Bogusław Leśnodorski: Legia do Superpucharu podchodziła jak do sparingu. Z perspektywy czasu żałuję

Bogusław Leśnodorski
Bogusław Leśnodorski PressFocus

– Myśleliśmy, że te mecze wygrają się same, pewnie trochę zjadła nas pycha. To nie jest tak, że olewaliśmy Superpuchar i odpuszczaliśmy mecz, broń Boże, tylko podchodziliśmy do niego na luzie. I przegrywaliśmy go za każdym razem – mówi w rozmowie z Goal.pl Bogusław Leśnodorski, były prezes Legii Warszawa.

  • Mecz Legia Warszawa – Raków Częstochowa uznaliśmy za dobrą okazję, by porozmawiać z Bogusławem Leśnodorskim, który kilka miesięcy temu mówił nam, że ekipa spod Jasnej Góry jest jedyną, która może w niedalekiej przyszłości zagrozić mistrzom Polski
  • Poruszyliśmy różne wątki – wcześniejsze rywalizacje Legii o Superpuchar, jej grę w meczach z Bodo/Glimt, to, czy drużyna ma wystarczającą kadrę, by walczyć na dwóch frontach i nie powtórzyć błędu Lecha Poznań oraz wyborów w PZPN
  • Początek rywalizacji o Superpuchar Polski w sobotę o godz. 20

Superpuchar? Żałuję, że tak do niego podchodziliśmy

W sobotę Legia zagra z Rakowem w Superpucharze Polski. Jak to było w gabinetach przy okazji takich spotkań? Była jakakolwiek spinka na Superpuchar, czy traktował pan to jako mecz, który przeszkadza w przygotowaniach do prawdziwych wyzwań?

Niestety my zawsze traktowaliśmy ten mecz jako sparing, co się skończyło tym, że nie wygraliśmy go ani razu. A choć raz by wypadało na te trzy próby. Jak mam być szczery, to z perspektywy czasu żałuję. Pewnie trzeba było trochę inaczej do tego podejść, ale wtedy wszystkim wygodniej było uznać, że gramy towarzysko, priorytety leżały gdzieś indziej. Teraz może być podobnie, bo jednak kolejny dwumecz o Ligę Mistrzów jest istotniejszy, więc nie zdziwię się, jak podstawowa jedenastka będzie odbiegać od najsilniejszej.

Nie zależało wam na kolejnym pucharze do gabloty?

Aż takich wniosków bym nie wyciągał. Raczej myśleliśmy, że te mecze wygrają się same, pewnie trochę zjadła nas pycha. To nie jest tak, że olewaliśmy Superpuchar i odpuszczaliśmy mecz, broń Boże, tylko podchodziliśmy do niego na luzie. Inni się spinali dużo bardziej, bo często nie mieli w gablocie tylu pucharów, co Legia.

Kluczowy czas do września

Gdy rozmawialiśmy pół roku temu przed startem rundy wiosennej poprzedniego sezonu, powiedział pan tak: “Mistrzem będzie Legia. Sytuacja byłaby dużo trudniejsza, gdyby to był następny sezon. Wtedy w analogicznym momencie rozgrywek uważałbym, że to Raków zostanie mistrzem Polski”. To ja mówię sprawdzam: kto będzie mistrzem Polski?

Teraz jest za wcześnie, bym odpowiedział. Okienko trwa do końca sierpnia, a na dziś nie wiemy, kto do tego czasu odejdzie z Legii, a kto przyjdzie do Rakowa. No i wiele zależy od europejskich pucharów i tego, ile zagrasz tam meczów. Mam wrażenie, że ani Legia, ani Raków, jesienią sobie z tym nie poradzą. Zakładając, że Legia wejdzie do fazy grupowej któregoś z pucharów, czeka ją do zimy gra non stop. To da około 40 meczów w rundzie. Dlatego wolałbym do tego pytania wrócić we wrześniu. Dziś, gdy składy drużyn i ich terminarze są płynne, to czysta spekulacja.

Ubiegł pan trochę moje następne pytanie, bo miałem pytać, czy pana zdaniem kadra Legii jest odpowiednio szeroka, by połączyć grę na wszystkich frontach i nie powtórzyć błędu Lecha sprzed roku.

Na razie kadra wydaje się sensowna, ale trudno ją jednoznacznie ocenić, bo przecież w obu meczach z Bodo zagraliśmy niemal identycznym składem. Nie mam na dziś szczegółowej wiedzy, ale śmiało można zakładać, że ktoś przed jesienią jeszcze odejdzie z klubu. Pytanie – kto.

