Pięć największych skandali sędziowskich w historii futbolu! Zwykłe pomyłki czy celowe oszustwa?

Czerwona kartka
Czerwona kartka fot. Ververidis Vasilis, shutterstock.com

Półfinałowe zwycięstwo Anglii z Danią w mistrzostwach Europy, zamiast pozytywnych emocji związanych z tym, że „futbol wraca do domu”, wzbudziło niesmak u kibiców na całym świecie. Wszystko przez decyzję holenderskiego arbitra Danny’ego Makkelie, który w dogrywce podyktował wątpliwą jedenastkę dla Synów Albionu, decydującą o ich awansie. To niestety nie pierwszy i nie ostatni raz, kiedy zamiast piłkarzy, to sędzia jest na ustach fanów. Pamiętacie te sytuacje?

Ekwadorski przemytnik narkotyków

Mistrzostwa Świata w 2002 roku były najgorszymi w historii pod względem sędziowania. Sposób, w jaki gospodarze z Korei Południowej awansowali do półfinału turnieju budzi niesmak nawet blisko 20 lat po tych wydarzeniach. I o ile Polacy, których błyskotliwa taktyka „laga na Kałużnego” spaliła na panewce, zasłużenie przegrali z Azjatami w fazie grupowej, o tyle historie Włochów i Hiszpanów są diametralnie różne. Najpierw oszukani zostali ci pierwsi. W 1/8 finału w oparach skandalu zostali wyeliminowani z turnieju. Lista błędów ekwadorskiego arbitra Byrona Moreno jest długa: podyktował dla Koreańczyków rzut karny z kapelusza, nie uznał w dogrywce złotego gola strzelonego przez Damiano Tomassiego, a na dodatek wyrzucił z boiska Francesco Tottiego za symulkę, kiedy nie miał prawa nawet dobrze widzieć sytuacji, tak daleko był od pola karnego. Czy jednak na pewno mowa tu o błędach, a nie celowym działaniu? W późniejszych latach Moreno daleko było do wzorowego obywatela. Ekwadorska federacja zawiesiła go na 20 spotkań po koszmarnych pomyłkach w meczu krajowej ligi. Ostatecznie skompromitował się jednak kilka lat później. Kiedy na nowojorskim lotnisku JFK celnicy dostrzegli nerwowo zachowującego się mężczyznę, od razu zdecydowali się go przeszukać. W 10 workach przyklejonych do jego brzucha, ud i pleców znaleźli 6 kilogramów heroiny. Byron Moreno trafił do więzienia, a Włoscy piłkarze bynajmniej go nie żałowali, pamiętając mu mecz sprzed ośmiu lat. – Sześć kilogramów narkotyków? Myślę, że tę heroinę to miał już na mundialu w 2002 roku, tylko nie w gaciach, tylko w krwiobiegu – śmiał się Gianluigi Buffon. Bezpośrednio po meczu jemu i jego kolegom zupełnie nie było jednak do śmiechu. – To bandyta, poza tym spójrzcie na niego, jak sędzia może być tak gruby? Mogliśmy zejść z boiska po godzinie, wiedzieliśmy że FIFA wyznaczyła go do sędziowania, żeby przepchnął Koreę – gotował się Christian Panucci. Cały świat kipiał z wściekłości razem z Włochami, ale okazało się, że to nie koniec skandali.

