Łukasz Grzeszczyk: staram się kontrolować emocje

Łukasz Grzeszczyk
Łukasz Grzeszczyk fot. PressFocus

– Nie mam przemyśleń związanych z tym, że drugie miejsce jest na wyciągnięcie ręki i skupiamy się na wywalczeniu tej pozycji. Założenie jest takie, że stawiamy sobie cele na konkretne spotkanie. Moje zdanie jest takie, że chciałbym spokojnie zakotwiczyć w szóstce tabeli, aby mieć w ostateczności możliwość gry w barażach. Taki był zresztą nasz cel postawiony przed sezonem. Jeśli jednak będziemy prezentować się na tyle dobrze, wygrywając regularnie, to na pewno będziemy chcieli skorzystać z fajnej sytuacji – mówi w wywiadzie Łukasz Grzeszczyk, będący kapitanem walczącego o awans do Ekstraklasy GKS-u Tychy.

  • Łukasz Grzeszczyk to od kilku lat kapitan GKS-u Tychy. W trakcie trwającego sezonu 33-latek wraz z Trójkolorowymi walczy o awans do najwyższej klasy rozgrywkowej
  • W rozmowie z Goal.pl ofensywny pomocnik tyszan opowiedział o nieudanym czasie spędzonym w Widzewie Łódź, początkach w Narwi Ostrołęka, czy pojawieniu się w klubie nowego sponsora głównego w postaci zakładów bukmacherskich Superbet
  • Poruszone zostały również wątki dotyczące ulubionej pozycji na boisku, wygasającej umowy z klubem, czy planach na przyszłość

Zimny prysznic w Nowym Sączu

W ostatnim meczu przeciwko Sandecji Nowy Sącz przegraliście 1:2. Bartosz Biel w rozmowie dla Weszłopolskich stwierdził, że to była profanacja piłki nożnej w waszym wykonaniu. Czy pan zgodzi się z taką tezą?

Aż takich słów bym nie użył. W mojej ocenie zabrakło po prostu gry w piłkę i większej determinacji. Zawsze wychodzę z założenia, że gra w piłkę się obroni, a samym wybijaniem i kopaniem, co pokazaliśmy ostatnio, nie zawsze można wygrać mecz. Z takiej gry większych korzyści nigdy nie będzie.

O tym, że zaprezentowaliście się słabiej, zdecydowała tylko gorsza dyspozycja dnia, czy może rywal za wysoko postawił poprzeczkę?

W pierwszej lidze nigdy nie można patrzeć na tabelę, bo poziom między drużynami jest bardzo wyrównany. Może tylko Termalica po pierwszej rundzie nieco odskoczyła, mając dużą jakość w drużynie, dzięki czemu narzucała swój styl gry. Patrząc jednak na pozostałe zespoły, to już takiej różnicy nie widać. Tabela w żaden sposób nie odzwierciedla sytuacji danej drużyny. Możemy mieć więcej punktów i jechać na stadion zespołu z dołu tabeli, ale wynik pozostaje kwestią otwartą. Niczego nie można być pewnym na 100 procent. Sandecja była w meczu z nami lepszym zespołem. Może taki zimny prysznic nam się przyda. Chociaż szkoda, że nasza dobra seria została zakończona.

Ogólnie w 2021 roku na razie radzicie sobie całkiem nieźle. Czy to znaczy, że GKS Tychy walczy o bezpośredni awans do Ekstraklasy?

Nie mam przemyśleń związanych z tym, że drugie miejsce jest na wyciągnięcie ręki i skupiamy się na wywalczeniu tej pozycji. Założenie jest takie, że stawiamy sobie cele na konkretne spotkanie. Moje zdanie jest takie, że chciałbym spokojnie zakotwiczyć w szóstce tabeli, aby mieć w ostateczności możliwość gry w barażach. Taki był zresztą nasz cel postawiony przed sezonem. Jeśli jednak będziemy prezentować się na tyle dobrze, wygrywając regularnie, to na pewno będziemy chcieli skorzystać z fajnej sytuacji. Każdy tydzień i każdy kolejny mecz jest dla nas najważniejszy. Musimy skupić się na małych krokach, małych celach.

Niedawno sponsorem głównym klubu zostały zakłady bukmacherskie Superbet. Czy w związku z tym otrzymaliście sygnał od władz GKS-u Tychy, że w przypadku awansu pojawi się dodatkowa premia?

