Lionel Messi
Lionel Messi PressFocus

Giganci stracili ponad miliard euro. A to dopiero początek tąpnięcia

Wtorkowa klęska Barcelony była efektem ogólnej degrengolady, do jakiej doprowadziły ten klub rządy Josepa Marii Bartomeu i które omal nie skończyły się odejściem Leo Messiego. Problemem jednak nie jest wczesne zakończenie “przejściowego” – jak sami siebie przekonują fani Barcy – sezonu, ale fakt, że ogromne długi nie pozwolą odbudować konkurencyjnego w skali Europy zespołu. Z pomocą nie przychodzi też najnowszy raport firmy Deloitte, który pokazuje, że tylko jeden klub na świecie – Manchester United – w czasie pandemii zanotował większy spadek przychodów od Blaugrany.

Nie przypadkiem w kontekście wspomnianego raportu piszemy o Barcelonie, bo trudno o większy symbol dla trendu, w jakim podąży w najbliższym czasie piłkarska Europa. Duma Katalonii w 2017 roku tylko w ciągu jednego okienka transferowego potrafiła wydać blisko 300 mln euro na dwóch piłkarzy – Ousmane’a Dembele i Philippe Coutinho, a dwa lata później dorzucić 130 mln euro na Antoine’a Griezmanna, dzięki czemu umieściła trzy swoje zakupy w najdroższej w historii szóstce transferów. Z raportu Deloitte wynika jasno, że na tego typu zakupy teraz przyjdzie nam poczekać latami.

Miliardowa stata gigantów

Zwłaszcza, że ta mająca ogromne kłopoty finansowe Barcelona, której dziś nie stać na wielkie transfery, w raporcie Deloitte znajduje się na pierwszym miejscu pod kątem przychodów. Widzimy jednak, jak bardzo ucierpiała w czasie pandemii. W sezonie 2018/19 jej przychody wynosiły 840,8 mln euro, a przy zamknięciu poprzednich rozgrywek – 715,1 mln. Złożyły się na to straty związane z brakiem dnia meczowego w części sezonu, ale także utraty części wpływów od nadawców.

Według raportu Deloitte z tych powodów 20 klubów z największymi przychodami straciło łącznie 1,1 mld euro, a jest to dopiero początek kryzysu. Stratę za obecny sezon szacuje się nawet na 2 mld, ponieważ – w przeciwieństwie do poprzedniego – w całości jest rozgrywany przy zamkniętych trybunach. Nawet jeśli, co wątpliwe, rządy poszczególnych krajów zgodziłyby się na wpuszczanie kibiców od marca choć na część krzesełek, mówilibyśmy o zaledwie dwóch miesiącach z fanami na stadionach. O wypełnieniu obiektów w 100 proc. nie ma jednak mowy, a przecież ponad połowa generującego miliardową stratę sezonu 2019/20 odbyła się bez żadnych ograniczeń w tym aspekcie.

W sezonie 2019/2020 dwadzieścia najlepiej zarabiających klubów piłkarskich na świecie wygenerowało 8,2 mld euro łącznych przychodów, o 12 proc. mniej niż w poprzednim sezonie, kiedy wynik ten wynosił 9,3 mld euro. Spadek o 1,1 mld euro wynika przede wszystkim z redukcji przychodów z tytułu transmisji (o 937 mln euro, czyli 23 proc.) oraz spadku przychodów z dnia meczowego o 257 mln euro (17 proc.). Spadków nie był w stanie zrekompensować wzrost przychodów komercyjnych o 105 mln euro (o 3 proc.), osiągnięty dzięki wejściu w życie kilku dużych porozumień handlowych.

Niesamowita rola kibiców

Mówi Dan Jones, partner w Sports Business Group w Deloitte w Wielkiej Brytanii: – Chociaż żaden klub piłkarski nie był odporny na wyzwania związane z COVID-19, to kluby Football Money League odczuły to w najmocniejszy sposób. W tegorocznej edycji średni poziom przychodów przypadający na klub wynosił 409 mln euro, o 55 mln mniej niż rok wcześniej. Bezpieczny powrót kibiców na stadiony jest jednym z priorytetów światowej piłki nożnej. Mecze są podstawą modelu biznesowego klubu i pomagają napędzać inne działania generujące przychody. Nieobecność fanów na stadionach będzie w pełni odzwierciedlona w przyszłorocznej edycji Football Money League. Ostateczna wielkość wpływu finansowego pandemii na piłkę nożną będzie zależała w niemałym stopniu od momentu i skali powrotu kibiców.

