Zaczął “Lewy”, do pieca dokłada Neuer. Niebezpieczny sygnał

Manuel Neuer
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Manuel Neuer

Jeżeli nawet w Bayernie, jednym z największych klubów świata, ogon może kręcić psem, przynajmniej wypada zastanowić się, czy nie jesteśmy u progu nowego trendu w piłce. Bo co jeśli piłkarz uwierzy, że może być większy od klubu, a klub nie za bardzo będzie wiedział, jak takie myślenie ukrócić? 

  • W ciągu zaledwie kilku miesięcy Bayern Monachium musi zetrzeć się już drugi raz z własną gwiazdą 
  • Robert Lewandowski pokazał, że jego życzenie może być większe niż życzenie klubu. Teraz Manuel Neuer nie wygląda na gościa, który by się przejmował priorytetami Bayernu 
  • Ego szefów Bayernu musi cierpieć, ale to oni póki co chowają je do kieszeni. Bo co mogą? 

Polityka nie dała rady 

Jakieś 20 lat temu w Parlamencie Europejskim grupa urzędników podniosła kwestię piłkarskich kontraków, które – jego zdaniem – mogły łamać powszechne zasady dotyczące prawa pracy. No bo jak to możliwe, że na wolnym rynku pracownik, który też przecież wiąże się z pracodawcą umową, może zmieniać zatrudnienie tak często, jak tylko chce, choćby codziennie, a kontrakty piłkarzy nierozłącznie zszywają ich losy z klubem najczęściej na lata? Projekt zmian był idiotyczny, bo w samym założeniu oznaczał, że kontrakty można by było mieć za nic, a kluby miałyby możliwość wynajmowania piłkarzy niczym na umowę o dzieło, na przykład na finał czy półfinał pucharów lub na najważniejsze mecze w lidze. Pomysł więc umarł zanim na dobre się narodził, ale 20 lat później coraz częściej stykamy się z trendem, w którym piłkarz – mimo ważnego kontraktu – faktycznie sam wybiera drużynę, w której chce zagrać. Albo pokazuje, że nawet jeśli klub mówi, że żaden zawodnik nie jest od niego większy, w praktyce można o tym dyskutować. 

Lewandowski był większy 

Gdyby wielkość klubów mierzyć miarą sukcesów, za ostatnią dekadę trudno byłoby na podium nie umieścić Bayernu Monachium. Ego władz Bawarczyków i bez wyników zawsze było ogromne, a co dopiero po dziesięcioleciu, w którym ich zespół zdobył więcej mistrzostw Bundesligi niż jakikolwiek inny od jej założenia. Tym bardziej bolesne dla władz musi być zderzenie z faktem, że kolejny raz to piłkarz w starciu z machiną rusza z pole position. 

Ten scenariusz przecież dopiero był przerabiany, gdy Robert Lewandowski obliczył sobie sposób na wymuszenie transferu z precyzją genialnego matematyka. Bayern przez lata twierdził, że nie sprzeda Polaka, jeśli nie będzie chciał tego zrobić. Ba, przez kolejne tygodnie po pamiętnym oświadczeniu Lewandowskiego przed czerwcowym zgrupowaniem reprezentacji, te słowa były powtarzane co najmniej kilka razy przez całą monachijską wierchuszkę. I im bardziej twierdzili, że żaden piłkarz, nawet Lewandowski, nie jest na tyle duży, by jednoosobowo decydować, gdzie będzie grał, tym bardziej brzmiało to naiwnie. Bo najwięksi piłkarze są coraz częściej świadomi, że to klub jest ich zakładnikiem, nie na odwrót. Bo jakie narzędzia ma klub, by tych największych temperować? Zabrać multimilionerom dwie pensje? Wykonać wizerunkowe i finansowe samobójstwo zsyłając niesforną gwiazdę do rezerw? Nie robić nic, dając paliwo zbuntowanemu piłkarzowi do walenia w klub w prasie? To ostatnie Lewandowski robił na długo przed transferem, ostatecznie dopinając swojego – Bayern sięgnął głęboko do kieszani i zrobił transfery, które faktycznie pomogły wygrać Ligę Mistrzów. 

Pożar w Bayernie. Neuer skonfliktowany z trenerem
Manuel Neuer

Gęstnieje atmosfera w obozie Bayernu Monachium. Manuel Neuer pozostaje w nie najlepszych stosunkach z Julianem Nagelsmannem, który zadecydował o rozstaniu z Tonim Tapaloviciem. Reprezentant Niemiec publicznie wyraził niezadowolenie dotyczące rozstania z trenerem bramkarzy i jego wieloletnim przyjacielem. Manuel Neuer opuści resztę sezonu z uwagi na kontuzję Reprezentanta Niemiec mogą spotkać poważne konsekwencje, bowiem narasta jego

Czytaj dalej…

Neuer chce być większy 

Lewandowski i jego sprawa to już archiwa piłki nożnej, ale też dobry punkt wyjścia do dyskusji, czy w ciągu kilku miesięcy Bayern drugi raz nie jest tym mniejszym w starciu ze swoim wielkim piłkarzem. Manuel Neuer robi, co chce. Najpierw na aktywności, którą standardowo wpisuje się piłkarzom jako zakazaną, złamał nogę i postawił swój klub w trudnej sytuacji, teraz udzielił wywiadu, w którym otwarcie skrytykował władze Bayernu za ich decyzję o zwolnieniu trenera bramkarzy. Wybrał drogę podobną do Lewandowskiego – przez nieautoryzowaną (przez klub) wypowiedź w mediach. Świat piłki coraz mocniej zakuwa się w PR-owe kajdany, piłkarze nie chcą rozmawiać z dziennikarzami bez wiedzy i zgody klubu, załatwienie czegoś takiego bez akceptacji biura prasowego graniczy z cudem. Chyba, że czujesz się mocny. Mocniejszy niż klub. I to chwilę po tym, jak swoją lekkomyślnością naraziłeś ten klub na szwank. 

