Ofiara koreańskiego reżimu. Piłkarz, który chodzi na smyczy Kim Dzong Una

Han Kwang Song
Han Kwang Song PressFocus

Han Kwang-Song mógłby zrobić wielką piłkarską karierę, gdyby nie urodził się w Korei Północnej. Fakt ten rzuca się cieniem na całym życiu zawodnika. Nie może udzielać wywiadów, ma zakaz transferu do Anglii, a duża część jego zarobków ma trafiać na konto rządu Kim Dzong Una. Obecnie, z powodu sankcji ze strony ONZ, jego dalsza przygoda z piłką jest zagrożona. Choć nie mieszka w Korei Północnej, trudno nie oprzeć się wrażeniu, że jest nadal niewolnikiem tamtejszego reżimu.

Wrzesień 2017. Zaledwie 19-letni Han Kwang-Song zrobił szum we Włoszech, w sześciu meczach dla drugoligowej Perugii strzelając aż pięć goli. Nic dziwnego, że pierwszym w historii zawodnikiem pochodzącym z Korei Północnej, który podpisał kontrakt na Półwyspie Apenińskim zainteresowali się dziennikarze. Zaproszenie do programu “La Domenica Sportiva” na RAI Sport było dla tak młodego piłkarza nie lada wyróżnieniem.

Ważny telefon z koreańskiego rządu

Jakież było zaskoczenie, gdy Han nie zjawił się w studiu, a krzesło jakie miał zajmować było w czasie programu puste. Szybko na jaw wyszło, co się stało. Do klubu zatelefonował jeden ważniejszych przedstawicieli koreańskiego rządu, informując, że występ piłkarza ma być zablokowany. Nikt nie śmiał przeciwstawiać się tej decyzji, zwłaszcza, że lekceważąc nakaz z Korei Han mógłby otrzymać decyzję o deportacji do swego kraju. – On był przerażony – mówił po fakcie prezydent Perugii, Massimiliano Santopadre.

Ta kariera miała być z góry zaplanowana przez współpracowników Kim Dzong Una. Plan, by jeden z Koreańczyków podbił boiska piłkarskie w Europie miał być kolejnym punktem międzynarodowej akcji propagandowej. Chciano przekonać świat i samych mieszkańców Korei Północnej, że jej obywatele są wybitnymi jednostkami.

Talent Hana Kwanga Songa to żadna mistyfikacja. W końcu Juventus z własnej woli zapłacił za niego 3,5 miliona euro. Zacznijmy jednak od początku. Urodziny w 1998 roku w Pyongyangu napastnik wyróżniał się spośród swoich rówieśników. To dlatego, dzięki działaniom koreańskiego rządu, wysłano go w wieku nastoletnim do barcelońskiej szkółki FC Tecnofutbol. Na stałe do Europy przeniósł się 2015 roku, gdy 17-latka pozyskało za 300 tysięcy euro włoskie Cagliari. Nawet w tym transferze swe palce maczać miał sam Kim Dżong Un, który znał się dobrze włoskim senatorem Antonio Razzim. Polityk ten swego czasu nazwał koreańskiego dyktatora “wspaniałym człowiekiem”, co nawet w jego partii, Forza Italia, wywołało niemałe oburzenie.

Zabawka w rękach Kim Dzong Una

O Koreańczyku, który dobrze odnalazł się na wypożyczeniu w Perugii, zrobiło się głośno. Pisano o jego dobrych występach, ale też o niełatwym życiu i ciągłej kontroli ze strony Korei Północnej. Hiszpańscy dziennikarze Mundo Deportivo dotarli w 2018 roku do informacji, które pozwalały im zasugerować, że każdy fragment życia młodego piłkarza jest kontrolowany przez samego Kim Dzong Una. Koreański dyktator miał mieć na punkcie sportowca prawdziwą obsesję. W swoim gabinecie zamontowano na jego rozkaz satelitę i telewizor, by mógł oglądać mecze Serie A.

