„Jedna z największych zagadek, z jaką się spotkałem”. Co się stało w drużynie rywala Legii?

Zoran Mamić w swoim ostatnim meczu w LE przed aresztowaniem
Zoran Mamić w swoim ostatnim meczu w LE przed aresztowaniem PressFocus

Zwolnienie sztabu trenera osiągającego największe sukcesy od dziesiątek lat, walka o pieniądze wyrzucenie samego trenera i aresztowanie jego następcy na kilka chwil przed najbardziej hitowym meczem roku. – Wiedzieliśmy, że pewne sprawy są w zawieszeniu i że taki finał jest możliwy – mówi Goal.pl Damian Kądzior, były piłkarz Dinama Zagrzeb. Gdyby Netflix chciał nakręcić film o wydarzeniach z ostatnich kilkunastu miesięcy w tym klubie, nie wyszłaby cukierkowa opowieść na lekkie, niedzielne popołudnie.

  • Jeśli Legia Warszawa miała mieć szansę z Dinamem Zagrzeb, to właśnie teraz. Damian Kądzior tłumaczy nam, dlaczego
  • Reprezentant Polski przy okazji wraca do zdarzeń z niedalekiej przeszłości – dziwnego zwolnienia Nenada Bjelicy oraz zatrudnienia mającego problemy z prawem Zorana Mamicia
  • Mecz Dinamo – Legia w środę o godz. 20. Stawką jest awans do ostatniej rundy eliminacji Ligi Mistrzów

Dlaczego Bjelica musiał odejść?

– Jedna z największych zagadek, z jaką spotkałem się w karierze – to pierwsze słowa Damiana Kądziora, gdy pytamy o zwolnienie Bjelicy. Dinamo podziękowało byłemu trenerowi Lecha Poznań za współpracę w kwietniu 2020 roku. Klub był liderem chorwackiej ekstraklasy, miał 18 punktów przewagi nad drugim zespołem, wcześniej wywalczył dwa mistrzostwa, puchar kraju i zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. W Lidze Europy jako pierwszy trener w historii Dinama wyszedł z grupy, a notując serię 12 meczów bez porażki (w tym ośmiu kolejnych zwycięstw) wyśrubował klubowe rekordy do granic być może już nigdy nieosiągalnych.

Kądzior: – Do tej pory sam nie wiem, co dokładnie się stało, możemy tylko przypuszczać. Z chłopakami z klubu doszliśmy do wniosku, że trener zaszkodził sobie, gdy zdecydowanie stanął po stronie zespołu. Bracia Mamiciowie nie lubią, gdy ktoś im się stawia, a Bjelica, w chwili, gdy chciano uciąć nam pensję, był za drużyną. Klub w tamtym okresie nie generował żadnych strat, wręcz przeciwnie, a nam bardzo mocno obniżono kontrakty. Najwięcej pewnie mógłby powiedzieć sam trener Bjelica, ale prawdopodobnie nie chce, bo nie czytałem jeszcze wywiadu, w którym odniósłby się do tamtych wydarzeń. Myślę, że z szacunku do Dinama.

Ale reprezentant Polski mówi dalej: – Gdy zwolnili trenerowi Bjelicy sztab, w dodatku informując o tym za pomocą e-maila, nie trzeba było wielkich umiejętności czytania między wierszami, by zrozumieć, że trener wkrótce odejdzie z Dinama. Każdy, kto go zna, wiedział, że będzie to dla niego problem. Wtedy zrozumieliśmy, że jego odejście jest tylko kwestią czasu, choć nikt tego nie chciał. Mieliśmy gdzieś nadzieję, że stanie się inaczej, ale to bardziej było myślenie życzeniowe niż wiara.

Kim są Mamiciowie

Bracia Mamiciowie, o których wspomniał reprezentant Polski, to Zdravko, Stojan i Zoran. Drugi z nich pozostaje nieco w cieniu, ale o pierwszym i trzecim głośno było od dawna. Zdravko był dyrektorem wykonawczym Dinama Zagrzeb, rządzącym klubem twardą ręką. Codziennością były starcia z dziennikarzami, grożenie im przemocą oraz wulgarne komentarze na temat ich pracy. Musiał odpierać ataki chuligańskiej grupy Bad Boys Blue, tej samej, która kilkanaście godzin temu starła się w Zagrzebiu z fanami Legii, nie miał po drodze z policją. W 2013 roku został aresztowany za werbalny atak w radiu na ówczesnego ministra sportu Żeljko Jovanovicia. W 2017 roku dwóch nieznanych sprawców dokonało zamachu na niego, zakończonego ostatecznie jedynie raną nogi. W jego bogatej kartotece znajduje się nazwisko Eduardo da Silvy, byłego piłkarza Legii, który pozwał Chorwata za umowę, zgodnie z którą miał oddawać 50 proc. pensji rodzinie Mamiciów za utorowanie kariery (Eduardo sprawę wygrał).