Biorąc pod uwagę, że wyrzucony Toni Tapalović w swoich social mediach podziękował trenerom Bayernu, z którymi miał okazję pracować – poczynając od czasów Pepa Guardioli, a kończąc na Hansim Flicku – zatem wszystkim poza Julianem Nagelsamannem, dość łatwo można dojść do wniosku, kto stoi za jego zwolnieniem. Mówiąc w “The Athletic” słowa: “Czułem, jakby wyrwano mi serce. To była najbardziej brutalna rzecz, jakiej doświadczyłem swojej karierze, a przecież wiele już za mną” wiedział, że idzie na starcie ze swoim bezpośrednim przełożonym, za którym władze Bayernu stoją murem. Ich reakcją, według “Bilda”, jest póki co chęć wyjaśnienia z Neuerem jego wywiadu oraz próba ratowania relacji między bramkarzem, a Nagelsmannem. Wydaje się, że Bayern chcąc pokazać, że żaden piłkarz nie jest większy od klubu, powinien mieć narzędzia do ostrzejszej reakcji. Tyle że taką sam by sobie zaszkodził. 

Bayern nieprzygotowany 

Wszystko zatem sprowadza się do tego, że odpowiednio duży piłkarz może być większy od klubu. Dla przykładowego Erica-Maxima Choupo-Motinga pewnie nie byłoby w podobnej sytuacji litości. 

Sprawy Neuera i Lewandowskiego łączy jeszcze jedno. Problem, który Bayern sam sobie stworzył – przez lata nie znalazł dla nich zastępstwa, które pozwoliłoby na posiadanie w arsenale reakcji takich, po jakie ego szefostwa wielkiego klubu najchętniej sięgałoby w podobnych przypadkach. O ile jednak zastępstwo dla Lewandowskiego na rynku nie istniało, bo żaden piłkarz o choćby zbliżonej klasie nie zaakceptowałby roli rezerwowego, o tyle namówić klasowego bramkarza do przeprowadzki powinno być łatwiej. Manuel Neuer niemal przez całą swoją karierę był jednym z najlepszych bramkarzy świata, jednak od kilku lat coraz częściej nieobecnym na boisku. Zerkając w kartotekę jego kontuzji na Transfermarkcie, widzimy bardzo bogatą listę – od sezonu 2017/18 Neuer kontuzjowany był jedenastokrotnie, z czego poważnie (minimum trzy kolejne mecze pauzy) dziewięć razy. Można zatem domniemywać, że Bayern kwestię odpowiedniego zastępstwa zignorował. Obecnie ratuje je bardzo doświadczonym i gwarantującym odpowiedni poziom Yannem Sommerem, na szybko sprowadzonym z Borussii Moenchengladbach dzięki możliwości, jaką stworzył wygasający kontrakt Szwajcara, ale Neuer i tak ma prawo czuć się niezagrożony. I sądząc po jego zachowaniu, tak właśnie się czuje.  

W Anglii się postawili. Póki co 

Skoro nawet tak wielki klub jak Bayern nie umie skutecznie obronić się przed fochami swoich gwiazd i pozwala sobie (bo nie ma większego wyboru), by to ogon kręcił psem, można obawiać się, jak rynek transferowy będzie wyglądał w najbliższej przyszłości. Czy stawianie się najlepszych piłkarzy ponad klubem nie stanie się nowym trendem? Klubom nie opłaca się wlepianie kar, bo ostatecznie finansowo i tak odbije się to na nich. Obniżanie wartości zawodnika poprzez usadzenie go na ławce lub w rezerwach nie jest w dłuższej perspektywie opłacalną taktyką. Pozostawienie w drużynie będzie siało ferment. Bardziej prawdopodobne wydaje się rozwiązywanie sporów na korzyść zawodnika.  

Na przeciw tej teorii stanęli póki co szefowie Brighton, którzy nie zdecydowali się – mimo buntu piłkarza – sprzedać Moisesa Caicedo. Ekwadorczyk robił wszystko, by wymusić transfer do Arsenalu – od wydania oświadczenia o chęci odejścia, po niestawienie się na trening (choć ostatecznie podobno to Brighton dało mu wolne, by złapał dystans). Na razie nie okazał się większy od klubu, choć pewnie w gabinetach gorączka nie ustaje – czy jest sens trzymać takiego zawodnika po kolejnym okienku transferowym, gdy zablokowanie go może skończyć się obustronnym odmrożeniem uszu? 

Komentarze