Kibice Liverpoolu mieli go dość, a on został gwiazdą Stevena Gerrarda

Ryan Kent
Ryan Kent PressFocus

Nikt nie płakał po Ryanie Kencie, wychowanku Liverpoolu, gdy ten przenosił się do szkockiego Rangers. – Nie mogę uwierzyć, że za tak bezużytecznego gracza dostaliśmy 7 milionów funtów – napisał przed dwoma laty jeden z kibiców. Z perspektywy czasu wiadomo już, że fan ten bardzo się mylił. Kent wyrósł na największą gwiazdę w drużynie dowodzonej przez Stevena Gerrarda. Eksperci wróżą mu wielką karierę w Premier League.

Rangers osiągnęli w tym sezonie rzecz niebywałą. Po latach pozostawiania w cieniu w końcu zdetronizowali Celtic, zdobywając mistrzostwo Szkocji. I uczynili to w wielkim stylu. W 36 meczach sięgnęli po 30 zwycięstw i wyprzedzają rywala zza między różnicą aż 23 punktów. W miniony weekend upokorzyli go po raz kolejny i wygrali 4:1. Ojcem tego sukcesu – jak i całego sezonu – był Ryan Kent.

W systemie gry Stevena Gerrarda ogrywa on kluczową rolę. Ustawiany jest tuż za dwójką napastników i ma świetny przegląd pola. Kenta pod lupę wzięli dziennikarze szanowanego serwisu The Athletic, rozkładając jego umiejętności na czynniki pierwsze. Wychwalano go za niesamowity przegląd pola, a także inteligentne podania i zarządzanie całym zespołem. 24-letni Anglik potrafi świetnie uderzyć, wypuścić kolegę na pozycję, ale i ciężko pracować przy pressingu w defensywie. Gdyby tego było mało, świetnie drybluje i swoimi sztuczkami nieraz oszukiwał defensywę rywala. To kluczowy element układanki Stevena Gerrarda i nikt w Glasgow nie wyobraża sobie, by miał latem odejść. Tym bardziej, że Rangers chcą po latach przerwy dostać się do Ligi Mistrzów.

Klubowa tułaczka

Chłopak urodziny w Oldham miał od dzieciństwa jedno marzenie. Zostać piłkarzem Liverpoolu. Swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami popisywał się już w wieku szkolnym. Dzięki temu mając 7 lat rodzice zapisali go do szkółki The Reds. Przy Anfield Road został na kolejne paręnaście lat. O jego nazwisku zrobiło się głośno w marcu 2015 roku, gdy Kent zachwycał formą w drużynie U-21 podczas UEFA Youth League. Nic dziwnego, że kilka miesięcy później dołączył do pierwszej drużyny w czasie okresu przygotowawczego do nowego sezonu.

Trenerzy i działacze uznali, że najlepszą ścieżką jego rozwoju będą wypożyczenia do drużyn, gdzie miałby regularną szansę na grę. Zaczęło się od Coventry. Później wysyłano go kolejno do Barnsley, Bristol City i niemieckiego Freiburga. Lata mijały, a Ryant Kent doczekał się tylko jednego występu w barwach Liverpoolu – w 2016 roku w FA Cup przeciwko Exeter. Samemu piłkarzowi taki scenariusz niezbyt odpowiadał. Jak podkreślał w późniejszych wywiadach, potrzebował zakotwiczyć gdzieś na dłużej. Na Anfield przestał czuć się jak w domu, bo wracał tam na zaledwie kilka tygodni po zakończeniu kolejnego wypożyczenia.

Prawdziwą szansę dostał latem 2018 roku, gdy 21-latka dostrzegł świeżo upieczony menedżer Rangers, Steven Gerrard. Dawny gwiazdor Liverpoolu dostrzegł w nim potencjał, mimo że wcześniejsze wypożyczenie do Bundesligi okazało się rozczarowaniem. Kent został wrzucony we Freiburgu na głęboką wodę i nie podołał wyzwaniu. W jego potencjał nigdy nie wątpił jego dawny kolega z Coventry, Jim O’Brien. – Ryan to jeden z największych talentów, z jakimi grałem. Nie każdy rodzi się z takimi umiejętnościami, takim panowaniem nad piłką. Jeśli będzie się dobrze prowadził, może zajść daleko – sugerował.

Gerrard, który w czasie swojej kariery był dowódcą drugiej linii, potrzebował gracza o podobnej charakterystyce w prowadzonym przez siebie zespole. To właśnie na Ibrox młody chłopak z Oldham dostał szansę, której nie dano mu nigdy wcześniej. W pierwszym sezonie w Szkocji rozegrał 27 meczów. Obie strony były tą współpracą zachwycone, a schody pojawiły się, gdy Kent wrócił po sezonie do Liverpoolu. Z relacji samego piłkarza wynikało, że działacze i trenerzy zaczęli kręcić. Choć piłkarza w planach nie miał Jurgen Klopp, miał usłyszeć, że klub nie zgodzi się na kolejne wypożyczenie. Tygodnie mijały, a Kent zaczynał godzić się z myślą, że do Rangers już nie wróci. Okazało się, że Anglicy chcieli w ten sposób wymusić na Szkotach wykupienie piłkarza na stałe. Tak też ostatecznie się stało, bo zapłacili za niego 7 milionów funtów.