Han jest drugim reprezentantem Korei Północnej, który trafił kiedykolwiek do jednej z pięciu najlepszych lig w Europie. Wcześniej szlak ten przetarł Jong Tae-se, który w 2010 roku przeszedł do VfL Bochum, a trzy lata później zasilił barwy FC Koeln. Łącznie w Bundeslidze rozegrał 49 meczów. Nikt nigdy nie miał jednak wobec niego tak wielkich oczekiwań jak wobec Hana. Po zaledwie dwóch latach pobytu we Włoszech i 12 meczach w barwach Cagliari zdecydował się pozyskać go sam Juventus. Turyńczycy zapłacili za niego wspomniane 3 miliony euro.

Mimo 174 centymetrów wzrostu Han zawsze grał dobrze w powietrzu i potrafił strzelać nawet do siatki głową. Nieprzypadkowe było więc to, że jego idolem miał stać się Cristiano Ronaldo. Choć w Turynie mieli szansę się spotkać, to nigdy nie wystąpili razem na boisku. Koreańczyk nie otrzymał bowiem ani jednej szansy w pierwszym zespole. Grywał tylko w rezerwach w Serie C, gdzie w 17 meczach zanotował dwie asysty i nie zdobył ani jednego gola.

Trener Sarri naprawdę go lubił. Han zawsze trenował z pierwszą drużyną i siadał nawet dwukrotnie w czasie meczu na ławce rezerwowych. Na boisko nigdy nie wszedł, bo wszystko popsuła kolejny raz polityka – wspominał skaut Mauro Costorella, który zaopiekował się młodym graczem, kiedy ten przybył do Europy.

Zakaz transferu do Premier League

Transfer do tak znanego klubu wywołał dużą dyskusję i kontrowersje. Zgodnie z prawem Korei Północnej wszelkie wynagrodzenia uzyskiwane przez jej obywateli poza granicami kraju należą do rządu Republiki Ludowej. Media przypuszczały, że nawet 70 procent zarobków Hana z Juventusu miała trafiać na konto Kim Dzong Una. Klubowi z Turynu zarzucano to, że pośrednio wspierał finansowo reżim, który otwarcie wypowiadał wojnę zachodowi. Pod względem wizerunkowym posiadanie takiego gracza stało się dla Starej Damy problematyczne. Stąd też decyzja o tym, by nie wpuszczać go na boisko, a w styczniu 2020 roku ostatecznie sprzedać.

Nie bez znaczenia dla dalszej kariery Hana w Europie była decyzja krajów zrzeszonych w ONZ, które zdecydowały się nałożyć dalsze sankcje na Koreę Północną. Związane były z nuklearnymi planami Kim Dzong Una. Wpłynęło to na życie wielu koreańskich obywateli mieszkających w krajach zachodu. Pytanie tylko czy sam piłkarz w czymkolwiek zawinił? Nie wybierał sobie bowiem tego, że urodził się z Korei Północnej.

Gdyby Han przyszedł na świat w innym kraju, nikt nie kontrolowałby każdego aspektu jego życia. Nie otrzymałby też zakazu transferu do angielskiej Premier League. Swego czasu Hanem interesowały się takie kluby jak Everton i Tottenham. Plany na pozyskanie go szybko wyperswadował jednak działaczom brytyjski rząd, tłumacząc, że transakcja ta byłaby sprzeczna z prawem. Ekspert międzynarodowy cytowany prze The Sun wyjaśnił, że zatrudnienie Hana w Anglii kłóciłoby się z postanowieniami zawartymi przez państwa zrzeszony w ONZ. Nikt na Wyspach nie chciałby zresztą zanotować wizerunkowej plany i być posądzonym o wspieranie planów Kim Dzong Una.