Szkielet wszystkich drużyn jednak znamy już teraz. Dlatego spytam – to w Rakowie upatruje pan jedynego kandydata do walki z Legią o mistrzostwo?

Nie widzę innego, choć do końca sierpnia jeszcze dużo może się zdarzyć, więc to czyste dywagacje. Raków odniósł wielki sukces i to pomimo tego, że im się Petrasek “wywrócił”, ale nie wiemy, jak będzie teraz. Pewnie wciąż będą stabilni, bo nie chce mi się wierzyć, że Michał (Świerczewski, właściciel klubu – przyp. red.) dopuściłby do tego, że nagle drużyna z podium grała o pierwszą ósemkę.

Legia Warszawa (fot. PressFocus)

Łatwiej niż można się było spodziewać

Zaskoczyło pana, że Legia wygrała oba mecze z Bodo? Przecież chwilę po losowaniu najczęstszą opinią było, że jest już pozamiatane, a ostatecznie pozamiatał ktoś inny.

Awans uważałem za absolutnie możliwy, a jeśli coś mnie zaskoczyło, to myślałem, że będzie trudniej. Podobało mi się, że tamci próbowali grać w piłkę, ale po pierwszym meczu wiedziałem, że już jest zamiecione. Legia wyglądała bardzo dobrze taktycznie, dobrze się przesuwała, widać było odpowiednią formę fizyczną u chłopaków, więc na pewno nie powiem, że to tamci byli słabi, tylko my byliśmy lepsi. Wiem, że w Bodo nie grało kilku istotnych piłkarzy, więc to też mogło mieć jakiś wpływ, ale najważniejsze, że zagraliśmy swoje.

Nie zapaliła się panu czerwona lampka patrząc, jak w mecz w Warszawie weszło Bodo i jaką mieli sytuację na 1:0?

Nie, bo mecz trwa 90 minut. Nie lubię dyskusji: co by było, gdyby tamten koleżka trafił na 1:0? Bo byłoby wciąż 70 minut gry. Byliśmy lepsi, nie ma co gadać.

Mattias Johansson zaliczył w środę asystę, ale poza Mahirem Emrelim nowe nabytki Legii jeszcze za długo nie pograły.

Nawet, gdyby pograły po 90 minut, wyciąganie jakichkolwiek wniosków byłoby bez sensu. W piłce liczy się powtarzalność i regularność. Emerli bardzo dobrze wyglądał w obu meczach, sprawiał wrażenie, że wykonano bardzo sensowny ruch sprowadzając go do Legii, ale zobaczymy, czy to samo powiemy za dwa miesiące. Dla Legii sezon zacznie się dopiero we wrześniu, chyba, że do końca będzie walczyć o Ligę Mistrzów, to w sierpniu.

Ale inni w Ekstraklasie pewnie już wyciągają wnioski, że duet Emreli – Pekhart może wzbudzać respekt.

Osobiście nie sądzę, że Legia będzie grać w ten sposób, bo jeśli w lidze wystawisz parę Emreli – Pekhart, to na drugim froncie nie będzie już tak prosto. Nie wiem, czy Czesiu się na to zdecyduje.

A propos trenera. Nie boi się pan, że jakiś pełzający konflikt na linii Dariusz Mioduski – Czesław Michniewicz może się przełożyć na wyniki?

Ja w ogóle nie wiem, czy jest jakikolwiek konflikt. Bardziej sprawia to wrażenie, że to kwestia jakiegoś ego. Ale szkoda o tym gadać. Znam Czesia bardzo dobrze i wiem, że nie będzie to miało na niego żadnego wpływu. To profesjonalista i będzie robił swoje. W nosie ma jakiekolwiek konflikty i skupia się na odpowiedzialności za drużynę.

“Jeszcze nie mój czas”

To na koniec spytam o wybory w PZPN. Był moment, że pojawiło się pana nazwisko w kwestii startu w nich. Czemu ostatecznie go zabrakło?

Doszedłem do wniosku, że to nie ten czas. Kiedyś może jeszcze nadejdzie, nie wykluczam tego. Na razie nie jest to moment dla mnie

A gdyby w obecnych wyborach miał pan głos, na kogo by pan go oddał?

Nie jest to sytuacja prosta. Sto razy powtarzałem, że jednego i drugiego gościa lubię, ale uważam, że Marek Koźmiński byłby lepszym prezesem i lepiej, by to on wygrał. Ale to moje zdanie, oczywiście mogę się mylić. Swoich myśli nie chcę w tym temacie rozwijać, wolę postawić kropkę, by nie dolewać oliwy do ognia. Ja w tej grze nie biorę udziału.

Komentarze