Lewandowski mógł strzelać, ale wolał podać. Chicago Fire wygrywa
Robert Lewandowski przez ostatnie dni przebywał w Polsce, gdzie trwało zgrupowanie reprezentacji. W związku z faktem, że w meczach przeciwko Szwecji oraz Rumunii zobaczył żółte kartki, nie mógł wystąpić w spotkaniu z Bośnią i Hercegowiną. 38-latek opuścił więc przedwcześnie zgrupowanie i wrócił do Stanów Zjednoczonych. Nie miał jednak co liczyć na chwilę oddechu, ponieważ w nocy z wtorku na środę (6/7 października) zagrał kolejny mecz.
Chicago Fire przed własną publicznością podejmowało lidera Konferencji Zachodniej MLS, czyli Vancouver Whitecaps. Lewandowski rozpoczął na ławce rezerwowych, ale pojawił się na boisku w 76. minucie spotkania. Na murawie zastąpił Jonathana Bambę, strzelca pierwszego gola.
REKLAMA | 18+ | Hazard może uzależniać | Graj legalnie
Oprócz reprezentanta Wybrzeża Kości Słoniowej na listę strzelców wpisał się również Philip Zinckernagel oraz Maren Haile-Selassie. Temu drugiemu przy bramce asystował Robert Lewandowski. Akcja bramkowa wydarzyła się w 88. minucie. Co ciekawe, Polak znalazł się w sytuacji sam na sam z bramkarzem rywali. Zamiast oddać strzał na bramkę, podał do kolegi z zespołu, który musiał tylko skierować piłkę do pustej bramki.
Dla Lewandowskiego była to trzecia asysta w rozgrywkach MLS. Łącznie w barwach Chicago Fire ma na swoim koncie 12 meczów ligowych, w których strzelił 6 goli. Do tego należy jeszcze wliczyć 4 występy w Leagues Cup, w których raz wpisał się na listę strzelców.









