Liga Mistrzów całego świata i dominacja Brazylii

Brazylijscy piłkarze Realu Madryt Casemiro (C) i Vinicius Junior (P)
PressFocus Na zdjęciu: Brazylijscy piłkarze Realu Madryt Casemiro (C) i Vinicius Junior (P)

Niby finał hiszpańsko-angielski a w sumie to pół świata ma tam swoje pieczenie do upieczenia. Niemcy bo Jurgen Klopp ma szansę pokazać, że niemiecka szkoła rządzi, bo przecież rok temu wygrał Thomas Tuchel. U Włochów może i posucha w pucharach, reprezentacja zawiodła na całego, ale patrzcie tylko co Conte zrobił z Tottenhamem, a co dopiero Ancelotti może zrobić z Realem?!

  • Brazylia ma aż ośmiu piłkarzy w kadrach Realu Madryt i Liverpoolu – finalistów Ligi Mistrzów
  • Wielu z nich odgrywa kluczowe role w swoich zespołach
  • Liga Mistrzów jest dla brazylijskich kibiców jak NBA

Brazylia najmocniejsza

Wiele obiecują sobie w małych krajach, pukających co jakiś czas do światowej czołówki, a to Chorwacji (Modrić), Belgii (Curtois), czy Holandii (van Dijk), ale jakby nie patrzeć, największymi zwycięzcami tegorocznej edycji Ligi Mistrzów są… Brazylijczycy.

Wiem, wiem, co powiecie: ten facet zawsze o jednym. Nie ma w Lidze Mistrzów żadnego brazylijskiego klubu, ale w finałowych kadrach mamy ośmiu Brazylijczyków. Wiele wskazuje, że będzie ich więcej niż Hiszpanów i Anglików! Alisson, Fabinho i Firmino w Liverpoolu, Marcelo, Eder Militao, Casemiro, Rodrygo i Vinicius Junior w Realu. Bo Liga Mistrzów brazylijska jest i basta!

I pomyśleć, że 20 lat temu, kiedy Brazylia wygrywała piąte mistrzostwo świata jakoś nieszczególnie kibice w tym kraju żyli Champions League. Nie miało dla nich większego znaczenia kto wygrywał turnieje w Europie, bo lokalne kluby rywalizowały z Barcelonami, Realami czy Bayernami jak równy z równym. Jeszcze w 2005 Sao Paulo w finale Klubowych Mistrzostw Świata pokonało Liverpool, a rok potem Internacional zwyciężył Barcelonę. Dlatego jeszcze w 2010 roku powoływanie do reprezentacji kraju na mundial oznaczało rywalizację graczy klubów krajowych i zagranicznych. Eksport Brazylijczyków był jednak tak ogromny (nawet do 500 w jednym okienku transferowym!!!), że “wszyscy” wyjechali w świat!

Efekt tego taki, że w ostatniej dekadzie Brazylijczycy stali się trzecią najliczniej reprezentowaną nacją w rozgrywkach. Przed Holendrami, Niemcami, Włochami, Portugalczykami czy Anglikami! I to nie mając żadnego klubu w rozgrywkach. Mało tego, Rodrygo strzelił w półfinale przeciwko Manchesterowi City tysięcznego brazylijskiego gola w rozgrywkach. Rekord! Francuzi na miejscu drugim z… 802 golami! Nokaut.

No i jeszcze taki detal: Marcelo wygrywając mistrzostwo Hiszpanii został najbardziej utytułowanym graczem w historii Realu, a wygrywając (ewentualnie!) Ligę Mistrzów nie tylko wyśrubuje rekord ale też zdobędzie to trofeum piąty raz w karierze. Razem z Casemiro będą pierwszymi Brazylijczykami z takim wynikiem, a przed nimi zostanie już tylko Paco Gento, legendarny gracz Realu z dawnych lat, który PEMK wygrał z Blancos pięciokrotnie.

Brazylijczycy w finale LM zjednoczą przed telewizorami Brazylię bo do wielkiego futbolu trafili z różnych jej zakątków. Ci z Realu to zawsze wielkie talenty z największych klubów Brazylii – Flamengo, Fluminense, Sao Paulo (Eder MIlitao i Casemiro), Santosu. Ci z Liverpoolu przeszli wyboisty szlak bojowy. Alisson wprawdzie wywodzi się z wielkiego Internacionalu Porto Alegre, ale w Europie zaczynał jako zmiennik Wojciecha Szczęsnego w AS Romie. Firmino wychował się w Maceio w stanie Alagoas, czyli wywodzi się z biednych “nordestinos”, mieszkańców północnego wschodu kraju, gdzie jeszcze niedawno znajomość podstaw pisania i czytania oraz umiejętność liczenia były ciągle istotnym wyróżnikiem społecznym. Do Europy trafił z drugoligowego Figueirense i – dalibóg – trafiając na stary kontynent w wieku 19 lat nie wjeżdżał tu jako młodociany bóg, niczym kiedyś Ronaldo czy chociażby Vinicius. To raczej skauci TSG Hoffenheim okazali się wizjonerami, bo pięć lat później zawodnik za 12 razy większą sumę poszedł do Liverpoolu.

Fabinho też nie wjechał do Europy na białym koniu. Do 17. roku życia nie był żadnym kandydatem do podboju ligi brazylijskiej. Skaperowany wówczas przez Fluminense, już po roku gry wyfrunął do Portugalii, do Rio Ave, czyli instytucji o małym budżecie ale wielkim skautingu. Nie zagrał tam nawet meczu, ale został wypożyczony na rok do Realu, który niekoniecznie poznał się na mim trzymając go w Castilii. Kolejne wypożyczenie do AS Monaco było strzałem w dziesiątkę. Ostatecznie Fabinho spędził w tym klubie pięć lat, po czym w 2018 trafił do Liverpoolu. Liverpool i Real Madryt w Brazylii nadal łowią. Mają tam swoją siatkę skautów. Z młodym Reinerem Realowi nie wypaliło (wypożyczony do Dortmundu, grzeje tam ławę), ale zagięli już parol na 16-letniego Endricka. 

Liverpool tak naprawdę to ma jeszcze czwartego Brazylijczyka, ale z hiszpańskim obywatelstwem. Thiago jest synem Mazinho, który swoich dwóch synów umieścił w szkółce Barcelony. Thiago został Hiszpanem, Rafinha jest Brazylijczykiem…

Kult zwyciężania

Słowem, w najbliższą sobotę kanarkowi kibice z południa (Alisson), centrum (Marcelo, Fabinho, Eder Militao, Rodrygo, Vinicius, Casemiro) i północy (Firmino) będą mieli swoich do dopingowania. Wszystkich tych zawodników łączy jedno – wyjechali bardzo wcześnie, najstarsi mieli 21 lat. Poza Casemiro i Alissonem, niewiele pograli w lidze i lokalnych rozgrywkach. Sławę zdobyli w Europie i reprezentacji. Europa i reprezentacja to marzenia młodych brazylijskich piłkarzy. Podbój Europy właśnie staje się faktem. W sezonie 2021/22 Brazylijczycy byli drugą najliczniejszą nacją w rozgrywkach, w finale najliczniejszą!

Nie ma się co dziwić, że Liga Mistrzów staje się ulubionymi zagranicznymi rozgrywkami brazylijskich kibiców. Bo wbrew pozorom, w Brazylii panuje bardzo amerykański kult zwyciężania. Liczy się tylko numer jeden, tylko rozgrywki najlepszych. A Champions League stała się dla nich właśnie piłkarską NBA, w której na dodatek ich przedstawiciele grają czołowe role…

Komentarze