Telegram z Wysp: Łzy szczęścia w poniedziałkowy wieczór

kibice Southampton
kibice Southampton PressFocus

Warto było obejrzeć spotkanie kończące 17. kolejkę Premier League. Nie tylko dla faktu rywalizacji dwóch drużyn z czołówki ligowej tabeli. Nie tylko dla fenomenalnie dysponowanego Jana Bednarka czy kapitalnego Danny’ego Ingsa. Raczej nie tylko po to, by zobaczyć jak Jordan Henderson radzi sobie na środku obrony. Przede wszystkim dlatego, by ujrzeć emocje, jakie malowały się na twarzy Ralpha Hassenhutla po końcowym gwizdku. Łzy szczęścia i ulgi.

Ponad 14 miesięcy temu Southamton dotknęło dna. 25 października 2019 roku Święci zapisali jedną z najbardziej niechlubnych kart w swojej historii. Na St. Mary’s Stadium golkiper gospodarzy aż dziewięciokrotnie musiał sięgać do siatki. Czerwona kartka Ryana Bertranda, dwa hat-tricki (Ayoze Perez i Jamie Vardy), 90 minut Bednarka – to zapadło nam w pamięć na długie tygodnie.

Co w tamtej chwili mogli zrobić włodarze Southampton? Rozwiązanie kontraktu z Ralphem Hassenhutlem wydawało się najlepsza możliwą decyzją. Najbardziej oczywistą. Cóż, trudno. Nie udało się. Pociąg jedzie dalej, ale już z innym maszynistą. Jednej osoby zdecydowanie łatwiej się pozbyć niż dwudziestu kilku.

Czy na południu Anglii zagrano va banque? Czy ogromny kredyt zaufania, jakiego udzielono Austriakowi, nosił znamiona szaleństwa? I tak, i nie. Jeżeli były szkoleniowiec Lipska nie potrafiłby ugasić pożaru, jaki wybuchł pod jego skrzydłami, z pewnością jeszcze przed końcem roku podziękowano by mu za nieudolne próby ratowania beznadziejnej sytuacji. Płomienie na Britannia Road sięgały dziesiątego piętra. Jak się później okazało, najlepszym wyjściem z opresji było…

Zaufanie (cenniejsze niż złoto)

Skąd my to znamy? Nasze rodzime podwórko regularnie dostarcza nam przykładów do książki “jak nie prowadzić klubu piłkarskiego”. Na Wyspach też to znają – rodzina Pozzo, Watford. Czasami Abramowicz i Chelsea. Pieniądze, wymagania – tak; wiara, nadzieja, poczucie stabilizacji – nie. Na St. Mary’s postanowiono odwrócić ten trend. Ktoś tam na górze (i nie mam tu na myśli niebios), doskonale wiedział, z jakim fachowcem ma do czynienia. I co należy w tej sytuacji zrobić. Zaufać. Tylko tyle i aż tyle.

Dzisiaj Święci są z zupełnie innym miejscu. W ich grze widać rękę i ducha austriackiego szkoleniowca. Z outsidera i czerwonej latarni ekipa z Hampshire zmieniła się w kandydata do gry w europejskich pucharach i niesamowicie niewygodnego rywala dla czołowej szóstki. A może Southampton już do niej należy? Strata do Liverpoolu to tylko cztery punkty. Mimo świetnych wyników nikt nie wpada w euforię. Tutaj wszyscy doskonale wiedzą, na czym stoją. Grunt już nie jest grząski. Fundamenty stały się solidne i pozwalają z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Nie każdy potrafi uczyć się na błędach. Czasami brakuje cierpliwości, niejednokrotnie wybiera się drogę na skróty. Gdy efektów brak, scenariusz się powtarza. Ci, którzy wpadli w ten zaklęty krąg, rzadko potrafią się z niego wydostać. Tym bardziej należy docenić to, co zbudowano na południu Anglii. Gao Jisheng i Katharina Liebherr obdarzyli Ralpha Hassenhutla niemal nieograniczonym zaufaniem, a ten pięknie im się odpłacił. Niech nikogo nie dziwią łzy Austriaka. Niewiele osób wie, ile wysiłku i wyrzeczeń wymagało dojście na szczyt. Zwłaszcza gdy wędrówka rozpoczynała się z samego dna.

Rozczarowanie kolejki: Everton

Niełatwo jest być kibicem The Tofees. Gdy wszystko układa się po twojej myśli, nagle przychodzi porażka z West Hamem. Na własnym stadionie. Po golu w 86. minucie. Nikomu już nie można ufać, nawet Carlo Ancelottiemu. Na szczęście ten sezon jest na tyle szalony, że mimo chimerycznej dyspozycji, Everton traci zaledwie cztery oczka do lidera, którym jest lokalny rywal. Można tylko przypuszczać, że stabilizacja nadzejdzie, gdy do gry wróci Lucas Digne. Jednak nie tylko obsada lewej flanki jest problemem. Nadspodziewanie wiele przykrości włoskiemu szkoleniowcowi sprawia postawa środkowych obrońców, niezależnie od tego, czy na boisku meldują się Mina i Keane, czy zamiast Kolumbijczyka pojawia się Holgate. Defensywa ekipy z Goodison Park nie jest monolitem. Być może potrzeba czasu, być może kolejnych wydatków.

Wydarzenie kolejki: pogłoski o zwolnieniu Lamparda

Pan Roman się zdenerwował. Nic dziwnego – Chelsea od 12 grudnia wygrała tylko raz i doświadczyła aż czterech porażek. Kiedy czara goryczy się przeleje? Wydaje się, że Franka Lamparda od katastrofy dzielą setne części milimetra. Na nic zdały się dziesiątki milionów i piękni, niemieccy rycerze. Chłopcy z Bundesligi prezentują się wprost fatalnie. Reszta drużyny dostosowała się do Wernera i Havertza, a Werner i Havertz dostosowali się do reszty drużyny. Czy szkoleniowiec londyńczyków powinien otrzymać ostatnią szansę? A może nie powinniśmy mówić o ostatniej szansie, a raczej o kredycie zaufania, jaki otrzymał choćby Ralph Hassenhutl? Abramowicz chyba nie jest aż tak bardzo wyrozumiały. Status klubowej legendy raczej nie uchroni Franka przed zwolnieniem. Jeżeli do tego dojdzie, nie chciałbym być w jego skórze. Zostać wyrzuconym ze swojego domu? Na pewno nie będzie to nic przyjemnego.

(Film oczywiście niezwiązany z aktualną dyspozycją Chelsea.)

Bohater nieoczywisty: młodzież Arsenalu

Jak w tydzień zmienić świat na lepszy? Mikel Arteta i jego podopieczni znają lek na całe zło. Receptura jest absurdalnie prosta – wystarczy wygrać trzy kolejne spotkania. Nieoceniona w tym zasługa młodych wilków, które za uszy ciągną do góry starsze osobniki. Saka, Smith Rowe, Martinelli, Tierney, Willock, Nketiah, Nelson – coraz częściej pojawiają się głosy, że to Arsenal ma najbardziej obiecującą młodzież na Wyspach. Czy faktycznie tak jest, przyjdzie nam ocenić pod koniec sezonu. Na razie możemy delektować się spektakularnym odrodzeniem Kanonierów, dowodzonym przez armię pełną świeżej krwi. Niech się starzy uczą, co znaczą słowa “ambicje” i “walka”. Na The Emirates znowu może być pięknie.

Komentarze