Widzew nie zwolni działaczy. Dobrzycki przyznaje, co było błędem
Widzew Łódź nie może wydostać się ze strefy spadkowej Ekstraklasy. Ma na koncie 28 punktów i wyprzedza jedynie Bruk-Bet Termalicę, która raczej pogodziła się już z powrotem do pierwszej ligi. Spadek oczywiście byłby wielką katastrofą dla Widzewa, biorąc pod uwagę, że w ciągu kilku miesięcy wydał na transfery ponad 20 milionów euro. Na polskim podwórku nikt jeszcze nie miał tak dużych pieniędzy.
Nie przekłada się to natomiast na wyniki, dlatego na początku marca doszło do zmiany trenera. Zwolnionego Igora Jovicevicia zastąpił Aleksandar Vuković, który uzbierał cztery punkty w dwóch meczach. Wydaje się, że pod jego wodzą drużyna może wrócić na właściwe tory.
Kadencja Jovicevicia była natomiast olbrzymim rozczarowaniem. Robert Dobrzycki ma świadomość, że zatrudnienie go było błędną decyzją. Nie zamierza jednak wyciągać konsekwencji wobec swoich pracowników. Zarówno dyrektor sportowy Dariusza Adamczuk, jak i prezes Michał Rydz, pozostaną na swoich stanowiskach.
– W moich oczach dyrektor sportowy ma mocną pozycję. Przez wiele lat pracował z sukcesami w Pogoni Szczecin, ponieważ doszła do bardzo dobrego poziomu. Ma ogromne doświadczenie, sam był piłkarzem, stąd moje zaufanie. Podobnie jest z prezesem klubu. Wiadomo, że kibice mają swoje emocje, szczególnie jak nie ma wyników. Musimy być jednak stabilni, zmian i tak było już zbyt dużo. Owszem, popełniliśmy błąd z wyborem poprzedniego trenera, za co odpowiedzialność jest nasza wspólna. Wszyscy się mylą, trzeba patrzeć na to, jak poprawić sytuację, a nie kto jest winny – wyjaśnił Dobrzycki w programie „Kanału Zero”.









