Telegram z Wysp: Piękny i tragiczny lot Mew z Brighton

Dan Burn Brighton and Hove Albion
Obserwuj nas w
PressFocus Na zdjęciu: Dan Burn Brighton and Hove Albion

Poniedziałek raczej dla nikogo nie jest ulubionym dniem tygodnia. Tym razem jednak mieliśmy nadzieję, że Graham Potter nieco osłodzi naszą bolesną egzystencję, a na murawie zobaczymy przynajmniej jednego Polaka. Niestety, Jakub Moder nie podniósł się z ławki, natomiast Michał Karbownik nawet nie znalazł się w kadrze na mecz Premier League z Crystal Palace. Mimo wszystko derby autostrady M23 oglądało się z zapartym tchem. Aż do ostatniego gwizdka.

Spotkanie na The Amex można było zakwalifikować do kategorii “mecz o cztery punkty”. Więcej niż trzy, ponieważ zwycięzca mógł sobie pozwolić na głębszy oddech w walce o utrzymanie, jednak mniej niż sześć, ponieważ wygrana nie dawała absolutnego komfortu. Remis nie zmieniał nic, z kolei dla przegranego porażka oznaczała, że od strefy spadkowej dzielą go tylko cztery oczka. Podsumowując: bez wątpienia należało powalczyć o pełną pulę. Orły do Brighton przyjechały bez swojej największej gwiazdy, Wilfrieda Zahy. Absencja Iworyjczyka budziła poważne obawy wśród kibiców klubu z Selhurst Park – w pięciu ostatnich spotkaniach, w których zabrakło 28-latka, Crystal Palace pięciokrotnie musiało uznać wyższość rywali, a bilans bramkowy wynosił 0-12. Teoretycznie można było spodziewać się najgorszego, jednak gospodarze nie prezentowali się na miarę swoich umiejętności, co pozwalało liczyć na wyrównane starcie.

Ekstraklasa w Premier League

Gdy na zegarze widniała 95. minuta, niemal wszyscy pogodzili się z podziałem punktów. Tylko trzech piłkarzy do końca wierzyło w możliwość zmiany wyniku. Ben White, który w pozornie niegroźnej sytuacji wybił piłkę pionowo do góry, Dan Burn, który nic nie robił sobie z obecności napastnika rywali we własnym polu karnym i Christian Benteke, który popisał się celnym uderzeniem w długi róg. Strzał Belga był drugim kontaktem z piłką zawodników CP w polu karnym Brighton w ciągu 95 minut. Pierwszy, jak możecie się domyślić, to gol Jeana-Philippe’a Matety.

75% posiadania piłki, 25 strzałów, 13 rzutów rożnych, 712 podań, 164 ataki, w tym 96 groźnych – nikt nie ma wątpliwości, że Brighton to po prostu piłkarscy frajerzy. Trudno o lepsze określenie, gdy przeciwnik zaledwie dwa razy uderza w światło bramki i wygrywa pojedynek. Mewy grały efektownie, jednak nieefektywnie. Zawiodła skuteczność, zabrakło pomysłu na wykończenie akcji. Zabrakło też koncentracji, a także świeżości, elementu zaskoczenia. Możemy zastanawiać się, czy Karbownik zachowałby się inaczej, gdyby znalazł się w sytuacji Burna. Oczywiście Polak nie miałby najmniejszych szans w fizycznym starciu z Benteke, ale niewykluczone, że dzięki swojej szybkości uprzedziłby Belga. Może brzmi to jak forsowanie kandydatury rodaka i naginanie rzeczywistości, ponieważ Burn w tamtym spotkaniu nie grał jako wahadłowy, jednak w obliczu fatalnej dyspozycji 28-letniego Anglika warto pozwolić mu na chwilę odpoczynku i przeorganizować defensywę w ten sposób, by na lewej flance znalazło się miejsce dla wychowanka Legii. W swoim jedynym starciu w koszulce Brighton nastolatek udowodnił, że może wnieść do drużyny coś nowego.