Nie wiedział kim jest Steven Gerrard

Z Anglią wiąże się jeszcze jedna anegdota, o której wspomniał mediom skaut Liverpoolu, Barry Hunter. Gdy Han błyszczał jeszcze w Perugii, wysłannik The Reds zdołał z nim porozmawiać. Powiedział mu, że przyjeżdżając na Anfield pozna Stevena Gerrarda. Han, ku jego konsternacji, pokręcił głową i powiedział, że nie wie o kim mowa. – Byłem kompletnie zaskoczony. Han to pierwsza osoba, jaką poznałem, która nie kojarzyła Gerrarda. Patrzył na jego zdjęcie i mówił “sorry, sorry, nie poznaję go”.

Sytuacja ta dobitnie pokazała to, że Koreańczycy z północy żyją w swoim izolowanym świecie. Sam Han nawet po przenosinach Europy nie czuł potrzeby, by z otaczającym go światem się zapoznawać. Ci, który go poznali mówili, że interesuje go głównie gra i praca na treningach. – Nie jest tak, że nie zadawał się z ludźmi. Lubił wychodzić ze znajomymi do sklepów czy na miasto. Nigdy jednak nie pił alkoholu i nie uczestniczył w klubowych imprezach. Nawet kiedy w mediach zaczęło być o nim głośno, pozostawał skromnym i raczej zamkniętym w sobie chłopakiem – wspominał Mauro Costorella.

Juventus sprzedał Hana z zyskiem 3,5 miliona euro do dubajskiego Al-Duhail. Napastnik w pierwszych siedmiu meczach zdobył cztery gole i pomógł drużynie w wygraniu rozgrywek. Wydawało się, że w końcu uciekł od problemów, które nękały go w Europie i będzie mógł cieszyć się futbolem. Sielanka nie trwała długo. W połowie 2020 roku gruchnęła wiadomość, że jego transfer do Kataru naruszył sankcje ze strony ONZ. Koreańczyk wypadł ze składu Al-Duhail i od września nie pojawił się na boisku.

Ofiara koreańskiego reżimu

Wierzę, że Han się nie podda. Rozmawiamy prawie codziennie. Chce przenieść się do kraju, gdzie będzie mógł grać w piłkę i nie zablokuje go ONZ. Wspominał mi o Malezji – powiedział dziennikarzom Costorello. Han wypełnił nawet oficjalny dokument, że nie będzie wysyłał żadnej części swoich zarobków z powrotem do Korei Północnej. Niestety nie ma dowodów na to, że dotrzymałby słowa. Działacze sportowi nie chcą natomiast dopuścić go do gry, nie wierząc w deklarację na papierze.

Osoby, które współpracowały wcześniej z tym piłkarzem mówią, że jego relacje z koreańskim rządem są tajemnicze i niejasne. W artykule dla Bleacher Report pada zdanie, że Han jest przede wszystkim ofiarą reżimu i zwykłym pionkiem w politycznej grze. Biorąc pod uwagę jego talent Koreańczyk powinien grać w jednej z pięciu czołowych lig Starego Kontynentu. Nigdy nie zrobi jednak kariery, jaka mogłaby być mu pisana, gdyby urodził się w innym kraju. Nic nie wskazuje bowiem na to, by w najbliższych dekadach sytuacja w Korei Północnej się unormowała.

Z drugiej strony Han jest szczęściarzem, że w ogóle wyjechał i zasmakował życia na zachodzie. Ma dopiero 22 lata i nie należy mówić, że jego życie będzie zmarnowane. Co innego można powiedzieć o wielu jego rodakach, którzy nigdy nie opuszczą miejsca, gdzie się urodzili. – Widzieliśmy graczy z Korei urodzonych tuż po 2000 roku. Kilku z nich było naprawdę niesamowitych. Zmarł jednak ich wychowawca i do Europy nigdy ostatecznie nie przyjechali – wspomniał Mauro Costorella. Szansa, by piłkarski świat usłyszał o tych talentach została już zmarnowana.

Komentarze