Turcja ulubionym kierunkiem polskich drużyn. “Kluby, które nie wyjechały pewnie teraz żałują”

Marcin Hakman (po prawej)
Obserwuj nas w
archiwum prywatne Na zdjęciu: Marcin Hakman (po prawej)

Przygotowania klubów PKO Ekstraklasy do startu rundy wiosennej są w pełni. Na zagraniczne zgrupowania w tym roku udało się dziewięć zespołów, z których aż siedem wybrało Turcję. To od kilku lat zdecydowanie najbardziej popularny kierunek polskich klubów na zimowe zgrupowania. Jakie argumenty przemawiają za Turcją? Jakie oczekiwania mają kluby? Jak wygląda organizacja takiego zgrupowania? Na wszystkie te pytania w rozmowie z goal.pl odpowiada Marcin Hakman, który od wielu lat zajmuje się organizacją zagranicznych zgrupowań dla polskich zespołów. W tym roku pod swoją opieką ma Zagłębie Lubin, Stal Mielec i Widzew Łódź.

  • Dziewięć klubów zdecydowało się w tym roku na przygotowania do rundy wiosennej na zagranicznych zgrupowaniach. Siedem udało się do Turcji. Wyjątkami są Legia Warszawa i Podbeskidzie Bielsko-Biała.
  • – Oferty na zgrupowania w Polsce bywają porównywalne – mówi Marcin Hakman. Największą różnicą w kosztach stanowią bilety lotnicze.
  • Turcja gwarantuje polskim klubom dobrą pogodę oraz infrastrukturę na najwyższym poziomie. Obecność wielu klubów, także z innych krajów, ułatwia znalezienie odpowiadających poszczególnym zespołom sparingpartnerów.

Na początek: jaka pogoda w Turcji?

Na pewno lepsza niż w Polsce, śniegu nie ma. Jak na tę porę roku to pogoda w Turcji jest fajna, 18-19 stopni. Nie jest więc ani za ciepło, ani za zimno, ale też od czasu do czasu popada. Boiska są zroszone, więc piłka fajnie chodzi. Na pewno nikt tutaj na pogodę nie narzeka.

W poprzednich latach były sytuacje, że pojawiały się ulewy i trzeba było niektóre punkty zgrupowania odwoływać. W tym roku, odkąd tutaj jestem, nie miałem żadnej informacji, aby zostało coś odwołane. Wszystkie drużyny rozgrywają mecze zgodnie z planem.

Poważne problemy w tej kwestii były dwa lata temu. Tamta sytuacja doprowadziła do tego, że niektóre kluby zastanawiały się, czy w kolejnym roku tutaj przyjechać i w niektórych przypadkach wybrały inny kierunek. Do tej pory się to nie powtórzyło, ale oczywiście na pogodę nie mamy wpływu. Na chwilę obecną wszystko jest ok. Kluby, które nie zdecydowały się na wyjazd z Polski pewnie trochę żałują, bo z tego co wiem pogoda w Polsce nie rozpieszcza.

Od kilku lat Turcja jest ulubionym kierunkiem polskich klubów.

W tym roku do Turcji przyleciało siedem klubów. Mamy Zagłębie Lubin, Jagiellonia Białystok, Śląsk Wrocław, Raków Częstochowa, Piast Gliwice, Stal Mielec i Lecha Poznań. Podbeskidzie pojechało do Chorwacji, no i Legia wybrała Dubaj. Reszta została w domu. Nie jest to raczej spowodowane tym, że nie chcieli, czy nie mogli sobie na to pozwolić ze względów finansowych. Kluby do końca czekały na informacje związane z COVID-em, ponieważ ta kwestia wywróciła praktycznie wszystko do góry nogami.

Kluby do tej pory bukowały wszystko dosyć wcześnie, już we wrześniu-październiku zaczynały podpisywać umowy na hotele czy boiska i mecze. Teraz wszyscy z decyzją czy polecą czekali praktycznie do listopada, a nawet grudnia. Duży wpływ na to miała również decyzja Ekstraklasy o wcześniejszym starcie rundy wiosennej. Gdyby start miał nastąpić jeszcze tydzień wcześniej, to raczej nikt by nie poleciał i wszystkie kluby przygotowywałyby się w Polsce. Pierwsza kolejka w tym roku pierwotnie miała odbyć się w pierwszy weekend lutego, ale Ekstraklasa zaproponowała dwa wcześniejsze terminy i wystosowała w tej kwestii zapytanie do klubów. Kluby zdecydowały się przyśpieszyć start ligi o tydzień i mogły sobie pozwolić na wyjazd na obóz. Większość klubów czekała również na konkretne informacje w kwestii COVID-u, czy będzie kwarantanna, czy jej nie będzie, jak to wszystko będzie wyglądało po powrocie. Zakładano, że lockdown w Polsce zostanie zniesiony 17 stycznia i powrót będzie możliwy bez kwarantanny, ale teraz został przedłużony. Na szczęście kwarantanna nie będzie obowiązywać zawodowych grup sportowych.

