Czy lepsze jest wrogiem dobrego? Przypadki Rakowa i Wisły Płock | Dwugłos Tetryków

Na zdjęciu:

Raków przegrywający pierwszy mecz w sezonie, ku uciesze wszystkich poza Rakowem. Wisła Płock przygotowująca się mentalnie na przyszłoroczną Ligę Mistrzów. Stal Mielec, która wystartuje przynajmniej w eliminacjach tych rozgrywek, ale jest problem, bo może trafić tam na zawsze niebezpieczną Koronę Kielce. Zapraszamy na Dwugłos Tetryków, w którym częściej chwalimy niż ganimy.

  • Raków i roszady taktyczne
  • Wisła Płock – tak wygląda pomysł na zespół
  • Adam Majewski allez, allez
  • Korona po swojemu, z punktami

Leszek Milewski: Kuba, może w Lechu wciąż nie jest dobrze, a Piotr Stokowiec w zasadzie po meczu Zagłębie – Lech z Kolejorza szydził, ale to nieważne. Nieważne są własne losy, nieważna anatomia własnego upadku, gdy ktoś, kto cię niebywale swoimi sukcesami irytował, wreszcie przegrał. Raków przestał wpieniać całą piłkarską Polskę konsekwentną serią zwycięstw. Jest to, co uczłowiecza – porażka. Jest to, co przyziemne – przyznanie się do błędu, w tym wypadku przez Marka Papszuna.

Raków przegrał, ale dlatego, że zaryzykował. Że spróbował czegoś innego. I ja to szanuję, nawet jeśli nie przyniosło skutku. Bo jakkolwiek maszyna taktyczna Papszuna wciąż działa, jakkolwiek nie widać, by na bliskim horyzoncie widniał jej termin ważności, tak poważna drużyna, do miana której chce aspirować Raków, nie może być zakładnikiem jednej taktyki. A trochę tak to czasami w Rakowie wyglądało. Jak już się tak w ostatnim czasie zastanawialiśmy, co jeszcze Raków mógłby poprawić, to poza – powiedzmy – zwiększeniem rywalizacji na lewym wahadle, to może być ten element. Niby nieoczywisty, bo taktycznie pomysł Papszuna sprawdza się i w Europie. Ale jednak logiczny, by nie stać się w pewnym momencie przewidywalnym. By mieć plan B, którego zawsze jestem zwolennikiem.

Jakub Olkiewicz: Przepraszam, że zawsze będę do tamtego momentu wracał, ale jestem konserwatystą, tradycjonalistą i człowiekiem, dla którego zmiana koloru pasku na białych butach przy siódmej zmianie obuwia jest już czymś nieakceptowalnym. Adam Nawałka. 4-2-3-1, które hulało jak złe. Wypadek, 0:4 z Danią. Słowa Age Hareide. No i się zaczęło, 3-5-2, 3-6-1, 3-4-2-1, inne teorie, które ostatecznie zamiast dać szerszy wachlarz możliwości, jedynie nadszarpnęły atmosferę, sprawiły, że wiara w pewien projekt zaczęła podupadać.

Nie, mimo szczerych chęci, nie wróżę upadku Rakowa Częstochowa, długich lat tułaczki po niższych ligach i oczywiście wyautowania Marka Papszuna nie tyle ze stanowiska trenera Rakowa, co w ogóle z polskiej piłki. Ale jednak – ja takich kombinacji nie lubię, szczególnie, gdy kończą się porażką, a w dodatku trener jest zmuszony wziąć ją na swoje barki. Nade wszystko zaś – nie jestem do końca przekonany, czy to właśnie powinien być ten plan B dla Rakowa, ale swoje przemyślenia z kursu UEFA C pozostawię dla tych, którzy za moją wiedzę taktyczną bęą chcieli zapłacić. Jedno jest moim zdaniem pewne – dwóch napastników w Rakowie to chyba nie jest najlepszy pomysł, biorąc pod uwagę, że jeśli czegoś się w Częstochowie uczepić, to poza infrastrukturą stadionową, właśnie bramkowego dorobku napadziorów. Sam pamiętasz, jak rozmawialiśmy o Araku. Jeśli całokształt swoich działań koncentrujesz na budowie systemu, którego istotną częścią jest niezbyt bramkostrzelny napastnik, to potem trudno się przestawić na dwóch takich zawodników jednocześnie na murawie. Ale jestem laikiem, amatorem i hobbystą, poza tym nikt mnie z tych słów nie rozliczy, jak za trzy miesiące Raków wygra fazę grupową Ligi Konferencji po tym jak Musiolik z Piaseckim staną się nowym wcieleniem duetu Cole-Yorke.