Nic takiego nie miało miejsca. Wszelkie warunki związane z wywalczeniem awansu i dodatkowych bonusów zostały ustalone już przed startem sezonu. Aczkolwiek fakt, że dołączył do nas nowy sponsor, jest na pewno miłym dodatkiem dla wszystkich. To sygnał, że GKS Tychy wzbudził zainteresowanie i ktoś chce inwestować w klub. To zawsze cieszy.

Fakt, że GKS Tychy obchodzi w tym roku okrągły jubileusz 50-lecia istnienia, determinuje chęć znalezienia się w gronie najlepszych zespołów w Polsce?

Nie jestem zwolennikiem tego typu gdybania. Już w poprzednim sezonie mogliśmy wywalczyć awans. Gdyby nie to, że miała miejsce przerwa w rozgrywkach z powodu pandemii, to podejrzewam, że mogłoby nam być trochę łatwiej. W każdym sezonie mamy cele do zrealizowania i do nich dążymy. Podobnie jest tym razem. To, że akurat teraz będą dodatkowe uroczystości związane okrągłymi urodzinami klubu, nie ma na to żadnego wpływu.

W poprzedniej kampanii oprócz tego, że była pandemia, to chyba brakowało GKS-owi stabilności na ławce trenerskiej. Pan jak ocenia poprzedni sezon?

Niektóre decyzje być może były za nerwowe, ale to już przeszłość. Ja na to wpływu nie miałem i mogę jedynie wyrazić opinie, jakie mam odczucia. W każdym razie nie ma sensu już do tego wracać. Teraz mamy znów szanse na walkę o awans, mając zresztą lepszą pozycję wyjściową, niż w poprzednim roku.

Trochę trenerów już pan w klubie przeżył i cały czas cieszy się pan ich zaufaniem, będąc niezmiennie od kilku lat kapitanem zespołu. Co w głównym stopniu o tym decyduje?

Tak naprawdę, to nie wiem. To pytanie trzeba by zadać trenerom, z którymi współpracowałem. Być może moja postawa na boisku ma na to wpływ, gdzie bronię się statystykami. Nigdy się nad tym nie zastanawiałem.

Bycie krnąbrnym to zaleta, a nie wada

Pytałem, bo w jednej z rozmów z oficjalną telewizją klubową powiedział pan, że w momencie, gdyby gryzł się w język, to może kariera piłkarska potoczyłaby się inaczej. Niewykluczone jednak, że charakter pomógł w grze w piłkę i właśnie bezpośrednie stanowiska w różnych sprawach okazały się skuteczne…

Będąc młodszym zawodnikiem, często przedstawiałem swoje zdanie. Teraz jako doświadczony piłkarz staram się kontrolować emocje. Możliwe zatem, że jest to doceniane.

Niejednokrotnie w wywiadach mówił pan, że w młodości nie był wystawiany na swojej ulubionej pozycji. W jakiej roli na boisku czuje się pan najlepiej?

Nigdy nie byłem zawodnikiem dobrze czującym się w defensywie, odpowiadającym za zadania destrukcyjne. Nie czuję się dobrze, grając na pozycjach “6” , czy “8” . Tymczasem w latach, gdy zaczynałem grać w seniorskiej piłce, byłem zawsze ustawiany w środku pola, grając na dwójkę napastników. Nigdy nie czułem się na tych pozycjach komfortowo. Nie mogłem uwydatnić swoich walorów. W Widzewie ogólnie zaliczyłem stracone lata. Ani się nie rozwijałem, ani nie czerpałem przyjemności z gry. Ja określam się za zawodnika, mogącego grać jako typowa “10” za napastnikiem. Miałem też przyjemność grać na pozycji rozgrywającego na boku pomocy, gdy miałem pod sobą dwóch defensywnych pomocników.

W kontekście Widzewa miał pan na myśli czas, gdy trenerem tego zespołu był Radosław Mroczkowski?

Nie. Trafiłem do tego klubu, gdy prowadził go trener Paweł Janas. Radosław Mroczkowski pojawił się w Widzewie w końcowym etapie mojej przygody w tym klubie.

Pana ofensywne ustawienie na boisku zrodziło się już w czasach Narwi Ostrołęka?

W juniorach zawsze grałem jako ofensywny zawodnik. Nawet zdarzało mi się grać jako oszukany napastnik. Nigdy nie czułem się dobrze w roli piłkarza, który ma odpowiadać za odbiór piłki i podawać do najbliższego zawodnika.

A jak ustawiał pana trener Wojciech Łazarek?

To już była czasy seniorskie i u tego trenera grałem jako pomocnik, mający bardzo mało defensywnych zadań. Byłem zwykle oszukanym skrzydłowym lub po prostu dziesiątką.