Organizacją obozów zajmuje się pan od wielu lat. Jak to się zaczęło i kiedy?

To już 12 lat, a przypadek sprawił, że tym się zająłem. Skontaktowałem się z agencją z Turcji, która zajmowała się organizacją obozów. Przyjechałem tutaj, spotkałem się z ludźmi, zobaczyłem jak to wygląda od środka i zacząłem działać. Pierwszymi klubami z którymi zrobiłem obozy były Czarni Żagań, GKS Jastrzębie i Miedź Legnica. Z roku na rok to się rozwijało, zgłaszało się coraz więcej klubów. Z niektórymi z nich współpracuję już od wielu lat. Fajnie, że zostają, czy to Podbeskidzie, czy Miedź Legnica, Zagłębie Lubin. To są kluby z którymi regularnie współpracuję.

W tym roku Podbeskidzie nie przyleciało do Turcji, początkowo postanowiło zostać w kraju, ale zmiana trenera spowodowała, że zdecydowali się na wyjazd do Chorwacji. Lechia Gdańsk, z którą również współpracuję, planowała wyjazd do Dubaju, ale coś ostatecznie nie wyszło i zostali w kraju. Wszystko to trwa już 12 lat.

Kiedy kluby Ekstraklasy wrócą do Polski, pan zostanie jednak w Turcji. Z możliwości organizacji tam zgrupowań korzystają również pierwszoligowcy.

W tym roku jest podobnie, choć jest tego mniej. W ubiegłym sezonie z pierwszej ligi miałem Podbeskidzie, Stal Mielec i Miedź Legnicę. W tym roku do Turcji przylecą bodajże tylko dwa pierwszoligowe kluby – Widzew i ŁKS. Pod moją opieką będzie właśnie Widzew, z którym w tym współpracuję. Gdyby nie ta cała pandemiczna sytuacja myślę, że na wyjazd do Turcji zdecydowałoby się więcej klubów.

Wydawałoby się, że wyjazd na zgrupowanie do Turcji wiążę się z dużo większymi kosztami niż organizacja zgrupowania w Polsce.

Oczywiście są to koszty, ale oferty na zgrupowania w Polsce bywają porównywalne, a mamy do czynienia z kluczowymi różnicami. Przede wszystkim w Polsce, czego obecnie mamy najlepszy przykład, nie ma dobrych warunków do treningu zimą, za oknem leży śnieg i jest bardzo zimno.

Największą różnicą w kosztach jest transport. W porównaniu do obozów w Polsce, cenę obozu w Turcji zwiększa tak naprawdę koszt biletów lotniczych. Kluby Ekstraklasy o zgrupowaniach myślą już przy planowaniu swojego budżetu na dany sezon, później pozostaje tylko decyzja, czy wyjeżdżają za granicę, czy zostają w Polsce.

W tym roku większość przyjechała do Turcji, Legia wybrała Dubaj, a Podbeskidzie pojechało do Chorwacji. W poprzednich latach zdarzało się, że drużyny latały na Cypr i do Hiszpanii, ale rynek raczej został przejęty przez Turków. Wpływ na to ma dobra cena, jakość hoteli, czy infrastruktura, która jest tutaj na najwyższym poziomie. W tym roku boiska są doskonałe, jeszcze chyba takich nigdy nie było. Być może wpływ na to ma fakt, że jesteśmy trochę wcześniej i jest mniej drużyn. Za Turcją przemawia również to, że przylatuje tutaj wiele zespołów i jest z kim zagrać sparing. Na przykład w Hiszpanii jest z tym różnie, często trzeba jechać gdzieś dalej, a tutaj mamy wszystko w promieniu 50 kilometrów, a często podróż trwa 10-15 minut i można grać. Kluby nie mają na co tutaj narzekać.

