O co chodzi z aferą rasistowską? Głos zabrała nawet rodzina królewska

Marcus Rashford
Marcus Rashford Pressfocus

Rodzina królewska nie zwykła zabierać głosu w sprawach bieżących, a już na pewno nie w tych związanych z futbolem. Jeśli więc apel wystosował przyszły król Wielkiej Brytanii, książkę William, to sprawa musi być poważna. Rasizm w Anglii się szerzy, czołowi piłkarze Premier League otrzymują pogróżki na tym tle w Internecie. Oberwało się nawet Marcusowi Rashfordowi, który zrobił tak wiele dla angielskiej społeczności w 2020 roku. O co w tym wszystkim chodzi?

Tak, jestem czarnym mężczyzną i każdego dnia budzę się czując się z dumny z faktu tego, kim jestem. Nikt ani żaden komentarz nie sprawi, że będę czuł się inaczej. Przykro mi, że jeśli spodziewałeś się mocnej reakcji, ale po prostu tego nie dostaniesz” – tak w mediach społecznościowych napisał Marcus Rashford, odnosząc się do wiadomości rasistowskich, jakie otrzymał od jednego z kibiców. Podobno były one tak wulgarne, że nie dałoby się ich publicznie zacytować.

Obrazili bohatera narodowego

Piłkarz Manchesteru United otrzymał pogróżki po zremisowanym bezbramkowo hitowym meczu Premier League z Arsenalem. Niektórzy piszą, że w Anglii – a przynajmniej w Internecie – zapanowała rasistowska gorączka. Wcześniej, w ciągu ostatniego tygodnia, na celowniku rasistów byli też inni piłkarze. Wiadomości obrażające czarnoskórych piłkarzy otrzymali też Reece James z Chelsea, Romaine Sawyers z West Bromu i dwóch innych graczy Manchesteru United – Axel Tuanzebe i Anthony Martial.

Angielscy komentatorzy zachodzą w głowę, dlaczego internetowa fala rasizmu nadeszła właśnie teraz. Jeszcze bardziej kuriozalne jest to, że obrażony został Rashford. Piłkarz, który rzadko zabiera głos w mediach społecznościowych i gdy już się udziela, to robi to z taktem, nikogo nie prowokując. Na Wyspach nieprzypadkowo nazywa się go bohaterem narodowym. To właśnie Rashford zapoczątkował i rozpędził w 2020 roku kampanię na rzecz najbiedniejszych dzieci w Anglii, stojąc w tej sprawie przeciwko premierowi Wielkiej Brytanii, Borisowi Johnsonowi. 23-latek apelował o to, by najuboższe dzieci wciąż otrzymywały darmowe posiłki w szkołach i ostatecznie dopiął swego. Za swoje zaangażowanie nagrodzono go Orderem Imperium Brytyjskiego.

Rodzina królewska zabiera głos

O rasizmie wycelowanym w piłkarzy Premier League mówią od kilkudziesięciu godzin całe Wyspy Brytyjskie. Głos w sprawie zabrali nie tylko eksperci. Do debaty, co nie zdarza się często, włączyła się nawet stojąca zwykle z boku rodzina królewska. Głos zabrał przyszły król Wielkiej Brytanii, książę William.

Rasistowskie nadużycia – czy to na boisku, na trybunach czy w mediach społecznościowych – są podłe i muszą się skończyć” – napisał książkę William. “Wszyscy jesteśmy odpowiedzialni za stworzenie środowiska, w którym takie uprzedzenia i zachowania nie są tolerowane, a ci, którzy decydują się szerzyć nienawiść i podziały, są odpowiedzialni za swoje czyny. Ta odpowiedzialność rozciąga się na platformy społecznościowe, gdzie duża część takich zdarzeń ma obecnie miejsce. Wyrażam uznanie dla wszystkich graczy, kibiców, klubów i organizacji, którzy nadal w najostrzejszych słowach potępiają te nadużycia” – podkreślił.