LM: Porażkę Rakowa, jednak, mam za wydarzenie kolejki, bo to dopiero druga porażka częstochowian w tym roku kalendarzowym i pierwsza w tym sezonie. No jednak – zstąpili na padół łez. Pamiętasz jak po Trnawie mówiliśmy, że stali się tak niepolscy, że nawet sędziowie mylą się na ich korzyść. Raków może z taktyką niesprawdzoną, Raków może rotujący – ale od tego też ma tylu piłkarzy, przecież to nie nasze Podbeskidzie, by budować w ten sposób frekwencję – ale i Raków do pokonania. Co o tyle istotne, że niejako przypomina: hej, oni wcale tak dobrze nie grali ani ze Stalą, ani z Wartą. Ciut inne światło, bo ryzykowna teza, pokazująca priorytety, ale taka prawda – Raków jeszcze czeka na swój naprawdę dobry ligowy mecz.

No ale wtedy patrzysz na kolejne dwa transfery do środka pomocy, gwiazdę Allsvenskan i Bartka Nowaka, a także zapowiadany transfer kogoś na lewe wahadło z Włoch. I cóż, i jest to remedium na porażkę – Lech może sobie ten sposób zanotować. A potem zeszyt z notatkami zgubić. Ja przyznam, że jaram się przenosinami Nowaka. Ten piłkarz więcej Górnikowi dać nie mógł. Bywało, że ciągnał ten zespół. Teraz wchodzi do doskonale funkcjonującej machiny, może będzie potrzebował się jej nauczyć, ale jak to zrobi, to może być potężny transfer ekstraklasowy. Zobacz ile przenosiny dały Cebuli, nawet jeśli w sumie jego końcówka w Koronie była bardzo dobra. Co gdyby, wzorem Cebuli, Nowak też wskoczył na poziom o klasę wyższy? O jakim wtedy mówilibyśmy piłkarzu? Chciałbym to zobaczyć, nie ukrywam, kibicuję temu piłkarzowi, naprawdę daje się lubić. Oczywiście to się zmieni, jeśli będzie grał kosztem Fabiana Piaseckiego.

Ale drugie wydarzenie kolejki moim zdaniem Kuba to już wygrana Wisły Płock. Znowu. Czwarta. I te 14 goli na ich koncie, przy siedmiu drugiej najskuteczniejszej drużyny ligi. Spuchną? No spuchną. Ale co za wspaniałe czasy, by kibicować Nafciarzom. No look passy Wolskiego, półwoleje Davo, bomby Kolara. Świetni zmiennicy, drużyna trzymająca ciśnienie, piłkarze dla których odpala się mecz. No i oczywiście na dokładkę – na dobitkę dla innych, z pozdrowieniami dla Lechii? – kolejne ciekawe video z kreatywnym marketingiem. Swoją drogą, tak idą z tymi produkcjami, że przegapiłem jak przedstawiali w maju piłkarza nawiązując do Heroes of Might and Magic 3. To już szczyt. Tak zwany RIGCZ, jak mawiają ludzie młodsi ode mnie, czyli większość.

JO: Na pewno to dobry czas, by kibicować Wiśle, bo wszystko się zgadza – stadion w budowie, atmosferka top, marketing zbiera zasłużone pochwały, a na murawie jest nie tylko dobrze z wynikami, ale też dobrze z grą – co stanowi w polskich realiach dość unikatowy zestaw zdarzeń. Mam satysfakcję, że gdzieś ciągle podkreślaliśmy, z miną mędrców, zobaczyta wszyscy, jak Wolski będzie zdrowy, Szwoch zdrowy, jak Furman już zapomni o tych Genclerbirigilimilisporach. No ale jednak – Davo nie mogliśmy przewidzieć, Kolara nie mogliśmy przewidzieć. Jest lepiej niż sądzili ostrożni optymiści!

Zastanawiam się cały czas nad postacią Pavola Stano. Jakkolwiek spojrzeć – on sobie buduje kapitał na coś większego. Dzisiaj w poranku rozmawialiśmy trochę, wiążąc obecną Wisłę Płock z… inną Wisłą Płock, tą Radosława Sobolewskiego. Ja słusznie zauważyłem, że punktowała równie dobrze, a trwało to trochę dłużej. Ty zauważyłeś jeszcze bardziej słusznie, że jednak gra Wisły Sobolewskiego i gra Wisły Stano to JEDNAK inne sprawy. No i teraz tak: Stano wziął nieoczywisty klub, w nieoczywistym momencie. Dość szybko zbudował pewne podwaliny, nieźle poradził sobie z rolą trenera zastępującego może nie ulubieńca kibiców, ale jednak fachowca dość cenionego i lubianego. Teraz z kolei po prostu oczarowuje grą, pokazuje, że jest w stanie zarządzać całkiem przyjemną ofensywną kapelką. Czy jest już w notesach czterech najsilniejszych klubów ligi, jako ewentualny następca np. dla obecnych zagranicznych szkoleniowców? A nie wiem, nie wiem, ale zupełnie by mnie nie zdziwiło, gdyby kiedyś Lech zainteresował się kimś z Płocka, kto nie jest Łukaszem Sekulskim.

