Paulo Sousa
Paulo Sousa Łączy Nas Piłka

Paulo Sousa miał dwa cele na konferencji. Oba zrealizował

Paulo Sousa wyszedł na konferencję prasową z dwoma głównymi założeniami – zaprezentować się jak człowiek z klasą, a tym zawsze kupi się ludzi, oraz nie powiedzieć niczego, co ktokolwiek w przyszłości mógłby mu wyciągnąć. Udało się.

Przemowa o Janie Pawle II, spokojny głos, dziękowanie niemal wszystkim dziennikarzom po zadanych pytaniach – jeśli ktoś naczytał się, że Paulo Sousa lubi pracować w oparach kontrowersji i spodziewał się lepiej ubranej wersji Ricardo Sa Pinto, musiał się rozczarować. Zasada jest taka, że nie ma takich pytań, na które nie dałoby się odpowiedzieć do tego stopnia ogólnikowo, by nic nie powiedzieć, i takich, po których nie dałoby się wywołać burzy. Sousa wybrał pierwszą opcję, choć między wierszami dało się kilka rzeczy wyczytać.

“Komunikacja – top” – mówił przed tygodniem Zbigniew Boniek cytując wypowiedzi swoich znajomych o Sousie. I faktycznie Portugalczyk zapowiedział, że zorganizuje spotkanie z 40-45 zawodnikami. – Będziemy chcieli pokazać im nasze założenia i przekazać, że każdy z nich jest ważny i każdy może się znaleźć w kadrze. Zależy nam na tym, by każdy rozumiał nasze pomysły i koncepcje gry – mówił. Nie będzie zatem sytuacji, jak u poprzednika, gdy ten spotkał się z Karolem Linettym tylko po to, by poinformować go, że powołanie dostanie, ale i tak nie zagra. Poza tym było wiele chwytów psychologicznych, trochę pompatyczności, z jednej strony pierwsze spotkanie trenera z dziennikarzami przypominało wczesnego Leo Beenhakkera ładującego do głów pozytywne myślenie, z drugiej – całą kadencję Adama Nawałki. Czyli jak mówić dużo i nie powiedzieć (prawie) niczego. To nie zarzut, konferencje tego ostatniego nigdy nie przeszkadzały, skoro na boisku było ciekawie.

Jedno z ust Paulo Sousy nie padło, ale poznaliśmy odpowiedź. Bramkarzem numer jeden u niego będzie Wojciech Szczęsny. Portugalczyk co prawda stwierdził tylko, że wybrał już swoją “jedynkę”, ale to wystarczająco wiele, by wyciągać wnioski. Skoro decyzję podjął tak błyskawicznie, bez spojrzenia na Szczęsnego i Fabiańskiego na żywo, jasne jest, że pokierował się logiką. Z jakiegoś powodu po odejściu z Arsenalu rynek umieścił Łukasza w Swansea i West Hamie, a Wojtka w Romie i Juventusie. Abstrahując od tego, kto ze względu na metrykę będzie mógł grać w kadrze dłużej.

Nie trudno było też odnieść wrażenie, że przed konferencją Sousa musiał usłyszeć od Zbigniewa Bońka kilka historii z ostatnich miesięcy. O tym, jakim celem dla dziennikarzy stał się Jerzy Brzęczek i jak brutalna była ocena gry jego reprezentacji. Pewnie właśnie dlatego w ciągu godziny trzy-cztery razy przekonywał media, że w jakimś stopniu są one też odpowiedzialne za wyniki kadry. Jednocześnie bardzo uważając, by nie dostały pożywki na przyszłość.

Nie padła ani jedna konkretna deklaracja – ani w odniesieniu do stylu gry, ani personaliów. Czy polska reprezentacja będzie dominować swoich przeciwników, co do tej pory było domeną Portugalczyka? Czasem tak, a czasem nie. Bardzo proste pytanie, czy piłkarze, którzy nie grają w klubach będą powoływani do kadry, skwitował trzyminutowym monologiem o pokonywaniu problemów, mentalności i kwestiach fizycznych. Zresztą psychologia zdaje się być konikiem Sousy, bo po tej konferencji nie da się go nie lubić. Wystarczy, że wiemy, że dostajemy trenera, który potrafi rozmawiać z piłkarzami (z Lewandowskim spędził masę czasu dyskutując o jego przejściu na aktualną dietę) i który nie będzie ich oceniał na podstawie tego, jak prezentują się na schodach.

Na razie nie ma powodów, by myśleć, że w tak ważnym roku, w którym rozegramy przynajmniej 15 meczów, kadra trafiła w nieodpowiednie ręce. Oby zdania nie zmienił pierwszy z nich, który nawet zdaniem tak wyważonego Sousy koniecznie trzeba wygrać.

Komentarze