Egipska kradzież w biały dzień

Zaledwie cztery dni później w ćwierćfinale mundialu zmierzyła się Hiszpania z Koreą. W zasadzie to był mecz bez historii. Drużyna prowadzona przez Jose Camacho strzeliła trzy gole, a gospodarze nie mogli sobie z nią poradzić. Dlaczego zatem w półfinale mistrzostw świata zagrali Koreańczycy? Jak można się domyślić, zasługa w tym egzotycznego składu sędziowskiego – główny z Egiptu Ghamal Ghandour oraz jego asystenci z Trynidadu i Ugandy zrobili co w ich mocy, żeby przepchnąć dalej gospodarzy. Wymagało to sporo wysiłku – wypatrzenia „spalonych-widomo”, nieistniejących fauli czy uznania, że piłka będąca w boisku opuściła linię końcową, ale koniec końców im się to udało. Nie uznali żadnej prawidłowo zdobytej bramki przez Hiszpanów, a w serii rzutów karnych lepsza okazała się Korea. – To był jeden z moich najlepszych meczów. Oczywiście, w niektórych sytuacjach mogłem niepotrzebnie posłuchać asystentów, ale obserwator dał mi notę 8,7! Mam bardzo czyste sumienie – mówił Ghandour po siedemnastu latach hiszpańskim mediom. Skoro to spotkanie było najlepszym w wieloletniej karierze tego sędziego, to całe szczęście, że nie musieliśmy oglądać jego popisów w egipskich rozgrywkach!

Najsłynniejszy gol-widmo

Mecz EURO 2020 z Danią to nie pierwszy raz, kiedy Anglicy przed własną publicznością w ważnym momencie korzystają na kontrowersyjnej decyzji sędziowskiej. Ich hasło „Football is coming home” odnosi się do mundialu z 1966 roku, ostatniego wielkiego sukcesu Synów Albionu. Gdyby nie azerski sędzia asystent Tofik Bahramow, futbol chyba nie miałby dokąd wracać. Remis, dogrywka, bicie głową w mur i pomoc ze strony arbitra? Brzmi znajomo? To samo wydarzyło się w finale mundialu przed 55 laty, w którym gospodarze mierzyli się z RFN. Geoff Hurst w 11. minucie dogrywki, przy stanie 2:2, strzelił tak, że piłka odbiła się od poprzeczki, linii bramkowej i wyszła w pole. Arbiter główny, Szwajcar Gottfried Dienst, był skonfundowany, ale wtedy dostrzegł energiczni sygnalizującego coś w jego kierunku asystenta, Tofika Bahramova. Pod wpływem przedstawiciela ZSRR uznał najsłynniejszego gola-widmo w historii i gospodarze sięgnęli po mistrzostwo świata. Czy historia się powtórzy i kontrowersyjna decyzja Danny’ego Makkelie w konsekwencji pozwoli drużynie Garetha Southgate’a sięgnąć po upragniony tytuł? Eksperci z branży bukmacherskiej uważają gospodarzy za faworytów. Na przykład w firmie Totolotek, kurs na końcowy triumf Anglii to 1.7, a w przypadku wygranej Włochów za jedną postawioną złotówkę można zarobić 2,07 zł (minus podatek).

Swoją drogą ciekawe, mówiąc z przymrużeniem oka, dlaczego właściwie to narodowy stadion w Azerbejdżanie jest nazwany imieniem Tofika Bahramowa. Za zasługi na rzecz angielskiego piłkarstwa, powinien dostać swój obiekt przynajmniej w Leeds, Newcastle czy Birmingham. No bo przecież, w przypadku triumfu Anglików w EURO 2020, patronat nad Wembley trzeba zachować dla Danny’ego Makkelie i jego asystentów z VAR, którzy uznali, że za „padolino” Raheema Sterlinga gospodarzom należy się rzut karny.

