Nie miał pieniędzy na buty, dziś jest gwiazdą LM

Antony
PressFocus Na zdjęciu: Antony

Ajax Amsterdam wypuścił w świat takich piłkarzy jak Zlatan Ibrahimović, Luis Suarez czy Matthijs de Ligt. Za chwilę w ich ślady pójść może Antony, który w tegorocznej edycji Ligi Mistrzów robi prawdziwą furorę. To kolejny zdolny chłopak z Brazylii, który dzięki smykałce do piłki nożnej wyrwał siebie i swoją rodzinę z potwornej biedy.

Czytaj dalej…

  • Gdy Antony trafił do Amsterdamu w 2020 roku, wielu uważało, że klub kupuje kota w worku.
  • Młody Brazylijczyk szybko wyrósł na jedną z gwiazd zespołu. W niedawnym meczu LM z Borussią Dortmund wypracował trzy gole dla swojego zespołu.
  • Antony uważany jest za największy brazylijski talent nowego pokolenia. Uważa się, że może pójść w ślady Neymara.

Borussia była na kolanach

Z powodu pandemii koronawirusa życie wielu z nas zwolniło. Zupełnie inaczej wygląda to w przypadku Antony’ego. Można by rzec, że w 2020 roku wsiadł on do szybkiej kolei i nie zatrzymał się po dziś dzień. Zmiany, jakie w ciągu ostatnich parunastu miesięcy zaszły w jego życiu są ogromne. Tuż przed przeprowadzką do Amsterdamu urodził mu się syn. W międzyczasie zapracował sobie na miano czołowego piłkarza Ajaksu, od którego rozpoczyna się układanie wyjściowej jedenastki.

Gdy niedawno zadebiutował w dorosłej reprezentacji Brazylii, od razu udokumentował swój występ strzelając gola. Kiedy wrócił do Amsterdamu, zachwycił całą Europę swoimi występami w Lidze Mistrzów. To, co zrobił w dwumeczu przeciwko Borussii Dortmund zasługuje na uznanie i szacunek. W pierwszym wygranym spotkaniu zdobył gola, a w drugim wypracował wszystkie trzy bramki dla swojego zespołu. Nagrania z jego udziałem robią furorę w sieci. Swoboda z jaką operuje piłką, jego technika i dryblingi przypominają innego wielkiego brazylijskiego piłkarza, czyli Neymara.

Dojście do punktu życia, w którym teraz się znajduje nie było jednak takie oczywiste. Antony przyszedł na świat jako trzecie dziecko ubogiej rodziny z przedmieści Sao Paulo. Rodziców nie było stać na to, by kupić mu buty, w których mógłby grać w piłkę. – Na szczęście mama pracowała w sklepie z rzeczami i obuwiem. Stamtąd potajemnie pożyczała buty, w których mogłem biegać za piłką – wspominał w wywiadzie dla Guardiana Antony.

Narkotyki i przemoc były codziennością

Pochodzenie z biednej dzielnicy ma swoje wady, ale także zalety. Trudną stroną jest to, że zawsze jesteś narażony na złe rzeczy – narkotyki, broń i tak dalej. Miłą stroną jest to, że w społeczności panuje pokora. Nikt nie uważa się za większego lub ważniejszego od innych – wyjaśnił Antony, który pozostał skromnym chłopakiem do dziś.

W szczerym wywiadzie Brazylijczyk opowiadał o tym, jak policja wyważyła drzwi i wkroczyła do jego domu w poszukiwaniu narkotyków. Życie w trudnej dzielnicy i w biedzie sprawiło, że ucieczką był dla niego futbol. W wieku 12 lat dołączył do Sao Paulo FC. Wcześniej przez kilka lat grał głównie w piłkę halową. Nie wszystko układało się po jego myśli, bo trenerzy nie byli do końca przekonani o jego potencjale. Miał nawet problem, by awansować do wyższego rocznika – drużyny do lat 17.

Antony przyznał, że przeżył prawdziwe załamanie, gdy trenerzy wykreślili go z listy powołanych na jeden z turniejów młodzieżowych. – Jako młody chłopak widziałem jak rodziny traciły mężów, braci, synów. Doświadczyłem też głodu i biedy. Do żywego zapiekło mnie jednak dopiero to, jak zrezygnowali ze mnie w klubie – wspominał.

