Reprezentanci Anglii i Polski, którzy dla piłki zeszli ze szczytu

Sławomir Peszko i Matt Jarvis
Sławomir Peszko i Matt Jarvis Grzegorz Wajda/PressFocus

Niewielu zawodników jest na tyle ambitnych i świadomych swoich niedoskonałości, by po rozstaniu z najwyższym szczeblem nadal cieszyć się boiskową rywalizacją. Ci, którzy kochają piłkę na tyle, by dla niej zrezygnować ze świateł największych scen, pozostają w mniejszości. Gdy Matt Jarvis 29.03.2011 na Wembley debiutował w reprezentacji Anglii, a Sławomir Peszko w tym czasie w koszulce z orłem na piersi rozgrywał mecz z Grecją, z pewnością żaden z nich nie spodziewał się, jak nisko zejdą kilka lat później. Wszystko po to, by nadal robić to, co kochają. I robić to na własnych warunkach.

Wspólny mianownik

Łączy ich wzrost, pozycja na murawie, koszulka Wolverhampton i obecne miejsce pracy – daleko poza elitą. Zarówno Jarvis, jak i Peszko, podobnie argumentują decyzję o kontynuacji kariery na poziomie jednej z niższych lig. Anglik używa sformułowania zawartego w tytule, natomiast wielokrotny reprezentant Polski w rozmowie z Michałem Trelą z newonce.sport tak tłumaczy swój wybór:

W wieku 35 lat nie zrobiłbym już mega kariery. Po rozwiązaniu kontraktu z Lechią myślałem, że trafię ponownie do Wisły, ale dostałem sygnał, że jej kadra jest tak szeroka, że nie ma już dla mnie miejsca. Negocjowałem z Widzewem Łódź, ale jego władze nie były do końca przekonane, że dam radę. Był temat Wisły Płock, ale i to nie było pewne. A ja chciałem już grać w piłkę. Nie po to, by robić sobie zdjęcia z kibicami i z miesiąca na miesiąc patrzeć na konto, tylko po prostu grać

W ten sposób wychowanek Nafciarzy zameldował się w Wieczystej Kraków, przedstawicielu krakowskiej klasy okręgowej. Nie bez znaczenia był oczywiście względy finansowe i postać Wojciecha Kwietnia, jednak jak wynika ze słów samego piłkarza, to nie wyłącznie wysokość kontraktu, a przede wszystkim chęć regularnych występów warunkowała przyjęcie propozycji z tak niskiego poziomu rozgrywkowego.

Umowę z Wieczystą Peszko podpisał w lipcu 2020 roku, niecałe pięć miesięcy po 35. urodzinach. Kontrakt Jarvisa z piątoligowym Woking wszedł w życie w lutym, trzy miesiące przed tym, jak zawodnik skończył 34 lata. W jego przypadku, co podkreślił w wywiadzie dla Sky Sports, pieniądze nie grały absolutnie żadnej roli. Potrzebował piłki i emocji z nią związanych. Nie chciał niczego więcej ponad możliwość przebywania na murawie.

Przedwczesne rozstanie z Premier League

Ostatnim sezonem, w którym absolwent akademii Gillingham rozegrał więcej niż 10 ligowych spotkań, były rozgrywki przypadające na lata 2015/16. Pożegnalny mecz w Premier League zaliczył 15 maja w starciu 38. kolejki z Evertonem. Bez wątpienia nie spodziewał się, że już nigdy nie rozegra choćby minuty w angielskiej ekstraklasie. Cztery lata wcześniej West Ham pozyskał go z Wolverhampton za prawie 10 milionów euro – nie miał absolutnie żadnego powodu, by sądzić, że w tak krótkim czasie, w wieku zaledwie 30 lat, bezpowrotnie opuści najwyższy szczebel. Cztery lata po rozpalającym emocje transferze i trzy lata po debiucie w trykocie Synów Albionu. Wtedy był na szczycie. Myślenie o przyszłości nie było konieczne.