Przy takich spadkach kolejność klubów w rankingu nie ma większego znaczenia, bo łączy je jedno – wszystkie muszą oszczędzać. Niewielkie awanse spowodowane są doraźnymi wynikami (podobnie jak spadki – doraźnym brakiem wyników), co może zbilansować dziurę budżetową. Doskonale widać to na przykładzie dwóch drużyn: Bayernu Monachium i Manchesteru United. Bawarczycy w fantastycznym stylu wygrali Ligę Mistrzów, dzięki czemu wdarli się na trzecie miejsce rankingu przychodów (za Barcelonę i Real Madryt) ze stosunkowo niewielką stratą w porównaniu do sezonu poprzedniego (634,1 mln przy przychodzie 660,1 rok wcześniej). Manchester United, mający przez blisko dekadę abonament na miejsce w czołowej trójce, spadł z poziomu 711,5 mln do 580,4 mln między innymi dlatego, że nie miał żadnych wpływów z Ligi Mistrzów. Z drugiej strony Liverpool wszedł do pierwszej piątki po raz pierwszy od 2001/02 z przychodami w wysokości 558,6 mln euro. Sukces klubu na boisku w ciągu ostatnich kilku lat napędza sukces finansowy, a korzyści związane z jego triumfem w Premier League rozłożone są na lata finansowe kończące się w 2020 i 2021 roku. Manchester City (6. miejsce – 549,2 mln euro), Paris Saint-Germain (7. – 540,6 mln euro), Chelsea (8. miejsce – 469,7 mln euro), Tottenham Hotspur (9. – 445,7 mln euro) i Juventus (10. miejsce – 397,9 mln euro) uzupełniają pierwszą dziesiątkę.

Naprawianie potrwa latami

Raport Deloitte kończy się bardzo smutną konkluzją. Przychody klubów Money League z dnia meczowego od marca 2020 są bliskie zeru. I ta sytuacja prawdopodobnie się nie zmieni także w tym sezonie. Rabaty na transmisje telewizyjne lig z “wielkiej piątki” i UEFA mogą wynosić prawie 1,2 miliarda euro, z czego znaczna część przypada na kluby, które znalazły się w Football Money League. – Nadal mocno wierzymy w wartość piłki nożnej na najwyższym poziomie dla kibiców, nadawców i innych partnerów handlowych. Jesteśmy przekonani o odporności branży i oczekujemy, że w przyszłych latach nastąpi mocne odbicie. Wydarzenia minionego roku podważyły zdolność klubów do napędzania organicznego wzrostu przychodów. Wszelkie ich krótkoterminowe cele będą prawdopodobnie osiągalne dopiero w perspektywie średnioterminowej, gdy kibice powrócą na stadiony, a wpływ pandemii na światową gospodarkę będzie mniejszy niż obecnie – mówi Dan Jones. Jego zdaniem wpływ COVID-19 na finanse piłkarskie będzie odczuwalny przez lata, co może sprawić, że inwestorzy będą powątpiewać w sens inwestowania w sport.

******

Wnioski z raportu Deloitte:

  • Wśród dziesięciu klubów z największymi rocznymi przychodami nie było ani jednego, który nie zanotowałby starty w porównaniu z sezonem wcześniej. Największe spadki przychodów odczuły Manchester United (minus 131,1 mln euro) oraz FC Barcelona (minus 125,7 mln euro). Najmniejsze Bayern Monachium (minus 26 mln euro) oraz Real Madryt (minus 42,4 mln euro).
  • Największe przychody znów osiągnęły Barcelona (715,1 mln euro) i Real Madryt (714,9 mln euro), ale w czołowej dziesiątce jest aż pięć klubów angielskich (Manchester United, Liverpool, Manchester City, Chelsea i Tottenham). Przed rokiem było identycznie, co może oznaczać, że pandemia chwieje finansami gigantów, ale nie zmienia ich miejsca w hierarchii.
  • Klubom o mniejszych budżetach łatwiej ratować przychód wpływami komercyjnymi. Dzięki wzrostowi w tej materii o ponad 100 proc., Everton (17. miejsce) zanotował ogólny wzrost rocznego przychodu o 1,5 mln euro. Borussia Dortmund (12. miejsce) zanotowała natomiast stratę przychodu na poziomie niemal błędu statystycznego (minus 6 mln euro).
  • Skala upadku Schalke Gelsenkirchen jest ogromna. Nawet przy gigantycznych przychodach klubów z pierwszej dziesiątki obniżka rzędu 100 mln euro była rzadkością, tymczasem 16. w rankingu Królewsko-niebiescy zanotowali stratę przekraczającą tę kwotę (z 324,8 mln na 222,8 mln euro). Biorąc pod uwagę cały ranking, Schalke pod kątem straty plasuje się jedynie za Manchesterem United i Barceloną, a wyrzucenie klubu z czołowej dwudziestki jest kwestią bardzo krótkiego czasu (zwłaszcza, jeśli spadnie z Bundesligi).
  • Jedyny bardzo poważny skok w górę (Zenit Sankt Petersburg – ze 180,4 mln na 236,5 mln euro i awans na 15. miejsce) wynika jedynie z faktu, że w przypadku rosyjskich klubów rozliczenie zamknięto wraz z końcem roku 2019, a nie sezonu 2019/20. Zenit “w papierach” nie został zatem dotknięty pandemią, choć w kolejnym notowaniu Deloitte będzie to oczywiście nieuniknione, a klub na pewno nie zachowa miejsca w czołowej dwudziestce.

Komentarze