Niezwykła historia bramkarza. Los dał mu drugą szansę

Allan McGregor
PressFocus Na zdjęciu: Allan McGregor

14 lat temu Allan McGregor nie mógł zagrać z Rangers w finale Pucharu UEFA, bo nabawił się urazu kostki. – Nigdy bym nie przypuszczał, że dostanę od losu drugą szansę – przyznał 40-latek. W środę wieczorem Rangers zagrają ponownie w finale europejskiego pucharu. Tym razem z McGregorem w składzie.

  • Rangers zagrają w środę z Eintrachtem Frankfurt w finale Europa League. Szkoci wracają do meczu o taką stawkę po 14 latach przerwy.
  • W 2008 roku w finale Pucharu UEFA Rangers przegrali z Zenitem. W składzie zabrakło wtedy Allana McGregora, który nabawił się kontuzji.
  • 40-letni bramkarz wprost nie może uwierzyć w to, że dostał od losu drugą szansę na występ w finale.

Kontuja zabrała mu marzenia

Allan McGregor to dla Rangers człowiek instytucja. Łącznie na koncie ma ponad 300 występów w pierwszym zespole z Glasgow. Pech jednak chciał, że Szkot stracił najważniejszy mecz jaki The Gers grali w XXI wieku. Był 2008 rok i tuż przed półfinałowym starciem w Pucharze UEFA z Fiorentiną McGregor nabawił się urazu kostki.

– To stało się podczas derbów z Celtikiem. Jeden z piłkarzy oddał strzał, a ja źle stanąłem na nodze. Wiedziałem, że coś jest nie tak, bo później nie mogłem normalnie wybijać piłki – wspominał McGregor. Słowa lekarzy brzmiały jak wyrok. Okazało się, że dla bramkarza to koniec sezonu. Nie wspomógł tym samym Rangers w półfinałowym meczu Pucharu UEFA we Florencji, a później nie zagrał w wielkim finale w Manchesterze przeciwko Zenitowi St. Petersburg.

– Strasznie to przeżywałem. Pamiętam, że nie byłem w stanie oglądać półfinału z Fiorentiną w telewizji. Zbyt mocno się denerwowałem. Wybrałem zamiast tego transmisję radiową. Byłem absolutnie w siódmym niebie, gdy moi koledzy wygrali i awansowali do finału – wspominał.

McGregor dobry jak wino

McGregor przyznał jednocześnie, że przez lata czuł wielki niedosyt. Wydawało mu się bowiem, że stracił jedyną szansę na finał europejskiego pucharu. W 2012 roku Rangers z powodu długów ogłosili upadłość, a nowy klub startował od najniższej ligi. McGregor w tym czasie grał w takich drużynach jak Besiktas, Hull czy Cardiff. Obiecał, że wróci do Glasgow, gdy tylko Rangers powrócą do wyższej klasy rozgrywek. Słowa dotrzymał i w 2018 roku podpisał dwuletnią umowę. Szybko okazało się, że pomimo upływu lat jest nadal piekielnie dobrym bramkarzem. Już w swoim pierwszym sezonie wybrano go – ponownie – najlepszym golkiperem całej ligi.

Fakt, że Rangers zdobyli w ubiegłym roku mistrzostwo Szkocji, a w tym sezonie dotarli do finału Europa League to także jego zasługa. Zwłaszcza w wygranych pojedynkach z Borussią Dortmund i RB Lipsk popisał się kilkoma znakomitymi interwencjami.

McGregor przyznaje, że dostał od losu drugą szansę i teraz, w wieku 40 lat, w końcu zagra w meczu o tak wielką stawkę. – Gdy wracałem w 2018 roku do tego klubu szczytem ambicji był sam powrót do gry w Europie i faza grupowa. Gdyby ktoś powiedział mi wtedy, że za cztery lata będziemy w finale, w życiu bym w to nie uwierzył – dodał Szkot.

Dwóch weteranów

Środowy występ w finale przeciwko Eintrachtowi Rangers chcą zadedykować menedżerowi, który prowadził ich w pamiętnym 2008 roku – Walterowi Smithowi. Utytułowany szkoleniowiec przegrał kilka miesięcy temu walkę z rakiem. Niedawno zmarł ponadto inny pracownik klubu, Jimmy Bell.

Mam łzy w oczach, gdy tylko o nich pomyślę. Jimmy’ego znałem odkąd skończyłem 15 lat. On zawsze kręcił się wokół drużyny i naszej szatni. Dobrze było z nim rozmawiać i pożartować. Wygranie tego finału byłoby czymś niesłychanym. Jeśli nam się to uda, zrobimy to dla tych dwóch dżentelmenów, o których nigdy nie zapomnimy – zaznaczył McGregor.

Co godne podkreślenia 40-latek nie jest jedyną osobą z kadry Rangers, która pamięta finał z 2008 roku. W kadrze The Gers był wówczas 37-letni dziś Steven Davies. Irlandczyk zagrał wtedy od pierwszej minuty. Niewykluczone, że w środę, po ponad dekadzie, znów wybiegnie na boisko w wielkim finale.

Czytaj także: Eintracht – Rangers: typy, kursy, zapowiedź (18.05.2022)

Komentarze