Lewandowski: to be or not to be | Dwugłos Tetryków

Na zdjęciu:

Czy Rzeczpospolita Polska powinna wyruszyć na pomoc rodakowi więzionemu w kazamatach monachijskiej twierdzy? Czy Robert Lewandowski w walce z Bayernem może liczyć na wsparcie Barcelony? No i wreszcie kwestia najbardziej paląca: czy ten sezon Korony Kielce, ten etap życia Jacka Kiełba, to tak naprawdę spektakl mający na celu wielki hołd dla komedii familijnych z lat dziewięćdziesiątych? Tetrycy, czyli Leszek Milewski oraz Jakub Olkiewicz, sumują miniony tydzień.

  • Lewandowski: co to się stanęło
  • Na szali wizerunek Bayernu i przyszłość Lewego
  • Kogo jesteśmy najbardziej ciekawi na zgrupowaniu
  • Korona UKORONOWAŁA sezon
  • Wisła Płock: San Andreas

Leszek Milewski: Kuba, może powtórzymy angielski?

Jakub Olkiewicz: Nie no, co ty, Leszek.

LM: A odmień “być poważnym”.

JO: Are you serious?

Jakub Kwiatkowski: Leszek, czy ty jesteś niepoważny?

JO: Muszę przyznać, że tak naprawdę sam napisałem kwestię Jakuba Kwiatkowskiego, to nie Jakub Kwiatkowski ją tutaj zamieścił. Bardzo lubię naszego rzecznika, ale momentami ma tę niefortunną zdolność do pakowania się w sytuacje niefortunne. A to mu szwedzki trener założy kanał przy linii bocznej, a to wywoła międzynarodowy skandal dyplomatyczny wkładając w usta największego piłkarza świata obelgi w stronę jego własnego klubu.

LM: To prawda. Użyłeś najwłaściwszego słowa: niefortunnie wyszło. Przecież, jak się spodziewam, Kuba Kwiatkowski nie chciał wywołać międzynarodowego dyplomatycznego skandalu wkładając w usta największego piłkarza świata obelgi w stronę jego własnego klubu. Natomiast na pewno ta sytuacja uczy szacunku do pracy tłumacza. To naprawdę nie jest tak, że znasz angielski, dogadasz się w nim z każdym, nawet nie oszukujesz, gdy w CV wpisujesz “angielski komunikatywny”. Ale tłumaczenie NA ANGIELSKI jest naprawdę trudne. Co więcej, tłumaczenie w lot, bez możliwości zastanowienia się, przemyślenia, tłumaczenie tu i teraz… To jest najwyższa półka tłumaczeń. Najdroższa. Najbardziej wymagająca. Wymagająca profesjonalisty. Inaczej można narazić się na przypadkowe wywołanie międzynarodowego dyplomatycznego skandalu wkładając w usta największego piłkarza świata obelgi w stronę jego własnego klubu.

Natomiast, przechodząc do meritum Kuba, a więc do tego, że Robert pożegnał się z Bayernem. Ja nie chcę oceniać stylu tego rozstania, ponieważ jestem przekonany, że to, o czym wiemy, to, co dociera do przestrzeni publicznej, to tylko wierzchołek góry lodowej. Ta opinia może cię nie zaskoczyć, ponieważ mówiłem o niej w poranku, który mieliśmy przed chwilą, w dodatku ze sobą.

JO: Ostatni raz byłem tak zaskoczony, gdy włączyłem Football Managera na jeden mecz, a zagrałem więcej niż jeden mecz. Natomiast zgadzam się – nie jesteśmy w stanie ocenić tego w dokładny sposób, bo zwyczajnie mamy zbyt mało faktów. W poranku, o którym wspomniałeś, powiedziałem to, co myślę – a myślę, że ten styl jest kiepski. Nie do końca na miejscu. Że z pewnością dało się całe odejście z Bayernu rozegrać trochę inaczej, niż krótkim meldunkiem – tak, mam jeszcze ważny kontrakt, ale moja historia z klubem jest skończona, transfer jest najlepszym wyjściem dla wszystkich stron, bo jeśli Bayern się na transfer nie zgodzi, to bardzo rozbolą mnie pięty, albo dusza i wtedy wszyscy będą niezadowoleni.