Zoran był z kolei następcą Bjelicy na ławce (choć nie zastąpił go bezpośrednio, a zmienił tymczasowego trenera Igora Jovicevicia, który przejął obowiązki Bjelicy po zwolnieniu), ale to wcześniejszy okres pracy w Dinamie – trenował ten zespół także w latach 2013-16 – wpakował go w kłopoty. Chodziło o defraudację pieniędzy po transferach Luki Modricia do Tottenhamu oraz Dejana Lovrena do Olympique Lyon. Bracia, wraz z byłym dyrektorem Dinama Damirem Vrbanoviciem oraz urzędnikiem podatkowym Milanem Pernarem, mieli wyprowadzić z klubu 15 mln euro, a skarb państwa oszukać na 1,2 mln euro niezapłaconych podatków. Sąd w Osijeku już w 2018 roku udowodnił winę obu panów, ale dopiero w marcu 2021 werdykt został utrzymany.

– Wiedzieliśmy, że przeciwko Zoranowi Mamiciowi toczy się jakieś śledztwo i pewne sprawy są w zawieszeniu, że prędzej czy później jakiś wyrok zapadnie – mówi dziś Kądzior, który wciąż był piłkarzem Dinama, gdy Mamić przejmował drużynę od Jovicevicia. – Wtedy nie skupialiśmy się na tym. To nie są sprawy, o których się rozmawia, gdy przygotowujesz się do sezonu. O samym Mamiciu nie mogę wiele powiedzieć, bo pracowałem z nim przez jakiś, ale od chłopaków, z którymi miałem kontakt po odejściu do Eibar wiem, że sobie go chwalili.

– Dinamo jest na tyle wielkie, że niewiele zdarzeń mogłoby wywrócić ten klub do góry nogami – dodaje. Mówiło się, że wszystko stanie na głowie po odejściu Bjelicy, a do tego nie doszło. Gdy aresztowano Mamicia, też klub sobie z tym poradził. Bracia wiedzieli, że prędzej czy później to nastąpi i musieli się zabezpieczyć, mieć zaufanych ludzi w klubie, mających czyste papiery. Nie było przypadkiem, że Mamić sprowadził do Dinama kilku asystentów, w tym Damira Krznara, który dziś jest pierwszym trenerem i był przygotowywany do tej roli na wypadek aresztowania jego przełożonego.

Dinamo dalekie od optymalnej formy

Dziś Dinamo funkcjonuje już bez braci, ale nie robi takiego wrażenia jak to Bjelicy lub nawet Mamicia. Bezpośrednio po aresztowaniu szkoleniowca, Chorwaci wygrali z Tottenhamem 3:0 w Lidze Europy i wyeliminowali z rozgrywek niedawnego finalistę Ligi Mistrzów. Kądzior zauważa, że start obecnego sezonu jest daleki od ideału.

Fot. PressFocus

– Regularnie oglądam Dinamo i mogę powiedzieć, że na początku sezonu nie wyglądają tak dobrze, jak kibice mogli się przyzwyczaić przez ostatnie lata. W tym upatrywałbym szansy Legii. Ale ciężko mi porównać obecny zespół do tego, w którym ja grałem, bo od tamtego czasu doszło do wielu transferów, skład został przemeblowany i dziś najgroźniejszymi broniami Dinama są piłkarze, którzy za moich czasów nie znaczyli tak wiele. W najlepszej formie jest Lovro Majer. Od początku sezonu widać, że w okresie przygotowawczym mocno się zbudował i zdecydowanie odstaje na plus w stosunku do kilku innych czołowych piłkarzy. Widać, że Mislav Orsić (strzelec hat tricka we wspomnianym meczu z Tottenhamem – przyp. red.), Bruno Petković, Mario Gavranović, czy bramkarz Dominik Livaković wciąż nie są w najwyższej dyspozycji. Oni są największymi gwiazdami Dinama, ale dopiero co byli na Euro 2020, weszli w sezon bez dłuższego urlopu i odpowiednich przygotowań, ich głowy nie odpoczęły i odbija się to na boisku – zauważa reprezentant Polski.

I uzupełnia wypowiedź, mimo że wcale nie pytamy, komu będzie kibicował w środę. – Ja na pewno jestem i będę kibicem Dinama, zawsze będę trzymał za ten klub kciuki – jeśli nie będziemy akurat grali bezpośredniego meczu. Spędziłem tam najlepsze lata w mojej karierze, Dinamo mnie wypromowało, a ja się tam świetnie czułem. W meczu z Legią będę kibicował Dinamu, ale wydaje mi się, że Legia nie jest na straconej pozycji. Dinamo w sztosie jest w stanie wyeliminować Tottenham, ale teraz nic nie wskazuje, by w nim było. Bardziej przepycha mecze niż wygrywa. Za trenera Bjelicy wygrywaliśmy po 4-5:0 w kwalifikacjach, a teraz z Islandczykami i Omonią Nikozja wyniki były już na styku. Podobnie początek w lidze nie zwiastuje, by dobra forma była blisko. Z przodu grają kreatywni i utalentowani piłkarze, ale w obronie jest znacznie gorzej.

Mecz Dinama Zagrzeb z Legią rozpocznie się w środę o godz. 20. Rewanż we wtorek 10 sierpnia w Warszawie.

Komentarze