Polak z Manchesteru City: Guardiola ma fioła na punkcie detali

Jakub Bokiej
Jakub Bokiej Arch. prywatne

– Taki przykład: Pep zawsze chce wygrać nawet rzut monetą przed meczem, by móc w pierwszej połowie atakować na bramkę po prawej stronie od tunelu. Niektórzy się z tego śmieją, ale jak zbierzemy pięćdziesiąt takich szczegółów, to w konsekwencji odróżnimy drużynę średnią od dobrej – mówi w rozmowie z Goal.pl Jakub Bokiej, polski skaut Manchesteru City, z którym porozmawialiśmy o jego pracy oraz rosnącej presji przed sobotnim finałem Ligi Mistrzów.

  • 24-letni Jakub Bokiej to najmłodszy skaut Manchesteru City, który… sam został wyskautowany przez mistrzów Anglii i od kilku lat wyławia talenty
  • W rozmowie z nami zdradza, który piłkarz Citizens ma w sobie tyle pokory, że można pomylić go z gościem, który zgubił się w budynku klubowym oraz opowiada o Manchesterze City od kuchni
  • Bokiej to też kluczowa postać dla Polish Football Academy, która współpracuje z Man City oraz z kilkoma innymi klubami

– Do Wielkiej Brytanii trafiłem w wieku 15 lat, emigrując razem z tatą, który wyjechał na Wyspy za chlebem i gdzieś w głowie ubzdurałem sobie, że tutaj będzie łątwiej o zrealizowanie marzeń. Trafiłem do grup młodzieżowych Leeds United, ale bardziej tam byłem niż występowałem. Musiałem szukać alternatyw, więc zdecydowałem się na przejście do III-ligowego klubu szwedzkiego. Miałem tam duże problemy zdrowotne i kontynuowanie kariery piłkarskiej nie było możliwe – mówi. Kto wie, czy dzięki tym problemom nie wygrał losu na loterii, bo w piłce ostatecznie świetnie się odnalazł, choć w nieco innej roli.

Jak Manchester City kontraktował Polaka

Był taki dzień, w którym Manchester City zadzwonił…

To był szok dla mnie, wówczas 19-letniego dzieciaka. Na początku sam przyjazd do klubu było dla mnie jak wejście dla dziecka do sklepu ze słodyczami, magia. Jako Polish Football Academy rozgrywaliśmy mecze przeciwko zawodowym drużynom i po jednej z takich gier klub zainteresował się projektem. Kilku skautów badało, jak rozwija się nasza akademia, informacje doszły do głównego bossa, a ten zaprosił mnie na niezobowiązujące spotkanie, które jednak okazało się zobowiązujące. Zaskoczyła mnie normalność i otwartość ludzi, która na tym poziomie mogła wydawać się nierealna.

Pomysł na budowę akademii był na pewno ciekawy, ale nie spotkałem się z sytuacją, by brał się za to nastolatek.

Miałem swoją motywację. Widziałem, jak było mi ciężko po przyjeździe, jakim wyzwaniem stało się zahaczenie się w poważnej akademii i jak dużo dobrych zawodników przepadało tylko dlatego, że nie było dobrego połączenia między skautami i klubami. Żadnego pomostu między piłką amatorską i zawodową, co sprawiało, że chłopak, który trzy lata temu był świetny, rok po roku zjeżdżał po równi pochyłej, aż musiał iść pracować do fabryki. Ktoś musiał stworzyć pomost, o którym mówię, i zdecydowałem, że będę to ja. Łamanie karier strasznie mnie bolało. Myślałem, że stworzenie akademii nie jest zbyt trudne, później mnie to trochę zweryfikowało, ale finalnie wszystko się udało. Dziś nie współpracujemy tylko z City, ale jako Polish Football Academy pracujemy też innymi klubami, więc prawdopodobieństwo, że ominiemy jakiś talent jest dosyć niskie.

Polish Football Academy (fot. arch. prywatne)

Manchester City kojarzy się z ogromnym bogactwem, więc spytam – jako 20-latek zarabiałeś tam powyżej średniej krajowej i miałeś głowę wolną od problemów, by skupić się tylko na szukaniu talentów?