I tu jest właśnie “ale”, które zwyczajowo unieważnia wszystko, co jest przed “ale”. Bo pewnie – tak się możemy przynajmniej domyślać – to nie jest tak, że Robert Lewandowski nie rozmawiał z Olivierem Kahnem. Nie dzwonił do władz klubu, nie rozmawiał z kolegami z szatni, na zakończeniu sezonu wszystkich żegnał radosnym “do zo, panowie, w przyszłym sezonie, to damy czadu jak nigdy”. I nagle wystrzelił na konferencji ze swoim atakiem. No nie, gdybym miał strzelać – pewne taktyki negocjacyjne, nazwijmy je może na potrzeby chwili “soft power” trochę zawiodły, więc na drabinie eskalacyjnej trzeba było przesunąć się o jeden szczebelek do góry. Zastanawiam się tylko, jak w tym wszystkim zachowa się Bayern. Słusznie zauważyłeś – na szali jest wizerunek klubu, który się piłkarzom nie kłania. Bawarczycy mieli w swojej historii już parę “trzaśnięć pięścią w stół”, a z drugiej strony – ugięli się choćby po pamiętnych wypowiedziach Lewandowskiego, że czas na odważniejsze ruchy na rynku transferowym. Jedno jest pewne – w interesie wszystkich jest konflikt wygasić i nadać całemu ruchowi znamiona zupełnie zwyczajnej transakcji zupełnie zwyczajnego piłkarza. I tu jest moje pytanie do ciebie: czy Barcelona zastawi ten niedokończony kościół Gaudiego, żeby zapłacić Bayernowi? Może Sagrada Familia po prostu będzie stanowić część rozliczenia transferowego i niedługo będziemy mogli budowle Gaudiego oglądać już za naszą zachodnią granicą?

LM: Tak mi się wydaje, że gdyby Barca miała po prostu więcej pieniędzy, które dałaby radę wyłożyć na Lewego, to tematu zasadniczo by nie było. Albo nie byłoby tak wielkiego. Bayern natomiast wielokrotnie podkreślał, że dba o swoje finanse. Tym też może być podyktowana jego stanowczość. Po prostu wie, ile jest wart najlepszy piłkarz świata 2020 i 2021 roku, mimo jego wieku, więc nie zgadzają się na piętnaście żappsów i tresowaną wronę. Gra, którą wszyscy oglądamy ze strony obozu Lewego, może być bardzo przemyślana, a obliczona na to, by spuścić z ceny. I, jakkolwiek znasz mnie dobrze i wiesz, że jest mi bliskie zdanie Bogusława Baniaka – w futbolu najciekawsze jest to, co poza boiskiem – tak liczę na to, że ten serial nie będzie trwał za długo. Trochę potrwa, bo potrwać musi – z jednej i drugiej strony spotkali się mocni zawodnicy. Ale niech to będzie serial do rozgrzewania sezonu ogórkowego, a nie sezonu przygotowawczego, nie mówiąc o sezonie właściwym.

Sam na rozstanie Lewego z Bayernem narzekać nie potrafię. Powiem bez ogródek, całkowicie nieprofesjonalnie i niemerytorycznie – znudziło mi się oglądanie Lewego w Bayernie, znudziło mi się oglądanie Lewego w Bundeslidze. Rozumiem, że rekord jest na widoku, ale wydaje mi się nieskończenie ciekawsze oglądanie go w grze o inne stawki, inne trofea. Kończmy tę niemiecką przygodę. Lewy też ma do udowodnienia, że nie jest tylko królem bundesligowego podwórka. Naprawdę kibicuję więc, by Kahn nie zamknął Lewego w kazamatach Allianz Arena. Co wciąż może zrobić, bo karty, mimo narracji, są rozdane po obu stronach. Jeśli to karciana wojna, to króli, ale w zakrytej karcie nie wiadomo co jest: może jopek.