To jest szczyt, prawda? Każdy dzieciak chce grać dla swojego kraju, a ja byłem taki sam. To było spełnienie marzeń. Ogromne osiągnięcie, zwłaszcza kiedy pomyślisz o świetnych graczach, którzy występowali w tamtym czasie. To ogromny zaszczyt, że Fabio Capello mnie wybrał. Graliśmy na wyjeździe z Aston Villą i strzeliłem. Wygraliśmy 1: 0. Powiedział mi później, że to właśnie ten gol doprowadził do mojego powołania. Jestem absolutnie zachwycony, że dostałem tę szansę. Oczywiście desperacko pragnąłem więcej, ale to jest coś, co mogę zachować na zawsze.

Niestety, los chciał inaczej. Formalnie zawodnikiem Młotów był przez 3,5 roku, jednak ostatnie kilka miesięcy spędził na wypożyczeniu w Norwich, które w styczniu 2016 roku wykupiło jego kartę. Kanarki zdecydowały się na ten ruch mimo kontuzji Jarvisa, której doznał pod koniec października i przez którą opuścił 11 pojedynków. Pobyt na Carrow Road nie należał do wyjątkowo udanych – nękające go urazy sprawiły, że żółto-zielone barwy przywdziewał tylko 21 razy. Między wrześniem 2015 a styczniem 2019 roku Jarvis był niedostępny w 105 potyczkach. Wszystko wskazywało na to, że jego czas w Premier League dobiegł końca.

Dwa mecze razem

W przeciwieństwie do Anglika, Sławomir Peszko podczas swojej wieloletniej i niesamowicie bogatej kariery raczej nie narzekał na zdrowie. Oczywiście nie należy zapominać o poważnej kontuzji, która przytrafiła mu się podczas wypożyczenia z Kolonii do Wolves. W październiku 2012 roku w 69. minucie starcia z Crystal Palace lewonożny skrzydłowy zerwał jedno z więzadeł w kolanie, przez co pauzował trzy miesiące. Uraz wykluczył go między innymi z meczu z Anglią w ramach eliminacji do Mistrzostw Świata.

Jeszcze zanim Jarvis został sprzedany do WHU, obaj panowie rozegrali razem dwa spotkania. W potyczce z Leeds spędzili na murawie 45 minut (reprezentant Polski pojawił się na boisku po przerwie), natomiast w pojedynku z Barnsley współpracowali przez cały mecz. Jarvis na lewej flance, Peszko na prawej. Wilki wygrały z The Tykes 3:1, a asystę przy trafieniu Davida Edwardsa zaliczył polski skrzydłowy. Honorową bramkę dla rywali zdobył… Tomasz Cywka. Tylko pięciu zawodników z wyjściowej jedenastki z Wolves kontynuuje piłkarską przygodę – Jarvis, Peszko, Tongo Doumbia (FK Aktöbe), Stephen Ward (Ipswich Town) i Christophe Berra (Heart of Midlothian).

W styczniu 2019 roku Matt Jarvis opuścił szeregi Norwich na zasadzie wypożyczenia do Walsall. Spędził tam pięć miesięcy, rozegrał dziesięć spotkań i 1 czerwca zameldował się z powrotem na Carrow Road. W lipcu definitywnie rozstał się z Kanarkami i trafił na piłkarskie bezrobocie. Jednak nie miał dosyć futbolu. Nie chciał kończyć kariery. Zamierzał wrócić do gry i kiedyś, gdy już będzie na to gotowy, odejść na własnych warunkach.

Miałem okres, w którym miałem podpisać kontrakt z kilkoma klubami, jednak wszyscy mnie zawiedli. To było trudne, ponieważ dałem z siebie wszystko, aby wrócić do rywalizacji. Nie zamierzałem pozwolić, aby to się na tym skończyło. Byłem zdeterminowany, aby wrócić i zakończyć grę na swoich własnych warunkach. Chciałem udowodnić, że nadal jestem w formie i nadal mam to coś. Chciałem udowodnić sobie, że dam radę.

