Arsene Wenger odsłania kulisy swojej kariery

Arsene Wenger
Arsene Wenger PressFocus

Wielki trener, kojarzony głównie z jednym klubem. Człowiek, który prawie całe swoje życie poświęcił piłce nożnej. Opuszczał ławkę trenerską nie w momencie największej chwały, ale wtedy, gdy spore grono kibiców się tego domagało. Wiele razy mógł zmienić bieg historii, nie tylko swojej, ale i wielkich piłkarzy, z którymi współpracował. Arsene Wenger zaprasza w podróż przez swoją karierę w autobiografii, która 27 stycznia będzie miała polską premierę nakładem Wydawnictwa Znak.

  • W Polsce ukaże się autobiografia Arsene’a Wengera
  • Francuski menedżer opowiada w niej historię swojego życia i kariery trenerskiej
  • Arsene Wenger najwięcej miejsca poświęca Arsenalowi, z którym odnosił najwieksze sukcesy i pobił kilka rekordów

Arsene Wenger nie był typem trenera jak Jose Mourinho czy Alex Ferguson, na temat których dziennikarze mogliby spisać tomy książek z barwnymi cytatami, anegdotami i ciekawostkami z szatni. Francuz też miał tego typu “momenty”, ale w porównaniu do wymienionych był znacznie spokojniejszy, uchodził za dżentelmena wśród trenerów. Taki obraz widzieli kibice, którzy obserwowali ponad dwie dekady jego pracy w Arsenalu, podobny wizerunek wyłania się również z autobiografii słynnego menedżera Kanonierów, który na zawsze zapisał się w historii tego klubu i całej Premier League.

Arsene Wenger – jaki był?

Choć reklamuje się ją jako pełną smaczków i anegdot, to książka, która za kilka dni znajdzie się na półkach w polskich księgarniach, jest taka, jakiej się spodziewałem po głównym bohaterze – stonowana, spokojna, momentami nudna. Nie jest to klasyczna biografia, w której poznamy bliżej otoczenie bohatera, jego bliskich i serię śmiesznych bądź poruszających historii życiowych. W zdecydowanej większości narracja kręci się wokół piłki, boiska, indywidualnego spojrzenia na futbol i samego Wengera, który dużo opowiada o swoim wpływie na obecny kształt tej dyscypliny sportu, a nawet dziedziny życia, bo tak to pojmuje, wyobrażając sobie choćby sąd ostateczny.

– Często wyobrażam sobie pierwsze zdania, które wymienię z Bogiem po śmierci. Spyta mnie, co robiłem w życiu i jaki nadałem mu sens. Odpowiem mu, że starałem się wygrywać mecze. Pewnie rozczarowany spyta: “To wszystko?”. Spróbuję go wtedy przekonać, że wygrywanie meczów jest trudniejsze, niż się wydaje, i że piłka nożna jest ważna dla milionów ludzi, że dzięki niej wspólnie się radują i smucą.

Początek autobiografii Wengera to klasyczna podróż do przeszłości i opis dziecięcych lat. Nie tak dawno czytałem biografię Luki Modricia i obaj panowie mają ze sobą wspólny mianownik – zaczynali przygodę z piłką w bardzo podobnych okolicznościach, w niewielkiej wiosce, gdzie spora część mieszkańców zajmowała się wypasem bydła. Oni też to znali. Oczywiście Modrić miał o wiele gorzej w dzieciństwie, ponieważ przez jego kraj przeszła wojna, w której stracił bliską osobę. Wenger opisuje (pewnie jak większość tego typu ludzi, którym się udało i którzy wyszli z niezamożnej rodziny), że marzył o wielkiej piłce i tłukł w nią, ile się dało. Potem przyszedł czas na poważne granie i choć był niezłym piłkarzem, prawdziwą karierę zrobił jako trener.

Arsene Wenger zanim trafił do Arsenalu prowadził kluby francuskie i pracował w Japonii. Pierwsze większe sukcesy odniósł z AS Monaco, co na pewno później znacznie mu pomogło. Zaczynał w AS Cannes i ciekawie opisuje swój pierwszy transfer w życiu w roli menedżera. Zawodnika, którego chciał ściągnąć do klubu przetestował na parkingu przy autostradzie, grając z nim w wewnętrznej gierce. Gdyby w obecnych czasach doszło do czegoś takiego, media z miejsca uznałyby takiego szkoleniowca za szaleńca.

