Deja vu na Majorce. Barca wygrała w stylu “kopiuj, wklej”

Robert Lewandowski
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Robert Lewandowski

Kibice FC Barcelony pod koniec września domagali się od Xaviego rotacji, by móc przekonać się o jakości zamienników w kadrze. Życzenie zostało spełnione, a wyniki nie ucierpiały na tym nawet o jedną bramkę. W październiku znów otrzymamy wiele rotacji, jednak tym razem już wymuszonych. A na horyzoncie starcia z zespołami z wyższej półki aniżeli Elche, czy Viktoria Pilzno. Wyjazd na Majorkę tym razem kojarzył się bardziej z obowiązkiem odrobienia pracy domowej przed sprawdzianem, aniżeli wakacjami pod palmami. Tę udało się spisać na kolanie.

  • FC Barcelona męczyła się mocno w wyjazdowym meczu z Mallorca
  • O zwycięstwie Blaugrany zadecydowała bramka Roberta Lewandowskiego
  • Barca może pochwalić się passą kolejnych zwycięstw, a architektem sukcesów jest Xavi Hernandez

To nie wirus, to już epidemia FIFA

Nie lubię przerw reprezentacyjnych. Zwyczajnie mnie nudzą. Abstrahując naturalnie od meczów turniejowych, nie interesują mnie w większości mecze towarzyskie, czy też starcia o randze pucharu wójta wsi Borkówka, czy Baltic Cup. Spotkania towarzyskie dla krajów europejskich zastąpiły rozgrywki Ligi Narodów i wciąż nie niosą one dla mnie zbyt wielkiego bagażu emocjonalnego. Najczęściej starcia topowych reprezentacji zawodzą (wyjątkiem ostatni świetny mecz między Anglikami i Niemcami), a co gorsze mamy podczas nich do czynienia z tzw. wirusem FIFA. W skrócie: piłkarze wyjeżdżają na zgrupowanie pełni sił i z końskim zdrowiem, a do klubu zostają odprowadzeni na wózkach inwalidzkich.

Sprawdź:

Po ośmiu meczach sezonu 2022/23 podczas oglądania transmisji meczu Francja – Austria naszła mnie myśl, że to niesamowite, że Xavi na dobrą sprawę poza kontuzjowanym od trzech lat z przerwami Sergim Roberto ma do dyspozycji wszystkich piłkarzy i każdy cieszy się dobrym zdrowiem. 23 minuta i Jules Kounde zgłasza wyraźnie w stronę sztabu szkoleniowego konieczność zmiany. Przełączyłem kanał na starcie niezłomnych biało-czerwonych z Holendrami i mam deja vu. Memphis siada na murawie i wyraźnie kręci głową. Kolejna kontuzja. Wcześniej van Gaal zdjął już de Jonga z urazem. Czy to jakieś fatum? Może to ja przynoszę pecha? 

Następnego dnia przecieram już oczy ze zdumienia i nie mogę wyjść z szoku, kiedy Araujo po zaledwie trzech minutach meczu towarzyskiego z Iranem jest odprowadzany z boiska przez medyków. Czy to jacyś wrogowie FC Barcelony zdecydowali się wynająć Babkę z Rancza, która przy każdym kontakcie z piłką zawodnika Blaugrany potrząsała ręką, doprowadzając do tajemniczych urazów? Hectorowi Bellerinowi do odniesienia kontuzji nie był potrzebny nawet mecz. Hiszpan wykluczył się z gry na miesiąc po niefortunnym ruchu podczas treningu.

Xavi pechowiec, ale nie jak Bryan

Nie byłem nigdy mocny ze statystyki i rachunku prawdopodobieństwa. Z poczynionych na szybko obliczeń w głowie wyszło mi jednak, że prędzej wygrałbym nagrodę główną w najtańszej zdrapce, niż Xaviemu wypadliby ze składu na raz wszyscy prawi obrońcy. Liczę w tym gronie także Kounde i Araujo, którzy w tym sezonie byli już wystawiani na tej pozycji. Szkoleniowiec Blaugrany chyba musiał przejść pod całą aleją drabin, próbując nie zdeptać przy tym przebiegających mu akurat przez drogę czarnych kotów. Skoro limit pecha przed meczem z Mallorcą został wyczerpany, liczyłem że karma odda to co Dumie Katalonii się należy po końcowym gwizdku arbitra, w postaci trzech punktów. 

Na Palma de Mallorca zmierzyły się najczęściej faulująca drużyna La Liga i zespół, który na boisku pokonywał do tej pory największy dystans spośród wszystkich drużyn. Mimo to nie spodziewałem się, że pod koniec pierwszej połowy stadion zamieni się w arenę starć gladiatorów, na której piłkarze zaczęli kolekcjonować żółte kartki niczym dzieciaki naklejki do albumów Panini. W ubiegłym sezonie wyjazd na Majorkę był dla Dumy Katalonii istną przeprawą przez ogród cierniowy. Wówczas skład, jaki zmuszony był wystawić Xavi stanowił obraz ubóstwa kadrowego Barcy. W sobotni wieczór podobne odczucia towarzyszyły mi w przypadku odczytywania z ekranu smartfonu zestawienia samej linii defensywnej.

