Jack Grealish
Jack Grealish PressFocus

Premierleaguemageddon

Rozpieszczasz nas, Panie! Kto miał przyjemność poznania wciągającego świata gry Stronghold, znanej też jako Twierdza, doskonale kojarzy wspomniany cytat. Grudzień i styczeń obfitują w piłkarskie emocje na angielskich boiskach, co z pewnością raduje wszystkich kibiców, jednak również z pewnością martwi trenerów i piłkarzy. Przed nami kolejny etap morderczego świąteczno-noworocznego wyścigu o panowanie w Zjednoczonym Królestwie Futbolu.

Zaczynamy w poniedziałek. O 16:00. Nie zapomnijcie! Nastawcie alarmy, budziki, bo pora jest nietypowa. Na Selhurst Park przyjeżdża Leicester, więc mina Roya Hodgsona z pewnością jest nietęga. Crystal Palace zapadło w sen zimowy. Czy takie zachowanie przystoi majestatycznym Orłom? Po siedmiobramkowej porażce z Liverpoolem londyńczycy zostali zdominowani przez Aston Villę i nic nie wskazuje, żeby w tak krótkim czasie cokolwiek miało się zmienić. Nie tutaj i nie teraz. Zmiany zapewne nastąpią w szeregach Lisów, co zapowiedział Brendan Rodgers. Niewykluczone, że na ławce zasiądą Jamie Vardy i Youri Tielemans.

Przerwa między meczami trwa tylko 48 i pół godziny, a po sezonie, który mamy za sobą, nie jestem przygotowany na to, aby ryzykować, co mogłoby oznaczać, że niektórzy odniosą kontuzje. Wprowadzimy konieczną liczbę zmian. W niedzielę przyjrzymy się dyspozycji piłkarzy i zobaczymy, na jakim etapie gotowości są. Zdrowie zawodników jest najważniejsze. Zawsze wybieram drużynę, która moim zdaniem może uzyskać wynik, a jeśli tym razem oznacza to pewne roszady, bez wahania ich dokonamy.

 

Kto jest kim?

Po wizycie na Selhurst przeniesiemy się na Stamford Bridge, gdzie Chelsea podejmie Aston Villę. Tym razem to nie gospodarze określani są mianem faworytów. Los jest przewrotny. Jeszcze nie tak dawno The Villans byliby skazywani na pożarcie, a dzisiaj nikt nie będzie zdziwiony, jeżeli do Birmingham wrócą z kompletem punktów. Defensywa The Blues nie może pozwolić sobie na chwilę słabości – w fantastycznej formie jest tercet Watkins-Traore-El-Ghazi-Grealish. Jakie plany na dzisiejszy wieczór ma Frank Lampard?

Na pewno dokonam kilku zmian w podstawowym składzie na ten mecz. Już wcześniej wiedziałem, że będę musiał to zrobić. Jest to spowodowane zarówno krótkim odstępem między kolejkami, jak i słabszą dyspozycją niektórych graczy w pojedynku z Arsenalem.

Sergio, kocham Cię

Dzień zakończymy na Goodison Park. Do miasta Beatlesów wybiera się Manchester City, który nie zaznał smaku porażki w sześciu ostatnich ligowych potyczkach. Naprzeciw drużyny Pepa Guardioli stanie zespół prowadzony przez wytrawnego taktyka, Carlo Ancelottiego. Podopieczni włoskiego szkoleniowca kontynuują dobrą passę i w sobotę odnieśli czwarte zwycięstwo z rzędu. Być może po raz pierwszy od dwóch miesięcy od pierwszego gwizdka na boisku pojawi się Sergio Aguero, jednak jak zdradził hiszpański opiekun The Citizens, nic nie jest pewne.

Dyskutowaliśmy o tym, czy Sergio powinien rozpocząć mecz z Newcastle w wyjściowej jedenastce. Potrzebuję jego obecności. Muszę przyznać, jego ostra i dynamiczna gra po wejściu ma murawę to dobry prognostyk na przyszłość. Potrzebujemy go, bez wątpienia. Ale musimy być ostrożni. Nie możemy zrobić tego, co robiliśmy w przeszłości, kiedy wrócił zbyt wcześnie i doznał urazu. Nadal muszę na niego uważać, ale po prostu kocham tego faceta.

