Jacek Kulig: „Skoro kluby stać na szrot z zagranicy, to stać ich też na akademię i skauting”

Jacek Kulig
fot. archiwum prywatne Na zdjęciu: Jacek Kulig

Od Wietnamu, przez Europę, Afrykę i Amerykę Południową, po Honduras. Mieszkający w Belgii Jacek Kulig dokładnie przygląda się talentom piłkarskim z całego świata. A swoje spostrzeżenia gromadzi na swojej stronie Football Talent Scout. W mediach społecznościowych obserwują go setki tysięcy ludzi. Kim jest? Skąd wzięła się jego pasja? Co jest wielkim problemem młodzieżowego futbolu? I kto – jego zdaniem – stanie się niedługo wielkim piłkarzem? Na te i wiele innych pytań odpowiedział Dominikowi Góreckiemu.

  • Jacek Kulig miał okazję współpracować jako digital scout z portugalskim Famalicao. W pewnym momencie uznał jednak, że ta kooperacja nie ma sensu.
  • “Agentów omijam szerokim łukiem, bo miałem z nimi kilka przygód. Zresztą często jestem nagabywany przez nich. To nie są ludzie dla mnie” – mówi Jacek Kulig.
  • Zdaniem Jacka Kuliga jednym z największych polskich talentów w kategorii U-18 jest Oliwier Sławiński z Zagłębia Lubin.

Początki fascynacji

W wywiadach, których już udzieliłeś, wszyscy pytają Cię o początki skautingu. Ja natomiast chciałbym dowiedzieć się, jak wyglądały początki twojej fascynacji piłką nożną.

Moja historia jest trochę smutna. Pochodzę, nie ukrywam tego, z rodziny patologicznej. Tato pił i bił, ale oglądał też mecze. Byłem mały i mało rozumiałem, ale gdy w telewizji leciał mecz, to w domu był spokój. I ja również oglądałem. Pamiętam Ligę Mistrzów, kiedy grała w niej Legia Warszawa. Ale jeszcze lepiej zapadły mi w pamięć występy Widzewa w Champions League. Właśnie od tamtej pory stałem się kibicem Atletico Madryt, z którym łodzianie wówczas rywalizowali. Ta niesamowita bramka Marka Citki… Zastanawiałem się, dlaczego Widzewiacy tak bardzo cieszą się z gola, choć przegrywają. Pomyślałem sobie, że Atletico to musi być niesamowity zespół. Moje życie nie było łatwe, tak jak niełatwa była historia Atleti. Mówiono o nich „sufridores” [cierpiący – red.] i ja też jestem sufridores. Zresztą ja zawsze chciałem iść pod prąd. Gdy koledzy na podwórku mówili „ja jestem Zidane” albo „ja jestem Figo”, to ja mówiłem „ja jestem Mariano Bombarda [napastnik Willem II Tilburg – red.]”. Stałem się absolutnym maniakiem futbolu. Przepisywałem skarby kibica, uczyłem się zawodników na pamięć. Wydaje się to idiotyczne, bo przecież miałem ten skarb kibica. Ale to była ucieczka od spraw prywatnych.

Jesteś z Białegostoku, a nie wspominasz nic o Jagiellonii.

Na Jagiellonię chodziłem regularnie. Ciułałem pieniądze, by mieć na bilet. To były jeszcze czasy, gdy Jaga grała na obiekcie przy ulicy Jurowieckiej. W tygodniu był tam bazar, na którym sprzedawali Rosjanie. Wtedy Jagiellonia grała w lidze np. ze Spartą Szepietowo, Zniczem Pruszków, Mazurem Ełk. Chodziłem też na mecze rezerw, które grały na tym samym obiekcie, tyle że w trakcie ich meczów na trybunach normalnie odbywał się handel. Właśnie te mecze juniorów czy rezerw, to był taki mały początek skautingu, bo wiedziałem, że są tam młodzi zawodnicy, których obserwowałem i miałem nadzieję, że zrobią karierę.