JO: Od dawna wiadomo, że jak nie wiadomo, o jaką kartę chodzi, to chodzi o dupka żołędnego. Natomiast im dłużej o tym myślę – tym bardziej do mnie dociera, że faktycznie nie wszyscy muszą być jak ja i ubóstwiać każdą minutę spędzoną w strefie komfortu. Jestem prostym człowiekiem, zawsze przed premierą FMa obiecuję sobie niestworzone kariery w egzotycznych ligach, a potem i tak gram 20 sezonów ŁKS-em. Ale nawet mnie po trzecim triumfie w Lidze Mistrzów to zaczyna trochę nudzić. A co dopiero takiego terminatora jak Lewandowski? Ostatnio na Twitterze czytałem zresztą dość ciekawą wymianę zdań dotyczącą aspektu, który my, środowisko piłkarskie, często bagatelizujemy. Jesteś młodym ojcem, twoją żoną jest młoda matka. Zawodowo oboje jesteście spełnieni, większość waszych życiowych marzeń udało się zrealizować z nawiązką. Czy na pewno chcesz z tą swoją rodziną do końca życia chodzić w śmiesznym wdzianku na Oktoberfest, zimą narzekając na śnieg zalegający na podjeździe do garażu?

W wypowiedziach Lewandowskich gdzieś przewijały się wątki emerytury w Los Angeles, albo innym miejscu w USA. Ale nawet póki trwa kariera, możesz swojej rodzinie zafundować połączenie przyjemnego z pożytecznym i spełniając swoje sportowe ambicje jednocześnie uciec w miejsce, gdzie zawsze jest pogoda na spacer z wózeczkiem. To trochę banalne kwestie, może wręcz pomijalne, ale mimo wszystko – nie lekceważyłbym ich. Zwłaszcza, gdy czytam wywiady z piłkarskimi obieżyświatami, jak Łukasz Gikiewicz czy Vanja Marković. Życie piłkarza z topu, takiego jak Robert Lewandowski, to niemal nieustanna praca nad sobą, nawet teraz zdradził, że podczas tygodniowych wakacji między Bayernem a zgrupowaniem kadry poprosił Nuriego Sahina o podesłanie bramkarza i przez tydzień mu “szczelał gole” na murawie, trenując “ciężej niż w okresie przygotowawczym”. Ile masz czasu na zwiedzanie, na korzystanie z życia, wydawanie pieniędzy? Tydzień na Malediwach wciśnięty między mecze Ligi Narodów to trochę mało. A przy transferze, zwłaszcza do tak atrakcyjnego miejsca? Problem rozwiązuje się sam.

LM: Jeszcze nie podejrzewałbym Lewego o silny wpływ tego rodzaju aspektów przy decyzjach transferowych, ale jeśli, poleciłbym Uniejów. Myślę, że choćby sprawa z Sahinem pokazuje, że Lewy bardzo chce wycisnąć te ostatnia lata na topie do maksimum i być może ma po prostu wątpliwości, że Bayern jest optymalnym na to sposobem. I ja się z tym zgadzam.

Kuba, ale saga Lewego jeszcze się pewnie rozpędzi. Dla kogo twoim zdaniem najbliższe mecze kadry są największą szansą, a kto przyjechał trochę jak Polska do Brazylii za Apostela, czyli kuriozalny termin, spotkajmy się, idźmy na grilla nad plażę?