LM: Myślę, że trafnie prawisz, jedyne co każe mi wstrzymać konie, to świadomość, jak szybko wszystko zmienia się w życiu trenera. Jeden przykład: Piotr Tworek. Popularny Tworas. Nie tak dawno był czas, gdy konkurował z Papszunem o miano trenera sezonu. Potem wygrał z Papszunem bój na Euro o miano najlepszego ligowego trenera-eksperta. Może to dla kogoś śmieszne, że to wyciągam, ale był splendor w tym, że robił za gwiazdę w tych programach, że został “powołany” właśnie z Papszunem – ja to tak czytałem. Od tamtej pory, że tak powiem, nie wszystko potoczyło się jak potoczyć się powinno. Więc Pavol Stano wykonuje świetną pracę, ale jak zwykle powiem: poczekajmy. Wczoraj Roki w Weszłopolskich zdradził kulisy – gdzie Wisła Płock będzie świętować mistrzostwo Polski. Na tym możemy się skupić, na planowaniu fety, czy odkryty autobus, czy jednak spływ po Wiśle – w to chętniej wejdę niż w ocenę przyszłości Pavola Stano, przynajmniej teraz.

To może zróbmy dzisiejszy dwugłos, wyjątkowo, wokół wygranych? Bo i tacy się zdarzają. Jest to, oczywiście, interludium w muzyce porażek, ale jednak. Stal Mielec ma już więcej punktów, niż wydawało się niektórym, że może mieć po całej jesieni. Stal Mielec, która zbudowała sobie zespół ciekawy, gdzie “ciekawy” jest oczywiście wybitnym eufemizmem. Stal Mielec sięgająca po piłkarzy, których nikt w ESA nie chciał. Stal Mielec sprowadzająca piłkarza wzbudzającego poruszenie na szrotomierzu, bo Hamulic to – jak ktoś zauważył może obcesowo, ale w konwencji – Jugol z holenderskimi papierami przychodzący z Łotwy. No, brzmi jak ktoś do przeżucia przez ligę. I jeszcze to nazwisko, bo wiesz, HAMULCOWY HAMULIĆ, taka gra słów.

A jednak Hamulić gra. Defensywa Stali nie opłakuje Żyry i Czorbadzijskiego, tylko stanowi na ten moment lepszą formację, choć jest centralnym punktem jest Matras. Naprawdę: Matras. Tomasiewicz, gwiazda Stali w zeszłym sezonie, aktualnie z Piastem wyciera dno tabeli, a w Stali nie tylko twarde granie, ale i świetny Wlazło czy popisy Domańskiego. Znowu pachnie cyrografem Adama Majewskiego. Dodajmy, że ta ekipa została zmontowana bez skautingu, bez dyrektora sportowego – w dużej mierze te funkcje samodzielnie pełni Adam Majewski. To jakby dokłada całą przestrzeń dodatkowej wagi temu wejściu w sezon przez jego zespół.

JO: Nie namówisz mnie na omawianie losów Stali Mielec, bo to zjawisko nadprzyrodzone, a ja staram się trzymać z daleka od biorobotów, reptilian i innych bytów, których istnienie wydaje się dla mnie niewytłumaczalne. Istnienie Stali Mielec w tej części tabeli to właśnie takie niewytłumaczalne nazwisko. Zwłaszcza, że przecież doskonale pamiętasz – tam były pewne plany, które można byłoby określić zbiorczo mianem niespecjalnie ambitnych. Ot, odchudzić kadrę, wprowadzić dość drastyczne cięcia, spróbować zaoszczędzić na wszystkim, na czym się da zaoszczędzić, a następnie zakontraktować, bądź przedłużyć umowy z już obecnymi piłkarzami, ale na warunkach, które nie obciążałyby specjalnie kasy klubu. Śmialiśmy się do łez z tego, że Kasperkiewicz zagra w towarzystwie mas ciepłego powietrza z prawej strony oraz echa kibicowskich śpiewów z lewej strony boiska, ale potem przypominaliśmy – przecież prezes Klimek zapewniał, że jest z paroma piłkarzami dogadany, to się zaraz wszystko rozkręci, tu zaraz będzie budowa, może i skromna, ale budowa.