Trenerzy zawsze chwalili Antony’ego za dryblingi i finezję. Zarzucano mu jednak to, że nie potrafi trzymać się założeń taktycznych i ma problem z wykańczaniem akcji. By nadrobić zaległości zostawił dłużej niż inni na treningach. Przekonał się też o tym, że czasem warto wykonać krok w tył, by potem zrobić dwa kroki do przodu.

Miałem za sobą debiut w zespole seniorów, ale wróciłem do drużyny do lat 20. I to był właściwy krok – mówił. Antony pojechał wraz z kolegami na prestiżowy turniej Copinha i został jego największą gwiazdą. Zdobył cztery gole i zanotował sześć asyst. Jego drużyna wygrała, a jego samego wybrano MVP finałów.

Bił się o niego nie tylko Ajax

Później jego kariera wystrzeliła niczym pocisk z procy. Wystarczył jeden sezon w dorosłym zespole Sao Paulo, by interesować zaczęły nim się kluby z Europy. Choć poważnie myślał o nim Real Madryt, ostatecznie przeniósł się za 18 mln euro do Ajaksu. Wydaje się, że ruch ten był dla obu stron strzałem w dziesiątkę. Klub z Amsterdamu umiejętnie wyszukuje talenty z całego świata i potem daje im szansę w pierwszym zespole. Tak samo było w przypadku Antony’ego.

Już podczas swojego debiutu w Amsterdamie strzelił pierwszego gola. Później zabłysnął też w Lidze Mistrzów. Nie znaczy to jednak, że przenosiny do Europy były zupełnie bezbolesne. W kość dały mu języki i klimat. Musiał też nauczyć się wiele, jeśli chodzi o sprawy taktyczne. – W Holandii gra jest szybsza, bardziej dynamiczna. Musisz więcej myśleć i przywiązywać dużą uwagę do taktyki i założeń trenera. Trochę zajęło mi to, by się do tego przystosować – powiedział.

Trudności o jakich mówi Antony przeczyć mogą jednak liczby. W pierwszych 680 minutach dla Ajaksu strzelił pięć goli. Jak sam przyznał, szczególne znaczenie miało dla niego premierowe trafienie w europejskich pucharach przeciwko Midtjylland. – To było niesamowite uczucie. Jeszcze rok wcześniej oglądałem Ligę Mistrzów tylko w telewizji. Teraz nie tylko byłem częścią tego widowiska, ale i zacząłem strzelać tam gole – przyznał.

Antony wie czym jest pokora

Antony mieszka ze swoją żoną Roseliene i rocznym synem Lorenzo w Amsterdamie. – Byłem przerażony, gdy mając 19 lat zostałem tatą. Nie wiedziałem czy podołam temu wyzwaniu. Dziś wiem jedno: syn jest całym moim światem i chcę poświęcać mu każdą wolną chwilę – dodał. Nie ma raczej ryzyka, by woda sodowa uderzyła 21-latkowi do głowy. – Z domu wyniosłem jedną cenną lekcję: niezależnie od tego gdzie zaprowadzi cię życie, zawsze przyjmuj wszystko z pokorą. Każdego dnia modlę się do Boga i dziękuję mu za życie, jakie mogę wieść z moją rodziną – powiedział.

Nic nie wskazuje na to, by zdolny skrzydłowy był gwiazdą, która szybko zgaśnie. Poprzednie rozgrywki zakończył z 10 golami i 10 asystami. Teraz rozkręca się jeszcze bardziej. Tylko w samej Lidze Mistrzów w czterech meczach grupowych zanotował aż pięć asyst. To w dużej mierze dzięki niemu Ajax pokonał dwukrotnie Borussię i może już myśleć o fazie pucharowej. Nic dziwnego, że Antony’ego już teraz obserwują wysłannicy z Londynu, Monachium i Madrytu. To, że odejdzie do bardziej medialnego klubu jest raczej przesądzone. W Holandii jest mu jednak na tyle dobrze, że nie musi nastąpić to w ciągu kilku najbliższych sezonów. Zwłaszcza, że jego umowa jest ważna do lata 2025 roku.

Czytaj także: Czy Polska dużo zyska z Mattym Cashem w składzie?

Komentarze