Legia wybrała Dubaj. Pan również miał w planach organizację zgrupowań w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Jakie są różnice w stosunku do Turcji?

Myślę, że Dubaj z roku na rok będzie wybierany przez coraz większą liczbę drużyn. Również miałem dogadany jeden zespół, z którym miałem tam lecieć w tym roku, ale ostatecznie do tego nie doszło. Dubaj wszystkim się kojarzy z luksusem i wysokimi cenami. Oczywiście nie jest ona taka jak w Turcji i jest wyższa, ale do dyspozycji są tam boiska i infrastruktura na najwyższym światowym poziomie. Coraz więcej topowych drużyn z Rosji, z Ukrainy czy Danii wybiera Dubaj i tam jeździ obozy. Jest tam przede wszystkim idealna pogoda, ponad 20 stopni, słoneczko, nie ma żadnych opadów deszczu, a także problemów z wiatrem. Jest również coraz większa możliwość gry z bardzo dobrymi zespołami. Dubaj na pewno w kolejnych latach będzie dodatkową opcją dla drużyn, sam w tej kwestii prowadzę rozmowy i być może w przyszłym roku coś z tego wyjdzie.

Pod swoją opieką w jednym czasie ma pan zazwyczaj kilka drużyn. Trudno jednak wyobrazić sobie, że wszystkim zajmuje się pan osobiście. Jak to wygląda na miejscu?

Od wielu lat, praktycznie od początku współpracuję z agencją Evima Football. Ja jestem odpowiedzialny za kilka drużyn, staram się reagować na każdy telefon, ale do każdej drużyny oddelegowany jest także człowiek, który na bieżąco pomaga we wszystkich sprawach, począwszy d tych najmniejszych jak załatwienie prania. Ja wszystko nadzoruję. Kluby zgłaszają się do mnie, jeżeli coś jest nie tak i staram się tutaj pomagać. Samemu byłoby to bardzo ciężko ogarnąć. W Turcji współpracuje się z partnerem, który jest w stanie zagwarantować pomoc w wielu aspektach.

Kluby zapewne mają również różne oczekiwania dotyczące obozu i warunków.

Najważniejsze oczekiwania z ich strony dotyczą stanu boisk, to dla nich priorytet. Od tego się zaczyna. Praktycznie wszystkie drużyny mieszkają w hotelach pięciogwiazdkowych, więc te hotele są naprawdę na bardzo dobrym poziomie. W tureckich hotelach znają również specyfikę takich obozów, bo te są tutaj organizowane od 20 lat. Hotele wiedzą, jak to powinno wyglądać, co potrzebują kluby, jakie mają oczekiwania w kwestii prania, siłowni czy wyżywienia. Posiłki również są przygotowywane pod kątem zawodników.

Niektóre kluby chcą mieć boisko na wyłączność. Wtedy dane boisko jest dedykowane jednej drużynie i może na nie wchodzić kiedy chce. Standardowo wygląda to jednak tak, że drużyna jadąc do danego ośrodka ma ściśle określone godziny treningów np. 09:30 – 11:00 albo 11:00-12:30, podobnie w sesji popołudniowej 15:30-17:00 bądź 17:00-18:30. Jeżeli drużyna chce mieć boisko na wyłączność to wcześniej to zgłasza i wtedy negocjuje się warunki, bo oczywiście w takim przypadku zwiększa się również cena.

2020 roku był specyficzny, więc organizacja zgrupowań wygląda inaczej niż zwykle. Jak to wygląda w “normalnych” czasach.

Klub podaje terminy, w których chciałaby wyjechać. Wtedy szukamy odpowiedniego ośrodka, ale są również drużyny, jak na przykład Zagłębie Lubin, które od pięciu czy sześciu lat przyjeżdża do tego samego hotelu w Turcji, bo go zna, jest z niego zadowolona i dobrze się w nim się czuje. Gdy mamy konkretny termin zajmuję się również organizacją transportu, załatwiam bilety lotnicze, możliwość zabrania dodatkowego bagażu. Jeszcze do tamtego roku pomagałem również klubom w załatwieniu wiz, ale od marca zostały zniesione, więc ta kwestia odpadła. Kluby dzięki temu mogą również zaoszczędzić parę groszy.