Szczerze? Zazwyczaj nie wypowiadam się w tym temacie publicznie, natomiast to ciekawy wątek. Dzisiaj mając 24 lata mam świadomość, że pewnie nigdy więcej nie będę musiał pracować, ale to nie jest mój cel nadrzędny. Już przed rokiem otrzymywałem potężne ofery zarówno ze Stanów Zjednoczonych, jak i Chin czy innego klubu Premier League, natomiast nigdy nie postawię pieniędzy ponad swoje ideały. Uważam, że mam łatwość, do zarabiania pieniędzy, a ta łatwość pozwala osiągać ci dużo lepszą pozycję w negocjacjach na wielu płaszczyznach życiowych, dlatego w po części jest to dla mnie ważna kwestia, bo pozwala mi się rozwijać, a w kwestii rozwoju jestem kompletnym szaleńcem. Prawdziwa wartość, to to jakim jesteś człowiekiem, komu pomagasz, jak się zachowujesz…

Walka na noże

Skauci często wchodzą sobie w drogę? Walka o piłkarza jest ostra, jak w dorosłym futbolu?

W naszym regionie jest dosyć ciasno. Mamy sporo drużyn dookoła, akademii kategorii pierwszej i drugiej jest masa. Mancheseter United, Everton, Leeds, Liverpool, kluby z Sheffield – mógłbym wymienić jeszcze kilkanaście. Każdy z tych klubów słynie z niezłego szkolenia. Jeśli przeanalizowałbyś skład reprezentacji Anglii, połowę stanowiliby zawodnicy z regionu Yorkshire i okolic Manchesteru. Rywalizacja jest więc dosyć spora. Ciężko jest znaleźć zawodnika unikatowego. Jeśli ma 10-12 lat i jest turbo dobry, nie ma szans, że go nikt wcześniej nie widział. Jako Polish Football Academy jesteśmy w stanie wygenerować unikaty, bo jeśli przyjeżdżają młodzi chłopcy z Polski z rodzicami, to nikt wcześniej ich nie widział. Jeśli do tego nie mówią po angielsku, pierwszym krokiem dla nich będzie PFA, a nie jakakolwiek inna akademia. To jest na pewno jakiś atut, ale też nie często zdarza się, że przyjedzie ktoś z Polski i będzie na tyle dobry, by zaraz być w klubie. Choć jeden czy dwa przypadki jestem w stanie wskazać.

Twoją rolą w Manchesterze City jest tylko znajdowanie zawodników, czy też ich przekonywanie?

Skauci mają wykonać pierwszy kontakt z zawodnikiem. My jedziemy ich oglądać i jeśli z jakiegoś powodu jesteśmy z nich bardzo zadowoleni, to zdarza się, że jeszcze tego samego dnia kontaktujemy się z piłkarzem lub jego rodzicami. Jeśli chodzi o przekonywanie, mam delikatnie z górki. Umówmy się – pracuję dla Manchesteru City. Wcześniej przez rok pracowałem dla Leeds i musiałem się znacznie bardziej nagimnastykować. W Anglii jest wielka świadomość, czym jest Manchester City i jego ośrodek treningowy, a także ludzie, którzy w nim pracują. Nie miałem więc nigdy problemów, by kogoś namówić, choć słyszałem o przypadkach, gdzie cała rodzina od wieków kibicuje Leeds United i nie chcą słyszeć żadnej innej nazwy.

Nie brzmi to wszystko jak standardowe osiem godzin w biurze na etacie.

Zawsze się śmieję, że czasami brakuje pokory, bo nigdy w życiu nie byłem w pracy, a mam już 24 lata. Mój dzień pracy jest pewnie lżejszy fizycznie niż moich rówieśników, ale też odpowiedzialność nieporównywalnie większa. Gorączka jest zwłaszcza w weekend, gdy śledzę mecz po meczu i sporządzam raporty. Ale to też nie jest tak, że pracuję tylko dla City, bo cała koordynacja Polish Football Academy jest na mojej głowie, a jeden projekt napędza drugi. Tak czy inaczej piłka u mnie jest 24 godziny na dobę, jestem na tym punkcie trochę skrzywiony. Obrzydziłem piłkę większości swoich przyjaciół czy swoim rodzicom. Z drugiej strony dla mnie to coś niesamowitego, że ktoś płaci mi za oglądanie meczów.

Trzech Polaków walczy o kontrakt w Man City

Ilu “twoich” zawodników dziś trenuje w City?

Struktura grup juniorskich Manchesteru City jest bardzo rozbudowana, ale ogólnie gra tam trzech moich zawodników i głęboko wierzę, że któryś z nich zawalczy i dostanie kontrakt. Ale musimy zdawać sobie sprawę, że zawodników, którzy chcą reprezentować City, są tysiące, więc znalezienie się w dziesiątce lub czternastce w danym roczniku, to kolosalny wyczyn. Celem PFA jest dopasowanie potencjału zawodnika do danego klubu. Ostatnio mieliśmy sytuację, w której Everton, też klub kategorii pierwszej – czyli mówimy o podobnej sile, co Manchester City – wziął naszego piłkarza i podpisał z nim kontrakt. Wcześniej City uznało, że nie jest wystarczająco dobry.