Szkoleniowiec Blaugrany zdaje się grać z najpopularniejszymi hiszpańskimi dziennikami w grę – wystawić skład, którego nikt, absolutnie nikt się nie spodziewał. Jak na razie deklasuje tamtejszych żurnalistów. Sam się zastanawiam jak to wygląda. Czy zasiada w fotelu w swoim biurze, odpala w tle muzyczkę z laboratorium Dextera i zaczyna kreślić na kartkach szalone plany? Czy może wzorem profesora Atomusa dolewa kolejne składniki do kotła i patrzy co z tego wyjdzie? W drugim scenariuszu w roli Związku X występuje w tym sezonie Robert Lewandowski.

Ciężka praca popłaca

W pojedynku z Els Barralets Robert Lewandowski często opuszczał swoją strefę i cofał się do rozegrania, robiąc tym samym miejsce Ansu Fatiemu. Dwójkowa akcja tej pary zapewniła w sobotę zwycięstwo, choć 70 procent sukcesu Barcelona zawdzięczała 34-letniemu napastnikowi. Wspólny czynnik dla spotkań Azulgrany w tym sezonie jest następujący – Xavi zaskakuje wyjściowymi jedenastkami, a Polak strzela gole z coraz to trudniejszych pozycji. 

W ramach ciekawostki – Lewy ma po siedmiu ligowych meczach na koncie dziewięć bramek. Pobił tym samym rekord z 1951 roku, który należał do Kubali. Legendarny Węgier miał wówczas trafień osiem. 

Naturalnie nie ma piłkarzy nieomylnych i w niektórych sytuacjach Lewy podejmuje złe decyzje, jednak nie jestem nawet w stanie wyobrazić sobie podstawowego składu Barcy bez Polaka. Rola 34-latka wykracza daleko poza boisko, choć i na nim dokonuje on rzeczy niebywałych. Przede wszystkim cechą obecnej Barcelony, co nie pozostaje bez związku z Lewandowskim jest ciężka praca na treningach, która potem przekładana jest na boisko. Z drużyny, która przebiegała po kilka kilometrów mniej od rywali, sztab szkoleniowy uczynił machinę, w której pressing rozpoczyna się właśnie od Lewandowskiego. W Katalonii pod tym względem nie nie chce się pamiętać już o drepczącym Argentyńczyku. 

Obecnie klub pokonuje największy dystans spośród wszystkim drużyn La Liga. To efekt mozolnej pracy, jaką wykonuje sztab szkoleniowy pod dowództwem Xaviego. Jeszcze niedawno w prześmiewczy sposób zestawiano średnią punktową obecną i tą, którą Azulgrana osiągała z Koemanem za sterami. Były niemal identyczne. Dziś możemy wymieniać przy nazwisku szkoleniowca Blaugrany kolejne rekordy, m.in. jest to pierwszy trener w historii La Liga, który nie przegrał żadnego z kolejnych 18 meczów wyjazdowych.

42-latek uporządkował defensywę zespołu, o czym świadczą przede wszystkim statystyki. Sześć czystych kont i tylko jedna stracona bramka. W ubiegłym sezonie na tym etapie Neto do spółki z ter Stegenem sześciokrotnie wyciągali piłkę z siatki.

Lepiej brzydko wygrywać, niż ładnie przegrywać

Nie ma zespołów, które na przestrzeni całego sezonu potrafiłyby rozgrywać jedynie piękne i porywające mecze, zakończone samymi zwycięstwami. Nawet Real Madryt, który w tym sezonie kolekcjonuje zwycięstwa jak Lewandowski bramki, w wielu spotkaniach musiał się nacierpieć, a kibice Królewskich niejednokrotnie mocniej zgrzytnęli zębami. Piach w żuchwach cules rzęził w sobotę tak mocno, że mogliby oni wypluwać gotowe szyby. Styl Dumy Katalonii daleki był od ideału, a wielu zawodników zagrało poniżej swojego optymalnego poziomu. Chłodny odbiór meczu ociepla nieco widok kolejnych trzech punktów dopisanych do konta i tymczasowa przynajmniej, pozycja lidera tabeli. 

Jakaś mądra głowa powiedziała kiedyś, że takimi meczami wygrywa się mistrzostwa. W Barcelonie pomni wydarzeń z ostatnich sezonów kibice nie odważyliby się raczej na taką sugestię. Zredagujmy to. “Takimi meczami zachowuje się szanse na walkę o mistrzostwo Hiszpanii”. 

Oglądając mecz rozgrywany na Majorce miałem deja vu. Sobotnie spotkanie miało niemal identyczny przebieg, jak to rozegrane w styczniu. Zgadzał się wynik, siermiężny styl i rosły napastnik zapewniający upragnione trafienie. Napisanie, że Robert Lewandowski wcielił się w rolę Luuka de Jonga byłoby rażącym brakiem szacunku dla umiejętności Polaka, dlatego dość już doszukiwania się tych podobieństw. Wystarczy, że Xavi nałożył kalkę na styczniowe spotkanie na Palma de Mallorca i znów wywiózł z trudnego terenu 3 punkty. Różnica polegała na tym, że tym razem użył zupełnie innych kredek. 

PS. Tak, Robert Lewandowski dołożył kolejną nagrodę dla MVP meczu do kolekcji. Pytanie, czy na koniec sezonu będzie miał ich równie dużo, co bramek. Ktoś ma ochotę się założyć?

Czytaj dalej: Barca intensyfikuje działania względem sprowadzenia następcy Busquetsa. Możliwy transfer już zimą

Komentarze