Czy mimo spadku Lubelszczyzna może być wdzięczna?

Górnik Łęczna
PressFocus.pl Na zdjęciu: Górnik Łęczna

Konieczność wygrania wszystkiego do końca, przy jednoczesnej konieczności przegrania wszystkiego przez wszystkich rywali. Do tego konieczność zniwelowania różnicy skromnych dziewiętnastu bramek w bilansie bramkowym. Powiem odważnie: to się może nie udać. Powiem jeszcze odważniej: na pytanie czy Górnik Łęczna się utrzyma, odpowiem, że niekoniecznie.

Nie powiem, że wielkieś mi uczynił pustki w Ekstraklasie mojej, mój drogi Górniku Łęczna, tym zniknieniem swoim. Nie powiem, bo aż tak dobrze nie było, żeby piłkarska Polska przelała po twym spadku morze łez. Ale i droga piłkarska Polsko. Poza tym, że pogratulujemy sobie dzisiaj przenikliwości, że tak, że wiedzieliśmy, że tacy byliśmy mądrzy wieszcząc łęcznianom spadek, przyznajmy się:

Spodziewaliśmy się – ja się spodziewałem – że to będzie wyglądać znacznie gorzej. A znacznie gorzej nie wyglądało.

  • Górnik Łęczna – w poszukiwaniu przaśności
  • Jasne punkty? Nawet nie tak mało
  • Spadek nie musi oznaczać dziś klęski

JAK ONI SIĘ TAM ZNALEŹLI

Gdy Górnik Łęczna awansował, zastanawialiśmy się nie jakie ma szanse na utrzymanie, tylko kiedy ostatnio do Ekstraklasy trafił zespół mniej do niej przygotowany.

Dzięki temu przypominaliśmy sobie, że Sandecja w ESA naprawdę się zdarzyła. W dodatku grając w Niecieczy. W dodatku w pamiętnym -30 z Zagłębiem w lutym. Ktoś przypominał, jak Sandecja wykręciła passę dwudziestu dwóch meczów bez zwycięstwa. Albo jak przyjechał tam Freddy Adu, prosto z planu reklamy odkurzaczy. Albo jak Radosław Mroczkowski dostał kurierem kwiaty na treningu. Były też w Sandecji – bo zawsze są – dobre chwile. Ale mimo wszystko, poza przygodą i skasowaniem pieniędzy z Canal+, bliżej wizerunkowo temu sezonowi było do tego, co zrobił ŁKS. ŁKS, który zaczął ambitnie, ale na finiszu był chłopcem do bicia, który w oczywisty sposób nie przystawał do towarzystwa.

Czy boiskowo Górnik Łęczna nie przystawał do towarzystwa?

Czy ja wiem.

Może i tak.

Był najsłabszy i jest na ostatnim miejscu.

Ale podjął walkę, choć boksował powyżej swojej wagi.

Przed sezonem niektórzy dywagowali, czy Górnik Łęczna może spaść historycznie wcześnie, na przykład zimą. Oczywiście nie matematycznie, bo to niemożliwe, ale w sensie praktycznym. Czyli, czy może mieć już taki dystans do bezpiecznego miejsca, że na Lubelszczyźnie rozsądniejsze będzie szykowanie kadry pod pierwszoligowe granie.

Początek sezonu tego wrażenia nie zmienił. Byłem właśnie w trakcie odkręcania się po emocjach Euro, gdy zadzwoniłem dla Weszło do Velo Nikitovicia, dyrektora sportowego Górnika. Było to zderzenie z inną rzeczywistością, ale też z niecodzienną u działaczy bezpośredniością. Velo nie lawirował, nie mydlił oczu, nie uprawiał PR-u, tylko mówił wprost, że:

  • – przegrywa rywalizację o piłkarzy z pierwszoligowcami
  • – pierwszoligowi piłkarze, nawet ze średniaków, nie są często zainteresowani dołączeniem do Górnika
  • – piłkarze zagraniczni z kartą na ręku traktują Górnika Łęczna jako plan D, a może i plan Ź
  • – dział skautingu nie istnieje
  • – Łęczna jest de facto pierwszoligowcem, który zagra w ESA.

Do tego dodajmy styl, w jakim awansował. Nie styl barażu, w jakim wtarł sól w rany wszystkim ŁKS-iakom, z Kubą Olkiewiczem na czele, ale styl całej wiosny. Przecież Górnik między 24 a 32 kolejką nie wygrał ani jednego meczu. Taka to była porywająca forma. Ten zespół, któremu się udało, ale który miał też oczywiste problemy, wymagał poważnych wzmocnień, a na te nie tylko nie było pieniędzy. Nie tylko nie było – by tak rzec – metodologii. Nie było też czasu. Górnik przecież aż do 20 czerwca nie wiedział w której lidze zagra. Pole działania znowu zawężone.

Dlatego gdy w trzeciej kolejce Górnik Łęczna przegrał 0:4 u siebie z Wartą Poznań, w dodatku sprawił, że Milan Corryn wyglądał jak poważny piłkarz… Wydawało się, że to może iść przewidywalnym torem. A więc Górnik – dostarczyciel punktów. A więc wyniki z Łęczną brane w nawias, tak jak brało się Warcie w nawias to wysokie zwycięstwo, bo “tylko z Łęczną”. Velo próbował ratować drużynę transferami last minute, ale zdawało się, że nie mają one takiej jakości jak podobne transfery Stali.