I przeszliśmy do twoich początków skautingu.

Pierwszym piłkarzem, dla jakiego postanowiłem obejrzeć mecz, wziąć zeszyt, zrobić notatki, był Alessandro Del Piero. Jeszcze tak naprawdę nie wiedziałem, że istnieje coś takiego jak skauting.

Porozmawiajmy o tym, co dzieje się u Ciebie teraz. W wywiadach sprzed 2-3 lat mówiłeś o skautingu dla portugalskiego Famalicao. W grudniu 2020 roku poinformowałeś jednak o jej zakończeniu. Czy dziś współpracujesz z jakimś klubem lub menedżerem?

Agentów omijam szerokim łukiem, bo miałem z nimi kilka przygód. Zresztą często jestem nagabywany przez nich. To nie są ludzie dla mnie. Wolę się z nimi nie spotykać, bo niesamowicie umieją czarować. Mają świetne gadane. A co do współpracy z klubami – być może za kilka tygodni będę mógł poinformować o szczęśliwym finale rozmów z jednym klubem, którego na razie nazwy nie mogę wymienić. Jesteśmy prawie dogadani. Zostały szczegóły formalne. Ogłoszę to, jeśli ich dział marketingu mi na to pozwoli. Dla nich byłaby to fajna sprawa, bo mam 20 razy większe zasięgi w mediach społecznościowych niż oni. Otrzymałem też propozycję z Polski, ale musiałem ją odrzucić z różnych względów.

Rozstanie z Famalicao

Czemu zakończyła się Twoja współpraca z Famalicao?

To był fajny pomysł z rozwojem digital scoutingu, ale nie mieli na to potencjału ludzkiego. Pracowało tam tylko 3 skautów na miejscu. Wysyłałem im na początku pełno raportów, a oni do mnie dzwonili, że materiału jest za dużo. Chcieli, żeby raport były krótsze, bo nie mają czasu na analizę. Przez pierwsze 2 miesiące jeszcze rozmawialiśmy o obserwowanych piłkarzach, ale potem to się skończyło. Zrozumiałem, że to nie ma sensu, gdy zapytali mnie o zdanie na temat jednego z piłkarzy Ekstraklasy. Wydałem opinię całkowicie negatywną, a klub i tak go zatrudnił. Zrozumiałem wtedy, że tam po prostu najwięcej do powiedzenia mają agenci, m.in. ludzie z otoczenia Jorge Mendesa. Zresztą wkrótce pracę tam stracili też miejscowi skauci. Nie wiem, po co był im ten projekt. W nagrodę wysłali mi koszulkę z moim imieniem. Poprosiłem o rozmiar XXL, a dostałem XXS… Ja lubię być „pod prądem”, czyli lubię, gdy ktoś czyta moje raporty, gdy mam jakąś informację zwrotną. I tego oczekuję od klubu, z którym mam nadzieję zacząć współpracę.

Skoro wspomniałeś o agentach. Wciąż dostajesz od nich propozycje zamieszczenia postów sponsorowanych za 100 dolarów?

Cały czas. Ale nie chcę tego robić. Ludzie często mi mówią, że się nie sprzedałem, że na mojej stronie nie ma jakiegoś gówna. Oni mnie za to cenią. Nie jestem bogatym człowiekiem, na belgijskie standardy jestem wręcz biedny. Mam za 100 euro zamieścić jakiś post, a potem nie móc spojrzeć na siebie w lustrze?

A sami piłkarze też do Ciebie piszą, byś ich wypromował w swoich social mediach?