Mewa ofiarna

Jednak to Graham Potter regularnie ogląda swoich podopiecznych na treningach i decyduje, kto wybiega w podstawowym składzie. My, z poziomu telewizora czy komputera możemy się tylko zastanawiać, co by było gdyby. Jednak trudno nie zauważyć, że szkoleniowiec The Seagulls wykazuje zbyt duże przywiązanie do konkretnych nazwisk. Być może uczepiłem się biednego Dana Burna, jednak dwumetrowy zawodnik od co najmniej kilku spotkań naprawdę nie zasługuje na miejsce w wyjściowej jedenastce. A na pewno nie zasługuje na grę na boku obrony/wahadle. Spójrzcie na jego ruchy – są dalekie od słynnych kocich. A po co Dan Burn miałby się tak ruszać? Po to, żeby nie wyglądać jak żelbetonowy kloc. Burn nie ma luzu – rusza się jak wóz z węglem. A przydałoby się trochę polotu i finezji.

Na The Amex muszą zadać sobie jedno niesamowicie ważne pytanie – czy zamierzają stać się spadkowiczem grającym najpiękniejszą piłkę w historii wszystkich drużyn żegnających się z najwyższą klasą rozgrywkową? Być może to zwykła hiperbola, a Brighton nie ma najmniejszych szans na rozstanie z Premier League. Jednak Graham Potter powinien znaleźć złoty środek, a widowiskowy futbol wzbogacić o nutkę pragmatyzmu. Trudno o lepszy sprawdzian dla własnych przekonań – gdy Crystal Palace bez Wilfrieda Zahy wywozi z twojego stadionu komplet punktów, powinieneś zacząć się niepokoić. Zamiast dziewięciu oczek przewagi nad strefą spadkową masz tylko cztery. Czas na zmiany. Następny rywalem jest West Brom – czyż to nie jest idealna okazja na debiut Karbownika lub Modera?

Rozczarowanie kolejki: starcie Arsenalu z City

Wielkie mecze w tym sezonie Premier League mają to do siebie, że nierzadko nie dostarczają nam zbyt wielu emocji. Pojedynek na The Emirates potwierdził ten trend. Chociaż pierwszy bramka padła już w 2. minucie, do końca spotkanie nie doświadczyliśmy nadzwyczajnych wrażeń. Obie ekipy oddały łącznie cztery celne strzały. Niektórzy zapewne powiedzą, że nauczeni wydarzeniami z przeszłości nie powinniśmy być zdziwienia – jednak tym razem wyjątkowo nie spodziewaliśmy się przeciętnego widowiska. Cóż, może w następnej kolejce. Może potyczka Chelsea z Manchesterem United nas nie rozczaruje.

Wydarzenie kolejki: Fantasy Premier League powodem porażki Aston Villi

Słynna gra doprowadziła do przegranej The Villans z Leicester? Tak przynajmniej uważa szkoleniowiec Lwów, Dean Smith. Trener uważa, że to nieodpowiedzialne zachowanie piłkarzy (również wypożyczonych) i członków sztabu AV pozwoliło rywalom na wirtualne wejście do szatni klubu z Villa Park – Matt Targett, Conor Hourihane, Neil Taylor oraz analityk i fizjoterapeuta zespołu przed tą serią gier sprzedali Jacka Grealisha. I mieli rację – reprezentant Anglii nie wystąpił w spotkaniu z Lisami. Dzięki zachowaniu ludzi związanych z Aston Villą rywale zyskali dostęp do insiderskich informacji. W całym tym zamieszaniu Dean Smith nie zauważył, że Grealish nie pojawił się na żadnym ze zdjęć zrobionych podczas przedmeczowych treningów. Mimo tego specyficznego alibi zawodnicy AV już nie zagrają w FPL – klub nałożył na nich zakaz.

Bohater nieoczywisty: Thomas Tuchel

Niewielu trenerów jest na tyle odważnych, by zdjąć z boiska zawodnika, który wcześniej został na nie wprowadzony z ławki. Tuchel po zaledwie 30 minutach zmieniając Calluma Hudsona-Odoia udowodnił, że nie boi się niczego. Gdy ktoś nie realizuje założeń taktycznych lub po prostu nie prezentuje się wystarczająco dobrze, niemiecki szkoleniowiec nie ma litości. Nieważne ile znaczy twoje nazwisko – celem nadrzędnym jest dobro drużyny. Na szczęście bohater “wędki” doskonale zrozumiał zamysł swojego opiekuna i nie miał zamiaru eksponować niezadowolenia, tylko od razu zaimponował Tuchelowi postawą na treningu.

Komentarze