Jerzy Brzęczek
Jerzy Brzęczek fot. Grzegorz Wajda

Z Brzęczkiem straciliśmy dwa lata? Bzdura, jedno wygląda lepiej od Nawałki

Listopadowe mecze reprezentacji zweryfikują miejsce, w jakim miejscu jest na ten moment reprezentacja Polski, natomiast już przed nimi śmiało można powiedzieć, że pod kątem selekcyjnym Jerzemu Brzęczkowi trudno cokolwiek zarzucić. Jeśli ktoś nie wierzy, niech spróbuje zestawić jedenastkę na mecz z Ukrainą.

Czytaj dalej…

Brzęczkowi sporo można było zarzucić. Miesiącami od oglądania kadry przyjemniejsze były wizyty u dentysty, zwycięstwa nie przekonywały i kazały zadawać sobie pytanie, czy z mocniejszym rywalem nie byłoby jeszcze mniej przyjemnie (wrześniowy mecz z Holandią te obawy tylko potwierdził), ale takiej głębi składu, jaką selekcjoner wypracował, nie mieliśmy już dawno. Wydawałoby się, że skoro teraz odpoczywać mają piłkarze zaangażowani w grę w klubach co trzy dni, jedenastka ułoży się sama, a jednak pojawiają się wątpliwości. Spróbujmy jednak wytypować, jak widzi ją Brzęczek. Możemy się zdecydować zarówno na ustawienie 4-4-2, za którym przemawiają dwie rzeczy – po pierwsze nie po to testowaliśmy taką taktykę z Finlandią (w dodatku z powodzeniem), by mając w terminarzu spotkania z bardzo silnymi Włochami i Holandią rezygnować z niej w meczu z Ukrainą, po drugie zestawienie naszego podstawowego 4-2-3-1 przy zachowaniu zasady odpoczynku dla grających w europejskich pucharach (odpadają Krychowiak i Moder, a Zieliński nie jest jeszcze gotowy do gry od początku) wymagałoby wykorzystania wszystkich dostępnych środkowych pomocników.

Wyglądałoby to zatem tak:

Jeśli 4-4-2: Skorupski – Bereszyński (Gumny), Bednarek, Walukiewicz, Reca – Szymański (Jóźwiak), Klich (Linetty), Góralski, Grosicki – Piątek, Milik.

Jeśli 4-2-3-1: Skorupski – Bereszyński (Gumny), Bednarek, Walukiewicz, Reca – Linetty, Góralski – Szymański (Jóźwiak), Klich, Grosicki – Piątek (Milik).

Nawet, gdyby tak wyglądał podstawowy skład Polski na ważniejsze mecze, wcale nie byłoby powodu do rozpaczy. Tymczasem Brzęczek “w zamrażarce” – poza bramkarzami oraz wspomnianą czwórką pomocników – trzyma jeszcze Kędziorę, Glika, Rybusa, Kądziora, Karbownika i przede wszystkim Lewandowskiego. Nieźle, prawda? Wobec tego wypominanie Brzęczkowi “dowołanie” jednego Przemysława Płachety, mimo iż z różnych względów reprezentację opuszcza trzech zawodników, nie jest trafione. Kadra wydaje się bardzo dobrze zabezpieczona.

Pojawiły się ostatnio głosy o braku powołania dla Tymoteusza Puchacza i jeśli trzeba by wrzucić jakiś kamyczek do tego ogródka, pewnie byłby na nim napisany jego inicjał. Aczkolwiek nie patrzyłbym na tego zawodnika jak na zbawcę – w ostatnim meczu grający na niego Paweł Wszołek, mówiąc delikatnie, radził sobie. “Na niego niedługo przyjdzie czas” – mówi jednak Brzęczek

Różnie można oceniać dwa lata obecnego selekcjonera, ale na pewno nie można mówić, że czas został całkowicie stracony. Pamiętajmy, że Adam Nawałka, którego reprezentacja w eliminacjach była bardzo skuteczna, na turniej w Rosji zabrał tak naprawdę 15 zawodników, bo co najwyżej na tylu mógł liczyć. Teraz kadra poszła w nowoczesny model, w którym wypadnięcie ze składu dwóch-trzech podstawowych piłkarzy nie oznacza dramatu. Nie ma aktualnie pozycji, która nie byłaby dublowana zawodnikami podobnej klasy, a w razie potrzeby można modyfikować ustawienie, bo Brzęczek gra przecież dwoma.

Jesteśmy zatem na pewno w lepszej sytuacji, niż kilka miesięcy temu. Boisko swoje zweryfikuje, ale pierwszy raz od dawna przed meczami z faworytami można mieć coś, czego wcześniej był deficyt – nadzieję.

Komentarze