Marcelo Gallardo wyląduje w Europie? Najlepiej zarabiający trener w Ameryce Płd. chce zrobić kolejny krok

Marcelo Gallardo
PressFocus Na zdjęciu: Marcelo Gallardo

Pamiętacie filigranowego, ofensywnego czarodzieja z AS Monaco przełomu wieków? Marcelo Gallardo z królewskiego rocznika 1976 (Ronaldo, Vieira, Ballack, Totti, Nesta, Kluivert) od kilku lat uważany jest za najlepszego trenera na kontynencie południowoamerykańskim. 45-latkowi kończy się kontrakt z River Plate. Przez lata przymierzany do reprezentacji kraju, sam przymiarki robi do klubów europejskich.

Czytaj dalej…

  • Marcelo Gallardo od 2014 roku z dużymi sukcesami prowadzi argentyński River Plate
  • Argentyński szkoleniowiec chciałby teraz spróbować swoich sił w Europie
  • Gallardo, którego kontrakt wygasa z końcem roku, zarabia w Rivert Plate sześć milionów dolarów rocznie

Gallardo coraz bliżej Europy

W Ameryce Południowej przepracować siedem i pół roku jako trener tej samej drużyny ociera się o cudowną interwencję sił nadprzyrodzonych. Marcelo Gallardo w River Plate tego dokonał. Od 2014 roku prowadzi River Plate. Dla współczesnych kibiców to najważniejszy trener w historii klubu. Dwie wygrane w Copa Libertadores, jedna w Copa Sudamericana, trzy Superpuchary Ameryki, do tego kilka trofeów krajowych – w wieku 45 lat wygrał tyle, by na początku bieżącego roku Sao Paulo FC zaproponowało mu robotę za 300 tysięcy dolarów miesięcznie. Argentyńczyk odmówił. No, chyba że zapłacicie 600 tysięcy…

Ale tyle w Ameryce Południowej nie zapłaci nikt. Może ktoś z MLS, pewnie znalazłby się jakiś klub na Dalekim Wschodzie, bo na Bliskim to i klub, i reprezentacja. Ale Marcelo tego typu propozycji rozważać nie chce. Chce jechać do Europy, bo na naszym kontynencie bije serce klubowego futbolu. Pytanie kogo na to stać? Sześć milionów dolarów za sezon wcale nie jest od rzeczy!?

Zobacz także: Neymar jak bóg, trener jego kapłanem. Co się dzieje za drzwiami reprezentacji Brazylii?

Realia vs fantazje

O Marcelo Gallardo w Argentynie pisze się tak często, jak o najważniejszych piłkarzach z tego kraju. KIedyś „Laleczka” (El Muñeco), teraz „Napoleon”. Piszący te słowa zna dwie książki poświęcone tej postaci, a jest pewien iż nie były to ostatnie słowa argentyńskich żurnalistów w kwestii pogłębiania wiedzy na temat życia przeszłego i obecnego trenera, czy na temat tajników gry zawodniczej oraz gry taktycznej jego klubów. Bo Gallardo, jak każdy szanujący się argentyński trener, nową robotę zaczął jeszcze kończąc starą. Było to podczas pobytu w urugwajskim Montevideo, kiedy grał dla Nacionalu. W 2011 był już trenerem, a w wieku 35 lat świętował mistrzostwo kraju tej w roli!

River Plate chcieli go już wtedy, ale Marcelo miał na głowie sporo prywatnych problemów i zdecydował się na dwuletni rozbrat z zawodowym futbolem. Kiedy wrócił, pozamiatał konkurentów ekspresowo. Dość napisać, że po zwolnieniu Jorge Sampaoliego z funkcji selekcjonera w 2018 roku, argentyńska opinia publiczna domagała się w nowej roli właśnie Gallardo. Było to świeżo po jego drugim zwycięstwie w Copa Libertadores. Nie Diego Simeone, a Marcelo Gallardo był pierwszym wyborem Argentyńczyków!

