Włochy – Hiszpania. Sztuka wkurzania rywala. Zmieniły się zasady, ale co z tego

Giorgio Chiellini
Giorgio Chiellini PressFocus

Gdy na poprzednich mistrzostwach Europy Włosi eliminowali Hiszpanów, kluczową rolę w starciach z Alvaro Moratą miał odegrać Giorgio Chiellini. Minęło pięć lat, a możemy powiedzieć dokładnie to samo. No, może niemal dokładnie, bo zasady zmieniły się na niekorzyść włoskiego obrońcy, ale to zbyt inteligentny piłkarz, by się na to nabrać.

  • Dwa lata temu wydawało się, że Giorgio Chiellini jest znacznie bliżej końca kariery niż wielkiego sukcesu z reprezentacją
  • Sam przyznaje, że gdyby jego kontuzja przytrafiła się komuś innemu, nie byłoby czego zbierać. On powiedział do siebie „uśmiechnij się” więdząc, że… przedłuża sobie w ten sposób karierę
  • To tekst o sztuce wkurzania rywali, wizerunku zakapiora i wywoływaniu wojen

Giorgio Chiellini nikomu już nie musi niczego udowadniać, ale Euro 2020 miało być turniejem, który w pewien sposób go zweryfikuje. Żaden obrońca ze światowego topu nie stracił na wprowadzeniu VAR-u tyle, co on. Symptomatyczny był zwłaszcza ostatni sezon Serie A, gdy okazało się, że faule, które w normalnych warunkach uciekały sędziom, po sprawdzeniu na powtórkach były odgwizdywane. Spowodowanie jedenastki w meczu z Napoli mogło znacząco wpłynąć na wyrzucenie Juventusu z czołowej czwórki (Stara Dama przez tamto zdarzenie miała gorszy bilans bezpośrednich spotkań ze swoim rywalem), a samobój z Interem – pierwotnie odgwizdany jako faul na Chiellinim – tylko cudem nie spowodował utraty bezcennych punktów. Giorgio był tym samym piłkarzem, ale na zmianie reguł po prostu nie zyskał.

***

Dawniej obrońców postrzegano jako antypiłkarzy, niszczycieli, postaci negatywne. Od kilku lat ludzie patrzą na nas inaczej. Również komentatorzy poświęcają nam więcej uwagi i zainteresowania. Drużyny, które wygrały ostatnią Ligę Mistrzów, zrobiły to również dzięki potężnej zaporze w postaci Sergio Ramosa i Virgila van Dijka. Albo Francuzi z tytułem mistrza świata – bez Varane’a to nie byłaby ta sama drużyna, nie doszłaby na szczyt.

***

Można się było zastanawiać, czy 36-letni Chiellini, po wszystkich przejściach, ze zrywanymi wcześniej więzadłami i upodobaniami do dyskretnego faulowania w polu karnym, w bilansie plusów i minusów na pewno wyjdzie na swoje. Jeśli ten turniej miał go zweryfikować pod tym kątem, zrobił to pozytywnie. Patrząc na dwa mecze, które rozegrał w całości, przeciwko Turcji (3:0) na inaugurację był jednym z najlepszych piłkarzy na boisku, z Belgią (2:1) pomógł przepchnąć Włochów do półfinału. W tym ostatnim występie była pewna symbolika. Reprezentacja Roberto Manciniego od wielu miesięcy imponuje polotem, siłą ofensywną, chęcią ataku mocniejszą od potrzeby bronienia. Gdy jednak od 70. minuty starcia z Czerwonymi Diabłami rzeczy zaczynały się wymykać z rąk, trzeba było dokończyć to spotkanie „po staremu”. Właśnie wtedy z odsieczą przyszedł Chiellini wyłączając z gry Romelu Lukaku.

***

Dojrzewanie to nabieranie zrozumienia dla pobudek innych ludzi. Z początku moje relacje z arbitrami były raczej burzliwe. Często faulowałem i z pewnością nie pomagałem im w pracy. Przeciwnie, ze mną na boisku zawsze wzrastało napięcie, a wystarczy chwila, żeby zgubić wątek zaognionego pojedynku. Dążąc do konfrontacji z przeciwnikiem, zawsze podgrzewałem atmosferę, a sędzia ryzykował, że sytuacja wymknie mu się spod kontroli. Przyznaję, byłem jednym z graczy, którzy utrudniają innym pracę. Teraz jestem przeciwieństwem siebie z tamtych lat. Zdaję sobie sprawę, że jeśli swoją postawą pomogę sędziemu, obaj zachowamy więcej energii, żeby jak najlepiej wykonać swoje zadania.