Do reakcji Premer League i policji nie można mieć większych zastrzeżeń. Od kilku dni trwa śledztwo na szeroką skalę, a brytyjscy ministrowie zapowiadają współpracę z Twitterem, Instagramem i Facebokiem, by rasistów namierzyć i stosownie ukarać. W związku z wiadomościami skierowanymi do Romaine’a Sawyersa zatrzymano 49-letniego mężczyznę z Kingswinford nieopodal Birmingham. Służby są już na tropie kolejnych osób, a dyrektor wykonawczy Premier League, Richard Masters powiedział, że nikt nie może czuć się bezkarny.

Rasizm w Anglii nie pojawił się wczoraj

Anglicy mieli kilka dekad temu poważny problem z kibicami, gdyż tamtejsze trybuny stadionowe były siedliskiem przemocy i wandali. Z tamtym zjawiskiem, dzięki reformom i surowym karom, kraj zdołał sobie poradzić. Jak będzie z falą rasizmu? Dziennikarze The Guardian zauważają, że nie jest to problem, który pojawił się wczoraj. Wystarczy przypomnieć o kibicu Tottenhamu, który w 2018 roku rzucił bananem w napastnika Arsenalu, Pierre’a-Emericka Aubameyanga. Nie wszystkim kibicom na Wyspach podobała się też akcja wspierająca protesty “Black lives matter”. Piłkarzy klękających z tego powodu na jedno kolano wygwizdali fani londyńskiego Millwall.

Jeszcze bardziej swoją dezaprobatę wyrażała część kibiców z Burnley. Nad stadionem Turf Moor przy okazji meczu z Manchesterem City w 2020 roku pojawił się samolot z transparentem “White lives matter”. “Mieliśmy do czynienia z kompletnym niezrozumieniem akcji przeciwko rasizmowi i deprecjonowaniu żyć osób o innym kolorze skóry niż biały” – napisali o całej sprawie dziennikarze Guardiana. Ich zdaniem zachowania te nie spotkały się z odpowiednią krytyką autorytetów i opinii publicznej.

Anglicy lubią mówić o swojej otwartości i podkreślać jak zróżnicowana kulturowo jest Premier League. Z 559 zarejestrowanych graczy aż 350 z nich (62,6 procent) pochodzi z zagranicy. Biały kolor skóry piłkarzy nie jest wcale dominujący na tamtejszych boiskach. Pytanie jednak czy wszyscy piłkarze, zwłaszcza ci czarnoskórzy, mogą czuć się w Anglii bezpieczni i mile widziani? “Klękanie na jedno kolano to ładny gest, ale tylko gest. Należy stawiać w większym stopniu na edukację społeczeństwa” – przekonuje The Independent.

Dużo gadania, mało działania

Pojawiają się też głosy, że Brytyjczycy nie przerobili jeszcze lekcji związanej z ich własną historią. Tamtejsze imperium podbijało w przeszłości świat, stosując przemoc. W wielu miastach wciąż stoją pomniki osób, które były w handlarzami niewolników. W czasie protestów w czerwcu 2020 roku statua Edwarda Colstona została wrzucona do rzeki w Bristolu. Podobnych pomników na Wyspach jest jednak nadal wiele. Nie brakuje osób, które zamierzają bronić historii za wszelką cenę i nie chcą o niej rozmawiać. Przykład tego widziano choćby w Londynie, gdzie bohaterów o niewolniczej przeszłości bronili kibice piłkarscy związani z Milwall. Podobne akcje miały też miejsce w innych miastach tego kraju.

Nie bez znaczenia na wzrastającą przemoc w Internecie ma pandemia koronawirusa. W Anglii twa surowy lockdown, a ludzie proszeni są o niewychodzenie z domów bez ważnego powodu. To rodzi frustrację. Zwłaszcza wśród fanów, którzy od blisko roku nie mogą pojawiać się na trybunach. – Ludzie muszą jednak zrozumieć, że przemoc słowna w Internecie to także przemoc i należy potępiać ją tak samo jak przemoc fizyczną – przekonuje Sanjay Bhandari z organizacji Kick It Out. Były piłkarz angielskich klubów, Anton Ferndinand uważa, że w sprawie tej robi się zbyt mało. – Jeśli nie podejdziemy do sprawy poważnie, to takie ataki na piłkarzy będą w niedalekiej przyszłości na porządku dziennym – powiedział, apelując do białych sportowców o większe wsparcie swoich kolegów o innym kolorze skóry.

Komentarze

Comments 5 comments