We wtorek czeka nas pięć pojedynków i aż cztery z nich rozpoczną się o 19:00. Tuż przed początkiem piątego starcia przekonamy się, czy zwycięstwo Arsenalu nad Chelsea to tylko „wypadek przy pracy” i nadal Frank Lampard powinien dzierżyć tytuł wuefisty, czy jednak osobliwe trofeum wróci w ręce Mikela Artety. Angielskie media przypuszczają, że w rywalizacji z Brighton do podstawowego składu wróci Pierre-Emerick Aubameyang, który zastąpi Gabriela Martinellego. Chociaż Brazylijczyk rozegrał świetne 70 minut przeciwko The Blues, tym razem najprawdopodobniej usiądzie na ławce. Oczywiście będzie to spowodowane chęcią oszczędzania zdrowia młodego piłkarza, który niedawno wrócił do kadry po poważnej kontuzji.

Chlodny, deszczowy wieczór w Burnley

O tej samej godzinie Chris Kavanagh da sygnał do rozpoczęcia zmagań na Turf Moor, gdzie możemy świadkami starcia, którego poziom nie będzie znacząco odbiegał od polskiego klasyku, czyli meczu Górnik Łęczna kontra Podbeskidzie Bielsko-Biała. Chociaż… Kto widział starcie Burnley z Leeds i futbol totalny w wykonaniu The Clarets, ten widział już chyba wszystko. Jeżeli drużyna Seana Dyche’a nie zmieni stylu gry, z Sheffield United mogą zostać strzępy. O ile jeszcze cokolwiek da się złożyć z ekipy, która w 15 pojedynkach wywalczyła tylko dwa oczka.

Czy wynik spotkania z Mewami i obraz gry West Hamu dały Davidowi Moyesowi cokolwiek do myślenia? Miejmy nadzieję, że tak. W przeciwnym razie Młoty po raz kolejny wyjdą na boisko w arcydefensywnym zestawieniu, co w rywalizacji z Southampton może przynieść fatalne efekty. Może, lecz nie musi, ponieważ Święci w poprzedniej kolejce nie zachwycili i nie zdołali w przepisowy sposób pokonać golkipera Fulham. Owszem, Alphonse Areola dwukrotnie wyciągał piłkę z siatki, jednak oba gole nie zostały uznane. O bramkową zdobycz nie będzie łatwo, ponieważ w kadrze zabraknie Danny’ego Ingsa i Nathana Redmonda. Ralph Hassenhutl nie będzie mógł skorzystać także z Jannika Vestergaarda, więc rola lidera defensywy po raz kolejny spadnie na barki Jana Bednarka.

Nie wszyscy mają takie same potrzeby

Ostatnim ze starć rozpoczynających się o 19:00 będzie potyczka West Bromwich Albion z Leeds. Nie oszukujmy się, to spotkanie nie będzie należało do spektakularnych zmagań piłkarskich herosów. The Baggies potrzebują punktów jak tlenu, więc nie powinni nadmiernie ryzykować, zwłaszcza jeżeli po przeciwnej stronie barykady stanie (zazwyczaj) ultraofensywnie nastawiony zespół. Jednak Big Sam ma swoje sposoby – w końcu w niedzielę zatrzymał wielki Liverpool. Z kolei Pawie raczej nie powinny martwić się o utrzymanie, co potwierdzają statystyki.

Wtorek zakończymy na Old Trafford, gdzie Manchesterowi United przyjdzie zmierzyć się z Wolverhampton. Co możemy powiedzieć o tym pojedynku? Czerwonym Diabłom gra przed własnymi (chociaż pustymi trybunami) nie wychodzi najlepiej, a przynajmniej nie tak dobrze, jak na wyjeździe. Jednak Wilkom delegacje niespecjalnie sprzyjają – w pięciu ostatnich potyczkach na obcych stadionach podopieczni Nuno Espirito Santo trzykrotnie doznali porażki.

Co czeka nas kolejnego dnia? Po pierwsze derby Londynu. Tottenham podejmie Fulham i jeżeli nie zdoła zgarnąć kompletu punktów, kibice chyba siłą wypchną ze stadionu autobus kierowany przez Jose Mourinho. Miała być walka o mistrzostwo, a od czterech meczów Koguty walczą same ze sobą. Szesnastą serię gier zamkniemy na St. James’ Park. Do Newcastle zawita aktualny mistrz kraju, czyli zespół, który potrafił strzelić siedem goli Crystal Palace, a w następnej kolejce zremisować z WBA.

Komentarze

Comments 2 comments