JO: Wiesz, dla kogo to nie jest Polska w Brazylii za Apostela? Dla Gabriela Słoniny, który czas stracony na reprezentowanie Polski w Lidze Narodów wolał poświęcić na przymierzanie stroju Realu Madryt! Natomiast zupełnie serio – to może być naprawdę kluczowy maraton meczowy. Cztery spotkania, tysiące powołanych zawodników, mnóstwo minut do wywalczenia na treningach, a przy tym dwa tygodnie w towarzystwie Czesława Michniewicza. Tutaj naprawdę można sobie wygrać bilety do Kataru, tutaj naprawdę można kompletnie odmienić swoją pozycję w reprezentacyjnej hierarchii. Nie ukrywam – liczę na Zalewskiego. Po tym, jaka pompka jest wokół niego przy okazji najkrótszej wypowiedzi Jose Mourinho, sam bardzo mocno się podekscytowałem wizją zawodnika, który nam ogarnie tę lewą flankę, czy to jako jeden z dwóch ofensywnych pomocników, czy boczny pomocnik, czy wahadłowy. To zresztą znowu stwarza Michniewiczowi nowe możliwości taktyczne, a zupełnie nie wykluczam, że na mundial będziemy mieli właściwie trzy odrębne ustawienia, trzy odrębne plany meczowe i jedenastki w pełni uzależnione od potrzeb planu taktycznego.

Drugie nazwisko, które raczej musi paść: Kamiński. Jakub ma przepiękne imię, fantastyczne zwieńczenie sezonu za sobą i całkiem niezłe perspektywy. Chciałbym, by sprawdziło się to, o czym wspominał nawet Robert Lewandowski – że skrzydłowy mocno się do wyjazdu przygotowywał i ma szansę zwyczajnie nie przepaść po tym dużym transferze. Poza tym wiadomo – zawsze dobrze zobaczyć twarze Glika i Góralskiego. Nawet nie muszę patrzeć na ich grę, wystarczy mi mimika.

LM: Nawet Lewy znalazł słowo dla Zalewskiego, a nie jest to łatwe, gdy większość twojej uwagi pochłania walka z Bayernem. Co do Zalewskiego, to o tyle istotne, że on z miejsca ma potencjał na bycie… gwiazdą? Może za mocne słowo, ale to jest ten rodzaj potencjału. Do mundialu może na tyle dojrzeć, by to słowo było uprawnione.

Powiem od strony nieoczywistej, że liczę na dużo lepsze mecze Matty’ego Casha. Kupił nas wszystkich – hehe, jak to CASH, KUPIŁ – swoimi wypowiedziami, zachowaniami, zawsze trafiającym na żyzny grunt w Polsce żarcikami z alkoholu. Ale chciałbym od niego takiego meczu, gdzie będzie widać, że to może być wielka siła prawej strony. Na razie bywało nijako.

Z drugiego szeregu, liczę na Kiwiora. Nie tylko dlatego, że kiedyś z nim rozmawiałem, a od dawna kieruję się zasadą – kto ode mnie odbiera telefon, ten ma we mnie sojusznika. Kiwior umie grać piłką, Kiwior ma za sobą przełomowy sezon w Serie A, no i Kiwior doskonale zna taktykę Michniewicza z młodzieżówki. Poza tym wciąż więcej należy wymagać od Bielika. Liczę też, że ktoś zaskoczy na skrzydłach, może wspomniany przez ciebie Kamiński, który na razie z kadrą jest w relacji “to skomplikowane”.

JO: Na pewno jest też duża ciekawość jeśli chodzi o ludzi z MLS. Jak wiadomo, nocami gramy w Dallas jako Boban Marjanović i Luka Doncić, więc nie mamy czasu na oglądanie soccera. Jestem ciekawy w jakiej realnie formie będą zawodnicy z tamtych klubów, zwłaszcza, że już na dobre chyba otworzyły się szlaki handlowe “do MLS i z powrotem do mocnej europejskiej ligi”. W tym kontekście naturalnie trzeba słowo o Buksie, ale niech to będzie słowo: “zobaczymy”.