Oczywiście, wiadomości od nich dostaję mnóstwo. Wysyłają mi czasem filmiki. Niektórzy myślą, że jestem agentem albo że prowadzę jakiś klub. Pamiętam, jak dostałem nagranie od jakiegoś Hindusa, na którym on biega z piłką po ogródku. Albo gdy ojciec wysłał nagranie swojego kilkuletniego syna kopiącego futbolówkę. Ta piłka była większa od dziecka. Odpisałem, że nie jestem agentem, nie oceniam piłkarzy na podstawie krótkich filmików. W obu przypadkach zostałem zwyzywany. Teraz już nawet nie odczytuję tych wiadomości. Natomiast czasem sprawdzam zawodników, których podpowiadają mi ludzie obserwujący moje media społecznościowe.

Skauting w Polsce

W Polsce zdobyłeś dużą popularność. Masz bardzo duże zasięgi na Twitterze czy Facebooku. Zastanawia mnie to, dlaczego nie współpracujesz z żadnym polskim klubem. A przecież nasze kluby narzekają, że ich nie stać na skauting polegający na jeżdżeniu po świecie i obserwowaniu zawodników. Twoje metody skautingowe nie pociągają za sobą aż takich kosztów.

Propozycja z polskiego klubu, o której wspomniałem, była konkretna, ale odmówiłem, bo generalnie te ich projekty mi się nie podobają. Pytasz, dlaczego w polskiej piłce jest tak mało inwestycji w skauting. Moim zdaniem dlatego, że poleganie na agentach jest po prostu łatwe. Przychodzi do prezesa menedżer piłkarza i mówi: „mam takiego i takiego”, a potem podpisują kontrakt, a agent zgarnia prowizję. Drużyna, której trafią się lepsi najemnicy, którym bardziej się chce, gra lepiej. Ci, co mają mniej szczęścia, grają gorzej. Skauting wymaga długofalowego, skomplikowanego projektu takiego, jaki jest np. w Dinamie Zagrzeb. Oglądam dość często polski futbol i uważam, że 90% rzeczy dzieje się tam z przypadku.

A co z kosztami? Nie mówię o jeżdżeniu po Brazylii czy Argentynie, ale np. o obserwowaniu graczy z Europy środkowo-wschodniej.

Dobry skauting nie musi być drogi. Pierwszy przesiew skautingowy nie kosztuje dużo. Wystarczy wykupić dostęp do takich platform jak InStat. Potem trzeba wybrać grupę zawodników i wysłać ludzi, którzy obejrzą ich na żywo. Skoro kluby stać na szrot z zagranicy, to stać ich też na akademię i skauting.  

Wiele się mówi o akademii, o potrzebie skautingu, ale cały czas coś robimy źle.

Ja trochę walczą z polską piłkę i myślę, że mam już sporo wrogów. Pamiętam, jak jeden z byłych piłkarzy trenujący na co dzień w akademii, powiedział, że w piłce nożnej każdy zawodnik ma swoje zadanie i musi je wypełnić. Pomyślałem wtedy: człowieku, trenujesz zespół U-15, daj się tym chłopcom trochę pobawić piłką. Już widzę te treningi, gdy dzieciak chce być indywidualistą na boisku, a trener mu tego zabrania. Musimy się pozbyć tych ludzi z lat 90. Przypomnijmy sobie, jak wtedy wyglądała polska piłka? A teraz oni chcą uczyć futbolu. Wielu z nich nie ma po prostu pasji ani wiedzy. Zresztą jest to hermetyczne środowisko, które nie chce się uczyć.  

Ale z kolei Marek Papszun, o którym nie można powiedzieć, że nie ma pasji ani wiedzy, narzeka na przepis o młodzieżowcu. Powiedział, że młodzieżowcy „grają na siłę”.

Trener Papszun rzeczywiście nie należy do tej grupy bez pasji i wiedzy. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia. Rakowowi ten przepis nie pasuje wybitnie, bo w tamtejszej akademii nie ma aż tylu graczy gotowych do gry w Ekstraklasie. Natomiast ten klub dobrze radzi w skautingu. Inne polskie ekipy powinny brać z nich przykład. Wiem, jakie problemy wynikają z przepisu o młodzieżowcu. Choć ja czysto egoistycznie gorąco go popieram, ponieważ gdy włączam mecz Ekstraklasy, to mogę oglądać młodych piłkarzy.