Arsene Wenger - autobiografia

Arsenal FC – wielka miłość Wengera

Ja jako w przeszłości kibic Arsenalu, w którym grał mój ulubiony piłkarz z dzieciństwa Marc Overmars, byłem oczywiście najbardziej ciekawy 6. rozdziału, który był poświęcony temu klubowi. Dlatego wcześniejsze przeleciały mi bardzo szybko i nie mogłem się doczekać esencji tej książki. Z racji, że Wenger z Kanonierami spędził 22 lata, jest z tej pracy najbardziej kojarzony, a poza tym, jak sam podkreśla, to “jego klub”, więc jest to największy i najciekawszy rozdział, choć bez fajerwerków. Arsene Wenger nie opowiada za wiele o życiu szatni, przygodach na wyjazdach i niełatwych piłkarzach. Spięcie z Fergusonem i słynną przepychankę pod linią boczną boiska skraca do tego, że Cesc Fabregas rzucił kawałkiem pizzy w menedżera Manchesteru United. Sama relacja i rywalizacja z Fergusonem, która była znakiem firmowym Premier League na początku wieku, jest opisana właściwie jednym akapitem. Wenger pokazuje jednak futbol z tej romantycznej strony, z takiej, jak sam to widział.

Kiedy Wenger obejmował Arsenal, dziennikarze pisali tytuły “Arsene Who?”. Potem próbowano pokazać Francuza w niekorzystnym świetle, długo szukano na niego haków i wymyślano dziwne historie. Dopiero jedna konferencja i odwołanie się do wartości narodu angielskiego pomogły. Potem trzeba było jeszcze udowodnić swoją wartość w pracy. Wenger miał plan, który realizował i który szybko zaczął przynosić wymierne efekty. Co ciekawe, za swój największy sukces nie uważa tytułów w Premier League, czy krajowych trofeów, ale to, że potrafił zbudować drużynę, która zakończyła sezon w Anglii bez choćby jednej porażki na koncie. Słynni The Invincibles byli dowodzeni przez Wengera, a ich wyczynu nikt nie powtórzył do tej pory.

Po 2006 roku zaczął się jednak trudny czas dla Arsenalu, ale z czego wynikał, rozumieli to tylko ci, którzy chcieli się zagłębić w sytuację klubu. Wenger świetnie to tłumaczy, pokazuje dlaczego Thierry Henry musiał odejść. – Trenerze, mam 31 lat, z tą młodzieżą nie wygramy ligi – powiedział do Wengera i dał mu znak, że chce zmienić otoczenie. W tamtym czasie pieniądze z transferu były potrzebne na budowę nowego stadionu. Klub miał założenie, że musi trzy na pięć lat zagrać w Lidze Mistrzów, a Emirates Stadium w pierwszych latach funkcjonowania musi mieć obłożenie na poziomie 55 tysięcy widzów. Wenger dokonał więcej – 5/5 w LM i 60 tysięcy kibiców na każdym spotkaniu. Dzięki temu klub mógł normalnie funkcjonować, choć trzeba było pójść na ustępstwa, pozwolić odejść najlepszym i postawić bardziej na młodzież. Czy kibice tak do tego podchodzili? Większość nie, wypominali Wengerowi, że jest “Mr. Fourth” i przypominali, że sam awans do fazy grupowej LM nie jest dla nich już niczym wyjątkowym. Te 22 lata nie były łatwe dla Wengera, zwłaszcza na początku i na końcu.

Wenger ujawnia też nieznane wszystkim kulisy transferowe. Opowiada o tym, jak blisko klub był sprowadzenia Luisa Suareza, dlaczego Robin van Persie chciał wrócić z Manchesteru United, a także po jakim transferze płakała Sasha Dein, córka Davida Deina, ówczesnego współwłaściciela Arsenalu. Szkoda, że takich historii jest w książce tylko kilka. Opisy piłkarzy, w których są także wątki dotyczące Polaków, również nie są rozbudowane.

Niedosyt

Autobiografia Arsene’a Wengera nie jest książką nietuzinkową i przełomową. Czuję, że potencjał w osobie bohatera był na znacznie lepszą pozycję, nawet w takiej formie narracji i podejścia do swojej historii życia, jaka została obrana przez bohatera. Choć spodziewałem się raczej przeciętnej pozycji, to po cichu liczyłem na przekazanie nieco więcej insiderskiej wiedzy z Premier League, Highbury, Emirates Stadium i restauracji, w których odbywały się rozmowy transferowe.

Polska premiera książki “Arsene Wenger – autobiografia” już 27 stycznia. Na naszym rynku ukaże się nakładem Wydawnictwa Znak. Książkę można kupić TUTAJ.

Komentarze