Mnie to bardziej, Leszek, ciekawi, czy tu już masz Walię i Belgię rozpracowane. O co my w tej Lidze Narodów gramy? Czytałem jakiś wywiad z Cezarym Kuleszą, tam był nagłówek “nie możemy spaść z Dywizji A” i myślałem, że prezes PZPN tam ujawnia jakieś machinacje, że znowu reforma rozgrywek, że nie możemy spaść, bo w rankingu historycznym jesteśmy na czternastym miejscu, a to gwarantuje już utrzymanie. Tymczasem nie, to jest ponoć cel sportowy, żeby nie spaść. Czyli ogolić dwa razy Walię i sobie spokojnie zająć miejsca 2-3.

LM: Jesteśmy na tym etapie, że gdy Cezary Kulesza mówi “ZNACIE MNIE”, odpowiadamy “ZNAMY”. I myślę, że pan Czarek WYCZARUJE – ale dziś gry słowne idą – coś w razie naszych porażek. Ale tych się nie spodziewam. Bo wiadomo, jest lato, atmosfera nie sprzyja graniu meczów o stawkę, szczególnie jak rozegrałeś ich 88 w minionym sezonie. Ale to prawda, że ten terminarz, może bezlitosny dla kończących sezon, a jednak to zgrupowanie jest niezwykle ważne przy budowaniu kadry na mundial. Te kilka dni spokoju, które otrzyma Michniewicz między pierwszym a drugim meczem – absolutnie bezcenne. Takiego komfortu już nie będzie. Przecież do tej pory razem na boiskach treningowych kadra Michniewicza spędziła jakieś 54 minuty, z czego połowę biegali. Dlatego jakkolwiek śmieszy mnie, że pod płaszczykiem narracji odchudzania terminarza, w jaki ubierała się Liga Narodów, terminarz został znowu zagęszczony, tego zgrupowania nie deprecjonuję. I utrzymanie w Dywizji A także łaknę. Widziałem dostatecznie wiele meczów Polska – Litwa, by chwilowo za nimi nie tęsknić i czasem pograć jednak z czołówką, zmuszoną do przyjazdu do Polski.

JO: Ładnie nawiązałeś do meczów absolutnie klasycznych, Polska – Litwa na zbudowanie atmosfery przed turniejem, bo potem już będą bolesne wciry. Mam nadzieję, że gdzieś to w tym roku upchniemy, może po tym Chile.

Wielkie mecze. Klasyki. Budowanie atmosfery. No musimy do tego tematu przejść, Ekstraklasa powiększyła się o kolejnego uczestnika przyszłorocznych zmagań, okazał się nim nie Łódzki Klub Sportowy, nie Łódzki KS, nie Rycerze Wiosny, ale Korona Kielce. Wcale nie płaczę, to nie są łzy, to jest alergia. Paweł Golański w roli dyrektora sportowego, człowiek, którego lubię i cenię, a w dodatku ełkaesiak. Leszek Ojrzyński w roli trener, człowiek, którego lubię i cenię.

No i Jacek Kiełb. Gdyby zebrać wszystkie role Whoopie Goldberg w jedną, gdyby zebrać wszystkie ciepłe momenty kina familijnego w jeden wielki gorący moment, gdyby stworzyć hybrydę psa z “Buddy, pies na gole”, małpy z “Kosmatego zawodnika” oraz kilku piłkarzy z “Kapitana Jastrzębia” – dostalibyśmy właśnie to. Powrót po kontuzji w wieku przedemerytalnym, coś, co wielu ostatecznie złamało i wypchnęło poza margines piłki. Gol nożycami w kluczowym momencie sezonu. A potem 3:2, dogryweczka, legenda Kielc zwraca Kielcom Ekstraklasę. UKORONOWANIE. No, proszę, wymyśl teraz coś lepszego, bardziej wzruszającego, mocniejszego. Może jakiś kolega z problemami z sercem, jak Jun Misugi?

LM: Nie da się. Gdyby to był Titanic, a na drzwiach dryfowałby Jacek Kiełb, wciągnąłby na te drzwi całe Kielce.