Zagłębie Lubin najczęściej przylatuje tutaj z Berlina bezpośrednim lotem. W tym roku kilka klubów – Piast Gliwice, Raków Częstochowa, Stal Mielec i Jagiellonia Białystok – poleciały z Katowic do Antalyi jednym charterem, który sobie zorganizowały. Taka sytuacja, w której cztery kluby dogadały się i poleciały jednym samolotem zdarzył się chyba po raz pierwszy w historii. Zazwyczaj klubom pasowały inne terminy, trudno było w tej kwestii znaleźć porozumienie i ostatecznie leciały indywidualnie.

Aktualnie przy organizowaniu obozów trzeba brać również pod uwagę sytuację związaną z pandemią koronawirusa. Jak to wygląda w przypadku Turcji? Jakie wymagania musiały spełnić kluby i co ich czekało na miejscu?

Dwa tygodnie temu Turcja wprowadziła obowiązek wykonania najpóźniej 72 godziny przed wylotem testów PCR. Wszyscy, którzy lecieli do Turcji musieli takie testy zrobić i okazać ich wyniki na lotnisku, gdzie było to sprawdzane. Zagłębie Lubin, które wraca stąd do Berlina również będzie musiało tutaj w Turcji zrobić testy, które są wymagane przez niemieckie przepisy.

W hotelach też nie wygląda to tak jak wcześniej. W restauracji do tej pory zawodnicy mieli do swojej dyspozycji otwarty bufet, teraz każde danie podawane jest przez kelnerów. Jest także obowiązek chodzenia w maskach, a hotele naprawdę przykładają do tego dużą wagę i zabezpieczają się na różne sposoby. Wszędzie poustawiane są maszyny do dezynfekcji, siłownie na bieżąco są dezynfekowane przez pracowników. Aby funkcjonować, hotele muszą w tych kwestiach spełniać wszystkie wytyczne tureckiego rządu. Pracowały również latem przyjmując turystów, więc mają już w tej kwestii doświadczenie.

Raczej unika się kontaktów, zawodnicy starają się przebywać we własnym gronie, ale w stu procentach nie da się uniknąć spotkania innych osób. Zawodnicy mają jednak wytyczne od swoich klubów, wiedzą jak się zachowywać. Nie ma oczywiście takiej dowolności, jaka była do tej pory, ale wszystko jest robione z głową. Sami zawodnicy również się pilnują, bo jedno zachorowanie może wywołać duże problemy. Na tę chwilę, odpukać, jest wszystko ok.

Jednym z najważniejszych elementów zgrupowań są mecze sparingowe. Znalezienie odpowiednich rywali, w odpowiednich terminach jest chyba sporym wyzwaniem?

Na etapie planowania zgrupowania otrzymuję od klubów daty, w których chciałyby rozegrać mecze sparingowe. Wtedy zaczynają się rozmowy z innymi agencjami, które opiekują się innymi klubami. Staramy się zorganizować sparingi w tych datach, w których chciałby klub, choć nie zawsze się to udaje. Każdy oczywiście chciałby grać z najlepszymi, nie zawsze jednak ten najlepszy chce grać z polską drużyną. Rozmowy są cały czas prowadzone, szukamy pasujących obu stronom terminów. Istnieje również grupa na Whatsappie, na której wymieniany informacje czy poszukujemy rywali dla swoich zespołów. Gdy ktoś szuka np. rywala dla drużyny z Armenii, ja kontaktuję się z dyrektorem sportowym, kierownikiem drużyny czy nawet trenerem i pytam, czy taki i taki zespół im pasuje. Jeżeli jest akceptacja to wtedy kontraktujemy taki mecz. Jeżeli klub chce zagrać z inną drużyną, o innej charakterystyce to szukamy dalej.

Gdy nadchodzi okres organizacji takiego obozu to 90 procent spraw załatwiam z kierownikiem. Trener w trakcie trwania ligi ma inne rzeczy na głowie. Kierownik wtedy przekazuje wszystkie informacje sztabowi szkoleniowemu. Ja przekazuję propozycje, które są akceptowane, albo nie. Czasami zdarza się tak, że trener klubu zaplanował na dany dzień mecz sparingowy, a okazuje się, że na następny dzień mecz chciałaby rozegrać jakaś lepsza drużyna. Wtedy dzwonie i mówię, że jest możliwość rozegrania spotkania z takim zespołem, ale nie jest to w naszym terminie. Jeżeli jest akceptacja to zmieniamy daty i taki mecz dochodzi do skutku. Wszystko jest więc płynne, cały czas się coś dzieje, więc musimy być w stałym kontakcie. Zdarzają się przypadki, że już w trakcie obozu ktoś rezygnuje z rozegrania meczu, więc trzeba szybko reagować i szukać innego rywala, aby zespół nie został bez meczu. W większości przypadków to się udaje, ale są również sytuacje, w których mecze są przekładane.