Szymon Światowy w koszulce Evertonu (fot. arch. prywatne)

Trzymasz się blisko pierwszej drużyny Man City?

Nie mamy jakichś kumpelskich relacji, ale na korytarzach mijamy się często. I jedno mogę powiedzieć śmiało – od tych ludzi bije niesamowita pokora. Myśląc logicznie, mogłoby się wydawać, że im wyżej jesteś, tym bardziej masz gdzieś, co się dookoła dzieje. A tu jest zupełnie odwrotnie. Największym fenomenem pod tym względem jest Phil Foden, który chodzi po akademii z głową w dole, zawsze uśmiechnięty, cichy z pełną pokorą, jakbym go nie znał, w życiu bym nie podejrzewał co taki gość może zrobić z piłką. Sterling, czy Guendogan zawsze zbiją piątkę zanim pójdą dalej.

Guardiola? Chce wygrać nawet rzut monetą. Naprawdę

Miewasz bezpośredni kontakt z Pepem Guardiolą?

Miałem z Mikelem Artetą, gdy ten był asystentem. Z Pepem nigdy nie rozmawiałem, choć czasem mijamy się w korytarzu.

Szkoda, bo chciałem spytać, która twarz Guardioli jest bliższa prawdziwej – faceta, który potrafi wściekać się za jakiś głupi błąd daleko od własnej bramki przy prowadzeniu 5:0, czy luzaka śpiewającego z piłkarzami Oasis na imprezie po sezonie.

On przede wszystkim jest skrzywiony na punkcie detali. Taki przykład: Pep zawsze chce wygrać rzut monetą przed meczem, by móc w pierwszej połowie atakować na bramkę po prawej stronie od tunelu. Nie wiem, z czego to się bierze – może dlatego, że wolał mieć drużynę bliżej swojej ławki? Takich detali jest mnóstwo, a jak się je połączy razem, zrozumiemy, dlaczego Manchester City dziś tak wygląda pod kątem organizacji. Ludzie czasem te zachowania Guardioli deprecjonują, czasem się z nich śmieją, natomiast jeśli tych wszystkich szczegółów skumulujemy pięćdziesiąt, odróżnimy drużynę średnią od dobrej.

Finał Ligi Mistrzów: Manchester City czy Chelsea?

Przed nami finał Ligi Mistrzów. Da się już wyczuć presję w zespole?

Nie ukrywajmy, że to cel od kilku lat. City z Ligą Mistrzów nigdy nie szło pod rękę, a presja rosła. Nie chcę mówić, że przyzwyczailiśmy się do zdobywania mistrzostwa Anglii, ale tu wypracowaliśmy regularność, natomiast na Ligę Mistrzów ciśnienie wciąż nie znalazło ujścia. Inaczej by było, gdyby nie wymieniano nas rok w gronie faworytów. W tym roku drużyna wygląda nieprawdopodobnie mocno i wierzymy, że w sobotę postawi kropkę nad „i”.

Ja mam taką teorię, że w tym sezonie tylko dwa podmioty mogły zatrzymać Manchester City. Jednym jest Bayern Monachium, drugim Thomas Tuchel. Co zresztą zrobił w Pucharze Anglii. Nie masz obaw, że ta historia może się powtórzyć?

Mecz meczowi jest nierówny. Ostatnio Chelsea dobrze sobie z nami radziła, także w lidze, ale wtedy mogliśmy mówić choćby o dużych rotacjach w składzie. Teraz będzie zupełnie inny mecz i wydaje mi się, że decydująca może się okazać sfera mentalna. Finałów często nie wygrywa się nogami, a głową, a Manchester City psychologicznie jest nieprawdopodobnie mocny w tym sezonie.

To na koniec spytam – jaki będzie wynik finału?

Będą mi to później wypominać! Chyba, że trafię. Powiedzmy, że spokojne 2:1 dla City. Nie będzie to łatwe spotkanie, ale wierzę w to, że to jest ten dzień, na który czekałem od 5 lat. Nauczyłem się oglądać mecze bez emocji, natomiast w sobotę ściągnę kapelusz profesjonalisty i będę oglądać ten mecz jak kibic.

Komentarze