Cieszy mnie, że to wraca już inna Korona, także starająca się zerwać z ciążącą jej przeszłością. Umówmy się, pod niemieckimi właścicielami Korona była pośmiewiskiem. Czasem walecznym boiskowo, ale organizacyjnie – dramat. Teraz Korona nie jest bogata – gdyby nie awans, pewnie musiałaby ograniczyć budżet. Na pewno będzie stanowić jednego z głównych faworytów w grze o spadek. Ale Korona jest zarządzana normalnie. Nie wiem jak będzie piłkarsko, na pewno to banda, która pod dowództwem Ojrzyńskiego każdemu może narobić kłopotów, ale życzę przede wszystkim, żeby nie było gry va banque. Żeby czas w ESA, niezależnie ile potrwa, doprowadził do wzmocnienia struktur. Tak jak w Stali Mielec, która gdyby spadła za rok, no to spada jako dużo stabilniejszy, mocniejszy klub, niż gdy do ESA awansowała.

JO: Ech, liczyłem, że wyciągniesz z kapelusza jeszcze Adama Frączczaka, nawet nakierowałem cię problemami zdrowotnymi, ale domyślam się, że w Koronie moglibyśmy tak strzelać historiami do wieczora, tak bardzo wzruszająco-ciepło-cukierkowy był to film. Natomiast ja jak zawsze mam jedno “ale”. Pod niemieckimi rządami Korona była pośmiewiskiem, ale powrót pod czułe miejskie skrzydła to też rozwiązanie trochę pośrednie. Nie chcę oczywiście deprecjonować tego, co już się w Kielcach udało, natomiast gdzieś z tyłu głowy tkwi myśl, że schyłkowy prezydent Lubawski to też nie był do końca Silvio Berlusconi. Trzymam kciuki, by ten kielecki sen trwał jak najdłużej i jak najdłużej opierał się na pomyśle, pewnej przewadze koncepcyjnej, a nie płomiennych przemowach na grudniowych zebraniach Rady Miasta, gdy trzeba przekonywać polityków, że teraz to już na pewno poświęcimy te miliony z kasy miasta na zbożne cele, a nie przepłaconych egzotycznych turystów boiskowych.

Ostatni temat do omówienia. Czy Wisła Płock powinna przestać bawić się w te całe piłki nożne, piłki ręczne i inne cuda i na poważnie zająć się przedłużaniem kontraktów z Piotrem Tomasikiem? Mam wrażenie, że cała Europa, ba, cały świat skorzystałby, gdyby Wisła, albo szerzej – cały Płock zajął się wyłącznie produkowaniem spotów promujących ruchy kontraktowe wokół Piotra Tomasika. Po raz kolejny nagrali czyste złoto, po raz kolejny zachwycili, Kuba Białek słusznie podpowiedział – te umowy dla Tomasika powinny być półroczne, żeby wielkie kino płockiego marketingu mogło nas cieszyć co 6 miesięcy. Czy to najlepsze, co polska piłka dała światu od czasów wymyślenia centrostrzału?

LM: No cóż, czytałem w kieleckich mediach, że generalnie przez ostatnie dziesięć lat Korona przyniosła 84 miliony straty. Ten apel o budowę stabilnego klubu – chyba w mieście także chętnie by o to zaapelowali. Samodzielny, zarabiający na siebie podmiot jest celem.

Co do Wisły Płock. Powiem tak: nie wiem, czy to najlepsze, co polska piłka dała światu od czasów centrostrzału, bo pomysłów ma polski futbol wiele, tylko wczoraj przecież sprawa tłumaczeń jest czarnym koniem w tym wyścigu. Ale jestem pewien, że Rockstar w ramach odpowiedzi powinien kolejną edycję GTA osadzić w Płocku.

JO: O ile do systemu motion-capture zostanie wykorzystany Piotr Tomasik parodiujący motion-capture z GTA:SA.

Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski

Komentarze