Łukasz Grzeszczyk
Łukasz Grzeszczyk (fot. PressFocus)

Gdyby dzisiaj był pan przekwalifikowany na typowego napastnika, to w tej roli dobrze by się pan czuł?

Wolę mieć zawodników ze swojej drużyny przed sobą. Parę razy grałem jako napastnik w czasach II ligi, gdy trenerem GKS-u był Kamil Kiereś. Nawet zostałem królem strzelców II ligi. W tej roli byłem jednak wystawiany, bo akurat była taka potrzeba. Bez wątpienia najlepiej jednak czuje się, gdy jestem dziesiątką

Zrealizowanie celu najważniejsze, urlop mało istotny

Z sentymentem mówi pan o trenerze Kamilu Kieresiu. Czy był może ostatnio jakiś temat pana przeprowadzki do Górnika Łęczna? Było zainteresowanie panem ze strony tego trenera?

Nie było takiego tematu.

Powoli wygasa pana kontrakt z GKS-em Tychy. Rozmowy w tej sprawie są już prowadzone, czy wszystko jest uzależnione od tego, jak zespół zakończy sezon?

Na dzisiaj sytuacja wygląda tak, że jeszcze żadne rozmowy na temat przedłużenia umowy nie zostały prowadzone. Jesteśmy w pewnego rodzaju zawieszeniu. Wszystko prawdopodobnie jest uwarunkowanie wynikiem osiągniętym przez drużynę.

Jeśli będzie wam dane zagrać baraże i je wygrać, to czasu na urlop będzie mało lub w ogóle, bo start nowej kampanii w Ekstraklasie planowany jest na 23 lipca. Niepokoi to trochę?

Wolę nie mieć urlopu, a zrobić awans. Niż nie zrobić awansu i mieć urlop. Mamy cel do osiągnięcia i na tym się koncentrujemy. Nawet jeśli będziemy mieć tylko 2-3 dni odpoczynku, to jestem przekonany, że nikt nie będzie narzekał.

System rozgrywek z barażami, które przedłużają sezon ligowy, to optymalne rozwiązanie w Fortuna 1 Lidze, czy może jednak miałby pan inne ciekawsze rozwiązanie?

Decyzja o wprowadzeniu baraży była super. Wcześniejsze lata pokazały, że pod koniec sezonu zespoły mieszały składami. Trenerzy dawali ogrywać się młodszym zawodnikom. Dotyczyło to ekip, które nie miały już konkretnego celu. Tymczasem teraz praktycznie do końca walczy się o coś. Dlatego fajnie, że nawet szósty zespół w tabeli, może mieć szansę na wywalczenie promocji ligę wyżej.

Tyska sekcja hokejowa na mocnych fundamentach

O ile piłkarski GKS Tychy walczy o awans klasę wyżej, to hokejowy rywalizuje o najwyższe cele. Śledzi pan play-offy?

Wyniki sprawdzam, ale meczów nie oglądam, bo nie przepadam za hokejem. W każdym razie interesuje mnie, czy w końcowym rozrachunku uda się wywalczyć mistrzostwo kraju przez GKS.

Fakt, że tyski klub ma dwie duże sekcje sportowe, to w związku z tym są nawiązywane jakieś relacje między piłkarzami a hokeistami, czy po prostu każdy podąża swoimi ścieżkami?

Odkąd jestem w Tychach, to było chyba tylko jedno przedsezonowe spotkanie, w którym uczestniczyliśmy. Więcej takich sytuacji nie pamiętam.

Na piłkarskim szlaku zetknął się pan z Robertem Lewandowskim, czy Tomaszem Magdziarzem. Pierwszym jest najlepszym piłkarzem świata, a drugi uznanym menedżerem. Czy takie kontakty pomagają w przemyśleniach, co pan będzie robił po zakończeniu kariery?

Nie myślę jeszcze o tym, co będzie. Chciałbym jeszcze parę lat pograć. Dopiero gdy będę czuł, że nachodzi odpowiedni moment, aby zakończyć grę w piłkę, to wówczas zacznę myśleć, co dalej. Nie razie nie chce sobie zaprzątać tym głowy Chcę się skupić na tym, co jest teraz i na grze w piłkę.

Trochę rozmów z dziennikarzami już pan przeprowadził. Czy są one meczące?

Z wiekiem można się do tego przyzwyczaić. Teraz jest to milsze, niż kiedyś [śmiech].

Komentarze