Wszyscy chcą grać w Lidze Mistrzów. Arsenal i United również

Erik ten Hag (Manchester United, Premier League)
PressFocus Na zdjęciu: Erik ten Hag (Manchester United, Premier League)

Marzenia marzeniami, ale pomóc im trzeba. Jeżeli występujesz w Premier League i chcesz grać w Lidze Mistrzów, nie możesz poprzestać na pisaniu listów do Mikołaja. Nie wystarczy wejść do szatni i powiedzieć “panowie, wiecie, o co walczymy”. Chętnych jest więcej niż czterech. I każdy ma takie same szanse na finisz w top four. A to wszystko dzięki jednej, dosyć oczywistej aktywności – transferom.

  • W top six trwa wyścig zbrojeń – każdy z klubów tradycyjnej wielkiej szóstki dokonał interesujących transferów
  • Najwięcej dzieje się w szeregach Tottenhamu. Spurs sprowadzili aż sześciu graczy
  • Haaland, Koulibaly, Sterling – to tylko część nazwisk, jakie dołączyły do szatni największych ekip Premier League

Sezon ogórkowy wcale nie jest taki ogórkowy, jakim czasami przychodzi mu być. Innymi słowy i w skrócie – dzieje się. A o emocje dbają ci najwięksi. Nic dziwnego. W końcu ich stać. Ale to nie zawsze idzie w parze z interesującymi ruchami. Tym razem jest inaczej. Nie ma mowy o bierności i bylejakości. Aktywność czołowej szóstki to prawdziwy wyścig zbrojeń – nikt nie wzmacnia się na odpustowym straganie. Pojawiły się wielkie nazwiska i wielkie pieniądze, jednak nie zabrakło także młodych talentów i przyszłych gwiazdy, wykupionych za nieco bardziej stonowane kwoty.

Arsenal

Kanonierzy na ostatniej prostej przegrali wyścig o Ligę Mistrzów – pierwszy na mecie zameldował się Tottenham. W tym sezonie Arsenal nie może pozwolić sobie na finisz poza najlepszą czwórką. W innym przypadku projekt Mikela Artety, który przecież jest tak wysoko oceniany, znowu zostanie poddany pod rozwagę. I podany w wątpliwość. Dlatego The Gunners rękami i nogami nowych piłkarzy zamierzają obronić się przed niepotrzebnymi emocjami. Na The Emirates zawitał Gabriel Jesus, który ma odpowiadać za zdobywanie bramek i ma robić to zdecydowanie lepiej niż Alexandre Lacazette. W północnej części Londynu liczą, że Brazylijczyk po transferze z City w pełni rozwinie skrzydła i będzie skrzętnie korzystał z usług asystenckich Fabio Vieiry, sprowadzonego za 35 milionów euro z Porto i Ołeksandra Zinczenki, który podobnie jak Gabriel Jesus, zamienił Manchester na stolicę.

Chelsea

Zaczęło się źle – ze Stamford Bridge pożegnali się Rudiger i Christensen. Londyn opuścił także Lukaku, ale za nim akurat nikt nie tęskni. (Spodziewany) exodus ze stolicy oznaczał, że Chelsea potrzebuje dwóch obrońców i przynajmniej jednego zawodnika stricte ofensywnego. Temat Ake upadł dosyć szybko, a de Ligt preferował kierunek niemiecki, dlatego The Blues ruszyli po Kalidou Koulibaly’ego i za jedyne 38 milionów euro zdołali wyrwać go z rąk De Laurentiisa. Mocne, nawet bardzo mocne nazwisko. Wprawdzie Senegalczyk ma już 31 lat, jednak gdy skonfrontujemy jego metrykę z wiekiem Thiago Silvy, to od razu zarzucimy myśli klasyfikujące Koulibaly’ego jako zabytkowego.

Defensywa została wzmocniona, czas na atak. Nowym piłkarzem Chelsea został Raheem Sterling. “Rezerwowy City”, napiszą złośliwi. “Jeden z najlepszych graczy Premier League“, odpowiedzą im trzeźwo oceniający ten ruch. Londyńczycy pozyskują postać niesamowicie doświadczoną i wzmacniają pierwszą linię za stosunkowo niewielkie pieniądze (56 mln euro). To ruch z kategorii “no-brainer”. Nie ma mowy, że coś pójdzie nie tak.