Ten plan był jak zrobienie kanapki z masłem. Nie ma szynki, nie ma sera, ale jest masło i jest chleb. Szybko okazało się, że nawet w tak minimalistycznym planie, są pewne luki i dziury. Flis był tutaj taki znamienny, ale jak wypisuejmy sobie kolejnych Tomasiewiczów, Żyrę, Czorbadżijskiego etc., to dopiero widać, jak bardzo Stal musiała rzeźbić, jak bardzo wychodzić poza utarte schematy, żeby to wszystko jakoś wyglądało.

I w efekcie co? Kanapka bez sera, bez szynki, bez masła, ale z Maciejem Wolskim. I jaka smaczna. W życiu nie postawiłbym złótówki na to, że będzie więcej powodów do pochwał dla Stali niż dla Miedzi na przykład. O właśnie, wygrani – Korona najlepiej punktującym beniaminkiem. Zaskoczony?

LM: Tak, zaskoczony, muszę przyznać. Kadrowo wyglądała najsłabiej z beniaminków. Weszła po barażach, ale przed barażami nie prezentowała się zbyt przekonująco w lidze. Wiosną miewała kompromitujące występy. Kasy za bardzo nie ma, rolowanie długu… Myślałem, że to może wiara w to, że jeszcze raz ten sam przebój stanie się hitem lata. Granie na micie Bandy Świra i tak dalej. Ale obawiałem się, że będzie jak z Jagą, która spróbowała skompletować skład z ostatniego sezonu, kiedy żarło. Pomyślałem, że ESA się zmieniła, że kadra też nie jest taka, by Bandę Świrów zbudować, bo tam wszystko się zazębiało.

I to, moim zdaniem, się akurat sprawdziło. Ta Korona to nie nowa Banda Świrów. Zostawmy mity w mitologii, ten koroniarski mit również. Nie róbmy krzywdy ani historii, ani tej obecnej drużynie na siłę próbując ją wcisnąć w cudze ramy. Na razie radzi sobie świetnie na własnych prawach. Oczywiście podostrzając, oczywiście czasem sprowadzając mecz do rąbanki, ale po Lechii nie da się tak powiedzieć. Dwadzieścia strzałów. Dopuszczenie Lechii do tylko jednego celnego uderzenia. Tomasz Kaczmarek mówiący, że z Koroną to był najgorszy mecz Lechii odkąd on tam jest, no i do tego doprowadziły Scyzoryki, samo się nie stało.

Trochę zapomina się, że Ojrzyński nie jest wyłącznie motywatorem. On też zawsze stawiał na analizę. Kluczem Bandy Świrów nie było tylko to, że jechali na wślizgach. Rywale byli też czytani dość umiejętnie, szukano ich słabych stron. Jacek Kiełb po Lechii wyszedł i powiedział, że OK, oni zrobili wynik. Ale sztab fantastycznie rozpracował dla nich Lechię. Wszystko wiedzieli, znali każdy słaby punkt, a potem je wykorzystali. Tu też trzeba docenić więc tę stronę tych zwycięstw – to nie jazda na dupach daje tyle punktów ani laga na Śpiączkę. Jest za tym punktowaniem zamysł, mnóstwo nowoczesnej pracy nad tym, by rywala rozpracować, a potem położyć przed własnymi piłkarzami dobry plan na mecz. Dodam też, że gola dał stały fragment – może samobój, ale jednak stały fragment. Michał Macek robi robotę i chyba nikt nie zarzuci mi, że się znamy i dlatego go pompuję. Znając Michała wiem, ile daje w różnych aspektach funkcjonowania zespołu.

JO: Myślę że to dobra okazja, by podkreślić, jak kapitalnym zawodnikiem jest Patryk Makuch, skoro już promujemy swoich znajomych i dalszych znajomych. Natomiast zupełnie serio – jest sporo racji w tym, co piszesz o Koronie. Natomiast mnie zastanawia – skąd ta wiosna w I lidze? Skąd te męczarnie w barażach? Ja wiem, że pierwsza liga jest trudna, specyficzna, przecież to układałem w zdania te hasełka o jej wyjąkowości. Ale jednak – Miedź przez tę pierwszą ligę przefrunęła, a potem zaczęła kompletować skład, jakby Andrzej Dadełło dorwał się do edytora Football Managera i zmienił ręcznie reputację klubu. Korona była spokojniejsza, właściwie zastanawiałem się nawet, jak ta Ekstraklasa jest u nich traktowana w kwestii długofalowych planów. Coś a’la Górnik Łęczna? Opcja budżetowa, zbudowanie jakiejś nadwyżki, bo utrzymanie i tak jest niespecjalnie realne? Czy może jednak dalsze rolowanie długów, byle się utrzymać w tym pierwszym sezonie, choćby i odbudowa finansowo-organizacyjna po ewentualnym spadku była długa i bolesna?