Jak w życiu, zapewne także podczas zgrupowań zdarzają się nieoczekiwane sytuacje.

Oczywiście. Były różne sytuacje, także związane ze sparingami. Na przykład organizator ze strony tureckiej podał mi, że mecz gramy w tej i w tej miejscowości, na tych i na tych boiskach. Jedziemy z drużyną 40 minut, przygotowani do meczu, dojeżdżamy na miejsce, a tam nikogo nie ma i nikt nic nie wie o meczu. Mnie zrobiło się gorąco, bo to dość nietypowa sytuacja, pojawiło się zdenerwowanie w zespole. Okazało się, że otrzymałem błędną informację i trzeba było zareagować. Całe szczęście, że te odległości tutaj nie są duże i zdążyliśmy dojechać.

W tamtym roku była sytuacja ze Stalą Mielec, gdzie dwa kilometry przed miejscem rozegrania meczu, po półtoragodzinnej podróży, autobus uczestniczył w stłuczce i nie mógł kontynuować jazdy. Za pół godziny rozpoczyna się mecz, drużyna stoi, autobus rozbity i trzeba było reagować. Parę telefonów do agencji zajmującej się przeciwnikami, którymi w tym przypadku byli Rosjanie i rywale przysłali swój autobus po Stal Mielec. Drużyna pojechała, rozegrała mecz, a ja w tym czasie zamiast oglądać mecz załatwiałem autobus na powrót. Takie sytuacje się zdarzają, więc trzeba być zawsze “pod prądem”. Nie brakuje także sytuacji, w których można się pośmiać.

Zdarzały się sytuacje, że ktoś z jakiegoś powodu nie został wpuszczony do samolotu?

Zdarzyło się nawet w tym wspomnianym locie charterowym, że ktoś nie wyleciał. To najczęściej kwestia paszportu. W mojej historii przydarzyło się to jednemu z trenerów, któremu kończył się termin ważności i nie został wpuszczony na pokład samolotu. Przepisy mówią, że paszport musi być ważny co najmniej sześć miesięcy. Musiał więc wrócić do domu i szybko tę kwestię załatwić, aby mieć możliwość dolecieć. W Turcji jeszcze nigdy nikt nie został, stąd wypuszczają wszystkich.

Nie wszystkie sytuacje da się zaplanować. Nikt nie ma również wpływu na pogodę. Czy przygotowywane są plany awaryjne na wypadek, gdyby zakładanych punktów w programie zgrupowania nie można było zrealizować?

Reaguje się raczej na bieżąco. Sprawdzamy jaka będzie pogoda i ewentualnie szybko rezerwujemy siłownie, aby tam zrobić trening zamiast wychodzić na boisko. W hotelach są również mniejsze salki i duże sale konferencyjne, gdzie jak się poodsuwa stoły to również można przeprowadzić trening. Ja staram się pomagać, ale inwencja należy już do trenera. Przy hotelach są również mniejsze boiska, na których też można poćwiczyć. Wszystko w takich przypadkach zależy od trenera. Oby w tym roku takich sytuacji nie było i wszystkie jednostki treningowe mogły się odbyć, a wszyscy wrócili do domu cali i zdrowi.

Rozmawiamy o zimowych zgrupowaniach klubów, ale miał pan również okazję organizować zgrupowania reprezentacji Polski kobiet.

Teraz nie ma nawet możliwości zorganizowania takich zgrupowań. We wszystkich terminy, w których mogłyby się takie obozy odbyć, rozgrywane są mecze o punkty. Ale miałem trzy lub cztery razy przyjemność zorganizować zgrupowanie dla polskiej reprezentacji kobiet. Dwa razy w Turcji, gdzie brała również udział w rozgrywanym tutaj turnieju, a także raz na Cyprze, w trakcie którego odbył się mecz z miejscową reprezentacją. W tym roku, w lutym, kiedy zazwyczaj drużyny wyjeżdżały na zgrupowania, reprezentacja Polski gra mecz z Hiszpanią.