Regularna gra, za wszelką cenę

Gdy Sławomir Peszko rozwiązał swój kontrakt z Lechią, wydawało się, że sięgnie po niego któryś z ekstraklasowych klubów. Niestety, rozmowy z Wisłą Kraków i Wisłą Płock nie przyniosły spodziewanych rezultatów. Pierwszoligowy Widzew też nie był w pełni przekonany do możliwości 44-krotnego reprezentanta Polski. Dla regularnych występów skrzydłowy zszedł aż na szósty poziom rozgrywkowy. Po podpisaniu kontraktu z Wieczystą zdradził powody swojej decyzji:

W końcu w wieku 35 lat mogę podjąć decyzję nie patrząc na menedżerów, którzy mi coś doradzają, na niektórych dziennikarzy, którzy coś o mnie napiszą i proponują mi ten czy inny klub czy też różnych kibiców, którzy twierdzą że się wypaliłem. Teraz po prostu ja Sławomir Peszko idę do Wieczystej i chcę temu klubowi pomoc w dwóch awansach. Chcę się odwdzięczyć mojemu przyjacielowi panu Kwietniowi, który mi pomógł w Wiśle Kraków. Teraz jest czas żebym ja jemu pomógł i dlatego wybrałem ten kierunek! 

Wspólnych mianowników łączących historie obu graczy jest więcej. W premierowym występie w nowej koszulce Peszko strzelił dwa gole, a jego drużyna pokonał Hutnika II 3:0. Z kolei Jarvis w swoim debiucie w barwach Woking zdobył bramkę już po czterech minutach obecności na boisku. The Cardinals wygrali z Maidenhead United 2:0.

Na własnych warunkach

Możemy się zastanawiać – czemu to robią? Dlaczego nadal chcą biegać po boisku? Przecież osiągnęli już tak wiele. Bogate kariery, występy w reprezentacji, wysokie kontrakty. Po co się męczyć? Sławomir Peszko w rozmowie z klubową stroną Wieczystej tak przedstawiał swoje ambitne podejście:

Lubię grać w piłkę i chcę to robić jak najdłużej. Mam duży entuzjazm, więc cieszę się, że tu jestem. Chciałbym, żeby ludzie mówili i pisali o tym jak tutaj gram w piłkę i obronić się swoją postawą na boisku. Będę chciał spełniać rolę lidera. Chcę pomagać młodszym zawodnikom, podpowiadać starszym i doświadczonym na tyle na ile będę mógł. Chciałbym, aby wszyscy mogli na mnie liczyć na boisku i poza nim.

Matt Jarvis w wywiadzie dla Sky Sports również nie ukrywał, że kierowały nim podobne emocje:

Nie ma nic lepszego niż wyjście na boisko. Sprint prosto na obrońcę, zejście do środka, oddanie strzału. Nie ma lepszego uczucia. Możesz biegać na bieżni, chodzić na siłownię ile chcesz, ale nic nieprzyćmiewa uczucia obecności na murawie. Także tempo pracy, bieganie w kółko, powrót do formy, pomaganie koledze z zespołu. Tęsknisz za tym wszystkim. Za wygrywaniem meczów, za wspólnym świętowaniem.

Wielu zapewne wątpi w motywację reprezentanta Polski, jednak jego zaangażowanie w wykonywaną pracę jest widoczne na każdym kroku. Zarówno Peszko, jak i Jarvis zgodnie twierdzą, że na sportową emeryturę jest jeszcze zdecydowanie zbyt wcześnie. Po kilku latach gry na najwyższym szczeblu wielu spoczywa na laurach, nawet nie myśląc o możliwości rywalizacji na półamatorskim poziomie. Oni wybrali inaczej. Chcą kontynuować kariery i całkowicie zejść ze sceny dopiero wtedy, kiedy sami o tym zdecydują. Na własnych warunkach. Miłość do piłki – to ich łączy.

Komentarze