Na przekór logice i pieniądzom. Nikt we Francji się tego nie spodziewał

Lille OSC
Lille OSC PressFocus

Dokładnie pięć lat temu po mistrzostwo Anglii sięgali sensacyjnie piłkarze Leicester City. Jeśli chodzi o czołowe ligi Europy, podobnych niespodzianek w ostatnich sezonach brakowało. Aż do teraz, gdy o krok od sięgnięcia po mistrzostwo Francji jest Lille. To będzie sukces na przekór logice i wielkim pieniądzom, które opanowały futbol.

“Kompletne szaleństwo!” – grzmiał tytuł niedawnego wydania dziennika L’Equipe. Doskonale podsumowuje on cały sezon nad Sekwaną. Bo choć Paris Saint-Germain gubiło co rusz punkty, to tak naprawdę wszyscy zakładali, że koniec końców i tak sięgnie po mistrzostwo kraju. Wygląda jednak na to, że 2021 rok przyniósł przełom. Po dziewięciu latach hegemonii w Szkocji tytuł stracił Celtic, a we Włoszech zdetronizowany został w końcu Juventus. Wiele wskazuje na to, że krajowy tytuł stracą tez paryżanie. Po ostatni remisie ze Stade Rennes tracą już do lidera z Lille trzy punkty. Do końca sezonu pozostały tymczasem zaledwie dwie kolejki.

Monolit zamiast gwiazd

Eksperci zakładali, że jeśli ktoś zagrozi PSG, to będą to Lyon i Monaco. Nikt w rozważaniach tych nie dostrzegał Lille, czwartej siły przedwcześnie przerwanego z powodu koronawirusa poprzedniego sezonu. Przyczyny takiego, a nie innego scenariusza starali się rozłożyć na czynniki pierwsze dziennikarze The Athletic. – COVID odegrał ogromną rolę. Paryżanie byli na starcie sezonu zdziesiątkowani z powodu wirusa i doznali dwóch porażek. To nadało ton całemu sezonowi. Terminarz meczów okazał się dla niektórych klubów zabójczy. Lille, Monaco i Lyon mogli skupić się w większym stopniu na lidze, podczas gdy PSG nastawiało się na Champions League – zauważył dziennikarz Jonathan Johnson.

Pod koniec grudnia paryżanie zmienili trenera, a Thomasa Tuchela zastąpił Mauricio Pochettino. – Już oglądając ubiegłoroczny finał Ligi Mistrzów z Bayernem wielu uważało, że projekt pod wodzą tego trenera zaczął się wypalać. Po tym, jak do PSG przyszedł Pochettino wiadome było, że minie trochę czasu, nim drużyna i trener się dotrą. Ostatnim razem, gdy paryżanie zdecydowali się na podobną zmianę i do klubu przybył Ancelotti, też przegrali mistrzostwo kraju – przypomniał dziennikarz The Athletic.

Kłopoty PSG nie tłumaczą jednak tego, dlaczego z drugiego szeregu wyskoczyło nagle Lille. – Nie mają gwiazd, ale za to kompletny skład. Kadra jest na tyle wyrównana, że na każdej pozycji może grać dwóch w zasadzie równorzędnych graczy – zauważył Rayan Bja, redaktor fanowskiej strony Le Petit Lillois. – To pomogło drużynie przetrwać tak napięty sezon. Inna sprawa, że w zespole panuje świetna atmosfera. Wszyscy pracują na ten wynik. Brak gwiazd w zasadzie pomaga – dodał.

I rzeczywiście, trener Christopher Galtier nie posiada w swojej kadrze takich graczy jak Kylian Mbappe czy Memphis Depay. Wśród czołowych strzelców Ligue 1 nie znajdziemy żadnego z graczy Lille. Najlepszy z nich, Burak Yilmaz ma na koncie 15 goli. Dla porównania Mbappe zdobył ich 25. Les Dogues nie mają też żadnych szans, jeśli chodzi o porównanie finansowe. Ich dochód za sezon 2018-19 to 64 miliony euro. Wyższymi wpływami finansowymi pochwalić mogli się nie tylko PSG (660 mln), ale i Lyon (310), Marsylia (130) czy Monaco (112). I pozostało tak do dziś.

Kup za bezcen, sprzedaj za miliony

Strategia klubu od lat opiera się na tym samym. Podstawą jest ściąganie niedrogich, często bardzo utalentowanych graczy, a potem sprzedawanie ich za wielkie pieniądze. Wystarczy wspomnieć, że za sprzedaż Nicolasa Pepe, Victora Osimhena i Gabriela Magalhaes działacze Lille otrzymali łącznie ponad 150 milionów euro. I choć co roku oddają kolejnych czołowych zawodników, to nadal utrzymują się w czołówce tabeli Ligue 1.

Kolejnych odejść z klubu należy spodziewać się już latem. Nawet w przypadku, gdy Lille sięgnie po mistrzostwo kraju. Prawy defensor Zeki Celik uważany jest za jeden z największych talentów na tej pozycji w Europie. Ofensywni gracze, Jonathan Ikone i Jonathan Bamba wywodzą się ze szkółek PSG i Saint Etienne, ale dopiero w Lille o ich talencie usłyszała Europa. Obok młodych talentów jest paru doświadczonych graczy, jak pozyskany z Anglii Jose Fonte czy doświadczony Turek Yilmaz.