Jeżeli chodzi organizację takich zgrupowań to nie ma większych różnic. Jest może trochę więcej wymagań ze względu na to, że jest to reprezentacja. Tak samo trzeba jednak wszystkiego dopilnować i dopasować, aby takie zgrupowanie przebiegało bez najmniejszych kłopotów.

Okres zimowy jest dla pana bardzo intensywny, trzeba być do dyspozycji klubów niemal 24 godziny na dobę. Pół żartem, pół serio, ważną rolę odgrywa chyba przygotowanie fizyczne.

Staram się być w formie. Przylatując tutaj do Turcji zawsze sobie obiecuję, że będę regularnie biegał, ale zazwyczaj jest tak, że nie mam czasu. A jeżeli już uda się wyjść to wychodzę z telefonami i praktycznie co kilka minut muszę przerywać trening, bo trzeba coś załatwić. Na pewno jednak przygotowanie fizyczne przydaje się do tego, aby dobrze tutaj funkcjonować. Jeżeli pasują terminy i mogę sobie na to pozwolić to z przyjemnością startuję także w organizowanych tutaj biegach w Antalyi czy Alanyi. Zdarzyło mi się dwukrotnie wystartować w tutejszych półmaratonach.

Pracował pan również jako menedżer piłkarski. Wśród zawodników, z którymi pan blisko współpracować znajdowali się między innymi Rafał Gikiewicz i Piotr Leciejewski. Jak to wygląda teraz?

Od tego zaczynałem, ale teraz nie zajmuję się raczej menedżerką. Pomagam jeszcze zawodnikom, ale w mniejszym stopniu niż kiedyś. Teraz to już pojedyncze sprawy. Z Rafałem Gikiewiczem czy Piotrem Leciejewskim przyjaźnimy się i współpracujemy na innej stopie. Na tę chwilę więcej zajmuje się organizacją zgrupowań i obozami niż pracą stricte menedżera piłkarskiego.

W ubiegłym roku był pan także kandydatem w wyborach na nowego prezesa Lubuskiego Związku Piłki Nożnej. Wyborów nie się jednak wygrać. Podejmie pan kolejną próbę przy następnej okazji?

Nie wiem. Spróbowałem. Wybory wygrał, i to bezapelacyjnie, dotychczasowy prezes (Robert Skowron – przyp. red.). Uznałem więc, że Lubuski Związek Piłki Nożnej nie potrzebuje zmian, że wszystko jest dobrze. Kadencja trwa cztery lata i zobaczymy co się wydarzy. Być może będzie kandydował ktoś inny, być może obecny prezes będzie chciał pozostać na kolejną kadencję. Ja jedynie cieszę się, że niektóre punkty i pomysły z mojego programu są w jakimś tam niewielkim stopniu realizowane.

Na pewno nikt z lubuskiego związku nie spodziewał się mojej kandydatury. Dwa miesiące przed wyborami, gdy ogłoszona została ich data, wyskoczyłem jak filip z konopii. Ja nie mam jednak sobie nic do zarzucenia, jeżeli chodzi o moją kampanię. Na tyle ile mogłem, na tyle się starałem. Widocznie to było za mało. Przegrałem, ale zrobiłem co mogłem. Zobaczymy, jak związek będzie się rozwijał, ale mam wrażenie, że moja kandydatura zmotywowała prezesa i ludzi ze związku do lepszej pracy.

Pochodzi pan z Żar, gdzie również angażuje się pan lokalnie w rozwój piłki nożnej, co ciekawe w wersji żeńskiej. Brał pan udział przy tworzeniu żeńskiego zespołu, który funkcjonuje przy miejscowym Promieniu. Skąd ten pomysł?

Byłem przy współtworzeniu, wspólnie z trenerem Robertem Dziadulem, sekcji piłki dziewcząt przy Promieniu Żary. Być może wpływ na to miała również moja współpraca z reprezentacją Polski kobiet. Stwierdziłem, że jest tutaj nisza, że dziewczyny również mogą tutaj grać w piłkę i w Żarach powstała ta drużyna. Teraz troszeczkę mniej się udzielam, bo w pewnym momencie pełniłem, można powiedzieć, funkcję kierownika i zajmowałem się sprawami organizacyjnymi wspólnie z Robertem. Z racji obowiązków i braku czasu zmniejszyłem swoją aktywność, ale kibicuję i pomagam na tyle ile mogę.

Komentarze