Ilkay Gundogan
Ilkay Gundogan Pressfocus

Lekcja futbolu dla Mourinho, show Gundogana

To była deklasacja – piłkarze Manchesteru City nie dali szans Tottenhamowi w hicie 24. kolejki Premier League i wygrali 3:0. Na uwagę zasługuje postawa Gundogana, który wywalczył karnego i strzelił dwa gole. Dzięki temu zwycięstwu podopieczni Pepa Guardioli umocnili się na pierwszej pozycji w tabeli i nad drugim Leicester mają siedem punktów przewagi.

Etihad Stadium było areną zmagań dwóch gigantów angielskiego futbolu, którzy rywalizowali o zwycięstwo w hicie 24. kolejki Premier League. Manchester City i Tottenham dzieliło w tabeli aż 14 punktów, ale liczyliśmy na świetne widowisko. W składach obu drużyn znajdowali się przecież piłkarze klasy światowej. W pierwszym starciu Jose Mourinho ograł Pepa Guardiolę i w sobotę zamierzał to powtórzyć.

Zła seria przełamana

Spotkanie to od samego początku wyglądało tak, jak się tego spodziewaliśmy. Manchester City przejął inicjatywę i zepchnął Tottenham głęboko we własne pole karne. Obywatele dominowali w posiadaniu piłki i cierpliwie rozgrywali akcje, szukając okazji na objęcie prowadzenia. Z kolei londyńczycy czekali na błąd rywala i możliwość wyprowadzenia kontrataku, których w pierwszej połowie nie było wiele. Goście najlepszą okazję mieli w 14. minucie, gdy Harry Kane wykonywał rzut wolny z dość dużej odległości. Anglik przymierzył niemal idealnie, ponieważ piłka odbiła się od spojenia słupka z poprzeczką. Do gola zabrakło kilku centymetrów.

Podopieczni Pepa Guardioli byli dużo lepsi, ale na tablicy wskazującej wynik wciąż widniał rezultat 0:0. W 23. minucie Pierre-Emile Hojbjerg kopnął w polu karnym Ilkaya Gundogana, a Paul Tierney wskazał na wapno. Rzuty karne to w tym sezonie zmora Manchesteru City. Tym razem odpowiedzialność na siebie wziął Rodri, który uderzył źle w lewy róg bramki. Hugo Lloris wyczuł jego intencje i rzucił się we właściwą stronę. Miał nawet piłkę na rękawicy, ale finalnie nie zdołał zatrzymać strzału. Obywatele mieli jeszcze kilka sytuacji strzeleckich, ale były one blokowane przez Tottenham, który do przerwy przegrywał 0:1.

One man show

Druga połowa rozpoczęła się dla Obywateli jeszcze lepiej, niż pierwsza. Pięć minut po wznowieniu gry Manchester przeprowadził bowiem efektowną wymianę podań, która zakończyła się podaniem Raheema Sterlinga do Gundogana. Będący w szesnastce Niemiec zachował się bardzo dobrze i uderzył płasko w lewy róg bramki.

Jose Mourinho próbował reagować zmianami, na boisku pojawił się np. Dele Alli. 24-latek nie zmienił jednak oblicza tego spotkania. Manchester City wciąż grał bowiem tak, jak chciał i w 66. minucie prowadził już 3:0. Niespodziewanie w roli asystenta wystąpił Ederson, który z własnej szesnastki posłał idealnie wymierzone podanie w kierunku ustawionego na pozycji napastnika Gundogana. 30-letni pomocnik popisał się imponującą serią zwodów i wręcz ośmieszył Davinsona Sancheza, a następnie strzelił w prawy róg bramki. Chwilę później zszedł do szatni, prawdopodobnie z urazem pachwiny.

Obywatele mieli bardzo komfortowy wynik i nie musieli już forsować tempa. Z kolei Tottenham nie potrafił tego uczynić, ponieważ miał problem z minięciem doskonale zorganizowanej defensywy rywala. Dobrą okazję na pokonanie Edersona miał wprowadzony z ławki rezerwowych Gareth Bale, ale to za mało. Ostatecznie zawodnicy prowadzeni przez Pepa Guardiolę wygrali 3:0.

Komentarze

Comments 5 comments

Dominacja zespolu City bezapelacyjna i mam na mysli caly sezon, jesli ktos mial jakies watpliwosci i chcial porownywac Kloppa do Guardioli to ma odpowiedz jak sie reaguje gdy zespol ma problemy, nie wspomne o ogorkach Solskjera czy Leicester bo to zupelnie nie ta polka, mam nadzieje, ze w nastepnym sezonie Arsenal nawiaze do swojej swietnosci.

Pięknie płyniesz… Solskjer ogórek, Arteta i Arsenal są świetni… heheh
Jakbyś nie zauważył, to ten ogórek z czerwonej części Manchesteru, jako jedyny ma jeszcze jakiekolwiek szanse na nawiązanie walki z City, a Arsenal niech się martwi czy zagra w europejskich pucharach w następnym sezonie 😉

Nikt nie musi porównywać, obaj to świetni fachowcy. Przypomnę tylko, ze sezon temu jak Guardiola miał problemy to Klopp odjechał mu bardzo daleko. Teraz jest na odwrót, jak widać kontuzje robią swoje, co potwierdzam tamten i ten sezon.