***

Powyższy cytat pokazuje zmianę Giorgio Chielliniego, który wcześniej nie lubił rozstawać się z wizerunkiem boiskowego zakapiora. Jego stylem było szukanie wojny, sprawienie, by to on polował na napastnika rywala, a nie odwrotnie. Przy czym polował w zupełnie innym znaczeniu niż wielu zrozumie, bo wizerunek chuligana u Chielliniego nie idzie w parze z brutalnością. To bardziej ciągły kontakt z przeciwnikiem przez jego dotykanie, szturchanie, delikatne uderzenia. – Napastnicy nienawidzą, gdy się ich dotyka. Dlatego to robię – mówił swego czasu Giorgio. Konsekwencje takiej taktyki widzieliśmy wielokrotnie. Osiem lat temu doszło do rękoczynów między Chiellinim a Edinsonem Cavanim – przepychanki przerodziły się w powalenie Włocha na ziemię i błyskawiczną ripostę – pociągnięcie Urugwajczyka za włosy. Gdy innym razem gryzł go Luis Suarez, też nie robił tego za niewinność.

Nigdy nie bał się bólu. Co innego jego konsekwencji. Swoją autobiografię rozpoczyna od opowiedzeniu o ostatnim zerwaniu więzadeł.

***

Suchy odgłos, jaki wydaje pękające drewno. Krzyknąłem, ale nie z bólu, ze strachu. Strach boli bardziej. Każdy problem już zawiera w sobie rozwiązanie. Uwielbiam matematykę, przywraca porządek w chaosie, a w tamto popołudnie chodziło o uporządkowanie mojej sportowej historii. O to, bym nauczył się patrzeć na siebie z zewnątrz, nauczył się cierpliwości. O kimś innym powiedziałbym: „Zerwane więzadło krzyżowe w wieku trzydziestu pięciu lat, jasne, arrivederci!”. Do siebie powiedziałem: „Uśmiechnij się!”.

***

Żeby zdać sobie sprawę, ile Chiellini znaczy dla drużyny, wystarczy zobaczyć jego reakcje po udanych interwencjach. Gdy kilka lat temu Juventus grał z Barceloną w ćwierćfinale Ligi Mistrzów, a jego wślizg wybijający piłkę z linii bramkowej na rzut rożny stał się niemal ikoniczny, wpadł w ramiona Gianluigiego Buffona i zaczęła się celebracja jak po strzelonym golu. To standardowe dla Chielliniego, który wprost mówi, że czyste konto to dla niego jak zdobycie bramki. Innym przykładem na znaczenie dla drużyny są słowa Antonia Contego z czasów, gdy prowadził jeszcze Juve. Przed meczem z Napoli Chiellini poprosił o wolne ze wględu na duży ból po wcześniejszym urazie.

– Trenerze, boli, nie dam rady – powiedział po rozgrzewce.

– Nic mnie to nie obchodzi, jutro grasz. Wystarczy, że cię zobaczą, a będą robić w portki ze strachu. Jak poczujesz, że nie dajesz rady, to zejdziesz, ale póki trzymasz się na nogach, grasz.

Chiellini w pierwszych minutach strzelił gola, a Juventus zremisował na trudnym terenie 1:1. Giorgio nie zszedł z boiska przez pełne 90 minut, zresztą zdążył się w tym czasie nakręcić, bo to był ten słynny mecz z wyrywaniem włosów Cavaniemu.

W meczu z Hiszpanią ozdobą będą pojedynki Chielliniego z Moratą. Hiszpan zna te wszystkie tricki z treningów w Juventusie, ale spróbujcie im nie ulec widząc gościa biegnącego w twoim kierunku z pianą na ustach.

***

Kiedy tracę gola, czuję się zbezczeszczony. Odczuwam fizyczny i psychiczny ból. Jakbym leżał w łóżku z poczuciem, że na moim brzuchu rozłożył się słoń. Moją radością jest obrona. Rozegranie decydującej akcji to czysta radość. Te cudem odzyskane piłki, te odratowane sytuacje, gdzie wszystko wydawało się stracone. To mi daje dużo większą satysfakcję niż strzelanie goli. Jasne, one też się zdarzają i sprawiają mi przyjemność, ale nie dla nich żyję. Przeszkodzić rywalom w zdobyciu bramki to dopiero frajda!

***

W tekście wykorzystano cytaty z autobiografii Giorgio Chielliniego.

Komentarze