Dobry kierunek dla młodego polskiego piłkarza

W poprzednich wywiadach, gdy zapytano Cię o najbardziej utalentowanych polskich piłkarzy wymieniałeś Kacpra Kozłowskiego, Michała Karbownika i Filipa Marchwińskiego. Ale od tamtej pory pojawili się nowi. W kim – powiedzmy w kategorii U-18 – widzisz największy potencjał?

Na pewno Oliwier Sławiński. Ma duże umiejętności, ale musi jeszcze ogarnąć głowę. Również Jan Faberski, który poszedł do Ajaksu. I Antoni Kozubal.

Załóżmy, że jest młody polski utalentowany piłkarz, który zagrał kilka meczów w Ekstraklasie i dostaje propozycje transferu zagranicznego. Powinien wyjechać czy zostać?

Są dwie drogi. Pierwsza to wyjeżdżasz w wieku 15-17 lat. Druga – jeśli już dostałeś szansę w Ekstraklasie, to pograj w niej chociaż jeden sezon. Nie sprzedawajmy zawodnika po kilku meczach. Na pewno ważną rolę pełnią tu doradcy. Dobry agent nie powinien namawiać swojego gracza, by przyjmował pierwszą lepszą ofertę.

Widzisz takie kluby lub nawet ligi, które potencjalnie są bardziej przyjazne dla młodego polskiego zawodnika?

Jeśli mówimy o graczu bez doświadczenia w seniorskiej piłce, to polecam kraje Beneluksu lub Skandynawię. Odradziłbym natomiast ligę angielską. I to nie tylko polskim graczom. Dlatego, że tam na swoją szansę trzeba czekać bardzo długo i nie każdy w ogóle ją dostaje. Nie polecam również ligi włoskiej, bo tam nawet jest ciężko młodym Włochom. Podam tu przykład Szymona Czyża, który poszedł do Lazio. Naprawdę podobał mi się ten zawodnik, ale niestety po dwóch czy trzech latach w Rzymie wrócił do Polski. Natomiast do Juventusu trafili Samuel Illing-Junior czy Kenan Yildiz. To bardzo utalentowani młodzi piłkarze, ale szanse na przebicie się mają we Włoszech praktycznie zerowe. Czemu nie spróbowali swoich szans we Francji czy Holandii, gdzie zdecydowanie łatwiej o debiut w pierwszej drużynie?

To rzeczywiście duży problem włoskiej piłki.

Tam skauting jest całkiem dobry, ale ich problem polega na przejściu od poziomu utalentowanego juniora do dorosłej piłki. Jest tam bardzo dziwny system wypożyczeń. Idziesz np. do Pordenone czy Cittadelli, a tam trener nawet nie wie, kim jesteś. Taki Nabil Jaadi trafił z Anderlechtu do Udinese. Chłopak przyjechał do Włoch i oczywiście poszedł od razu na wypożyczenie, a na miejscu nawet bramy nie chcieli mu otworzyć, bo nie wiedzieli, kim jest. Parma w pewnym momencie miała około 180 piłkarzy na wypożyczeniach. Jaki jest w tym sens? Ideą wypożyczenia jest monitorowanie postępu zawodnika. Czy Parma ich obserwowała? Odpowiedź jest oczywista. To było na zasadzie „a idźta. Może jak na tym wypożyczeniu strzelisz 30 goli, to wtedy się przyjrzymy”.

Futbolowe predyspozycje

Raportujesz setki zawodników z różnych zakątków świata. Czy czasem się z Tobą kontaktują?