Liverpool

Płakać za Mane to nie wstyd. Jednak Senegalczyk na Anfield zrobił swoje – czas na innych. Mohamed Salah zapewne tęskni za reprezentantem Lwów Terangi, ale ta tęsknota zapewne będzie nieco mniejsza, gdy Egipcjanin rozpocznie zmagania w Premier League z Darvinem Nunezem u boku. Liverpool pozyskał jednego z najbardziej rozchwytywanych piłkarzy młodego pokolenia. Sympatycy Jej Królewskiej Mości już zacierają ręce na myśl o korespondencyjnej rywalizacji Urugwajczyka z Erlingiem Haalandem. The Reds w końcu mają napastnika z krwi i kości, któremu Robertson i Alexander-Arnold bez obaw mogą dorzucać ze skrzydeł. W czerwonej części Merseyside zameldowali się także Fabio Carvalho i Calvin Ramsay, ale ta dwójka, ze względu na wiek i niewielkie doświadczenie, stanowi, przynajmniej na razie, szeroko pojęte wsparcie. Salah, Nunez, Jota, Diaz – ten tercet ma rozstrzygać o losach spotkań Liverpoolu.

Manchester City

Za trzech “rezerwowych” Manchester City zarobił prawie 150 milionów funtów. Żyć, nie umierać. Ale nie ruchy z, a ruchy do The Citizens interesują nas w tym momencie. Obywatele pozyskali gwiazdę światowego futbolu – Erlinga Haalanda. Norweg z miejsca stał się kandydatem do korony króla strzelców Premier League. Umiejętności na pewno pozwalają mu walczyć o ten tytuł, jednak oprócz talentu musi mu dopisać także zdrowie. Jedno jest pewne – na Etihad pojawił się “game-changer”. City z napastnikiem z prawdziwego zdarzenia będzie jeszcze groźniejsze niż w poprzednich rozgrywkach. Pep Guardiola dostał także zmiennika dla Rodriego i zastępcę Fernandinho w postaci Kalvina Phillipsa, a ponadto w tym sezonie będzie mógł skorzystać z Juliana Alvareza. Dlatego bez większego żalu oddał Gabriela Jesusa i Raheema Sterlinga. I mimo tych “osłabień” ma prawo twierdzić, że Manchester City jest mocniejszy niż kiedykolwiek wcześniej.

Manchester United

Manchester United to jedyny klub z top six, w którego kontekście najwięcej mówi się o trenerze. Erik ten Hag ma za zadanie uporządkować bałagan, jaki od dłuższego czasu panuje na Old Trafford. Holendra czeka dużo pracy – Czerwone Diabły w minionym sezonie miały problemy we wszystkich formacjach i aspektach. Był szkoleniowiec Ajaxu musi przeprowadzić stosowną rewolucję, a by w ogóle myśleć o zmianach, potrzebuje do tego konkretnych wykonawców. Bez wątpienia to właśnie dzięki staraniom ten Haga MU wzmocnili Tyrell Malacia, Lisandro Martinez i Christian Eriksen. Jeżeli uda się przekonać Ronaldo do pozostania przy Sir Matt Busby Road, a Donny van de Beek pod wodzą znanego sobie opiekuna wróci do “amsterdamskiej” dyspozycji, The Red Devils mają prawo myśleć o czołowej czwórce.

Tottenham

Tu działo się najwięcej. Do północnej części Londynu trafiło aż sześć mocnych nazwisk. Richarlison, Bissouma, Spence, Persisić, Forster i wypożyczony z Barcelony Lenglet – to zestawienie budzi ogromne emocje. Pierwsza trójka jest traktowana jako realne wzmocnienia i kandydaci do gry w podstawowym składzie, natomiast pozostali mają stanowić solidne wsparcie dla wyżej ocenianych partnerów. Oczywiście Perisić może, z biegiem czasu, zyskać uznanie Conte i wskoczyć do wyjściowej jedenastki, ale Lenglet i Forster raczej nie mają co liczyć na regularną grę. Niezależnie od tego, kto, ile, kiedy i gdzie, Tottenham solidnie się wzmocnił. Spurs postanowili nie zostawiać niczego przypadkowi.

Komentarze