Nie sposób nie wspomnieć też o rewelacyjnym bramkarzu, Mike’u Maignanie, którego Lille pozyskało pozyskało przed paroma laty za śmieszny milion euro z PSG. Dziś wycenia się go na 25 milionów i wróży transfer do Serie A. Łącznie w 36 meczach Ligue 1 drużyna Galtiera straciła tylko 22 gole. Dla przykładu trzecie w tabeli Monaco przepuściło 41 bramek. L’Equipe opisywało ostatnio to, co dzieje się w szatni lidera tabeli. – Na boisku macie być jak pies ganiający za kością. Nie odpuszczajcie ani na minimetr – powiedział swoim piłkarzom Galtier, nawiązując tym porównaniem do herbu klubu. Dziennikarze zwracają uwagę, że determinacji i zaciętości, jaką prezentuje w tym roku Lille, nie widać aż tak bardzo ani w Paryżu, ani nawet w Monako czy Lyonie.

Kibice uwielbiają historie, w których po sukces sięga kopciuszek, a naszpikowany gwiazdami faworyt przegrywa. To, co dzieje się na szczycie tabeli Ligue 1 nie powinno jednak przykrywać problemów, z jakimi zmaga się francuska piłka. Mniej zamożne kluby marzyły o przełomowym kontrakcie telewizyjnym za jaki chciało zapłacić chińsko-hiszpańskie konsorcjum Mediapro. Plan ten spalił jednak na panewce i prawa do ligi za znacznie mniejsze pieniądze kupiło Canal +. Kluby zamiast 1,14 miliarda euro otrzymają do podziału zalewie 670 milionów. Trudno w ten sposób konkurować z innymi ligami, jak La Liga czy Premier League.

Kluby z Francji na skraju upadku

Inna sprawa, że kolejne kluby zaczynają być niewypłacalne. Na skraju upadku jest Girondis Bordeaux. Właściciel, amerykański fundusz inwestycyjny King Street, wycofał się niedawno z finansowania, a klub trafił pod ochronę sądu gospodarczego. Na sprzedaż wystawione zostało ponadto Saint Etienne. Także Lille, choć jednak o krok od największego od dekady sukcesu, znajduje się w coraz gorszym położeniu.

W grudniu klub opuścił dotychczasowy właściciel Gerad Lopez. Luksemburczyk liczył na to, że Lille okaże się dobrą inwestycją, ale po trzech latach przestał mieć złudzenia w tej sprawie. Zapożyczył się na 200 milionów funtów w amerykańskim konsorcjum Elliott, ale po wybuchu pandemii koronawirusa kurek z pieniędzmi został zakręcony. Zaraz po Lopezie z pokładu zeszła też druga kluczowa postać – odpowiadający za kluczowe transfery dyrektor Luis Campos. To właśnie on wyłowił takich piłkarzy jak Oshimen czy Gabriel, których potem sprzedawano za wielki kwoty do innych klubów.

Galtier wie, że drużyny, z którą teraz pracuje zaraz może nie być. Latem kluczowi piłkarze pewnie odejdą. Nie zdziwię się, jeśli sam trener rozejrzy się za innym pracodawcą, zwłaszcza, że łączy się go z Niceą – stwierdził Jonathan Johnson. Podobnego zdania są także inni eksperci. Galtier zdaje sobie bowiem sprawę, że po sprzedaniu kilku kluczowych graczy Lille czeka marny sezon i brak perspektyw na zwojowanie Ligi Mistrzów. Zwłaszcza, że nie ma już u swojego boku dyrektora Camposa, przez co pozyskanie nowych talentów może nie być takie proste.

Osoby związane z Lille przekonują jednak, że nie należy popadać w przesadny pesymizm. Nawet jeśli kilku graczy odejdzie, to trzon zespołu pozostanie. Konsorcjum Merlyn Partners, które w grudniu przejęło klub zdecydowało się zacisnąć pasa, by Lille jak najszybciej odzyskało płynność finansową. Uczestnictwo w Lidze Mistrzów, które jest pewne, na pewno w tym pomoże. – Tak dobrego sezonu raczej nie powtórzymy, ale są szanse na to, by Lille zostało w ścisłej czołówce ligi. Mamy akademię, w której jest wielu utalentowanych graczy, którzy niebawem dostaną szansę w pierwszej drużynie – podkreślił przytaczany wcześniej Rayan Bja.

Jest szansa na to, że Lille zapewni sobie mistrzostwo już w najbliższy weekend, gdy podejmie Saint Etienne. W ostatniej kolejce Les Dogues udadzą się natomiast na boisko Angers. Paryżanie muszą pokonać Reims i Brest, ale w ostatecznym rozrachunku może nic im to nie dać. Ewentualne mistrzostwo dla Lille będzie dla wielu fanów francuskiej piłki miłą niespodzianką. Odskocznią od serialu, gdzie w każdym kolejnym odcinku wygrywa ten sam bogaty klub. Nietypowy sezon nie powinien przysłonić jednak największych problemów: coraz większych nierówności i kryzysu finansowego w Ligue 1. Bo gdy PSG myśli o kolejnych milionowych transferach, na peryferiach umierają tak zasłużone kluby jak Bordeaux.

Komentarze