Na mojej stronie mam serię „10 pytań do”, w której wraz z moim kolegą kontaktujemy się z piłkarzem i zadajemy mu pytania. Udało mi się pogadać choćby z Rafaelem Leao z Milanu, który obserwuje mnie od początku mojej działalności. Podobnie jak z Joao Felixem. Bardzo przyjemną rozmowę miałem z Charliem Patino z Arsenalu. Świetny chłopak, mocno trzymam za niego kciuki. Mam też fajny kontakt z Kamilem Grabarą. Czasem te rozmowy są dość trudne, bo ci piłkarze dość słabo znają angielski. Na przykład Leao odpisał mi zupełnie coś innego niż ja go pytałem. Jednak z tych wszystkich rozmów najmilej wspominam historię z młodym piłkarzem tureckim, który urodził się w Miami. Chłopak nie był zbyt znany nawet w Turcji. Zrobiłem o nim raport. Potem napisał do mnie ojciec zawodnika. Bardzo mi dziękował. Wspominał, że Amerykanie się z nim skontaktowali i zaprosili go na konsultacje do kadry U-17, że chłopak jeszcze mocniej zaczął trenować. Pisał, że cała rodzina jest mi wdzięczna i nigdy tego nie zapomną. Dosłownie łza zakręciła mi się w oku. Na mojej stronie nie zarabiam, ale warto było ją założyć właśnie dla tego maila.

Co sądzisz o teorii, że w jednym miejscu rodzi się więcej futbolowych talentów, w innych mniej, a jeszcze w innych właściwie wcale ich nie ma?

Mój kolega, który jest nauczycielem WF-u w Londynie, twierdzi, że Hindusi nie mają sportowych predyspozycji. Ja mam sporo znajomych z Bangladeszu i z Pakistanu i oni naprawdę mocno odstają fizycznie. Spójrzmy na Chiny. Mają największą akademię na świecie, podkupili trenerów z Realu Madryt, a efektów zero. Tym krajom sporty zespołowe nie leżą. Inaczej jest w Brazylii, gdzie młodzi gracze mają niesamowite umiejętności. Gdy trafiłem do Belgii, miałem 14 lat. W Polsce byłem uznawany za dobrego obrońcę. Ale pamiętam, że na pierwszej lekcji WF-u moi rówieśnicy pochodzenia arabskiego kiwali mnie jak chcieli. Mieli niesamowity luz. Myślałem, że oni wszyscy grają w Anderlechcie, a tak wcale nie było. To goście, którzy palili jointy i kopali sobie piłkę dla zabawy. Mieli te naturalne uzdolnienia.

Niedawno wraz z Kamilem Kanią i Leszkiem Milewskim nagrywaliśmy podcast o MŚ U-20, które odbyły się w 2007 roku. Wśród niespełnionych talentów z tamtego turnieju wymieniliśmy między innymi Freddy’ego Adu czy Jarosława Fojuta. Był jeszcze Dawid Janczyk, ale to inna historia. Miałeś jakieś przeczucia wtedy co do któregoś z tych piłkarzy?

Chyba Freddy Adu nie był tak utalentowany tak, jak ludzie mówili. Zbyt szybko zrobiono z niego gwiazdę. W wieku 13 lat zarobił pierwszy milion. Zresztą talent to nie wszystko. Jest jeszcze mental. Jeśli masz świetne nogi, ale w głowie pustkę, to ci nie wyjdzie. Gdy myślę o tym turnieju, przypomina mi się Krzysztof Strugarek. To taki przykład piłkarza, któremu się w piłce nie powiodło z powodu wady słuchu, a nie dlatego, że miał problemy z mentalem czy z powodu braku umiejętności.

Handel żywym towarem

W młodzieżowych turniejach często furorę robią reprezentacje afrykańskie. Potem jednak większość z tych młodych graczy bardzo szybko przepada. Co jest tego przyczyną? Jakimś wytłumaczeniem jest proceder zaniżania wieku?