Tymczasem patrzę sobie na skład, transfery, wyniki i… powoli gubię przekonanie, że Korona spaść musi. To faktycznie zaczyna się bujać, to faktycznie zaczyna się bronić i niestety, ale trzeba tutaj raz jeszcze powrócić do kwestii Bartosza Śpiączki. To podkreślanie wyboru klubu, to podkreślanie, jak bardzo przebierał w ofertach, by wreszcie wybrać zespół, gdzie Śpiączka ma optymalne warunki do wykorzystywania swoich atutów. Być może Korona tak po prostu będzie działać? I to właśnie będzie przynosić efekty? Gdzie Kobacki, a gdzie Deja. Gdzie Narsingh, a gdzie Deaconu. Ale weźmy takiego Danka. Już pal licho, jak on wędrował po pozycjach w poprzednich klubach, ale on nawet u trenera Ojrzyńskiego robi za uniwersalnego żołnierza. I może właśnie na takich się to utrzymanie zbuduje? Odpowiednich do systemu, odpowiednich do rozpracowania konkretnego rywala, do wyłączenia jego konkretnych atutów? Co Paixao zdziałał, jeden z najgroźniejszych ludzi w lidze? Kilka wywalczonych fauli?

Tak sobie ogólnie myślę – batalia o utrzymanie będzie wyjątkowo pasjonująca, bo tu brakuje jakichś klubów bez jakiegokolwiek atutu, bez jakiegoś pomysłu na to, by się wyrwać z matni. No, jest Stal Mielec, ale przecież oni jednak idą na puchary za sprawą wewnętrznych ustaleń Adama Majewskiego z siłami pozaziemskimi.

LM: Tak, zapowiada się kawał krwawej rzeźni, którą dobrze się będzie oglądać z daleka. W tym momencie nie ma zespołów bez argumentów. Inny zespół, który kadrowo nie porywa – Warta Poznań. A przecież za nimi bardzo dobry mecz z Pogonią. Generalnie Warta większość meczów gra tak, że naprawdę o coś jej chodzi, nie tylko o bicie po autach. No ale z Portowcami przegrali, choć Pogoń oddała jeden celny strzał. I tak tu się żyje w tej Ekstraklasie.

Na ten moment, gdyby powiedzieć o kimś, wokół kogo miałoby prawo pojawić się najwięcej wątpliwości, to Miedź. Przecież wczoraj, choć przegrali 1:4, zagrali chyba najlepiej w sezonie. A nie jest dobrze, jak twój najlepszy mecz to 1:4. I to nawet jeśli Wolski podniesie Puchar Świata dla Wisły Płock, zgłoszonej do mundialu dzięki dzikiej karcie. Radomiak jest jaki jest, ale przynajmniej wygrał – co prawda potrzebował ostatniej akcji w meczu, w którym grał 11 na 9, ale jednak. A Miedź ma na razie twarde zderzenie z realiami. Chcą grać w piłkę, szukają graczy za granicą, potrafią znaleźć kogoś fajnego w Polsce – patrz Kobacki. Ale punktów nie ma. Dla ESA paradoksalnie to może być najlepsze, co mogło się zdarzyć, bo pan Dadełło sięgnie znowu głębiej do kieszeni, by jeszcze wzmocnić Miedź jakimś dawnym talentem? Ricardo Quaresma – Welcome to Miedź Legnica. Róbmy to.

JO: To jest piękne, gdy się nałoży na politykę Lecha Poznań. Panie Andrzeju, ten start w Ekstraklasie taki sobie, co robimy? Dawajta reprezentanta Holandii, byłęgo piłkarza Manchesteru United i może kogoś z meksykańskiej Ekstraklasy, chyba że ten cały Portugalczyk z Premier League jednak nie znajdzie mocniejszego klubu. Lech Poznań? Przempraszam, panie Brombel, poczekajmy na wynik meczu z Islandczykami, na IV rundę to już może jakieś transferki porobimy. I ta przewrotność futbolu – skrajne podejścia, a ostatecznie i tak rozczarowania, seryjnie, zawód, rozminięcie się z oczekiwaniami.

Jednym słowem: życie.

Jakub Olkiewicz i Leszek Milewski

Komentarze