrzymać w klubie, jeśli powtarza się znowu taki scenariusz? Zaczynamy sezon 14 sierpnia. Poświęcamy swój czas, swoje rodziny, swoje pieniądze, bo to też nie tak, że wszystko dostajemy z góry. Później wygrywasz ligę, a po trzech tygodniach dostajesz decyzję, że niepotrzebnie się cieszyłeś, niepotrzebnie piłeś szampana, niepotrzebnie przygotowałeś głupi baner. Jest obecnie w klubie bardzo ciężko. Boli, bo jesteśmy jednym z nielicznych klubów w okręgówce, które trenują regularnie, trzy razy w tygodniu. Inni często spotykają się tylko na meczemówi Grzegorz Maluga z Omegi Stary Zamość.

Czy można skończyć jeszcze bardziej depresyjnie? Cóż, odpowiednie światło na sprawę wydaje się rzucać ponownie Marek Sztochel.

– Kiedyś w rozgrywkach zamojskich było ponad 150 zespołów. Teraz około 50. Region się wyludnia. Działać coraz trudniej. Szkoda, że taki klub jak Andoria, w którym działają młodzi ludzie, pełni ambicji i zapału, teraz ma rzucone kłody pod nogi. To beniaminek, pierwszy raz w okręgówce, coś pozytywnego tam się tworzyło. Teraz nie zdziwię się, jeśli będą zniechęceni do dalszej działalności.

Niestety, działać coraz trudniej, ta sytuacja jest dowodem nie do zbicia.

Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski

Komentarze