Czasami gdy obserwuję zawodnika, też podejrzewam, że jest starszy niż to wynika z dokumentów. Czarnoskórzy piłkarze mają lepsze predyspozycje do uprawiania sportu niż biali, ale za to są bardzo słabi taktycznie. A na tych młodzieżowych mistrzostwach taktyka aż tak bardzo się nie liczy jak w dorosłej piłce. Potem tacy zawodnicy po przyjeździe do Europy muszą spełniać na boisku konkretne zadania, o których w Afryce nie słyszeli, więc zderzenie z profesjonalna piłką jest dla nich szokiem. Na pewno też trzeba brać pod uwagę pieniądze. Zazwyczaj są to gracze pochodzący z bardzo biednych domów. W Europie dostają sporą kasę i po prostu odbija im sodówka. A największym problemem są agenci. Na swojej drodze spotkałem setki agentów z Afryki. I są to bardzo często obrzydliwi ludzie. Jeden pisze do mnie, że on dziś wsadza zawodnika w samolot, a ja go mam odebrać z lotniska. Przecież nawet mnie nie zna. Pracowałem z chłopakiem z Ghany, który w wieku 19 lat przyjechał do Belgii na testy w klubie. Przeszedł je, ale by zawodnik mógł zostać zarejestrowany, potrzebne były papiery z Ghany. Wtedy agent powiedział, że je przywiezie, jeśli dostanie 10 tys. euro. Chłopak nie miał takich pieniędzy, więc agent go zostawił w Belgii i wrócił do Afryki. To jest handel żywym towarem.

Przyszłe gwiazdy i ci, którzy zawiedli

Obserwujesz wielu zawodników. O których z nich możesz powiedzieć, że mają największy potencjał? Ja podrzucę nazwisko Alejandro Garnacho.

Oceniłem jego talent 9/10 i ludzie obserwujący akademię Manchester United twierdzą, że jest to właściwa nota. A moje przewidywania? W kategorii U-17 Endrick z Palmeiras i Lamine Yamal z Barcelony. Obaj są 15-latkami, ale mają nieziemski potencjał, prawdziwi piłkarscy magicy. Miałem też marzenie, żeby zrobić raport o niesamowicie utalentowanym młodym zawodniku, który jeszcze nie był łączony z wielkim klubem. I tak natrafiłem na Lukę Vuškovicia z Hajduka Split. Nieprawdopodobny potencjał. Wymienię jeszcze Kobbiego Mainoo z Manchesteru United, Paula Wannera z Bayernu, Daniego Rodrigueza z Barcelony, Gianlucę Prestianiego z Velezu i MVP ostatniego Euro U-17 Saela Kumbediego. Wielką karierę wróżę także Matthysowi Telowi, który niedawno przeszedł do Bayernu. Ma taką aurę jak Mbappe.

Obserwowanych piłkarzy traktujesz trochę jak swoje dzieci. Które z nich więc Cię najbardziej zawiodło i nie zrobiło kariery na miarę oczekiwań?

Oj wielu takich jest. Na pewno w czołówce wymieniłbym Yoanna Gourcuffa.

Ale on przecież zrobił całkiem niezłą karierę.

Moim zdaniem nie wykorzystał nawet 5% swojego potencjału. Nieprawdopodobny talent miał Adriano. To była maszyna, zero słabych punktów, szybki silny, dobrze grający głową i ta lewa noga. Według mnie zmarnował karierę. Kolejnym, który nie osiągnął tyle, co powinien, jest Hatem Ben Arfa. Drugim moim ulubionym klubem po Atletico jest PSV, a tam niegdyś występował Zakaria Bakkali. W drugim meczu dla PSV strzelił hat-tricka. Uwielbiałem go. Niestety, zabrakło mu oleju w głowie i ta kariera nie poszła zbyt dobrze.

Gdzie widzisz siebie i swój projekt za, powiedzmy, 5 lat?

Chciałbym pracować jako profesjonalny skaut w zdrowo zarządzanym, dobrym europejskim klubie, na którego funkcjonowanie też będę miał wpływ. A Football Talent Scout pewnie się nie zmieni. Nadal zamierzam prowadzić ten projekt!

Komentarze