Gdyby nie pies, nie byłoby Man Utd. Bernardyn, który uratował klub

Manchester United w 1902 roku
Manchester United w 1902 roku Ilustracja Bena Kirchnera dla Eight by Eight

Jeden z najbardziej utytułowanych klubów w historii Anglii powstał wokół zagubionego psa, właściciela pubu i bogatego piwowara, który zdecydował się zainwestować pieniądze w drużynę Newton Heath. Gdyby nie duży zbieg okoliczności i łut szczęścia, nigdy nie powstałby znany nam wszystkim Manchester United.

St James’ Hall przy Oxford Street w Manchesterze był wysokim gotyckim budynkiem; surowym i przytłaczającym. Szklane zadaszenie nad wejściem dodawało mu wdzięku, a pasiaste markizy, które go zdobiły, odrobiny koloru. Budynek ten został zbudowany w 1884 roku jako sala teatralna i wystawowa. Przez krótki okres służył też za siedzibę kina. Zamknięto go bezpowrotnie w 1907 roku. W międzyczasie, sześć przed końcem istnienia, służył on jako Wielki Bazar. W miejscu, w którym nabyć można było egzotyczne przedmioty z całego świata wystawili się też niepozorni dżentelmeni. Postawili przed sobą jasny cel – zebrać tysiąc funtów, aby uratować lokalny klub piłkarski.

Ucieczka bernardyna

Sytuacja Newton Heath była rozpaczliwa. Od lat grali w Second Division i nie odnosili większych sukcesów. Ich dług wzrósł do 2,670 funtów, przez co klubowi i jego pracownikom w oczy zaczęło zaglądać widmo upadku. Najbardziej znaną postacią zespołu był jego kapitan, Harry Stafford. Pośród kibiców pojawiał się on wraz ze swoim wielkim psem bernardynem o imieniu Major. Czworonóg ten nosił na szyi puszkę, do której zbierał datki na ratowanie klubu. To Stafford wpadł na pomysł wystawienia się na Wielkim Bazarze. Obok nich znalazły się stoiska z orkiestrą dętą czy pamiątkami ze starożytnego Egiptu. Piłkarski zakątek nie cieszył się jednak zbyt dużym powodzeniem, a potrzebnych pieniędzy nie udało się zarobić.

Gdyby niefortunnych zdarzeń było mało, Major zaginął. Stafford był tym faktem zrozpaczony. Stracił psa i wyglądało na to, że niebawem może stracić też środki do życia. Przewrotny los sprawił jednak, że udział w Wielkim Bazarze, podczas którego zaginął bernardyn, był początkiem odrodzenia skromnego zespołu piłkarskiego z Manchesteru. Klub nie tylko został uratowany. Rozwinął skrzydła, zmienił nazwę i po latach stał się marką znaną kibicom na całym świecie.

Nim nastał poważny kryzys, drużyna Newton Heath grała nawet przez pewien czas w najwyższej klasie rozgrywek w Anglii. Nigdy nie zagrzała tam jednak miejsca na dłużej. Nim zaginął Major, z klubem było już naprawdę źle. Legenda głosi, że jedno ze spotkań zarządu odbywało się przy trzech zapalonych świecach wciśniętych w butle po piwie imbirowym. Wcześniej z powodu nieopłaconych rachunków w budynku klubu wyłączono podobno zasilanie. Z czasem Newton Heath nie miał już nawet pieniędzy na własny gabinet, dlatego korzystano z gościnności siedziby pobliskiej gazety, Manchester Evening News, sporządzając tam pisma i wykonując telefony. Z czasem piłkarze przestali otrzymywać nawet wynagrodzenie. Zamiast tego dawno im część wpływów z biletów.

Klub prawdopodobnie ogłosiłby niebawem upadłość. Wszytko zmieniło jednak zaginięcie bernardyna.

Wierzyciele zacierali ręce i czekali na rozbiór klubu. Nadzieję dał jednak Angielski Związek Piłki Nożnej. Zapowiedział, że zgodzi się na dalsze funkcjonowanie Newton Heath i jego reformę pod warunkiem uzbierania i zapłaty dwóch tysięcy funtów. Wspomniany wcześniej kapitan, Stafford powiedział, że postara się sprowadzić kilku inwestorów, którzy byliby gotowi wpłacić po 500 funtów.

Tymczasem zaginiony bernardyn został odnaleziony przez prowadzącego lokalny pub pana Thomasa. Całym biznesem zarządzał natomiast John Henry Davies, który nim został majętnym piwowarem pracował jako urzędnik. Później, dzięki małżeństwie z córką magnata cukrowego, dodatkowo powiększył on swój majątek gromadząc niemałą fortunę.

W podzięce za psa uratował klub

Thomas umieścił ogłoszenie w lokalnej gazecie opisując zaginionego psa. Davies tymczasem pomyślał, że duży bernardyn byłby idealnym prezentem na urodziny dla jego ukochanej córki. W ten oto sposób los skrzyżował na swojej drodze losy Johna Henry’ego Daviesa i szukającego pieniędzy Newton Heath. Stafford zgodził się na to, by bernardyn został oddany pod opiekę córki bogatego piwowara. W zamian za swoją wspaniałomyślność otrzymał ratunek dla swojego klubu.

Davies, wyczuwając najwyraźniej potencjał Newton Heath zdecydował się w niego zainwestować. Uczynił ponadto Stafforda licencjobiorcą jednego ze swoich pubów. 26 kwietnia 1901 roku zwołano spotkanie zarządu, na którym Davies i jego współpracownicy spłacili cały dług. Po pewnym czasie zaproponowali zmianę strojów z zielono-żółtych na czerwono-czarne. Następnym krokiem była dyskusja o nowej nazwie. Rozważano równe rozwiązania, takie jak Manchester Central czy Manchester Celtic. Ostatecznie zgodzono się na propozycję 19-letniego kibica o nazwisku Louis Rocca, który zaproponował nazwę Manchester United. Przyjęła się ona na stałe, a wspomniany chłopak pracował potem przez kilka dekad w klubie.

John Henry Davies objął funkcję prezesa i wraz ze swoją córką pojawiał się na stadionie. Pies Major nie musiał już więcej spacerować między kibicami i zalecać się, by otrzymać trochę pieniędzy. Tych Manchesterowi United już nie brakowało. Wielki pies, póki pozwalały mu na to siły, był więc od tamtej pory obdarowywany głównie smakołykami i głaskami.

Minęło siedem lat od przejęcia klubu w nowe ręce, a Manchester United został w sezonie 1908 po raz pierwszy w historii mistrzem Anglii. Później sukces ten powtórzył też w 1911 roku. W ciągu kolejnych dekad Manchester United miał swoje wzloty i upadki. Drużyna balansowała często między najwyższą klasą rozgrywek a niższą ligą. J. H. Davies zmarł w 1927 roku i po jego utracie klub ponownie popadł w problemy finansowe. Wówczas pomocną dłoń wyciągnął jednak inny inwestor, James W. Gibson, wykładając dwa tysiące funtów. To już jednak historia, którą opowiemy innym razem.

Źródła historyczne mówią o tym, że Major pojawiał się na stadionie Manchesteru United do 1906 roku, będąc nieoficjalną maskotką kibiców. Można jedynie żałować, że wraz z upływem lat historia bernardyna, który uciekł do pubu i uratował klub nieco wyblakła. Niektórzy fani z Manchesteru są zdania, że psiak za swoje zasługi powinien otrzymać pomnik pod stadionem. Najlepiej u boku Johna Henry’ego Daviesa.

Komentarze