Legia zatrzymana na swoim stadionie

Legia Warszawa - Cracovia
Legia Warszawa - Cracovia PressFocus

Legia Warszawa w meczu PKO BP Ekstraklasy zremisowała z Cracovią 0:0. Podopieczni Czesława Michniewicza nie wygrali na własnym obiekcie po raz pierwszy od 18 grudnia 2020 roku. W tym momencie gospodarze są na czele ligowej tabeli. Piłkarze ze stolicy mają sześć punktów przewagi nad Pogonią Szczecin. Podopieczni Michała Probierza są zaś na 14. lokacie. Obecnie goście mają cztery punkty przewagi nad strefą spadkową.

Do przerwy bez bramek

Goście mogli objąć prowadzenie już w drugiej minucie tego niedzielnego spotkania PKO BP Ekstraklasy. Na uderzenie zdecydował się Sergiu Hanca, ale jego próba nie była wystarczająco precyzyjna. Kilkanaście minut potem bramkarza gości próbował zaskoczyć Tomas Pekhart. Krakowianie zdążyli jednak z interwencją i w porę zablokowali groźne uderzenie najlepszego strzelca naszej ligi.

W 22. minucie na trybuny został odesłany Czesław Michniewicz. Szkoleniowcowi Legii Warszawa nie podobały się niektóre decyzje arbitra głównego tej potyczki. Trener mistrzów Polski nie gryzł się w język i spotkała go za to surowa kara.

W 34. minucie gospodarze mieli rzut wolny, a do piłki podszedł Filip Mladenović. Zawodnik Legii Warszawa uderzył celnie, ale na posterunku był Lukas Hrosso, który zdołał sparować futbolówkę do boku.

Podopieczni Michniewicza powinni objąć prowadzenie w doliczonym czasie gry do pierwszej połowy. Wówczas bardzo dobrą sytuację miał Pekhart. Czech strzelał głową, ale uderzył wysoko ponad poprzeczką bramki krakowskiego klubu. Do przerwy nie zobaczyliśmy zatem ani jednego gola.

Legia bliżej mistrzostwa, a Cracovia utrzymania

Sześć minut po zmianie stron strzelał Bartosz Kapustka. Golkiper Cracovii z problemami, ale ostatecznie poradził sobie z uderzeniem pomocnika stołecznego klubu. Gospodarze mieli po tej akcji jedynie rzut rożny. W 58. minucie po raz kolejny zakotłowało się w polu karnym gości. Bramkę mógł zdobyć Mladenović, lecz Hrosso dobrze interweniował.

Kilka chwil potem Boruc bez większych problemów poradził sobie z uderzeniem Sylwestra Lusiusza zza pola karnego. Kwadrans przed końcem podstawowego czasu gry podopieczni Michała Probierza powinni zdobyć bramkę na 1:0. Sytuację sam na sam miał Marcos Alvarez, ale po raz kolejny dobrze interweniował Boruc. W 79. minucie strzelał Ernest Muci. Piłka odbiła się jeszcze od Iwana Marqueza i trafiła w poprzeczkę.

W samej końcówce blisko byli goście. Strzał Pelle van Amersfoorta zatrzymał się jednak tylko na poprzeczce bramki gospodarzy. Ostatecznie wynik się nie zmienił (0:0) i oba kluby zdobyły po jednym punkcie.

Komentarze