Kto by wtedy powiedział, że Górnik Łęczna skończy 2021 ponad strefą spadkową? Kto by powiedział, że na przełomie zimy i wiosny zaliczy osiem meczów bez porażki?

KTO DO POZOSTANIA. I CO TO MÓWI O GÓRNIKU

Najlepiej o Górniku Łęczna powie to, w jakim miejscu jest dzisiaj Kamil Kiereś. Nie, nie piję do tego, że na bezrobociu, a do tego, że, mimo kontrowersji z rozstaniem, jest szkoleniowcem, który w zgodnej opinii zasługuje na wielki szacunek za to co zrobił. Oczywiście nie tylko w tym sezonie, ale jednak również w tym. Nikogo nie zdziwi, jeśli Kamil Kiereś zostanie na ligowej karuzeli. Więcej, wydaje się, że jeśli Kiereś zostanie zatrudniony w ESA, to na dzień dobry kibice nowego klubu też będą mieli raczej nadzieję niż wątpliwości.

To dość oczywisty wygrany mimo spadku. Ale gdy spojrzymy dalej na personalia, robi się ciekawie. Bo zadajmy sobie pytanie: kto z Górnika może zostać w lidze?

Na pewno Bartek Śpiączka, którego bez trudu jestem sobie w stanie wyobrazić w sensownym zespole, a w drużynach z dolnej części tabeli w roli głównego strzelca. Na pewno Damian Gąska, który w lepszym zespole może pokazać jeszcze więcej błysku. Myślę, że wciąż zatrudnienie w ESA mogą znaleźć Janusz Gol czy Maciej Gostomski. Ale dalej kto? Wypożyczeni młodzieżowcy to trochę osobna historia, więc kto? Lokilo? Może. Miał przebłyski. Ale też nie na pewno.

Po tym znowu widać, z jak ograniczonego materiału lepił Górnik Łęczna. A jednak, choć się nie utrzymał, potrafił być konkurencyjny.

Potrafił coś tej lidze dać, coś do niej wnieść, a to już więcej, niż wielu się po nich spodziewało.

BUDOWAĆ I NA SPADKU

W rzeczonej przedsezonowej rozmowie z Velo Nikitoviciem najważniejsze było dla mnie, jak w szerszym kontekście Górnik chce podejść do tego sezonu. Bo pamiętam jak było poprzednio, ze Smudą, Boninem i resztą – nawet wesoło, nieźle, ale też całkowicie na kredyt.

Nie wiem jak wygląda stan finansów w Górniku. Być może będzie okazja niedługo o tym porozmawiać. Ale Velo dość mocno odżegnywał się od scenariusza “postaw się a zastaw się”. Za dobrze pamiętając, że prawie całkowicie zmiotło to klub z piłkarskiej mapy. Dlatego wydaje mi się, że Górnik Łęczna nie przepalił pieniędzy. Mam nadzieję, że to, co wynieśli z tego sezonu, zainwestują. W skauting, w szeroko pojęte struktury. W to, żeby ten klub był stabilniejszy, mocniejszy jako organizacja.

Prawda jest taka, że jakkolwiek może to nie pasować do szyderczych narracji, które sam czasem z przymrużeniem oka uprawiam, ale polska liga jest coraz bardziej konkurencyjna. Dobrze widać to właśnie na granicy między ESA a 1.Ligą. Pierwsza liga niegdyś była królestwem przaśnych drużyn. Dziś mamy tam coraz więcej firm, dużych stadionów, interesujących projektów, nie mówiąc o najoczywistszym: pieniądzach.

Moim zdaniem już teraz widzimy powstawanie pewnej grupy klubów, które są za słabe na to, by być ligowym bywalcem na lata, ale za dobre na to, by ugrzęznąć w pierwszej lidze. Kluby, które będą balansować między pierwszą ligą a ESA, mając swoje ambicje, plany, ale też rozumiejąc, że inni mają swoje argumenty. Kluby, które są gotowe na ESA czy to sportowo, finansowo czy infrastrukturalnie, i kilkanaście lat temu spokojnie wtarabaniłyby się do ESA, ale teraz to jak walka na noże w budce telefonicznej.

Wydaje mi się, że jeśli Górnik Łęczna znalazłby się wśród tych klubów, byłby to jego sukces. A ten sezon, choć spadkowy, moim zdaniem przybliża łęcznian do tego statusu.

Nie pójdę tak daleko, by mówić, że zakończenie ligi – prawdopodobnie – na ostatnim miejscu to powód, by Lubelszczyzna była wdzięczna. Nie wiem jakie są tam nastroje. Ale wydaje mi się, że wstydu nie przynieśli. Emocje były. Kilka dobrych chwil też, może nawet więcej niż kilka. A jeśli do tego klub będzie sam w sobie strukturalnie silniejszy, niż wtedy, gdy rok temu robił sensacyjny awans do ESA…

Był czas, gdy spadek z ligi oznaczał trzęsienie ziemi, katastrofę, wyciągnięty spod nóg dywan. Czasy się jednak zmieniają. Dla takich klubów jak Górnik Łęczna tak być nie musi, jeśli tylko one same zdają sobie z tego sprawę w odpowiednim momencie.

Leszek Milewski

Komentarze