Scaloni, będący wówczas trenerem „na chwilę” miał mu ustąpić pola po Copa America 2021, po czymś tam jeszcze i potem znowu. Ale – jak przyznał „Napoleon” w jednym z tegorocznych wywiadów – federacja AFA oficjalnie nigdy nie zaproponowała mu żadnej fuchy! Dlaczego? To oczywiste, wiadome i pewne: nie miała pieniędzy na ten transfer. Bowiem Gallardo jest najlepiej opłacanym szkoleniowcem w Ameryce Południowej.

Tak, wiem co na tych łamach pisałem: trenerzy najwięcej zarabiają w Brazylii. I jest to prawdą, jeśli porównamy ligi. Lecz Argentyńczyk w River (wraz z premiami i bonusami) zarabia sześć milionów dolarów! To więcej niż Scaloni i cały jego sztab z masażystami do spółki. Ba, to więcej niż zarabiają trenerzy w czołowych ligach Europy. I tu pojawia się kolejny problem: czy rzeczywiście Gallardo “ma rynek” na Starym Kontynencie? Wiadomo, że Argentyńczyka sondowali menadżerowie z MLS i Bliskiego Wschodu. Wiadomo także, że nie są to preferowane kierunki przez trenera w kwiecie wieku.

Europa! Mityczna Europa!

Dyrektor sportowy Fiorentiny, a kiedyś kolega z reprezentacji Argentyny, Nicolas Burdisso, twierdzi, że Gallardo doskonale wie czego może się spodziewać w Europie. Swego czasu grał z sukcesami we Francji i bez sukcesów we Włoszech. Obserwuje kluby czołowych lig, wie co w trawie piszczy. Zdaniem Burdisso „Napoleon” nie jest zainteresowany prowadzeniem małych klubów walczących o utrzymanie, a grająca stale w Lidze Mistrzów czołówka jest poza jego zasięgiem (trzeba najpierw dać się poznać). Nowy dyrektor sportowy „Violi” nie używając konkretnych nazw klubów zdaje się mówić „taki klub jak Fiorentina”. Czyli solidny średniak z ambicjami, z lig europejskiej TOP5. Sęk w tym, że nawet Fiorentina nie płaci trenerom tyle ile Gallardo zarabia w Argentynie! Ba, rodacy pracujący w Europie, tacy jak Eduardo Coudet z Celty Vigo czy Jorge Sampaoli z Olympique Marsylia dostają mniej niż „Napoleon”!

Gdyby poszedł do Włoch to palców jednej ręki wystarczyłoby, aby wymienić kluby mogące płacić więcej niż River. To samo we Francji. Trochę więcej w Hiszpanii, w grę wchodziłby pewnie każdy z klubów Premier League. Argentyńczycy mają bowiem swoją markę na Starym Kontynencie! Mauricio Pochettino w PSG (wcześniej sukcesy w Tottenhamie), Marcelo Bielsa w Leeds (wcześniej sukcesy w Athletic Bilbao, ale i trochę ekscesów z Lille i Lazio), Diego Simeone to już największa legenda trenerska w historii Atletico Madryt, a jeszcze wspomniani Sampaoli i Coudet. Na Argentyńczyków, w przeciwieństwie do Brazylijczyków, jest popyt w Europie.

Podczas jednej z październikowych konferencji prasowych Gallardo miał powiedzieć, że męczą go już pytania na temat jego przyszłości. Ma kontrakt do końca roku, chce go wypełnić i cieszyć się każdym meczem. Co ma być to będzie, dajcie mi pracować – przekonywał nie dających się przekonać dziennikarzy. Prawda bowiem taka, że od czasów Carlosa Bianchiego Argentyna nie miała tak utytułowanego trenera klubowego, odciskającego tak głębokie piętno na funkcjonowaniu całego pionu piłkarskiego w klubie. Pamiętać trzeba, że mimo bicia rekordów w Argentynie i Ameryce Południowej, Bianchi w kiepskim stylu poległ w latach 90. w AS Romie oraz dekadę później w Atletico Madryt…

A Gallardo jak Bianchi jest przymierzany do wielkich klubów i jednym tchem wymienia się (zapewne po wcześniejszym wyssaniu z palca) nazwy klubów z Francji, Hiszpanii i Włoch.

Bartłomiej Rabij

Komentarze