Oszukany przez Liverpool

Sam Kent poszedł ze sprawą do mediów. Trafił na pierwsze strony brytyjskich gazet. Nic dziwnego, skoro powiedział, że został przez Liverpool oszukany. – Najpierw powiedziano mi jedną rzecz, a potem okazało się, że było to po prostu kłamstwo. Nie dotrzymano względem mnie danego słowa – mówił na łamach Sky Sports. Następnie dodał rzecz, która oburzyła fanów Liverpoolu najbardziej – Po przenosinach do Rangers po raz pierwszy w życiu poczułem się gdzieś jak w domu. Poznałem czym jest radość z grania w piłkę i chcę tak się czuć do końca mojej kariery – mówił.

Wielu fanów The Reds zareagowało na taką deklarację z oburzeniem. “Liverpool cię okłamał? Nie. To ty okłamałeś nas odnośnie swoich umiejętności” – napisał jeden z kibiców. Inny dodał: “Nie mogę uwierzyć, że dostaliśmy za tego bezużytecznego gościa 7 milionów funtów. Za typa, który nie łapał się do naszej drużyny U-23”. Pojawiły się też oskarżenia o wybujałym ego. “Czego ten chłopak o nas oczekiwał? Że nagle zacznie grać w pierwszym składzie kosztem Sadio Mane?” – zastanawiał się jeden z komentatorów.

Kenta miało boleć to, że Liverpool zagrał nim w ten sposób po 16 latach współpracy. Koniec końców rozstanie z The Reds wyszło mu jednak na dobre. Anglik z Oldham potrzebował mentora i nauczyciela, który mu zaufa. A taką osobą okazał się Steven Gerrard. Efekt jest taki, że dziś, po półtora roku od sprzedaży do Rangers, Kenta wycenia się na co najmniej 25 milionów funtów. Nic w tym dziwnego, bo w dużej mierze to on poprowadził drużynę z Glasgow do mistrzostwa kraju. Rewelacyjnie spisywał się poza tym w rozgrywkach Europa League. Dziennikarze The Athletic nie mają wątpliwości, że jest w tym momencie najlepszym piłkarzem w całej szkockiej Premiership. “W każdym jego kroku na boisku widać pewność siebie. On jest świadomy swoich umiejętności” – napisali po ostatnich derbach z Celtikiem.

Nie zamierza ruszać się z Rangers

W ostatnich dziewięciu meczach strzelił pięć goli. Do tego asystuje. Jest w swojej życiowej formie, a nie skończył jeszcze 25 lat. On z roku na rok będzie lepszy, a jego cena zacznie rosnąć – uważa były piłkarz i ekspert piłkarski, Alex Rae. Z tym, że zatrzymanie Kenta jest kluczowe dla przyszłości Rangers zgadza się też dawny gracz tego klubu, Barry Ferguson. – Tym, co u Ryana mnie zachwyca jest przede wszystkim regularność. Jemu w tym sezonie praktycznie nie przytrafiały się słabsze mecze. On jest ważniejszym ogniwem drużyny niż Alfredo Morelos – ocenił.

W kolejce po Kenta już ustawiają się kluby angielskiej Premier League. Swoją ofertę szykować ma Leeds United. Działacze beniaminka myśleli o pozyskaniu 24-latka już w przeszłości, ale ten wybrał ofertę Rangers. W mediach gruchnęła poza tym informacja, jakoby Liverpool chciał odzyskać zarówno Kenta, jak i Gerrarda. Jedno jest pewne, w przypadku transferu do Anglii wartość tego piłkarza będzie tylko i wyłącznie rosnąć.

Eksperci w Szkocji uważają jednak, że latem przynależność klubowa Kenta się nie zmieni. W tym momencie wszyscy w Rangers podekscytowani są wizją gry w Lidze Mistrzów. The Gers, jako mistrzowie kraju, będą musieli przebrnąć przez eliminacje. Działacze Rangers zamierzają zainwestować dodatkowe pieniądze w drużynę i zapowiadają, że nie oddadzą latem żadnego z czołowych zawodników. Kent odnalazł poza tym coś więcej niż pieniądze, które mogą zaoferować mu w angielskiej Premier League, czyli stabilny dom. – Kocham to miejsce. Rangers zrobili dla mnie tak wiele i nie wyobrażam sobie grać w tym momencie gdzie indziej. Nic nie motywuje mnie tak jak wizja przyszłego sezonu w pucharach – powiedział dziennikarzom BBC. Póki na Ibrox Park pozostanie Steven Gerrard, Kent niemal na pewno się stamtąd nie ruszy.

Komentarze