Harry Kane
Harry Kane fot. Anton Denisov / Sputnik/ Hepta / Sport Pictur

Strzał życia i gol sezonu? Tottenham z nieba do piekła

Piłkarze Tottenhamu Hotspur deklasowali West Ham United i prowadzili już w niedzielnym meczu angielskiej Premier League różnicą trzech goli. Goście zanotowali jednak zryw w końcówce spotkania i niespodziewanie wyszarpali remis (3:3). W bramce gości stał Łukasza Fabiański.

Czytaj dalej…

Tuż przed przerwą na mecze reprezentacji Koguty rozegrały najlepszy mecz w tym roku kalendarzowym, gromiąc na wyjeździe Manchester United (6:1). Wszyscy zastanawiali się czy Koguty potrzymają dobrą dyspozycję. W niedzielę przyjeżdżał do nich West Ham, który gra ostatnio w kratkę. Z jednej strony Młoty przegrały 1:4 z Evertonem, a z drugiej zaledwie tydzień później pokonały 3:0 Leicester City.

W pierwszych szesnastu minutach gospodarze zaprezentowali futbol na poziomie nie z tej ziemi. Zdobyli w tym czasie aż trzy gole. Popis strzelecki rozpoczęli już w pierwszej minucie, gdy szybką akcją po podaniu Harry’ego Kane’a w pole karne przedostał się Son Heung-Min. Oddał on precyzyjny strzał przy długim słupku nie dając szans Łukaszowi Fabiańskiemu.

Polaka nie można było obwiniać za stratę goli. Przy drugim trafieniu Kogutów Fabiański nawet się nie ruszył, bo idealnie z dystansu przymierzył Harry Kane. Przy trzecim golu z 16. minuty bramkarz Młotów był bezradny, gdy Kane uderzył główką powrzutce Reguilona.

Bale pudłuje, West Ham wyrównuje

W błędzie byli ci, którzy spodziewali się, że losy tego meczu są rozstrzygnięte. Wydaje się, że piłkarze Jose Mourinho spoczęli w dalszej części meczu na laurach. Nie dążyli już z taką determinacją do tego, by stwarzać sobie kolejne sytuacje strzeleckie. Zwłaszcza po zmianie stron uaktywnili się goście. West Hamowi długo brakowało jednak pomysłu, by poważnie zagrozić bramce rywali. Zmieniło się to dopiero w ostatnim kwadransie gry.
W 82. minucie przyjezdni trafili do siatki po raz pierwszy, gdy po rzucie wolnym głową trafił Fabian Balbuena. Obrona Tottenhamu zaczęła sypać się niczym domek z kart. Dowodem na to była sytuacja z 85. minuty, kiedy głową do własnej bramki piłkę skierował niefortunnie Davinson Sanchez.

Goście rzucili się do ataku i niewiele brakowało, a zostaliby skarceni. W sytuacji sam na sam znalazł się w doliczonym czasie gry debiutujący w tym meczu Gareth Bale. Walijczyk wszedł na plac gry z ławki w 72. minucie, ale w stuprocentowej sytuacji fatalnie spudłował. Niewykorzystana sytuacja zemściła się na Kogutach w 94. minucie. Wówczas kapitalnym uderzeniem z dystansu popisał się Manuel Lanzini. Potężnie uderzona piłka wylądowała w samym okienku bramki Tottenhamu. Argentyńczyk tym samym zgłosił swoją kandydaturę do gola sezonu.

Podział punktów oznacza, że Tottenham zdobył w pięciu kolejkach zaledwie osiem punktów. Jest to wynik zdecydowanie poniżej oczekiwań, zwłaszcza, jeśli londyńska drużyna chciałaby się liczyć w walce o grę w Lidze Mistrzów.

Komentarze