Lincz w wykonaniu Mourinho

Anglikom, co oczywiście w pełni zrozumiałe, nie przeszkadzały okoliczności, w jakich awansowali do finału mistrzostw Europy. Co jednak w sytuacji, kiedy jednak arbiter podejmie decyzję nie po ich myśli? Wówczas potrafią być naprawdę nieprzyjemni. Boleśnie przekonał się o tym jeden z najlepszych arbitrów przełomu wieków,  Szwed Anders Frisk. W 2005 roku w 1/8 finału Ligi Mistrzów prowadzona przez Jose Mourinho Chelsea trafiła na Barcelonę Franka Rijkaarda. Na Camp Nou to goście prowadzili 1:0, kiedy arbiter ze Szwecji w kontrowersyjnych okolicznościach wyrzucił z boiska najlepszego napastnika The Blues, Didiera Drogbę. To całkowicie zmieniło obraz spotkania, które ostatecznie padło łupem Blaugrany. Po końcowym gwizdku Friska, który przypieczętował wygraną Barcy 2:1, Jose Mourinho kompletnie stracił kontrolę nad swoim zachowaniem. – W przerwie widziałem jak Rijkaard wchodził do pokoju sędziowskiego. Czy to przypadek, że na samym początku drugiej połowy Drogba wyleciał z boiska? – prowokował Mourinho, chociaż, jak się później okazało, jego słowa nie miały nic wspólnego z prawdą. Szkoleniowiec faktycznie usiłował porozmawiać z arbitrem, ale ten odesłał go z kwitkiem. Tej machiny już się nie dało zatrzymać. Frisk otrzymywał groźby śmierci od kibiców Chelsea, które dotyczyły także jego najbliższych. W obawie o bezpieczeństwo swoje i rodziny zdecydował się zakończyć karierę sędziowską, niewiele po tym, jak udanie posędziował chociażby finał mistrzostw Europy.

– Chciałbym przeprosić pana Friska, jeżeli w jakikolwiek sposób wpłynąłem na jego decyzję o zakończeniu kariery. Naprawdę mam nadzieję, że zmieni zdanie. Każdy popełnia błędy – przepraszał arbitra Drogba. Mourinho, nazwany później przez emerytowanego już arbitra „największym piłkarskim szkodnikiem”, nie zdobył się na taki gest, mimo, że ostatecznie Chelsea po wygranej w rewanżu wyeliminowała Katalończyków.

Wróg publiczny numer 1

Coś o hejcie mógłby powiedzieć też Howard Webb. Angielski sędzia, po tym jak w ostatniej minucie naszego meczu na EURO 2008 podyktował rzut karny dla Austrii, stał się wrogiem publicznym numer jeden w Polsce. Na jego temat wypowiadali się także, z dużą niechęcią politycy, w tym Donald Tusk. Patrząc z perspektywy czasu i znając wytyczne sędziowskie, które weszły w życie tuz przed turniejem, cała nagonka na policjanta z Sheffield była niesłuszna. Nie ma mowy o skandalu, jeśli już o lekkiej nadgorliwości. Polacy dali mu argument do wskazania na „wapno”. To jednak bynajmniej nie znaczy, że Anglicy nie umieszczają do dziś Webba na liście najgorszych sędziów w historii, jednak nie za sprawą meczu Polski z Austrią (który nikogo na Wyspach nie obchodził), tylko lokalnych popisów.

fot. AGIF, shutterstock.com

Najgłośniejsza historia dotyczy meczu z 2009 roku pomiędzy Manchesterem United a Tottenhamem. Spurs sensacyjnie prowadzili na Old Trafford 2:0, kiedy Webb podjął absurdalną decyzję, dyktując rzut karny dla Czerwonych Diabłów za domniemany faul bramkarza Heurelho Gomesa na Michaelu Carricku. – Spodziewałem się tradycyjnych protestów i zarzekania się, że nie było faulu ze strony piłkarzy Tottenhamu. Jednak kiedy zobaczyłem na twarzy Gomesa mieszankę szoku, niedowierzania i absolutnego niezrozumienia, wiedziałem, że się pomyliłem, że coś więcej musiało być na rzeczy – przyznał po latach. To był moment, który odwrócił mecz o 180 stopni, a Manchester ostatecznie wygrał 5:2. To zdecydowało o mistrzostwie Anglii dla zespołu Sir Alexa Fergusona. I cóż z tego, że Gomes wybił piłkę spod nóg rywala w najczystszy z możliwych sposobów? – Sędzia po prostu to czuje, to był moment, który zmienił wszystko – przyznał sędzia. Ta decyzja była jednym z przyczynków dyskusji o wprowadzeniu systemu VAR, który w ostatnich latach znacznie zmniejszył liczbę błędów wypaczających wyniki spotkania. Niestety wciąż jednak nie wyeliminował ich całkowicie.

Komentarze