LE. Drugi garnitur nie zawiódł Artety, Arsenal kontynuuje zwycięski marsz

Eddie Nketiah
PressFocus Na zdjęciu: Eddie Nketiah

Arsenal wygrał swoje drugie spotkanie w tegorocznej edycji Ligi Europy. Kanonierzy pokonali u siebie Bodo/Glimt, a bramki dla gospodarzy zdobyli Eddie Nketiah, Rob Holding oraz Favio Vieira.

  • Arsenal pokonał u siebie Bodo/Glimt (3:0)
  • Bramki dla gospodarzy zdobyli Nketiah, Holding i Vieira
  • Kanonierzy są liderem grupy A, mimo że rozegrali o mecz mniej o Bodo/Glimt oraz FC Zurich

Rezerwowi Kanonierzy dali radę, Bodo/Glimt na deskach

Dla Arsenalu rozgrywki Ligi Europy są drugorzędne względem Premier League. Mikel Arteta wyraźnie dał na to dowód za sprawą wyjściowej jedenastki na mecz z Bodo/Glimt. Największe gwiazdy pozostały na ławce rezerwowych. Nie oznaczało to jednak spadku jakości gry Kanonierów. Drugi garnitur zawodników emanował energią i chęcią pokazania się trenerowi. Już w dziesiątej minucie gospodarze mogli wyjść na prowadzenie. Eddie Nketiah świetnie odnalazł się w tłoku i podał do Fabio Vieiry. Piłka po strzale Portugalczyka obtarła się od poprzeczki i opuściła boisko. Niedługo później, jednak, londyńczycy osiągnęli swój cel. Gabriel Martinelli przeprowadził świetny rajd, po czym podał na skrzydło, do Kierana Tierneya. Szkot uderzył i trafił w słupek, ale piłkę dobił do siatki Nketiah.

A po pięciu minutach było już 2:0. Pierwsze dośrodkowanie z rzutu rożnego zostało wybite, ale futbolówka wróciła pod nogi Vieiry. Portugalczyk tym razem już idealnie wrzucił na głowę Roba Holdinga, a ten nie dał szans bramkarzowi Bodo/Glimt.

Po zmianie stron Norwegowie starali się nawiązać walkę, ale Matt Turner musiał interweniować po raz pierwszy dopiero w 57. minucie. Ostatecznie podopieczni Mikela Artety dość spokojnie starali się dowieźli wynik do ostatniego gwizdka. Wystarczyło, by wprowadzony z ławki Gabriel Jesus przyspieszył raz, by zdołał wpłynąć na wynik. Brazylijczyk popisał się świetnym dryblingiem, po czym wystawił piłkę Vieirze, a Portugalczyk ustalił rezultat na 3:0. Kanonierzy mogą się cieszyć. Mimo, że z powodu przełożenia meczu z PSV mają na koncie o spotkanie mniej od dwóch grupowych rywali, i tak zajmują pierwsze miejsce.

Komentarze